Lehmann Audio Rhinelander

Cze 09, 2018

Najtańszy model w ofercie specjalisty od wzmacniaczy słuchawkowych, i nie tylko, bazuje na rozwiązaniach sprawdzonych już w droższych konstrukcjach. Na pytanie, czy brzmi on podobnie, odpowiemy w niniejszym teście.

Dystrybutor: Audio Klan, www.audioklan.pl 
Cena: 1699 zł

Tekst: Ludwik Igielski   |   Zdjęcia: AV

audioklan 26072018 421x71

 

 


Lehmann Audio Rhinelander - Wzmacniacz słuchawkowy

TEST

Lehmann Rhinelander 1 aaa

 

Urządzenia tej niemieckiej wytwórni gościły już kilkakrotnie na naszych łamach. Dla przypomnienia warto odnotować, że firma Lehmann Audio ma dość długą, dwudziestoletnią historię. Związana jest z założycielem i głównym konstruktorem w jednej osobie, działającym także na rynku profesjonalnym. Odważne poglądy, konsekwencja działania i wysoka jakość urządzeń w dość przystępnych cenach zaowocowały licznymi sukcesami rynkowymi. Testowany wzmacniacz słuchawkowy to stosunkowo nowa propozycja w katalogu firmy. Rhinelander ma wiele cech wspólnych ze swoim „rodzeństwem”, jest jednak mniejszy i dzięki temu poręczniejszy.

Wbrew panującej tendencji na rynku, polegającej na integrowaniu słuchawkowców z przetwornikami c/a (po to, by móc je podłączyć bezpośrednio do komputera), Rhinelander pozostał „nieskażony” jakimikolwiek układami cyfrowymi. Nasze zdanie w tej kwestii? W pełni popieramy takie podejście.

 

Budowa

Wzmacniacz wygląda całkiem niepozornie. Mała metalowa skrzyneczka, złożona z kilku kawałków blachy lakierowanej na czarno, sugeruje, że mamy do czynienia z kolejnym niezbyt drogim urządzeniem, jakie znajdują się w ofertach producentów gramofonów czy wszelakiej maści akcesoriów. Ale pozory mogą mylić.

Okazuje się, że sama obudowa jest wykonana jakby nieco staranniej niż zwykle, ma lepsze gniazda połączeniowe i jest dobrze wytłumiona mechanicznie (płat warstwy tłumiącej przyczepionej do górnej pokrywy o profilu litery U). Sytuacja szybko się wyjaśnia po odkręceniu kilku śrubek. Wnętrze zapełnia porządnie wykonana płytka drukowana z elementami dobrej klasy. Co prawda, nie znajdziemy tu żadnych butikowych kondensatorów czy innych dziwnych rzeczy, ale za to kawałek rzetelnej inżynierii w dobrym tego słowa znaczeniu. Tor sygnałowy składa się z regulatora głośności i dwóch stopni wzmacniających. Pierwszy to akademicki wręcz przykład zastosowania wzmacniacza operacyjnego, objętego pętlą ujemnego sprzężenia zwrotnego. Przewidziano tutaj możliwość zmiany wzmocnienia przez przestawienie odpowiedniej zworki. Elementem aktywnym jest podwójny wzmacniacz operacyjny LM49720NA (dla obydwu kanałów) produkcji National Semicondutor. Kolejnym członem jest struktura złożona z elementów dyskretnych, pracująca w klasie A. Znajdziemy w niej pary komplementarne BD139/140 i BC550/560 w konfiguracji wzmacniacza prądowego bez globalnej pętli ujemnego sprzężenia zwrotnego. Rozwiązanie takie łączy w sobie kilka interesujących cech. Po pierwsze, szerokie pasmo przenoszenia połączone ze stabilnością parametrów. Po drugie, otwartość i swobodę brzmienia, jaką mogą zapewnić stopnie pracujące bez sprzężenia zwrotnego. Ideał? Może nie do końca, gdyż impedancja wyjściowa jest relatywnie duża – wynosi 5 Ω. W przypadku słuchawek wysokoomowych nie będzie stanowiło to większego problemu, natomiast gdy do wzmacniacza podepniemy słuchawki kilkunastoomowe (szczególnie takie na długim kablu), pogorszy się tłumienie i słuchawki narzucą wzmacniaczowi własny charakter, wynikający z niepłaskiego przebiegu krzywej modułu impedancji. Rozsądne minimum impedancji podłączanych słuchawek to 40–50 Ω.

 

Lehmann Rhinelander 3 wnetrze2

Jak zwykle u Lehmannna, w środku znajdziemy kawałek porządnej roboty inżynierskiej. Przekonuje także nienaganny montaż.

 

Zasilacz również wykonano w bardzo oryginalny sposób. Napięcia dostarcza zasilacz wtyczkowy. We wzmacniaczu jest ono prostowane zestawem bardzo szybkich diod BYV27 i wstępnie stabilizowane układem LM317. W dalszej części zasilacza znajduje się generator sztucznej masy (rozwiązanie doskonale znane ze swych dobroczynnych właściwości w technice studyjnej), oparty na pojedynczym wzmacniaczu operacyjnym LM49710NA i zestawie kilku kondensatorów elektrolitycznych. Wychodzi więc na to, że Rhinelander – mimo skromnej postury – może mieć sporo do zaoferowania podczas odsłuchu. Sprawdźmy, czy tak jest w istocie.

