PORTAL MIESIĘCZNIKA AUDIO-VIDEO

Streaming od A do Z

Wrz 13, 2021

Wielu miłośników muzyki dostrzegło ogromny potencjał formatów plikowych, wciąż jednak w gronie audiofanów mnożą się wątpliwości dotyczące konfiguracji takiego źródła dźwięku. Spróbujemy rozwiać przynajmniej część z nich.

Tekst: Filip Kulpa | Ilustracje: producenci, własne

Artykuł pochodzi z Audio-Video 1/2021 - Kup wydanie PDF

audioklan

 

 


Abecadło streamingu

streaming audirvana plus

 Główny pulpit programu Audirvana Plus

Streaming stał się dominującym kanałem dystrybucji muzyki na całym świecie. I choć makroanalizy rynkowe nie mają zwykle bezpośredniego przełożenia na strukturę sprzedaży sprzętu hi-fi z wysokiej półki, to nie da się zaprzeczyć, że coraz więcej systemów audiofilskich wykorzystuje komputer, DAC lub odtwarzacz strumieniowy. Omówimy wszystkie opcje, wskazując ich zalety i wady.

USB DAC i komputer

Pojawienie się w 2008 roku pierwszych komercyjnie dostępnych przetworników c/a wykorzystujących asynchroniczny protokół USB audio otworzyło nowy rozdział w historii źródeł cyfrowych. Od teraz komputer mógł pełnić funkcję cyfrowego „transportu” (źródła) sygnałów hi-res audio dla przetwornika c/a wyposażonego w odpowiednio zaaplikowane wejście USB.

We wcześniej stosowanych protokołach transmisji USB (synchronicznej i adaptacyjnej) zegar przetwornika c/a nie miał stałej, z góry ustalonej częstotliwości – musiał się dostosowywać do mało stabilnego zegara w źródle (komputerze), co było źródłem dużego jittera (rozmycia czasowego), a to z kolei – w połączeniu z zakłóceniami generowanymi przez komputer – znacząco degradowało jakość dźwięku. Transfer asynchroniczny narodził się tak naprawdę w wyniku przypadku. Jeden z procesorów DSP firmy Texas Instruments, nie był w stanie idealnie dostroić się do częstotliwości 44,1 kHz. Inżynierowie TI musieli znaleźć jakieś rozwiązanie i tak narodziła się idea protokołu asynchronicznego, w którym główny zegar zawiadujący buforowaniem danych (master clock) jest umieszczony blisko odbiornika (DAC) i ma stałą częstotliwość. Źródło i odbiornik spina pętla sprzężenia, w ramach której DAC instruuje źródło (komputer, serwer, streamer), czy bufor jest prawidłowo napełniony, niedopełniony czy przepełniony. Inaczej mówiąc, to zegar w przetworniku c/a jest nadrzędny, a to oznacza, że problem jittera interfejsowego zostaje w teorii wyeliminowany. W praktyce jitter na poziomie przetwornika c/a może być dzięki temu mniejszy niż przy korzystaniu z interfejsu S/PDIF, w przypadku którego przetwornik c/a musi zrekonstruować sygnał zegara z szeregowego strumienia danych, wykorzystując do tego celu możliwie wąską pętlę fazową PLL.

Mniejszy jitter to jednak niejedyna zaleta magistrali USB. Jej znacznie większa szybkość (pasmo) umożliwiła przesyłanie sygnałów DSD 64, następnie 128, a dzisiaj nawet DSD 1024, jak również sygnału PCM o 32-bitowej rozdzielczości i próbkowaniu 768 kHz. Tak wyśrubowane parametry sprawiły, że łącze USB audio w wielu wypadkach wyparło archaiczny pod względem technicznym interfejs SPDIF. Nowoczesne przetworniki c/a z wejściem USB Class 2.0 Audio wykorzystują powyższe możliwości. Aby było to możliwe, konieczne jest instalowanie sterowników w przypadku systemu operacyjnego Windows starszego niż 10 Creators Update. Komputery Mac są systemowo zgodne z UAC 2.0 (USB Audio Class 2.0) i nie wymagają sterowników, pomijając przypadki DAC-ów obsługujących DSD 512 lub DSD 1024.

Jak każde rozwiązanie, połączenie USB DAC-a z komputerem ma swoje zalety, wady oraz pewne – nazwijmy to – znaki zapytania. Zacznijmy od tych drugich. Po pierwsze, komputer musi być włączony i fizycznie połączony z przetwornikiem dość krótkim kablem – zwykle nie dłuższym niż 2 m (dłuższe kable USB nie są zalecane i należy ich generalnie unikać). Jeśli będzie to laptop, to może pracować na baterii, jeśli jest to komputer stacjonarny, dobrze, aby był podłączony do oddzielnej listwy z filtrem RF. Warto rozważyć opcję zasilania liniowego (jeśli jest możliwa).

W tym momencie wkraczamy na pole modyfikacji i optymalizacji komputerów, co zwolennicy tego rozwiązania bardzo lubią, jednak dla przeciętnego użytkownika będzie to tzw. czarna magia. Pasywne chłodzenie, specjalne płyty główne, dyski SSD, wspomniane zasilacze liniowe – na zoptymalizowany w ten sposób komputer można wydać 10 tys. złotych lub więcej. Czy warto? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna zważywszy na to, że komputer można zastąpić znacznie mniejszym i bardziej wyspecjalizowanym urządzeniem. Do tego zagadnienia powrócę w dalszej części.

