Octave V110SE

Sty 24, 2018

Niemiecka firma Octave, produkująca urządzenia lampowe, przede wszystkim wzmacniacze, kojarzy się wielu audiofilom z potężnym, nie do końca „lampowym” brzmieniem. Sprawdzamy, czy ta opinia pasuje do najlepszej integry tej marki – modelu V110 SE.

Dystrybutor: Nautilus Poland, www.nautilus.net.pl
Cena (za parę): 33 900 zł (z KT150) + 4290 zł (Black Box)
Dostępne wykończenia: czarne, srebrne

Tekst: Marek Dyba | Konsultacja techniczna i zdjęcia: Filip Kulpa

audioklan 26072018 421x71

 

 


Octave V110SE - wzmacniacz lampowy

TEST

Octave V110SE 

 

Marka Octave powstała w latach 60. Początkowo firma zajmowała się produkcją transformatorów przemysłowych, a w latach 70. syn właściciela, Andreas Hoffman (który obecnie jest jej szefem), zbudował swój pierwszy przedwzmacniacz.

Kolejne próby umocniły Andreasa w przekonaniu, że to właśnie lampy są właściwym wyborem, pozwalającym osiągnąć dźwięk wysokiej klasy. Jednak dopiero w kolejnej dekadzie na rynek trafiły pierwsze przedwzmacniacze, a później także wzmacniacze lampowe. Od 2000 r. firma całkowicie skupiła się na urządzeniach klasy high-end. Od razu postawiono na konstrukcje w układzie push-pull, jako te bardziej uniwersalne, mogące współpracować ze zdecydowanie szerszą gamą kolumn niż wzmacniacze single-ended. Jak podkreśla producent, osiągnięcie najlepszego możliwego dźwięku jest ostatecznym, lecz niejedynym celem. Ważnymi cechami produktów Octave są również niezawodność, łatwość użytkowania i bezpieczeństwo. Lampy są stosowane, bez wyjątku, zarówno w stopniach wejściowych, jak i wyjściowych. Układy półprzewodnikowe dbają natomiast o komfortowe warunki pracy lamp, a więc ich niezawodność i długowieczność. Tym samym Octave obala mit niezbyt bezpiecznych i awaryjnych urządzeń lampowych. Każdy produkt jest montowany ręcznie – z zastosowaniem wyselekcjonowanych elementów – w siedzibie firmy w Baden w Niemczech, następnie przechodzi rygorystyczne, 48-godzinne testy. Dopiero po ich zaliczeniu jest pakowany i jedzie w świat.

Kilka lat temu pojawiła się na rynku najmocniejsza integra z oferty Octave – model V110 – obecnie oferowana w ulepszonej wersji SE.

 

Ciekawe rozwiązania

Wzmacniacz ten charakteryzuje się kilkoma nietypowymi lub zgoła niespotykanymi rozwiązaniami. I tak, z tyłu wzmacniacza znajduje się dwupozycyjny przełącznik „Power”. Optymalizuje on warunki pracy stopni końcowych ze względu na rodzaj użytych lamp. Pierwsze ustawienie (high), oferujące moc 110 W na kanał jest przewidziane dla najmocniejszych tetrod strumieniowych KT150 i KT120, natomiast drugie (low) – dla pozostałych lamp końcowych, które można zastosować: KT88, KT90, KT100, 6550, a nawet EL34, KT77 lub 6CA7. W drugim przypadku moc spada do co najmniej 70 W na kanał.

