Wharefedale Diamond 11.3

Mar 12, 2018

Jedenasta generacja serii Diamond, której debiut zbiega się z 85. rocznicą istnienia marki Wharfedale, to duże wydarzenie w historii firmy. Na przykładzie najmniejszych podłogówek sprawdzamy, czy warto było czekać.

Dystrybutor: Horn Distribution, www.horn.eu
Cena (za parę): 3398 zł za parę
Dostępne wykończenia: czarne, białe

Tekst: Filip Kulpa, Marek Lacki | Zdjęcia: AV

audioklan 14062018 421x71

 

 


Wharefedale Diamond 11.3 - kolumny głośnikowe

TEST

WHD Diamond 11 3 1 aaa

Wharfedale jest jednym z najstarszych brytyjskich (i nie tylko) producentów zestawów głośnikowych. Istnieje od 1932 roku (patrz apla na następnej stronie) i przez ten bardzo długi czas firma miewała chwile chwały, okresy zdecydowanie trudniejsze (II wojna światowa), przeżyła trzy przejęcia kapitałowe. Ostatnie dwie dekady to okres względnego spokoju, ale też już nie tak spektakularnych sukcesów, jakie były udziałem serii Diamond – wizytówki marki, głośników o świetnej relacji jakości do (bardzo niewygórowanej) ceny. Właściciel marki, IAG z siedzibą w Chinach, na przestrzeni równo 20 lat wprowadził cztery, a jeśli uwzględnić gorącą nowość – serię 11 – to pięć gam Diamondów (Diamond 8 – 2001 r., Diamond 9 – 2003 r., Diamond 10 – 2010 r., Diamond 200 – 2014 r., Diamond 11 – 2017 r.).

 

85 lat historii Wharfedale

Firmę założył w 1932 roku niejaki Gilbert Briggs – by przez kolejnych 26 lat nieprzerwanie ją prowadzić. Wszystko zaczęło się od głośników zbudowanych w jego domu w Yorkshire. Nazwa marki pochodzi od pobliskiej rzeki Wharfe. Lata 30. to czas fascynacji radiem – ona właśnie pchnęła Briggsa do konstruowania głośników. W 1933 roku, nieopodal Bradford, powstała niewielka fabryka Wharfedale Wireless Works, a firma stała się interesem rodzinnym – Gilbertowi już wtedy pomagała jego żona. Aż do wybuchu wojny biznes rozwijał się całkiem prężnie – na tyle, że fabryka przeniosła się do innej lokalizacji, a produkcja osiągnęła pułap 9000 głośników rocznie. Na początku lat 40. fabryka przestawiła się na produkcję na potrzeby militarne (transformatory dla Marconiego). Już w 1945 roku Wharfedale, z myślą o rynku amerykańskim, pokazało pierwowzór współczesnych kolumn – potężne dwudrożne zestawy głośnikowe (bez nazwy). W 1948 r. Briggs wydał książkę „Loudspeakers: the Why and How of Good Reproduction” – jak się później okazało pierwszą z kilku. Szczególnie ona cieszyła się olbrzymią popularnością, co pewien czas ukazywały się wznowienia (wskutek wyczerpujących się nakładów), a Briggs odbierał dosłownie worki korespondencji. Jak później policzył, przez 13 lat działalności wydawniczej otrzymał około 10 tysięcy listów (!). Udzielał się też na innych polach edukacji. W 1955 roku, wspólnie ze swoim przyjacielem Peterem Walkerem (Quad), zrealizował serię eventów w Londynie i Nowym Jorku pt. „live vs. recorded”, polegających – jak się nietrudno domyślić – na porównywaniu muzyki granej na żywo i odtwarzanej przez system hi-fi. Tak, tak, to było 62 lata temu!

W 1958 roku firmę przejął Rank Organisation. Briggs pracował dla Wharfedale jeszcze przez 7 lat, by ostatecznie, w wieku 75 lat, odejść na zasłużoną emeryturę. Nowy właściciel pchnął markę ku kolejnym sukcesom. W 1962 roku dokonano przełomu polegającego na opracowaniu nowego typu zawieszeń głośników oraz magnesów ceramicznych (stosowanych przez Wharfedale do dziś). Pięć lat później Wharfedale przeniosło się do kolejnej, tym razem już naprawdę dużej fabryki (wciąż w Bradford). W latach 70. fabryka produkowała nawet 800 tysięcy głośników rocznie. Na początku lat 80. właściciel marki zainwestował w najnowocześniejsze narzędzia badawcze, wykorzystujące technikę interferometrii laserowej, a pozwalające lepiej zrozumieć zachowanie materiałów – w szczególności membran. To zaczątek wielkiego komercyjnego sukcesu – w 1981 r. powstał mały półkowy zestaw głośnikowy Diamond, w którym wykorzystano niewielki polipropylenowy midwoofer. Monitorki te niemal od razu stały się hitem, ale już rok później powstała ich ulepszona odmiana (Diamond II).