Zaletą komputera niewątpliwie jest efektywność tego rozwiązania. Do tego zadania można bowiem oddelegować niemal dowolny, sensownie wydajny komputer, ewentualnie dedykowaną wyłącznie do tego celu maszynę, która wcale nie musi mieć nie wiadomo jak szybkich pamięci i procesorów. Warto jednak przestrzegać następujących reguł gry i ograniczeń. Po pierwsze, dobrze jest, aby muzyka nie powinna znajdowała się na dysku zewnętrznym USB, ponieważ z tej samej magistrali korzysta również USB DAC, który ma wprawdzie priorytet, ale rodzi to jednak pewien „konflikt” w zakresie współdzielenia tej samej magistrali (pamiętajmy, że komputery nie są w założenia urządzeniami dedykowanymi do audio). Umieszczenie muzyki na dysku systemowym jest jeszcze gorszym rozwiązaniem, ponieważ niemal na pewno okaże się on za mały (chyba że nie posiadamy dużej biblioteki i chcemy skupić się na streamingu). Ponadto system operacyjny wykorzystuje dysk do działania systemu, co zdaniem Gordona Rankina z firmy Wavelenght Audio, autorytetu w dziedzinie USB audio, też nie sprzyja jakości odczytu. Pozostają zatem inne złącza – tyle że we współczesnych laptopach są one rzadko spotykane. Optymalnym rozwiązaniem wydaje się Thunderbolt, jednak jest to magistrala spotykana niemal wyłącznie w komputerach Mac. Te uchodzą za lepsze rozwiązanie do transmisji USB Audio, przynamniej z punktu widzenia mniej zaawansowanych użytkowników. Mac mini będzie znakomitym rozwiązaniem jako serwer USB audio na początek. Jest mały, cichy i pozwala uzyskać naprawdę dobrą jakość dźwięku. No i ma Thunderbolta. Innym, godnym polecenia rozwiązaniem jest Intel NUC (o nim w dalszej części).

Odtwarzacz programowy

Decydując się na komputer w roli „transportu” plików audio (nie lubię tego określenia, ale tak bardzo wrosło ono w audiofilski żargon, że będę się nim posługiwał) musimy pamiętać o jeszcze jednej ważnej rzeczy, a mianowicie o odtwarzaczu do zarządzania muzyką i jej odtwarzania. Rozwiązań jest wiele. Każde z nich ma swoich zwolenników, a gdy dodamy, że pomiędzy nimi występują pewne różnice, jeśli chodzi o jakość dźwięku (nie będę w tym miejscu wchodził w dywagacje, dlaczego to w ogóle jest możliwe), to sprawa robi się złożona. Da się jednak zawęzić wybór do kilku programów, które w zależności od platformy i naszych potrzeb okażą się optymalne.

streaming roon

  • Roon – najbardziej kompletny, rozbudowany i genialny funkcjonalnie program, któremu poświęciliśmy obszerny artykuł na naszych łamach i na avtest.pl. Jego największymi atutami są interfejs, łatwość obsługi, perfekcyjne integracja lokalnej biblioteki z serwisami streamingowymi, liczne udogodnienia i funkcje, których próżno szukać w programach konkurencyjnych. Roon ma tylko dwie, znane nam „wady". Po pierwsze, nie pozwala wybierać muzyki po folderach (problem w przypadku nieotagowanych utworów), a po drugie jest kosztowny. Licencja dożywotnia kosztuje 700 dolarów, a subskrypcja – 13 dolarów miesięcznie lub 120 dolarów rocznie. Naszym zdaniem, zdecydowanie warto.

  • Audirvana Plus – program pierwotnie stworzony na komputery Mac i chyba do dziś lepiej działąjący właśnie na nich. Pod względem uzyskiwanej jakości dźwięku uchodzi za różnorzędnego rywala dla Roona. Jest znacznie tańszy (dożywotnia licencja to wydatek ok. 470 zł), ale nie ma tak rozbudowanych opcji indeksowania muzyki, tak dopracowanego interfejsu i tak dobrej aplikacji mobilnej. Audirvana Remote działa jednak całkiem dobrze i pozwala sterować odtwarzaniem muzyki ze smartfona. Dużym atutem programu jest to, że może działać w trybie sieciowym UPnP, sterując niemalże dowolnym urządzeniem DMR zgodnym z UPnP.

  • JRiver Media Center – znakomity wybór na początek. To rozbudowany kombajn programowy z opcją ripowania płyt CD (czego nie potrafi żaden z dwóch wyżej wymienionych), funkcją serwera plików (Media Center), możliwością edycji metadanych i wsparciem wszystkich formatów bezstratnych, sterowników ASIO (ważne w Windowsie) oraz licznymi funkcjami dodatkowymi, jak korekcja EQ DSP. Dużym atutem JRivera jest przystępna cena – 60 dolarów na jedną platformę i 80 dolarów na na wszystkie trzy (Windows, Mac, Linux). Sonicznie program ten uchodzi za niego gorszy od Audirvany i Roona, ale warto spróbować.

 

Kompletne streamery

Wizja posiadania komputera dedykowanego do audio, na stałe lub tymczasowo podłączanego do nierzadko bardzo kosztownego systemu hi-fi czy high-end, dla wielu audiofilów jest mało atrakcyjna, by nie powiedzieć, że zniechęcająca. I nie chodzi tu wyłącznie o przekonanie co do (nie)słuszności tego rozwiązania, potencjalnych obaw dotyczących zakłóceń, jakie generuje każdy komputer, lecz także o kwestie związane z komfortem obsługi.

streaming CambridgeAudio CXNv2

Odtwarzacz strumieniowy Cambridge Audio CXN V2 – przykład bardzo funkcjonalnego kompletnego streamera Roon Ready, którego da się wygodnie obsługiwać z pilota.

 

Bardziej eleganckim i na codzień znacznie wygodniejszym rozwiązaniem są kompletne odtwarzacze strumieniowe z wyjściami analogowymi, bazujące na protokołach UPnP, Chromecast, AirPlay itd. Z technicznego punktu widzenia są one niczym innym, jak połączeniem przetwornika c/a i modułu sieciowego, który umożliwia odtwarzanie plików z zasobów lokalnych, jak również zapewnia wygodny dostęp do serwisów strumieniowych – z reguły w ramach jednej aplikacji, choć nie zawsze. Rozwiązanie to ma szereg zalet funkcjonalnych, wśród których za najważniejszą należy uznać brak konieczności włączania komputera, chyba że pełni on funkcję serwera danych (np. przy korzystaniu z JRivera). Na dobrą sprawę, komputera nie musimy nawet posiadać, choć z perspektywy kogoś, kto chciałby tworzyć własną plikotekę, będzie on jednak nieodzowny – tak do zgrywania płyt, jak również do wgrywania tychże plików na serwer NAS lub do ich udostępniania w sieci domowej.