Na tym jednak nie kończy się zabawa w wymianę lamp (i nie chodzi tu bynajmniej o podstawianie innych lamp tego samego typu). Jest bowiem i druga możliwość: wymiany fabrycznie zastosowanej podwójnej triody ECC81 (12AT7) na ECC82 (12AU7) lub ECC83 (12AX7). Celem tej modyfikacji jest zmiana impedancji wyjściowej wzmacniacza (a więc współczynnika tłumienia) poprzez regulację pętli sprzężenia zwrotnego. Z lampą ECC83 (która ma największe wzmocnienie – 100 i największą rezystancję anody – 62,5 kΩ) uzyskuje się najwyższy współczynnik tłumienia (10), natomiast z ECC82 – najniższy (5). Zmianom tym towarzyszy oczywiście zmiana wzmocnienia wzmacniacza, co mniej zorientowani użytkownicy mogą pomylić ze spadkiem mocy (niesłusznie). Z informacji od producenta dowiadujemy się, że lampa ECC83 będzie optymalna dla trudniejszych kolumn, zaś ECC82 – dla zestawów tubowych. Od siebie dodalibyśmy, że głównym kryterium doboru powinna być impedancja kolumn: jej wartość znamionowa oraz zmienność – im mniejsza ta pierwsza i im większa ta druga, tym (z technicznego punktu widzenia) bardziej wskazany jest wybór ECC83 niż ECC81 (nie mówiąc już od  ECC82). Zwróćmy uwagę, że V110SE jest pozbawiony powszechnie stosowanego „regulatora” impedancji wyjściowej, jakim są dwa uzwojenia wtórne (odczepy) transformatorów wyjściowych. Zastosowano tylko po jednej parze zacisków głośnikowych na kanał.

 

Octave V110SE

 

Wzmacniacze Octave mają też inny sprytny patent – funkcję ECO mode. Po 9 minutach braku sygnału wejściowego stopień końcowy samoczynnie się wyłącza, redukując pobór mocy ze 160 do 8,5 W (firma podaje, że do 20 W). Świetne rozwiązanie dla zapominalskich, zdające również egzamin w uniwersalnych systemach A/V. Tryb Eco oszczędza nie tylko środowisko naturalne, ale i lampy, które dzięki wspomnianej automatyce po prostu dłużej pożyją. Tę samą funkcję pełni wielostopniowy układ miękkiego startu – wzmacniacz jest gotowy do pracy dopiero po upływie około 2 minut od włączenia. I to jest pewna niewygoda związana z korzystaniem z trybu ECO: trzeba cierpliwie poczekać aż wzmacniacz ponownie zacznie grać. Redukcję poboru mocy można uzyskać także wtedy, gdy korzystamy wyłącznie z sekcji przedwzmacniacza (Amp Off).

Dorzućmy do tego wszystkiego solidną aluminiową, przykręcaną klatkę na lampy, układ, który w prosty sposób pozwala sprawdzić i w razie potrzeby wyregulować prąd spoczynkowy dla lamp mocy czy wreszcie pilot (służący wyłącznie do regulacji głośności), a dostajemy urządzenie – jak na lampowca – wyjątkowo uniwersalne i naprawdę przyjemne w obsłudze. Tym bardziej, że V110 SE prezentuje się bardzo dobrze, choć może niezbyt efektownie – to taki tzw. sleeper.

 

Budowa


Tymczasem pudło, w które zapakowano wzmacniacz, budzi skojarzenia z drogim high-endem; do bagażnika auta segmentu B raczej się nie zmieści. Ma aż 85 cm długości, w dodatku jest szerokie i całkiem wysokie. To skutek tego, że jest to opakowanie zbiorcze, mieszczące pudło właściwego wzmacniacza oraz dodatkowy karton na lampy i akcesoria (śrubokręt do regulacji biasu i klucz imbusowy do odkręcania klatki ochronnej).

Wzmacniacz dysponuje pięcioma wejściami liniowymi (RCA), wejściem bypass (RCA) i jednym zbalansowanym (XLR), które jest tu wyłącznie dla kompatybilności, tudzież ozdoby. Sygnał zaraz za nim jest desymetryzowany (scalak INA2134AP). Dodatkowe funkcje to wyjście do nagrywania oraz regulowane z przedwzmacniacza (pre-out), przydatne np. w bi-ampingu. Samo urządzenie ma dość niski profil (poza umieszczonymi pod osłoną transformatorami wytwarzanymi przez Octave, czy lampami chronionymi przez przykręcaną klatkę), czego skutkiem jest niewielka ilość miejsca na tylnej ściance. Przy wszystkich praktycznych atutach tego urządzenia, stłoczenie gniazd RCA z lewej strony jest, moim zdaniem, właściwie jedyną jego słabością – podpięcie kabli RCA z dużymi wtykami okazuje się kłopotliwe.