Na początku lat 90. Wharfedale przeszło do grupy kapitałowej Verity Group PLC (wraz z Quadem i Leakiem), jednak ten epizod nie trwał zbyt długo, bowiem w 1994 roku „wyciekła” technologia modów rozproszonych, będąca podstawą działania późniejszych głośników NXT. Verity Group założyło nową firmę, mającą rozwijać tę właśnie technologię, tracąc przy tym zainteresowanie klasycznymi głośnikami. W tym momencie, a konkretnie 15 września 1997 roku (równo 20 lat temu), rozpoczął się obecny etap historii Wharfedale – przejęcie przez International Audio Group. Pierwszym efektem zmiany właściciela było powstanie ósmej generacji serii Diamond (2001), którą dwa lata później (2003) zastąpiono generacją 9 – spory sukces brytyjskiej marki (choć formalnie należącej do Chińczyków). Pod koniec ubiegłej dekady o Wharfedale zrobiło się trochę cicho. Pewne ożywienie nastąpiło w 2010 roku, po premierze Diamondów 100, jednak seria ta nie odniosła większego sukcesu. Zapewne dlatego końcem 2014 roku anonsowano nową gamę Diamond 200, która oficjalnie nie jest wycofywana (przynajmniej na razie) wraz z debiutem najnowszej serii Diamond 11. Ten miał miejsce w maju br. w Monachium (podczas wystawy High-End).

 

Budowa

Nowa seria zapowiada się obiecująco. Składa się z ośmiu zestawów pasywnych, w tym trzech kolumn podstawkowych, trzech wolnostojących, dwóch zestawów centralnych. Niebawem dołączy do nich także bardzo atrakcyjny subwoofer z 12-calowym głośnikiem basowym.

Według zapowiedzi producenta, w jedenastej generacji wprowadzono wiele znaczących zmian konstrukcyjnych, mają to być znacznie lepsze zestawy głośnikowe – już nie tak tanie jak niegdysiejsze Diamondy, ale wciąż o znakomitej relacji jakości dźwięku do ceny. Oczekiwania mieliśmy spore, przekonajmy się więc, czy zostały zaspokojone.

 

WHD Diamond 11 3 5 kolec

Powietrze z bas-refleksu przeciska się przez tę zaledwie kilkumilimetrową szczelinę. Kolce są masywne.

 

11.3 mogą się podobać, choć pod względem wzorniczym nie jest to, moim zdaniem, równie dopracowany projekt co kolumny Monitor Audio, B&W, KEF, Focal czy nawet kilka marek niemieckich. Design ma wyraźne cechy dalekowschodnie: połączenie błyszczącego frontu, srebrnych obwódek, wypukłych bocznych ścianek. Nie jest źle, ale...

W projekcie nowych Diamondów powrócono do wypukłych bocznych ścianek – zabiegu, który „oficjalnie” poprawia zachowanie obudów pod względem mechanicznym, jednak tajemnicą poliszynela jest, że ważniejszym powodem jest – nie oszukujmy się – wygląd kolumn. W przypadku testowanego modelu front ma nieco ponad 19 cm szerokości (w najszerszym miejscu obudowy ponad 20 cm), zaś tył – zaledwie 12 cm. Tak więc obudowy zwężają się ku tyłowi – to modny, często stosowany zabieg, choć trzeba przyznać, że w rozważanym przedziale cenowym stosowany nieczęsto.

 

WHD Diamond 11 3 7 woofer magnet

Magnesy wooferów zapewniają  wentylację cewki.