Wygoda korzystania z autonomicznego odtwarzacza strumieniowego może także wyrażać się w tradycyjnej metodzie obsługi. Wprawdzie ogromna większość streamerów bazuje na sterowaniu z aplikacji, to są jednak urządzenia, które pozwalają na całkiem sprawną obsługę bez konieczności sięgania po smartfon lub tablet. Przykładem może być odtwarzacz Cambridge Audio CXN V2. Za pomocą pilota i ekranu możemy wybierać muzykę spośród „ulubionych” w serwisach streamingowych, zasobów lokalnego serwera UPnP lub też wybierać stację radiową (internetową). Przyciskami skrótów (presetów) bezpośrednio wywołujemy ulubione stacje radiowe, a włączenie urządzenia automatycznie wywołuje ostatnio słuchaną stację. Zalety są więc oczywiste. W przypadku urządzeń Linna jednym wciśnięciem przycisku „Play” kontynuujemy odtwarzanie ostatnio „nastawionego” albumu. Pod wym względem obsługa takiego odtwarzacza prawie niczym nie różni się od odtwarzacza CD – tyle że odpada uciążliwa (choć dla innych przyjemna!) konieczność zmiany płyt. Dla tradycjonalistów tego typu rozwiązanie będzie z całą pewnością wygodniejsze i bardziej przekonujące niż USB DAC spięty z komputerem.

streaming lumin u1 mini

Lumin U1 Mini – transport cyfrowy z wyjściami różnych typów, sterowany z własnej aplikacji. Obsługuje DSD 256 i PCM 384 kHz – wystarczy. MQA i Roon Ready w standardzie. Brzmienie ciepłe, zaokrąglone, bardzo przyjemne.

 

Zintegrowane streamery mają także swoje ograniczenia. Dość często wąskim gardłem są wbudowane moduły strumieniowe, które albo nie działają najlepiej pod względem funkcjonalnym, albo ograniczają możliwą do uzyskania jakość dźwięku. Nierzadko mamy do czynienia z jednym i drugim. Przez wiele lat poważną ułomnością streamerów, zwłaszcza tych tańszych, był brak odczytu w trybie bez przerw (ang. gapless playback). Z punktu widzenia użytkownika puszczającego pojedyncze piosenki jest to wada niezbyt istotna, być może nawet niezauważalna, jednak meloman sięgający po albumy koncertowe, nagrania muzyki klasycznej i albumy koncepcyjne nie zaakceptuje na dłuższą metę sytuacji, gdy pomiędzy utworami, które na CD czy winylu płynnie przechodzą jeden w drugi, pojawiają się dwusekundowe przerwy. Dziś problem braku gaplessa nadal występuje, ale tylko w odniesieniu do streamerów klasy ekonomicznej oraz do wzmacniaczy, tudzież niedrogich amplitunerów wyposażonych w moduł strumieniowy.

Wspomniałem o tym, że wbudowane moduły sieciowe ograniczają jakość dźwięku wbudowanego przetwornika c/a. Skąd w ogóle to wiadomo? Większość odtwarzaczy strumieniowych ma wejścia cyfrowe, a nierzadko wśród nich jest asynchroniczne wejście USB Class 2.0. Porównanie brzmienia uzyskiwanego za jego pośrednictwem (w połączeniu choćby z komputerem) nierzadko prowadzi do wniosku jak wyżej. Dla uzyskania najlepszej jakości dźwięku warto zatem podłączyć komputer lub inny streamer z wyjściem USB Audio. Z pozoru takie rozwiązanie wydaje się nierozsądne i niepraktyczne. Po co nam wbudowany streamer, skoro i tak podłączamy komputer lub inny streamer? Można sobie jednak wyobrazić sytuację, w której na codzień, do słuchania w tle używamy wbudowanego modułu strumieniowego, a na czas bardziej krytycznych odsłuchów przechodzimy na łącze USB. Biorąc pod uwagę fakt, że dobry transport USB audio można kupić za około 2000 zł, powstaje pytanie, czy nie lepiej zrezygnować z kompletnego odtwarzacza na rzecz dwóch urządzeń?

Streamer USB plus DAC

No właśnie. Rozwiązanie to zwalnia nas z konieczności łączenia komputera bezpośrednio z przetwornikiem c/a, co samo w sobie jest już sporą zaletą. Po drugie, tzw. transporty USB audio są urządzeniami wyspecjalizowanymi do przesyłania danych audio, dzięki czemu na ogół zapewniają wyższą albo dużo wyższą jakość odtwarzanego dźwięku niż komputery, których systemy operacyjne zaśmiecają dziesiątki procesów i wątków, a ich wyjścia USB nie są zoptymalizowane do współpracy z przetwornikami c/a (problem ten można jednak częściowo rozwiązać, stosując izolator USB).

streamin SOtM SMS 200 Ultra Neo

SOtM sMS-200 Ultra Neo – wykorzystywany w naszej redakcji streamer z wyjściem USB audio. Wciąż niepokonany w relacji jakość dźwięku/cena, i nie tylko.

 

Omawiane rozwiązanie pozostawia nam wolny wybór, jeśli chodzi o przetwornik c/a, a tych – jak wiadomo – jest znacznie więcej niż kompletnych streamerów.

Z kolei wybór streamerów z wyjściem USB audio jest dziś wyraźnie większy niż kilka lat temu. W tej grupie urządzeń istnieje duże zróżnicowanie pod względem funkcjonalnym. Ponadto, wbrew opiniom internetowych znawców, każdy streamer z wyjściem USB audio brzmi inaczej, a co więcej, różnice dotyczą także bezwzględnej jakości dźwięku. Niestety (lub stety) nie musi ona iść w parze z ceną produktu. Omawianą grupę urządzeń można podzielić na:

  • „gołe” odtwarzacze sieciowe pozbawione dysków i wszelkich dodatków, co najwyżej wyposażone w standardowe wyjścia cyfrowe (S/PDIF AES/EBU, czasem I2S). Urządzenia tego typu zwykle mają własną aplikację sterującą, choć nie jest to regułą (np. SOtM);
  • serwery dyskowe pełniące funkcję magazynów danych (Aurender, Melco, Innuos i inne);
  • odtwarzacze sieciowe o rozszerzonej funkcjonalności, np. z wbudowanym przetwornikiem c/a i wejściami cyfrowymi.