 

Octave V110SE

Solidna, lecz daleka od ekstrawagancji aluminiowa obudowa skrywa nowoczesny, sterowany elektronicznie układ na bazie dość często stosowanych lamp ECC81 i KT150.

 

Na froncie umieszczono dwa średniej wielkości pokrętła – selektor wejść i regulację głośności. Centralny wyświetlacz, a właściwie szybka, skrywa diody sygnalizujące wybrane wejście, gotowość do pracy (po miękkim starcie), ewentualne włączenie się układów zabezpieczających. W trybie regulacji biasu ukazują się cztery kolorowe diody. Zielony kolor oznacza prawidłowy bias, natomiast czerwony i żółty – konieczność korekty za pomocą śrubokręta.

Przewidziano trzy opcjonalne elementy wyposażenia V110 SE. Pierwszy to moduł przedwzmacniacza gramofonowego MM/MC. Dwa kolejne są wspomagaczami (boosterami) wewnętrznego zasilacza urządzenia – Black-Box i Super Black-Box. Te zewnętrzne moduły powiększają pojemność zasilacza czterokrotnie (Black Box) lub nawet dziesięciokrotnie (Super). Jak twierdzi producent, dzięki temu wzmacniacze Octave są w stanie wysterować nawet najtrudniejsze kolumny.

 

Brzmienie

Jak dotąd moje kontakty z Octave sprowadzały się właściwie jedynie do odsłuchów w salonach dystrybutora i na wystawach. Kilka lat temu miałem w domu jeden z tańszych modeli i... nie przypadł mi on jakoś szczególnie do gustu. Ów kontakt nie zachęcał do kolejnych, choć wspomniane pokazowe systemy za każdym razem grały co najmniej dobrze, a niektóre – wręcz znakomicie. Gdy naczelny rzucił propozycję testu V110 SE, postanowiłem dać marce drugą szansę, tym bardziej, że przecież w tej całej zabawie w audio wystarczy jedno niedopasowanie w systemie, by niezbyt sprawiedliwie ocenić dany komponent – nie mogę do końca wykluczyć, że tak było za pierwszym razem.

Mając do dyspozycji wzmacniacz o dużym zapasie mocy, o – jak pisze producent – wyjątkowych możliwościach w zakresie dynamiki, rozpocząłem odsłuchy od... małych barokowych składów. Była to jedna z płyt fantastycznej francuskiej wytwórni Alpha (nawet nie pamiętam która). Gdy wybrzmiała ostatnia nuta, rzuciłem się szukać kolejnych krążków z podobną muzyką. Oto bowiem Octave, push-pull, a nie mój ulubiony SET, korzystający ze sprzężenia zwrotnego (przez wielu uważanego za czyste zło), zagrał z poziomem wyrafinowania, finezji i wręcz delikatności (w najlepszym tego słowa znaczeniu), jakich po tego typu konstrukcji zupełnie się nie spodziewałem. Smyki brzmiały wybornie – czysto, ale i soczyście, mocnym bądź delikatnym, ale zawsze nasyconym, barwnym (niepodbarwionym!) dźwiękiem. Dorzućmy do tego bardzo dobrą prezentację przestrzenną – począwszy od dużych (ale niepowiększonych), trójwymiarowych źródeł pozornych, poprzez ich precyzyjną lokalizację na scenie, odpowiednią wielkość tej ostatniej, po ogromną ilość powietrza dającą muzyce tzw. oddech. Jak potwierdziły kolejne płyty, m.in. Michaela Godarda, także oddanie akustyki pomieszczeń, ich wielkości, pogłosu, wybrzmień itd. przypominało mi jako żywo osiągi bardzo dobrych SET-ów. Za sprawą wszystkich tych elementów i ogromnej ilości uporządkowanej, ale nienachalnej informacji prezentację odbierałem jako nadzwyczajnie naturalną, płynną – słuchało się tego po prostu doskonale.