 

Brzmienie

Wzmacniacze słuchawkowe to dość specyficzna grupa urządzeń, zwłaszcza w kontekście ich oceny brzmienia. Z różnymi słuchawkami potrafią się zmieniać pod tym względem niczym kameleon. Niestety, bardzo często mają wyraźnie ograniczoną wydajność prądową, co skutkuje tym, że z niektórymi „nausznikami” po prostu źle współpracują. W przypadku testowanego Rhinelandera na szczęście tak nie jest; jako że urządzenie wykorzystuje rozwiązania pochodzące z rynku profesjonalnego, nie stwierdziłem tego rodzaju przypadłości.

Lehmann charakteryzuje się całkiem zrównoważonym i dynamicznym dźwiękiem. Zastosowane wewnątrz obudowy przełączniki wzmocnienia (zworki na płytce drukowanej) pozwalają dodatkowo dopasować warunki pracy urządzenia do aktualnie podłączonych słuchawek. Pomocna może się też okazać bardzo starannie opracowana instrukcja obsługi, omawiająca również zagadnienia związane z prawidłowym wysterowaniem słuchawek, zawierająca także wyjaśnienia poszczególnych parametrów w kontekście danego modelu.

W kategoriach ogólnych brzmienie można określić jako nieco jasne, a to za sprawą dobrze kontrolowanego i właściwie dawkowanego basu. Można nawet odnieść wrażenie, że niskie składowe są dawkowane w przesadnie oszczędny sposób. Pojawiają się tylko tam, gdzie trzeba, i to w sposób zdecydowanie adekwatny do sytuacji i odtwarzanego materiału. Jest to jednak pozorne, ponieważ zyskujemy na tym ich lepszą kontrolę oraz zróżnicowanie tego zakresu. Słuchając różnych nagrań, szybko zyskujemy przeświadczenie, że zakres niskich tonów ma swoją łatwą do wychwycenia barwę i charakterystyczną dynamikę. Nie ma pogrubień, spowolnień czy innych udziwnień.

 

Lehmann Rhinelander 4 zasilanie

Napięcia dostarcza zasilacz wtyczkowy. We wzmacniaczu jest ono prostowane zestawem bardzo szybkich diod BYV27 i wstępnie stabilizowane układem LM317.

 

Znakomicie wypada zakres średnich tonów: bardzo rzetelnie, bez potrzeby uciekania się do audiofilskich sztuczek. Nie jest to jednak całkowicie surowa, wręcz analityczna maniera, gdyż nawet dłuższe odsłuchy nie stanowią dla słuchacza absolutnie żadnego wyzwania. Pod tym względem wzmacniacz zadowoli zarówno zwolenników czystego grania, jak i osoby słuchające dla przyjemności i relaksu. Udane jest także zszycie z zakresem sopranów. Nie ma problemów z dominacją jednego zakresu nad drugim. Brzmienie zachowuje płynność.

Góra jest bardzo klarowna i dźwięczna, ale nienarzucająca się. Zjawiska przestrzenne to kolejny mocny punkt. Poszczególne plany są bardzo precyzyjnie ulokowane, zarówno wszerz jak i w głąb sceny dźwiękowej. Nie odnotowałem jakichkolwiek uproszczeń w rysowaniu perspektywy czy zbitek dźwięków. Wszystko odbywa się konsekwentnie, według wcześniej ustalonego porządku. Scena dźwiękowa ma bardzo realistyczne wymiary, bez zbędnych udziwnień czy upiększeń.

Tak jak już wspomniałem, urządzenie dysponuje pokaźną dynamiką. W tym zakresie dźwięk jest bardzo urozmaicony i zarazem ciekawy. Nagłe skoki głośności czy zagłębianie się w najdrobniejsze kontrasty między detalami potrafią mile zaskoczyć. Całościowo brzmienie jest wystarczająco dokładne, zarazem łatwe do zaakceptowania i polubienia.

 

Galeria

 

Naszym zdaniem 

Mimo że Rhinelander jest cenowo najbardziej przystępnym modelem w ofercie Lehmann Audio, to zapewnia wysoką jakość brzmienia, ma także cechy znane z droższych modeli tego producenta. Bardzo zwarte gabaryty urządzenia oraz zasilacz wtyczkowy, pracujący w szerokim zakresie napięć sieciowych, z pewnością będą atutem dla osób, które podróżują i często zmieniają miejsce pobytu, a chcą korzystać z pełnokrwistego wzmacniacza słuchawkowego. Na bazie tego wzmacniacza można więc zbudować dobrze brzmiący system nomadyczny, z dużymi – szczególnie wysokoomowymi – słuchawkami i dowolnym źródłem.

 

Lehmann Rhinelander 5 zzz

Zaloguj się, by skomentować

Kontakt z redakcją