Trzecia grupa stanowi w zasadzie margines, ale pojawiają się w niej bardzo ciekawe propozycje (np. Coctail Audio). Druga grupa to urządzenia znacznie droższe niż odtwarzacze z grupy pierwszej, rozwiązują one jednak problem magazynowania danych audio.

streaming usbridge signature player

Bardzo ciekawa opcja dla zwolenników DIY i niedrogich, lecz bardzo dobrych rozwiązań – USBridge Sig firmy Allo bazujący na module Raspberry Pi.

streaming Allo 2

30 stabilizatorów LDO dba o bardzo niski szum na wyjściu USB audio. Wraz z obudową, bez zasilania urządzenie kosztuje niewiele ponad 1000 zł.

Z punktu widzenia purysty i audiofila dążącego do maksymalizacji jakości dźwięku w relacji do ceny, najrozsądniejszym i najbardziej wydajnym rozwiązaniem są odtwarzacze z pierwszej grupy. Należą do nich tak udane i znakomite modele, jak SOtM sMS-200 Ultra (Neo/SE) – szczególnie, gdy doposażymy go w dobrej jakości zasilacz liniowy. Odtwarzacze tego typu mogą pracować zarówno w trybie UPnP renderer, jak również – preferowanym funkcjonalnie – Roon Ready. Wysoce skutecznym, a przy tym bardzo niedrogim rozwiązaniem jest minikomputer Raspberry Pi (tzw. malinka) z kartą wyjść cyfrowych S/PDIF Allo DigiOne 1.2 lub lepszą Allo DigiOne Signature, ewentualnie kompletny odtwarzacz USBridge Sig zasilany napięciem 5 V DC (fot. powyżej). Tak skonfigurowany odtwarzacz pracujący pod kontrolą własnej aplikacji (Volumio), mimo bardzo niewygórowanej ceny, może być bardzo dobrym transportem cyfrowym dla przetwornika c/a za kilka lub nawet kilkanaście tysięcy złotych.

Protokoły i funkcjonalności

Jeszcze kilka lat temu niemal wszystkie odtwarzacze strumieniowe działały w oparciu o protokół UPnP (Universal Plug and Play), legitymując się przy tym zgodnością z DLNA. Spora część z nich miała także AirPlay, czyli opracowany przez firmę Apple sposób bezprzewodowej transmisji sygnału audio PCM o standardowej rozdzielczości (16 bitów, częstotliwość próbkowania 44,1 lub 48 kHz)

Z biegiem czasu pojawiły się też inne rozwiązania, jak np. DTS Play (chętnie stosowany przez producentów z Ameryki). Ostatnio dużą popularność zyskało opracowanie firmy Google – Chromecast, które coraz częściej znajdujemy w urządzeniach strumieniujących audio klasy ekonomicznej i średniej. Jest to rozwiązanie wygodne zarówno dla użytkownika, ale także – a może przede wszystkim – dla producenta. Pozwala ono bowiem w łatwy sposób integrować serwisy strumieniowe w telefonie, który – jeśli pracuje pod systemem operacyjnym Android – wysyła fonię do odtwarzacza strumieniowego z dowolnej aplikacji muzycznej. Odpada zatem konieczność integracji serwisów strumieniowych w aplikacji, którą producent danego urządzenia musiałby niemal nieustannie aktualizować (specyfika szybko ewoluującego Androida i bardzo dużej liczby urządzeń korzystających z tego OS-a). Ciężar aktualizacji spada na deweloperów odpowiednich aplikacji muzycznych, a producent streamera zyskuje „święty spokój”.

streaming Coctail Audio N25 front

streaming Coctail Audio N25 gniazda

Koreański streamer Coctail Audio N25 – przykład kompletnego odtwarzacza / DAC-a mogącego także pełnić funkcję transportu USB audio


To pozornie doskonałe rozwiązanie ma jednak swoje dość poważne ograniczenia. Chromecast nie pozwala na strumieniowanie materiału hi-res audio. Limit częstotliwości próbkowania jest ustalony na 48 kHz, nie ma zatem możliwości streamingu z Tidala w jakości Master (MQA). Po drugie, Chromecast wymaga pośrednictwa urządzenia mobilnego w transmisji danych. Gdy telefon czy tablet się rozładuje lub znajdzie się poza zasięgiem lokalnej sieci Wi-Fi, transmisja dźwięku zostaje przerwana. Nie jest to więc rozwiązanie zbyt stabilne, ani tym bardziej audiofilskie. Niemniej w większości przypadków sprawdza się ono całkiem dobrze. Plusem Chromecasta jest jego kompatybilność i bezstratność w odniesieniu do transmisji sygnałów audio o jakości płyty CD. Pod tym względem jest to więc wyraźnie lepsza opcja niż Bluetooth. Co więcej, zasięg Chromecasta ogranicza zasięg sieci Wi-Fi (który w przypadku bardziej rozwiniętych sieci z wieloma węzłami/repeaterami może obejmować całe kondygnacje sporych budynków), a nie dystans pomiędzy odbiornikiem a nadajnikiem, liczony w pojedynczych metrach.

Funkcjonalności AirPlay i AirPlay 2 również nie pozwalają na transmisję sygnałów audio o wysokiej rozdzielczości, ale w przypadku drugiej generacji AirPlaya możliwe jest tworzenie wielu stref, co stanowi skuteczną odpowiedź na Chromecasta. Wbrew obiegowej opinii, działanie AirPlaya nie oznacza konieczności posiadania urządzenia mobilnego lub komputera firmy Apple. AirPlay stanowi część programu iTunes, który może być instalowany na komputerach Windows.