 

Octave V110SE

Sekcje wejściowa i sterowania wykorzystują trzy podwójne triody ECC81, z których dwie pochodzą od Electro Harmonixa, a ta najbliższa (po prawej) – od Tung-Sola. To ją można zastąpić przez ECC82 lub ECC82 (w komplecie) w celu zwiększenia lub zmniejszenia współczynnika tłumienia.

 

Jak uczy doświadczenie, urządzenia, które tak znakomicie odtwarzają smyczki, zwykle równie dobrze radzą sobie z dęciakami. Sięgnąłem więc po jedną z płyt ze ścieżką dźwiękową ze znakomitego serialu „Treme", którego akcja rozgrywa się w Nowym Orleanie po huraganie Katrina. I znowu po pierwszej płycie nie mogłem oprzeć się kolejnym – takich artystów jak Trombone Shorty, Kermit Ruffins, Wycliff Gordon, aż końcu doszedłem i do Tomasza Stańki (kontynuując wątek dęciaków, a nie nowoorleański, oczywiście). Brzmienie trąbek, puzonów, saksofonów, tub itd. było bowiem naturalne, chwilami wręcz organiczne. Wszystkie te instrumenty wymagają bardzo otwartego, pełnego powietrza grania, by brzmieć dobrze, co – jak już ustaliliśmy – V110 SE oferuje w standardzie. Teraz także było jasne, że w przeciwieństwie do wielu urządzeń lampowych Octave nie ma jakiejś szczególnej tendencji do zaokrąglania góry pasma (zdaniem naczelnego, wzmacniacz brzmi wręcz rześko i bardzo otwarcie w górnych rejestrach). To także niezbędny element naturalności brzmienia, np. trąbki, która potrafi przecież zabrzmieć ostro. Niemiecki wzmacniacz pokazywał to bezbłędnie – potrafił zakłuć w uszy, nie przekraczając granicy, po której takie dźwięki stają się nieprzyjemne. Świetnie wypadały z nim również blachy perkusji – ich dźwięczność i bardzo dobre różnicowanie sprawiły, że kilka płyt przesłuchałem z przyjemnością właśnie pod tym kątem.

Tym bardziej, i tu robimy skok na drugi koniec pasma, że i bębny w wydaniu Octave brzmiały wyjątkowo dobrze. Odbierałem to w ten sposób za sprawą kilku elementów. Po pierwsze, zgodnie z deklaracją producenta, V110 SE to bardzo dynamicznie grający wzmacniacz. Nie ma jednak w tym brzmieniu za grosz efekciarstwa, nie jest ono bardziej ofensywnie niż perkusja w naturze (co zdarza się niektórym wzmacniaczom). Po drugie, wzmacniacz bardzo dobrze kontrolował moje, może nie bardzo trudne do napędzenia, ale mające swoje wymagania Ubiqi, co przekładało się na odpowiednią szybkość, siłę i sprężystość każdego uderzenia pałeczek w membrany bębnów. Po trzecie, Octave gwarantowało także bardzo dobry timing. Wszystko to składało się w całość, która kojarzyła mi się raczej z popisami tranzystorów – i to nie byle jakich – a nie lamp, nawet tych pracujących w push-pullu.

 

Octave Black Box  

Pojemność filtrująca Black Boksa jest trzykrotnie większa niż w samym wzmacniaczu – obie się sumują, dając łącznie 16 x 470 µF/400 V. To już naprawdę pokaźny rezerwuar energii.

