Odtwarzacz strumieniowy Marantz NA6005

Kwi 17, 2015

Index

Budowa i funkcjonalność

Cena NA6005 jest miłym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę to, że na tle Denona DNP-730AE prezentuje się o niebo lepiej. Nic dziwnego, skoro obudowę powtórzono z dwukrotnie droższego modelu. Już samo to jest warte 600-złotowej dopłaty. Ale na tym różnice się nie kończą. NA6005 ma oczywiście zupełnie inny tor analogowy niż ten, który znajdziemy w Denonie. Ponadto na tylnej ściance znajdziemy wejście optyczne, dzięki czemu do Marantza podłączymy telewizor lub dekoder telewizyjny, poprawiając jakość fonii towarzyszącej filmom czy koncertom. A tego wspomniany Denon nie zapewnia. Mamy więc 2:0 dla Marantza.

Wyposażenie odtwarzacza pod pewnymi względami przewyższa NA8005. Mamy tu bowiem łączność bezprzewodową (z opcjami łatwej konfiguracji – WPS i WiFi Sharing), której nie oferuje droższy model (nota bene nie wiedzieć czemu). To ukłon w stronę tych użytkowników, którzy nie planowali instalacji sieciowej RJ-45 w miejscu, gdzie stoi sprzęt audio, choć mimo wszystko i tak lepiej korzystać z Ethernetu.

marantz-NA6005-trafoo

Jak przystało na nowoczesny odtwarzacz sieciowy, nowy Marantz ma także funkcjonalności Airplay, Spotify Connect oraz Bluetooth z obsługą kodeka apt-X. Można zatem cieszyć się fonią z urządzeń mobilnych, co jest szczególnie przydatne przy odtwarzaniu filmików z YouTube’a – obraz ze smartfona bywa świetny, a dźwięk... wiadomo – tragedia.

W stosunku do NA8005 nowy model zachował również wyjście słuchawkowe z dedykowanym wzmacniaczem zbudowanym z elementów dyskretnych. Jest natomiast pozbawiony asynchronicznego wejścia USB audio. Mimo to potrafi odtwarzać pliki formatu DSD 5,6 MHz oraz FLAC i WAV 24/192 – wszystko w ramach protokołu DLNA. Podobnie jak w przypadku Denona 730AE, odczyt nagrań odbywa się bez przerw (gapless). Funkcjonalności przydaje temu urządzeniu  wyjście cyfrowe w standardzie optycznym. Można więc pomyśleć o wykorzystaniu NA6005 w roli transportu.

Aplikacja sterująca – Marantz HiFi Remote – jest dokładną kopią aplikacji Denona (zmieniono tylko grafikę), toteż obsługa Marantza z poziomu smartfona czy tabletu niczym nie różni się od obsługi Denona DNP-730AE. I nie jest to szczególnie dobra wiadomość w kontekście tego, że mamy do czynienia z, bądź co bądź, urządzeniem droższym i bardziej prestiżowym. Najpierw jednak plusy: można tworzyć playlistę, czego nie oferuje konkurencyjny Pioneer N-50A. Trójdzielny ekran z przewijaniem jednego ukrytego – pola w lewo i prawo – to też niezłe rozwiązanie. Należy też pochwalić spolszczenie (i to poprawne!) aplikacji, a także polską wersję językową menu odtwarzacza. Brawo dla dystrybutora. Jak się chce, to jednak można.

marantz-NA6005-plytka

O ile przewijanie listy utworów czy albumów podczas odtwarzania materiału o standardowej rozdzielczości nie budzi zastrzeżeń, o tyle próba przeszukiwania biblioteki muzycznej (także za pomocą pilota) przy odczycie plików PCM 24/192 mocno nadwyręża przepustowość interfejsu – do tego stopnia, że potrafi się on na chwilę zawiesić. Inną przypadłością jest wyświetlanie nazwy poprzednio odtwarzanego utworu, gdy jest już odtwarzany kolejny (wybrany z innego miejsca na dysku). Największy jednak minus interfejsu D&M polega na tym, że z chwilą, gdy dowodzenie przejmie aplikacja, odtwarzacz przestaje reagować na komendy z pilota (działa jedynie czerwony przycisk) i wyświetla komunikat „operacja niedostępna”. Problem bierze się stąd, że kolejka/playlista utworów ustalona w aplikacji nie jest wgrywana do pamięci odtwarzacza – pozostaje wyłącznie w aplikacji na urządzeniu mobilnym. Dlatego za pomocą pilota nie można nawet „popchnąć” odtwarzania o jeden utwór ani nawet go zatrzymać. Marantz z Denonem powinni „wziąć korepetycje” u Linna, który sztuczkę tę opanował już bodaj w 2009 roku. Reasumując: sterowanie z poziomu aplikacji jest mocno niedopracowane. Na szczęście Marantz odziedziczył jednak po poprzedniku znakomity wyświetlacz OLED, który jest zdecydowanie bardziej czytelny niż odpowiednik w Pioneerze. W gruncie rzeczy, codzienna obsługa za pomocą pilota nie jest wcale niewygodna. Tradycjonalistów przekona na pewno bardziej niż jakakolwiek aplikacja mobilna zdana na kaprysy sieci komputerowej.

Wnętrze urządzenia zawiera zaskakująco rozbudowany układ elektroniczny, jakiego nie powstydziłby się odtwarzacz za sporo większą kwotę. Korzystne wrażenie robi już sam zasilacz składający się z: części impulsowej, która zasila płytę główną, oddzielnie zamontowanego transformatora EI oraz towarzyszącej mu płytki zawierającej dwa prostowniki, 5 obwodów stabilizacji napięć (w tej roli pracują także tranzystory) oraz pokaźnej grupy elektrolitów – i to nie byle jakich. Znajdziemy tu 4 brązowe Elny (3 x 6800 + 2200 uF), dwa Nichicony Super Through 1000 uF/16V oraz 11 wysokiej klasy Silmików o małych wartościach (7 x 220 + 4 x 100 uF). A to i tak nie koniec, bo dodatkowe Silmiki znalazły się jeszcze w kilku kluczowych punktach układu: przy przetworniku c/a (jest nim oczywiście CS4398, czyli ten sam układ co w NA8005, odbiorniku wejściowym (PCM9211) oraz na wejściu płytki analogowej.

Tak duża łączna pojemność filtrująca w zasilaczu budżetowego odtwarzacza (ponad 25 tys. uF) należy do rzadkości. Nie pamiętam, by równie zaawansowane zasilacze Marantz stosował w swoich odtwarzaczach CD.

Tor wyjściowy audio to oddzielna płytka zawierająca wyłącznie sygnały analogowe. Surowy sygnał z przetwornika c/a trafia do niej za pośrednictwem dwóch skręconych wiązek przewodów o długości kilkunastu centymetrów (to dość typowe rozwiązanie w japońskich odtwarzaczach). Cała ścieżka sygnałowa, a więc filtr analogowy i bufor, są zbudowane z niskoszumnych tranzystorów bipolarnych 2ASC1845/2SA992 tworzących nieekranowane firmowe moduły HDAM SA2.


Zaloguj się, by skomentować

Wybierz dział

Aktualnie w testach

  • Pathos Classic One MkIII
  • Marantz NA6006
  • Elac Miracord 50
  • Naim ND5 XS2
  • Auralic Aries G1
  • Moon 390D
  • Klipsch RF-7 III
  • Interkonekty RCA do 6000zł

Ranking urządzeń

ranking

Polecane strony

Kontakt z redakcją