Z punktu widzenia audiofila istotne znaczenie mają w zasadzie tylko dwa protokoły: UPnP oraz RAAT (Roon Advanced Audio Transport) będący opracowaniem firmy Roon Labs i wykorzystywany przez wspomniany wyżej program Roon. Lista urządzeń Roon Ready (zgodnych z tym protokołem) do niedawana stale rosła, by nagle – w październiku 2020 r. – raptownie się skurczyć. Wielu producentów, w tym także ci, którzy zaimplementowali w swoich streamerach Chromecast, pominęli ścieżkę kompletnej certyfikacji swoich urządzeń bazując na tym, że i tak są one zgodne z Roonem. Roon Labs, dostrzegając rosnącą liczbę błędów oraz popularność swojego rozwiązania, postanowił wymusić dokończenie procesu certyfikacji, zastrzegając, że modele, które nie przejdą procedury i nie zostały wcześniej aktywowane jako Roon Ready, nie będą mogły działać jako endpointy, czyli strefy Roona. W tej sytuacji znalazło się wielu znanych producentów. Liczba urządzeń Roon Ready zmniejszyła się, ale i tak jest pokaźna. Warto zatem szukać streamera z certyfikatem Roon Ready. Listę marek ze wsparciem Roon Ready można znaleźć pod adresem: www.roonlabs.com.

NAS czy komputer?

Decydując się na odtwarzacz strumieniowy (obojętnie jakiego typu) należy rozważyć sposób magazynowania danych – chyba że streamer ma służyć wyłącznie do strumieniowania ze Spotify, Tidala czy innych serwisów tego typu. Przyjmijmy jednak, że jesteśmy zainteresowani zgrywanem płyt CD, ściąganiem (kupowaniem) plików hi-res i wymienianiem się swoimi zbiorami ze znajomymi (nie jest to legalne, ale wielu audiofilów tak robi).

Jeśli nasza biblioteka muzyczna opiera się w głównej mierze o pliki o jakości nieprzewyższającej CD (PCM 16/44,1) w formatach FLAC, AIFF, WAV, ALAC (bezstratnych), nie mówiąc już o AAC czy MP3, wówczas można przyjąć, że każdy terabajt (1 TB) przestrzeni dyskowej wystarczy na 2000-3000 albumów. Cena 1 TB w postaci dysku talerzowego HDD jest dziś na poziomie poniżej 300 zł, więc koszty magazynowania dużych bibliotek muzycznych są niewielkie. Prędzej czy później, dysk laptopa i tak nie wystarczy, warto zatem rozważyć dysk sieciowy, tzw. NAS (Network Attached Storage). To nic innego jak minikomputer w niewielkiej obudowie, w której możemy zainstalować dowolny dysk (3,5”, czasem także 2,5”) o znacznej pojemności. Najtańsze NAS-y są jednokieszeniowe, ale też z reguły najmniej wydajne, co jednak w przypadku naszego zastosowania nie jest zbyt istotne (wydajność dysków NAS na potrzeby obsługiwania jednego czy dwóch streamów hi-res audio jest więcej niż wystarczająca). Dyski dwukieszeniowe pozwalają jednak na tzw. mirroring, czyli tworzenie kopii bezpieczeństwa na wypadek awarii jednego z dysków. Równie dobrze do backupu można jednak użyć przenośnego dysku USB, ale w takim przypadku musimy sami pilnować wykonywania kopii zapasowej.

streaming Synology NAS

Dysk sieciowy NAS – jeśli już decydujemy się na takie rozwiązanie, warto użyć dysku dwukieszeniowego renomowanego producenta. Fot. Synology.

NAS jest rozwiązaniem wygodnym i praktycznym, jeśli używamy kompletnego, autonomicznego streamera. Nie sprawdza się jednak najlepiej w przypadku Roona czy Audirvany. Po pierwsze, dysk sieciowy wytwarza szum (chłodzenie wentylatorowe), w związku z czym warto go postawić w dużej odległości od sprzętu, a nawet w sąsiednim pokoju (tu jednak powstaje problem z połączeniem LAN). Po drugie, typowe modele NAS-ów z dyskami talerzowymi są zdecydowanie wolniejsze i mniej wydajne niż komputery z dyskami SSD z dołączonymi dyskami USB 3.0. Komunikacja po sieci z NAS-em jest w praktyce mniej wydajna niż po magistrali USB, zwłaszcza, jeśli nasz dysk muzyczny jest typu SSD. Ponadto, NAS będąc rozwiązaniem z dziedziny IT, wprowadza do systemu audio pewien element przypadkowości co do tego, jak wysoką jakość dźwięku ostatecznie da się uzyskać. Z pozoru wybór NAS-a wydaje się nie mieć żadnego znaczenia, jednak w praktyce okazuje się, że specjalistyczne serwery „grają" wyraźnie lepiej. Dopóki mówimy o systemach opartych na streamerach w cenie do 5 czy nawet 10 tys. złotych problem ten można zmarginalizować.

streaming INTEL NUC10 front

streaming INTEL NUC10 gniazda

Intel NUC – w pełni konfigurowalny minikomputer dostępny w różnych wersjach, z bogatym wyposażeniem w złącza. Cichy, niedrogi i mały. Może pełnić zarówno funkcję transportu USB audio, jak i serwera sieciowego. Brak wewnętrznego zasilania to atut – można użyć zasilacza liniowego. Fot. Intel.