 

Stąd krok już do bluesa, rocka czy dużej klasyki – słowem muzyki, w której tempo, rytm, nisko schodzący bas, rozmach i potęga brzmienia grają dużą rolę. Octave dorzuciło do tego dobrą rozdzielczość i różnicowanie, raczej neutralny balans tonalny, no i wspominaną już wybuchową dynamikę. Za ich sprawą łagodniejsze formy rocka, np. w wydaniu Pink Floyd czy Dire Straits, ale i te bardziej energetyczne, jak krążki AC/DC, brzmiały wyjątkowo satysfakcjonująco, energetycznie i wciągająco. Na tym etapie odsłuchów postanowiłem też w końcu skorzystać z Black Boxa, by dodatkowo wspomóc wzmacniacz. Podejrzewam, że jego wpływ przy trudniejszych do napędzenia kolumnach byłby większy, ale i przy moich Model One dynamiczna, energetyczna prezentacja dostała dodatkowy zastrzyk energii. Jeszcze lepiej było to słychać przy dużej klasyce, np. I Symfonii Mahlera pod Giulinim czy IX Beethovena pod Böhmem. Rzecz nie tylko w większej potędze brzmienia, ale i jeszcze lepszej kontroli wzmacniacza nad głośnikami, co przekładało się na jeszcze lepiej ułożoną, uporządkowaną prezentację, na większą czytelność drobnych elementów, na bardziej natychmiastowe, jeszcze bardziej fizycznie odczuwalne skoki dynamiki. Różnica wprowadzona przez Black Box w moim systemie nie była wielka, ale bez dwóch zdań, nawet dla tej niewielkiej poprawy, mając V110 SE chętnie wsparłbym go jeszcze owym „boosterem” – tym bardziej, że w relacji do ceny wzmacniacza nie jest to kosztowna opcja.

 

Galeria

 

Naszym zdaniem

Octave V110SE to dość wyjątkowy wzmacniacz lampowy. Solidne wykonanie i dobre wykończenie uzupełniono kilkoma funkcjami, dzięki którym użytkowanie tego lampowca jest łatwiejsze i przyjemniejsze. Na dodatek pozwalają one uzyskać lepsze spasowanie z konkretnymi kolumnami. V110 SE reprezentuje bardzo solidny kawał grania – połączenie znakomitej, nielampowej (przynajmniej zgodnie ze stereotypami) dynamiki z lampowym wyrafinowaniem, otwartością i przestrzennością. Jest gładko, spójnie, ale gdy trzeba, włącza się wykop i pazur, więc posiadacze Octave V110 SE nie będą ograniczeni do jedynie wybranych gatunków muzycznych. To uniwersalna maszyna oferująca klasowe brzmienie. Uniwersalna także pod kątem doboru głośników. Redaktor naczelny podłączył ją do opornych ATC SCM40 i… był zachwycony.

System odsłuchowy:

Pomieszczenie: 24 m2, z częściową adaptacją akustyczną – ustroje Rogoz Audio i AudioForm
Kolumny: Ubiq Audio Model One Duelund Edition
Źródła cyfrowe: pasywny PC z WIN10 64bit, Roon 1.3, JPlay 6.1, zasilacz liniowy HDPlex, karta USB Jcat Femto z zasilaczem Bakoon BPS-02, USB Isolator Jcat, LampizatOr Golden Atlantic
Źródło analogowe: gramofon JSikora Basic, ramię Schroeder CB, wkładka AirTight PC3, przedwzmacniacz gramofonowy Grandinote Celio mkIV
Kable sygnałowe: Hijiri Million, KingRex uCraft Y (USB), TelluriumQ Silver Diamond (USB)                                                                                             
Kable głośnikowe: LessLoss Anchorwave
Zasilanie: dedykowana linia od licznika kablem Gigawatt LC-Y, listwy: ISOL-8 Substation Integra i Gigawatt PF2 mk2, kable sieciowe LessLoss DFPC Signature, Gigawatt LC-3, gniazdka ścienne Gigawatt i Furutech

 

KEF Q750

Zaloguj się, by skomentować

Kontakt z redakcją