 

11.3 to niewielkie podłogówki mające około 90 cm „wzrostu” (na kolcach), których solidność wykonania nie budzi zastrzeżeń. Masa prawie 16 kg przy tym wolumenie skrzynek zwiastuje grube ścianki, wzmocnienia lub po prostu masywne głośniki. Istotnie, grubość przedniej odgrody dochodzi do 28 mm, pozostałe ścianki są, rzecz jasna, cieńsze. Wzmocnienia znajdują się w dwóch miejscach, mniej więcej w 1/3 i 2/3 wysokości obudów. Do wytłumienia użyto grubych płatów szarego materiału tłumiącego, przypominającego sukno, choć twardszego. Sporym zaskoczeniem na plus jest widok zwrotnicy. Składa się z 10 elementów naprawdę niezłej jakości – wśród nich nie ma ani jednego kondensatora elektrolitycznego. Świeżym odniesieniem mogą być nagrodzone Dali Spektory 6, kolumny w tej samej cenie, których zwrotnice zbudowano ze znacznie tańszych elementów. Punkt dla Wharfedale. Całość spoczywa na wkręcanych w spód szerokich stożkach – te można postawić na szerokich talerzykach ochronnych.

 

WHD Diamond 11 3 8a woofery

Bardzo nowoczesne, ażurowe kosze i duże, w relacji do małych membran, układy magnetyczne.

 

A głośniki? Też wyglądają nieźle. Obie „trzynastki” (w rzeczywistości głośniki te są nieco większe – bardziej przypominają „piętnastki”) to zaskakująco solidne głośniki wyposażone w 95-mm magnesy i odlewane ażurowe chassis. Charakterystycznym akcentem są szerokie, głęboko zachodzące na kewlarowe membrany, piankowe resory. Tak, wiem: nie kojarzą się najlepiej (vide: Altusy i inne Tonsile, jak również wiele innych zestawów głośnikowych z lat 70./80.), jednak nie można wykluczyć, że nowoczesne pianki są znacznie trwalsze. Tym razem zawieszenia są proste, nie mają żadnych fikuśnych zgrubień ani nacięć. Woofery, mimo małych membran (zaopatrzonych w integrowane plastikowe korektory fazowe), zaprojektowano tak, by dobrze znosiły pracę ze znacznymi amplitudami (obciążeniami). Wychylenia są naprawdę spore. Oba głośniki obciąża wspólna komora o objętości 29,2 litra oraz mocno wyprofilowany (według producenta) port BR na dolnej ściance, którego tak naprawdę nie widać, bo zaledwie kilka milimetrów pod nim znajduje się drewniany cokół. Powietrze uchodzi więc przez szczelinę wokół cokołu. To z pozoru kontrowersyjne  rozwiązanie sprawdza się w praktyce całkiem nieźle – poziom szumu turbulencyjnego w okolicach częstotliwości zestrojenia bas-refleksu przy poziomie głośności rzędu 90 dB jest umiarkowany. Inna sprawa, że port dostrojono bardzo nisko, zważywszy na rodzaj użytych głośników, bo do niecałych 35 Hz.

Ze względu na zastosowanie pierścieni maskujących mocowania głośników, nie udało mi się wyjąć tweetera. Szkoda, bo to też nie byle jaki głośnik zaopatrzony w komorę tłumiącą i ceramiczny magnes. Sama kopułka jest tekstylna, jej powierzchnia mocno porowata – w powiększeniu widać, że zastosowano jakiś rodzaj gęstego impregnatu.

 

Brzmienie

Jak już wielokrotnie pisałem na tych łamach, w trakcie przeprowadzania testów staram się nie sugerować ceną. Po prostu wolę jej nie znać przed jego rozpoczęciem. Oczywiście nie zawsze jest to możliwe, bo albo wcześniej mi ją zakomunikowano, albo też domyślam się, ile może wynosić – mniej lub bardziej dokładnie.

Po przesłuchaniu nowych Diamondów (kilka sesji w trzydniowym cyklu) uznałem, że kosztują około 4–5 tys. zł. Przy faktycznej cenie 3400 zł uważam, że są naprawdę dobre. Co mnie do nich przekonało? Kilka rzeczy. Przede wszystkim przestrzeń. 11.3 nie budują jakiejś ogromnej sceny – to inny styl grania. One tworzą tak zwany klimat. Obszar pierwszego i drugiego planu to miejsca, gdzie dzieje się najwięcej, doprawdy dużo. Uderza wręcz realizm przekazu. Te zestawy potrafią wytworzyć zaskakująco namacalny dźwięk. Wrażenie obcowania, bezpośredniego kontaktu z muzykami ociera się o to, czego spodziewamy się po high-endzie, a na pewno nie po zestawach, które ze względu na cenę są klasyfikowane gdzieś w klasie niższej-średniej.