Jaka zatem jest alternatywa dla NAS-a? Serwer programowy UPnP (JRiver Media Center, Twonky Media Server, Asset UPnP), ewentualnie Audirvana Plus, który to program co prawda nie ma funkcji serwera UPnP dla innych urządzeń (komputer nie jest widoczny w sieci jako serwer UPnP), ale jest wyspecjalizowanym odtwarzaczem programowym obsługującym odczyt sieciowy, wyposażonym we własną aplikację mobilną. Odpada zatem konieczność posługiwania się nie zawsze dopracowaną aplikacją opracowaną przez producenta streamera.
Niezależnie od tego, na który wariant programowy się zdecydujemy, warto użyć komputera o „rozsądnej” wydajności. Optymalnym rozwiązaniem będzie komputer używany wyłącznie jako serwer, jednak nie jest to konieczne, o ile w trakcie odtwarzania muzyki nie obciążamy go zbędnymi procesami. Eleganckim i skutecznym rozwiązaniem jest Intel NUC – minikomputer z oddzielnym zasilaniem 19 V DC o konfigurowalnej płycie głównej, z możliwością rozbudowy pamięci RAM, zapewniający łatwą wymianę zasilacza na liniowy i wyposażony w dużą liczbę złącz USB 3.0/USB-C. Koszt takiego komputera, w zależności od konfiguracji, waha się w granicach od 1000 do 2500 zł.

Na to rozwiązanie powinny zwrócić uwagę szczególnie te osoby, które korzystają z Roona lub zamierzają wykupić licencję. Wówczas na NUC-u możemy zainstalować system operacyjny ROCK (Roon Optimized Rock Kit) bazujący na Linuksie. Będzie on pełnił funkcję rdzenia (Roon Core), nie wymagając przy tym ekranu. Włączaniem i wyłączaniem oraz ustawieniami takiego serwera można zarządzać z poziomu przeglądarki na urządzeniu mobilnym lub innym komputerze. NUC jest praktycznie bezgłośny. Rolę magazynu danych mogą w tym przypadku pełnić dyski USB.

streaming Nucleus gniazda

Nucelus, czyli odpowiednio przygotowany i sprzedawany przez Roona Intel NUC znakomicie działa jako Roon Core – tak po sieci, jak i po USB. Fot. Roon Labs.

Jeszcze bardziej eleganckim i lepszym rozwiązaniem jest – bazujący na NUC-u – komputer opracowany przez Roon Labs, Nulceus. Swoje kosztuje (min. 6500 zł), ale jak twierdzą użytkownicy, jest to urządzenia wręcz doskonałe, także jako transport USB audio. Jakaś wada? Chyba tylko jedna. Nucelus jest zupełnie nieprzydatny, jeśli nie używamy Roona. No i cena – nie jest dla każdego.

Ciekawą alternatywą dla nowego NUC-a może być zakup choćby używanego Maca mini z dyskiem SSD, który jest pełnowartościowym komputerem i z powodzeniem może pełnić te same funkcje, co NUC, współpracując zarówno z dyskami USB lub Thunderbolt. W tym przypadku odpada konieczność instalacji systemu operacyjnego, montażu pamięci RAM itd. Mac mini również jest bezgłośny, mały i lekki, a to do tego prostu ładny. Co więcej, dobrze się sprawdza także jako źródło sygnału USB – na wypadek gdyby zaszła potrzeba skorzystania z tej metody połączenia. Jak już wspomniałem, magistrala USB z reguły (choć nie zawsze) pozwala uzyskać wyższą jakość brzmienia niż moduł strumieniowy wewnątrz wzmacniacza czy kompletnego streamera.

Odtwarzacze autonomiczne

Odrębną klasę urządzeń stanowią serwery dyskowe będące albo kompletnymi odtwarzaczami, albo źródłami danych (NAS i transport USB audio w jednym). Zaleta odtwarzaczy w pełni autonomicznych, takich jak np. różne modele Aurendera polega na tym, że mamy wszystko w jednym. Wynika stąd niemal całkowite uniezależnienie jakości dźwięku od czynników zewnętrznych, które omówiliśmy wyżej. Urządzenia tego typu nie wymagają żadnej konfiguracji, dodatkowych magazynów danych, a gdy dodamy do tego niekiedy wbudowane napędy CD-ROM do zgrywania płyt, to otrzymujemy rozwiązanie kompletne i uniwersalne, które w elegancki sposób rozwiązuje wszystkie dylematy. Już sam fakt, że aplikacja mobilna komunikuje się bezpośrednio z odtwarzaczem, który ma wszystko na pokładzie dla części użytkowników jest nie do przecenienia. Jeśli zatem nas stać i chcemy mieć tzw. święty spokój, jest to niewątpliwie najprostsze i najwygodniejsze rozwiązanie. Ale jak wszystko, ma ono pewną wadę – urządzenia tego typu są dużo droższe od streamerów i DAC-ów o analogicznej jakości dźwięku. Wtórnym problemem jest także niewielki wybór i dostępność tego typu urządzeń.

streaming soundgenic

Rewelacyjny serwer i transport USB w jednym – Soundgenic HDL-RA4TB. Możliwość zgrywania płyt po podłączeniu odpowiedniego napędu CD-ROM. Wiele zyskuje z zasilaczem liniowym. Sterowanie z własnej aplikacji lub dowolnej wspierającej DMR (Digital Media Renderer).

 

MQA, kości i inne

Jak widać, możliwych rozwiązań jest wiele, ale to jeszcze nie koniec potencjalnych rozterek. Niezależnie od tego, czy pójdziemy w stronę rozwiązania w pełni autonomicznego, hybrydowego (rozdzielenie streamera i DAC-a) czy wyboru kompletnego serwera, pojawiają się pytania i wątpliwości dotyczące takich kwestii, jak:

  1. Kompatybilności z formatami audio o najwyższych parametrach (DSD 512-1024, PCM 768 kHz).
    Nie należy przywiązywać do tego większej wagi. Albumów nagranych w formatach wyższych niż PCM 192 kHz i DSD 128 praktycznie nie ma, a nawet jeśli je znajdziemy, to nie są one godne tego, by decydować się na gorzej brzmiące urządzenie tylko powodu możliwości odtworzenia takich nagrań w sposób zgodny bitowo (bit-perfect). Każdy dobry odtwarzacz programowy z powodzeniem dokona downsamplingu do formatu zrozumiałego przez nasz przetwornik c/a (w przypadku kompletnych streamerów będzie to musiał być program typu Audirvana lub Roon).

  2. Wsparcia MQA.
    Możliwość dekodowania formatu MQA będzie dość istotnym atutem, o ile korzystamy ze streamingu z Tidala. W przeciwnym razie, z uwagi na bardzo małą dostępność muzyki w tym formacie w postaci plików do ściągnięcia można sobie to kryterium odpuścić. Na temat MQA opublikujemy oddzielny artykuł, w którym wyjaśnimy pewne wątpliwości związane z tym formatem.

  3. Rodzaju użytych kości przetworników c/a.
    To, że dane urządzenie wykorzystuje nowszą, teoretycznie lepszą kość przetwornika nie oznacza, że zagra lepiej od sprzętu starszej generacji. Na jakość dźwięku wpływa ogrom różnych czynników, które w większości są znacznie istotniejsze niż to, czy w środku siedzi kość ESS Sabre, AKM czy jeszcze inna. Należy mieć świadomość tego, że wybór najnowocześniejszych kości przetworników przez producentów nie jest podyktowany wyłącznie ich „troską” o brzmienie, ale również – a często niestety przede wszystkim – parametrami nowszych układów (w specyfikacjach jest się czym pochwalić), łatwością ich implementacji i kosztami. Paradoksalnie jednak, niektóre z „wyczynowych" układów, jak np. Sabre wymagają bardzo starannego zasilania i dobrze rozwiązanego taktowania, by wydobyć ich potencjał, czego spora część producentów nie potrafi lub z przyczyn kosztowych nie chce robić. Efektem jest suboptymalne działanie tychże układów, a w konsekwencji niższa jakość dźwięku. Stąd właśnie wynikają znaczne różnice w jakości dźwięku uzyskiwane z produktów opartych o te same kości konwerterów c/a.

  4. Rodzaju zasilania (impulsowe, liniowe, zewnętrzne).
    Rodzaj zasilacza i sposób jego realizacji (umieszczenie wewnątrz lub wydzielenie na zewnątrz) może, ale nie musi być istotnym kryterium zakupowym. W żadnym razie nie należy zakładać, że drogi high-endowy DAC z zasilaniem SMPS (impulsowym) będzie gorszy od tego z dwoma transformatorami i rozbudowanym zasilaczem liniowym. Z drugiej jednak strony, w gronie urządzeń średniej a nawet wyższej klasy widok tanich, przemysłowych przetwornic AC-DC powinien dawać do myślenia. Jeśli mamy do czynienia ze streamerem czy przetwornikiem c/a zasilanym z zewnętrznego zasilacza wtyczkowego, to z góry możemy założyć, że producent zdecydował się na drastyczną oszczędność, która z pewnością upośledza brzmienie. Ale jest i druga, lepsza strona medalu – taki zasilacz bardzo łatwo wymienić na porządny zasilacz liniowy – pod warunkiem, że jego wydajność prądowa (wyrażana w amperach) jest nie mniejsza (a najlepiej większa) niż dla zasilacza „fabrycznego”. Z reguły nie ma z tym jednak żadnego problemu.

  5. Wbudowanej regulacji głośności (czy warto jej używać?).
    Wbudowane w przetworniki c/a i odtwarzacze strumieniowe regulacje poziomu wyjściowego są w przeważającej większości przypadków dokonywane w domenie cyfrowej, a coraz częściej odbywa się to w kości przetwornika c/a. Stąd wynika spora popularność tego pozornie atrakcyjnego rozwiązania (wystarczy, że producent wykorzysta gotową funkcję układu). Pomijając przypadki bardzo drogich urządzeń, w których takiej regulacji poświęcono wiele uwagi, a najlepiej także powiązano ją z możliwością analogowej zmiany maksymalnego poziomu wyjściowego, tłumienie w dziedzinie cyfrowej jest stratne. Przy dużych ściszeniach, rzędu 30 dB, z których będziemy korzystać na codzień, jakość sygnału ulega degradacji. Regulacje analogowe są co do zasady lepsze, jednak także w tym przypadku błędne jest założenie, że skrócenie toru sygnałowego poprzez zastąpienie integry końcówką mocy przyniesie lepszy rezultat soniczny. Generalnie nie polecamy takiej konfiguracji – chyba że mówimy o bardzo wyrafinowanych urządzeniach zaprojektowanych w taki sposób, by bezpośrednio sterować końcówką mocy. Reasumując, analogowy preamp w zdecydowanej większości przypadków jest potrzebny i nie powinniśmy z niego rezygnować.

Akcesoria, peryferia, zasilanie

Sporo emocji, a zarazem wątpliwości audiofilów budzą kwestie związane z optymalizacją warunków pracy systemów plikowych. Są to nowe i stosunkowo słabo poznane zagadnienia, w którymi nie mieliśmy do czynienia w przypadku odtwarzaczy CD, zarówno tych zintegrowanych, jak i dzielonych. Oznacza to, że cały czas się tych zagadnień uczymy i je poznajemy. Dotyczy to także autora niniejszej publikacji.

streaming KECES P3 gniazda

Zastosowanie zasilacza liniowego jest skuteczną metodą poprawy brzmienia systemów plikowych – zarówno w odniesieniu do samego streamera, jak również peryferiów. Warto użyć zasilacza z dwoma niezależnymi wyjściami, jak Keces P3.

W internecie toczą się dyskusje o wpływie routerów, switchów sieciowych, kabli Ethernet… Zanim możliwie konkretnie i jednoznacznie ustosunkuję się do tej kwestii (naturalnie mogę się mylić!), przywołam ogólną konstatację, która dotyczy wszystkich systemów wysokiej klasy. Jak wiadomo, aparatura hi-fi i high-end oraz zmysł naszego słuchu są bardzo czułe na zmiany, których wpływ bardzo często trudno (lub wręcz nie sposób) zobiektywizować i pomierzyć. Nie znaczy to jednak, że stopki antywibracyjne nie działają, że kable zasilające nie mają znaczenia itd. Ten wpływ istnieje i każdy zaawansowany audiofil doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Czy podobnie rzecz ma się z peryferiami sieciowymi? Odpowiem nieco przewrotnie. Nie należy zakładać, że go nie ma, ale też błędem jest przyjmować, że to istotny czynnik i że będzie to pierwsza rzecz, którą musimy się zająć. Warto wybierać markowe routery i switche w metalowych obudowach, które dają możliwość łatwej aplikacji zewnętrznego zasilacza liniowego na standardowe napięcie, np. 12 V i mają typowe, okrągłe gniazdo. Z mojego doświadczenia wynika, że taki upgrade zasilania switcha faktycznie słychać. Proste modele zasilane napięciem 5 V DC, wyposażone w gniazdo mini USB można spróbować zasilić z dużego powerbanka. Koszt minimalny, a efekt niekiedy może być korzystny.