 

WHD Diamond 11 3 8b xover

Trudno narzekać na jakość użytych komponentów. W tym przedziale cenowym jest bardzo dobrze.

 

Pierwszy plan jest nieco wypchnięty do przodu, przed linię kolumn, w kierunku słuchacza. To dzięki temu powstaje owo silne wrażenie bliskości muzyków, że można ich niemalże dotknąć. Gdyby te kolumny kosztowały 20 czy 30 tys. zł, nie byłoby to niczym nadzwyczajnym.

Wiele zestawów, grając w opisany sposób, bywa natarczywymi. Szczególnie gdy mają rozjaśnioną górę. Co ciekawe, soprany Wharfedale właśnie takie się wydają. Mimo to kolumny nie grają agresywnie. Są za to niezwykle wręcz precyzyjne w ustalaniu lokalizacji źródeł pozornych na pierwszym planie.

Jasna góra w pierwszych momentach odsłuchu w ogóle nie przeszkadza. Z jednej strony jest dość mocna, jednak z drugiej – jej jakość jest na tyle zadowalająca, że daje się bardzo łatwo tolerować. Wysokie tony cechuje dobra rozdzielczość, są wolne od zapiaszczenia. Brzmią soczyście i gładko, w żadnym razie sucho. Wybrzmienia talerzy są całkiem czyste.

Redaktor naczelny, który słuchał tych kolumn przede mną, stwierdził, że góra nie jest podkreślona, lecz wrażenie rozjaśnienia wynika z dwóch czynników: lekkiego basu, silnej obecności środka i pewnej nierówności czy może właśnie ekspozycji w zakresie pomiędzy środkiem a górą. W moim odczuciu nie ma tu żadnego problemu, jeśli przypomnimy sobie cenę tych kolumn. Przez chwilę jednak postanowiłem wczuć się w sytuację, że są to kolumny, z którymi musiałbym obcować przez długi czas. Wówczas rzeczywiście odczułem pewien niewielki dyskomfort w omawianym zakresie.

 

WHD Diamond 11 3 6 glosnik 

Piankowe zawieszenia są okryte złą sławą, co nie znaczy, że również te współczesne będą nietrwałe. Membrany wykonano z kewlaru.

 

Zgadzam się, że średnica ma raczej jasny charakter. Dodam, że dysponuje ona sporą precyzją. Zapewnia to żywość brzmienia bez wywoływania efektu osuszenia. To zasługa barw.

Saturacja jest duża, więc brzmienie nie jest nudne. Gdyby się czepiać, można by wskazać na potrzebę nieco lepszego wypełnienia, ale to kwestia gustu lub konkretnego zestawienia w systemie.

Bas jest obiektywnie dość szczupły – tu znów obaj z naczelnym mieliśmy podobne zdanie. W normalnym, niezbyt głośnym odsłuchu, jego obecność jest umiarkowanie odczuwalna, ale bynajmniej nie oznacza to deficytu. Strojenie basu Diamondów 11.3 przypomina nieco dobrą obudowę zamkniętą, nie kojarzy się z bas-refleksem. Od obudowy zamkniętej różni się jednak tym, że zamiast łagodnego spadku w najniższej oktawie, występuje wrażenie całkiem wyrazistego niskiego basu. Rozciągnięcie niskich tonów, zwłaszcza przy tej wielkości kolumn i membran, jest bardzo dobre. Głośniejsze granie zapewnia efektowny, głęboki bas. Nie odnotowałem przy tym niedostatków w szybkości. Z kolei barwa i zróżnicowanie nie wyróżniają się w żadną stronę.

Dynamika jest dobra, ale w skali makro efekt dużej skali dźwięku jest jednak ograniczony. Fizyka nie pozwala na więcej. Nieźle jest natomiast z szybkością reakcji, szybkim czasem narastania sygnału – kolumny nadążają za muzyką, niezależnie od jej rodzaju.

 

Impedancja i faza elektryczna

Przebieg modułu impedancji (linia czarna) nie wygląda typowo dla 2,5-drożnego bas-refleksu. Mocno stłumiony pierwszy wierzchołek (dużo niższy od drugiego) wskazuje, że układ BR dostrojono poniżej częstotliwości rezonansowej wooferów, może być też wskazówką dużej rezystancji akustycznej, reprezentowanej przez wąską szczelinę cokołu. Występująca nieco powyżej 220 Hz nieciągłość sugeruje występowanie rezonansu obudowy, co potwierdza gwałtowny wzrost zniekształceń zmierzonych przy tej właśnie częstotliwości.