streaming kabel

Co się tyczy kabli Ethernet, to należy stwierdzić, że ich wpływ występuje, ale również jest on bardzo niewielki – tak w kategoriach bezwzględnych, jak i w kontekście różnic pomiędzy przetwornikami i różnymi rodzajami transportów plikowych. Tutaj różnice są po prostu znacznie większe! Nasza rekomendacja dotycząca kabli Ethernet sprowadza się do zastosowania kabli kategorii 7 (Cat7) lub – lepiej – Cat8, które w stosunku do kabli kategorii niższych odznaczają się znacznie solidniejszym ekranowaniem (patrz fot.). Dzięki temu kable Cat8.1 lub Cat 8.2 osiągają znacznie szersze pasmo (2000 MHz zamiast 500 MHz dla Cat6) a maksymalna przepływność sięga 25 Gb/s (Cat8.1) lub 40 Gb/s (Cat8.2). Wadą kabli Cat8 jest ich gorsza podatność na układanie i wyższa cena, choć na tle audiofilskich produktów kategorii 6 i tak są bardzo przystępne (30-70 zł za typowy odcinek).

streaming kabel

Słusznym i uzasadnionym wyborem jest sięgnięcie po kabel kategorii 8 (Cat8). Ma on dużo lepsze parametry i znacznie skuteczniejsze ekranowanie niż kable niższych kategorii. Koszt kabli z metryczą pomiarową jest bardzo niski w stosunku do propozycji stricte audiofilskich. Fot. Renkforce.

 

Pamiętajmy, że każdy bez wyjątku kabel łączący system audio działa jak antena. Nie zapominajmy również, że wszystkie urządzenia IT, takie jak właśnie switche, routery, NAS czy komputer wprowadzają mniejsze lub większe zakłócenia, które przenikają do systemu na dwa sposoby – kablem Ethernet, jak również po masie zasilania. Źródłem tych zakłóceń są wbudowane, szybko przełączane układy cyfrowe oraz zasilacze impulsowe. Im więcej wtyczkowych zasilaczy się pozbędziemy albo je odseparujemy od toru zasilania zestawu audio, choćby za pomocą filtrów w dobrych listwach sieciowych lub – lepiej – transformatorów symetryzujących, tym bardziej zyska nasz system. O to zadbajmy w pierwszej lub drugiej kolejności, a dopiero potem bawmy się w … audiofilskie zabawki sieciowe za wcale niemałe kwoty.

Podsumowanie

Wybór źródła strumieniowego i wykorzystanie pełni jego możliwości to zagadnienie znacznie bardziej złożone i skomplikowane niż zakup odtwarzacza CD i przekładanie srebrnych krążków na tacce szuflady. Co do tego nikt chyba nie ma wątpliwości. Zapewne właśnie z tego powodu pewna część audiofilów wyraża rozczarowanie jakością dźwięku uzyskiwaną z systemów plikowych. Mimo tych niepowodzeń grono użytkowników strumieniujących muzykę nieustannie rośnie.

Schemat

Idea zródła strumieniowego opartego na dowolnym przetworniku c/a w połaczeniu z transportem
cyfrowym bez dysku. Tego typu konfi guracja zapewni liczne mozliwosci rozbudowy, a pod
wzgledem kosztów bedzie tansza od autonomicznych serwerów klasy high-end. Warto zadbac
o zasilanie liniowe urzadzen peryferyjnych (nie mówiac o streamerze). Jesli komputer/serwer ma
wewnetrzny zasilacz impulsowy, to dobrze jest go podłaczyc do oddzielnej listwy fi ltrujacej.

 

Bez wątpienia, największe możliwości na rozbudowę i tuning systemu zapewnia ścieżka polegająca na wyborze USB DAC-a. Z drugiej jednak strony implikuje ona najwięcej znaków zapytania i może być źródłem wspomnianego niezadowolenia mniej zaawansowanych użytkowników. Kompletny odtwarzacz strumieniowy ułatwia budowę systemu, jednak nie zwalnia nas z takich wyborów, jak NAS, serwer programowy czy licencja na płatne programy, jak Roon, Audirvana czy JRiver.

Stworzenie systemu na bazie dobrego streamera z wyjściem USB audio, najlepiej kompatybilnego z Roonem w połączeniu z przetwornikiem USB jest najbardziej wydajną i najbardziej elastyczną metodą stworzenia źródła strumieniowego bardzo wysokiej klasy. Wybór DAC-ów jest dziś znacznie większy niż wybór kompletnych, wartościowych odtwarzaczy strumieniowych, a doświadczenie uczy, że bardzo niewielu producentów na świecie opanowało sztukę tworzenia kompletnych odtwarzaczy sieciowych najwyższej klasy. Tymczasem wybór znakomitych DAC-ów jest imponujący.

Rozpoczynając zabawę w odtwarzanie plików warto zadać sobie podstawowe pytanie – czego przede wszystkim oczekujemy: najlepszej jakości dźwięku, komfortu obsługi czy też rozsądnej równowagi pomiędzy jednym a drugim? Szczera odpowiedź plus informacje, które zawarliśmy w niniejszym opracowaniu powinny skutecznie pomóc w dokonaniu właściwego wyboru. Zachęcamy do wysyłania pytań na adres: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.. Będziemy się starali na nie odpowiadać, także na łamach AV.

 

Artykuł został pierwotnie opublikowany w Audio-Video 01/2021, które można w całości kupić TUTAJ.

 

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Kontakt z redakcją