WHD Diamond 11 3 9a impedancja faza

Minimalna wartość impedancji wyniosła 4,01/4,03 Ω  (dla jednej i drugiej sztuki), zaś maksymalna wartość bezwzględna kąta fazowego (-50,7 stopnia) wystąpiła przy 99 Hz, co na szczęście koreluje z bezpieczną, bo 10-omową wartością modułu impedancji. Najbardziej ściśle byłoby określić Diamondy 11.3 mianem obciążenia 5-omowego (jak większość współczesnych kolumn). Zważywszy na niezłą efektywność (na pewno mniejszą nie deklaruje producent, ale i tak sporą), mamy do czynienia z kolumnami relatywnie łatwymi do wysterowania. 

 

Zniekształcenia THD

Jak na kolumny podłogowe klasy niższej średniej, Diamondy 11.3 są konstrukcją generującą małe zniekształcenia harmoniczne. Uśredniając całość, można powiedzieć, że w średnim i wyższym basie zniekształcenia są rzędu 1%, natomiast w środkowym i górnym zakresie pasma (pomijając 3 kHz) typowy współczynnik THD zawiera się w przedziale 0,1–0,3% (przy 90 dB).

Rekordowo mały współczynnik THD zmierzyłem w okolicach 6,3 kHz – osiągnął on zaledwie 0,02% – wartość o rząd wielkości mniejszą niż dla zakresu 1–10 kHz. Zaskakująco duże okazały się natomiast zniekształcenia przy 3 kHz (1,2%), co prawdopodobnie należy przypisać wooferom. Drugi dziwny skok zawartości harmonicznych (głównie trzeciej) ma miejsce przy 224 Hz (3-4% przy 89–80 dB SPL) – ma to ewidentny związek ze słyszalnym rezonansem obudowy (brzęczenie). Potwierdzeniem tego stanu rzeczy jest wykres impedancji i fazy oraz bardzo wąski zakres częstotliwości, przy którym występuje ów efekt. W sąsiedztwie omawianej częstotliwości typowy poziom THD był od kilku do 10 razy mniejszy (0,4–0,7%).

W zakresie niskotonowym – najtrudniejszym dla każdej kolumny – poziom THD szybko wzrasta dopiero poniżej 55 Hz (1,9%), osiągając od kilku do kilkunastu procent (dla 90 dB) w przedziale 30–50 Hz, gdzie port BR pompuje całkiem intensywnie. Przy mniejszych poziomach (mówimy tu o dużym poziomie) zniekształcenia są znacznie mniejsze. Całkiem dobry zestaw wyników, chociaż obudowy można by jeszcze nieco dopracować. 

 

Galeria

 

Naszym zdaniem

WHD Diamond 11 3 9b zzzNie mamy wątpliwości, że zespół Petera Comeau mocno się przyłożył do postawionego mu zadania stworzenia kolumn o nieprzeciętnej relacji dźwięku do (przystępnej) ceny. Trudno nam porównać 11.3 do starszej serii Diamond, ale jedno jest pewne: na tle średniej rynkowej najtańsze nowe podłogowe Diamondy wypadają naprawdę obiecująco. Jeśli pozostałe modele są równie dobre, to wróży jej to sukces.

11.3 najbardziej przekonują namacalnością brzmienia, bardzo dobrą stereofonią i wysoką jakością basu, który pod względem potęgi czy obfitości może odstawać od rywali, ale poza tym jest świetny – zestrojony inaczej niż w znakomitej większości kolumn, które mają łatwo przekonać (w warunkach sklepowych) mniej wyrobionych słuchaczy. Tu postawiono na  zwartość, szybkość i rozciągnięcie. Z tego między innymi względu Diamondy 11.3 mają wielką szansę znakomicie sprawdzić się w niedużych kilkunastometrowych pokojach. Na pewno warto posłuchać i dać im więcej niż chwilę.

 

 

Zaloguj się, by skomentować

Wybierz dział

Aktualnie w testach

  • House of Marley Stir It Up
  • McIntosh MC252
  • NuPrime CDT-8 Pro
  • Transrotor Massimo TMD
  • NAD C316BEE V2
  • D'Agostino Progression Stereo
  • Relacja z wystawy High-End 2018 w Monachium

Ranking urządzeń

ranking

Polecane strony

Kontakt z redakcją