PORTAL MIESIĘCZNIKA AUDIO-VIDEO

Przetwornik c/a Musical Fidelity MX-DAC

Lis 13, 2015

Index

Musicalowi brakowało naprawdę nowoczesnego DAC-a z obsługą formatu DSD. Najnowszy MX-DAC – młodszy o 20 lat spadkobierca walcowatego X-DAC-a – wypełnia tę lukę.

Dystrybutor: Rafko, www.rafko.pl
Cena: 3795 zł
Dostępne wykończenia: srebrne

Tekst: Marek Lacki | Zdjęcia: Filip Kulpa

audioklan

 

 


Powiew nowoczesności

 Fidelity-MX-DAC-aaa

Musical Fidelity ma długą, bo aż ponad 25-letnią tradycję w tworzeniu przetworników cyfrowo-analogowych. Najstarszy nazywał się Digilog i debiutował równolegle z Arcamem Black Box. Były to jedne z pierwszych DAC-ów klasy hi-fi, jakie powstały. Musical Fidelity na swojej stronie internetowej podaje, że Digilog powstał w 1987 roku, ale – o dziwo – pierwsze publikacje pojawiły się w 1989 roku. Podobnie jak Arcam, był to 14-bitowy DAC zbudowany na bazie słynnej i dziś jeszcze poszukiwanej kości TDA1541A.

Antony Michaelson to inżynier od analogu i to widać po konstrukcji źródeł cyfrowych z ostatnich lat, które jakby nie nadążają za błyskawicznym postępem technologicznym. Ich wejścia USB nadal bazują na przestarzałych układach Tenor Audio, co nie pozwala odtwarzać ani DSD, ani nawet PCM-u 24/192 (nie dotyczy wszystkich modeli MF). Teraz to się jednak zmienia, bo najnowszy MX-DAC obsługuje DSD128 (5,6 MHz). To pierwszy przetwornik, w którym londyńska firma zaimplementowała nowoczesny chipset X-MOS. I, jak na razie, jedyny – mimo że wcale nie najdroższy w całej ofercie.


Budowa

Niewielkie pudełko z aluminium jest wymiarami bardzo zbliżone do M2Tech-a Younga DSD, który był naturalnym punktem odniesienia podczas testu. MX-DAC jest jednak wyraźnie tańszy.

Urządzenie nie ma żadnego wyświetlacza. Zamiast niego mamy liczną grupę malutkich diod, które wyświetlają się w powiązaniu z nadrukowanymi na obudowie napisami, informując o częstotliwości próbkowania, aktywnym filtrze cyfrowym i wejściu. Czytelność tego rozwiązania sprowadza się wyłącznie do obserwacji z bezpośredniej bliskości. Zresztą pilot i tak nie jest dostępny, więc obsługa odbywa się, siłą rzeczy, z poziomu czołówki.

MX-DAC ma pięć wejść: dwa optyczne, dwa koaksjalne oraz USB typu B pracujące w trybie asynchronicznym. Sygnał analogowy jest wyprowadzany zarówno XLR-ami, jak i w formie niezbalansowanej. Regulacji poziomu wyjściowego nie przewidziano.

Fidelity-MX-DAC-tyl

Cały układ elektroniczny to pojedyncza płytka SMD wsunięta do aluminiowego profilu. Sygnał z wejścia USB odbiera układ scalony SMSC USB3318 przy wspomaganiu chipsetu XMOS GT1428L. Trzecia kość to pamięć flash (Winbond). Za odbiór danych cyfrowych z pozostałych wejść odpowiada sprawdzony, bardzo dobry układ scalony SRC43921 integrujący w sobie funkcję odbiornika wejściowego, pętli PLL oraz asynchronicznego upsamplera 24/192. Upsampling działa, rzecz jasna, tylko w odniesieniu do sygnałów PCM. W przypadku odtwarzania materiału DSD układ ten nie jest wykorzystywany. Dwa oscylatory kwarcowe, oddzielnie dla dwóch szeregów częstotliwości próbkowania, znajdują się w bliskim sąsiedztwie układu XMOS. Przetwornikiem c/a jest układ PCM1795 obsługujący PCM i DSD (natywnie). Stopień analogowy tworzą wzmacniacze operacyjne OPA2134UA. Warto przypomnieć, że ulubionymi scalakami Michaelsona były do tej pory NE5532. Jak widać, coś się zmienia.

Producent zastosował dwa algorytmy filtracji cyfrowej dla sygnałów PCM oznaczone cyframi 1 i 2. Pierwszy ma ostro opadającą charakterystykę w paśmie zaporowym (sharp roll-off), drugi – łagodną, a więc i lepszą odpowiedź impulsową. W przypadku sygnałów DSD tym samym przyciskiem wybieramy sposób filtracji analogowej (w DSD nie ma filtracji cyfrowej): trzeciego (FIR-III) lub pierwszego (FIR-I) rzędu.

MX-DAC nie ma wbudowanego zasilacza – w jego wnętrzu odnajdziemy co najwyżej grupkę elektrolitów 100 uF i dwa regulatory napięcia L5973D umieszczone przy gnieździe prądowym 12 V DC/2 A. Napięcia do układów audio stabilizuje niskoszumny układ LM317L. Źródłem napięcia zasilającego jest zwykły, kupowany w hurcie zasilacz impulsowy zintegrowany z dwubolcowym wtykiem. Jest zatem więcej niż duże prawdopodobieństwo, że zastosowanie amatorskiego zasilacza liniowego dobrej jakości (lub stabilizowanego zasilacza laboratoryjnego) znacznie poprawi brzmienie Musicala.


Brzmienie

Z marką Musical Fidelity zetknąłem się po raz pierwszy w połowie lat 90. za sprawą produkowanej wówczas serii Elektra. Można było w urządzeniach tej serii dostrzec pewne cechy wspólne, charakterystyczne dla urządzeń tego producenta: pełną, ciepłą barwę. Gdy w połowie pierwszej dekady XXI wieku nabyłem wzmacniacz A3.2, zauważyłem znaczącą transformację, odejście od ciepłego wzorca w kierunku żywości, jasnej góry, większej precyzji. A dziś? Słuchając dziś przetwornika MX-DAC mam wrażenie, że jest on gdzieś pośrodku, bliżej jednak swych korzeni.

Na pierwszy plan wysuwa się barwa. Już pominąwszy to, czy jest ciepła, czy zimna, czuć, że była ona najważniejszym elementem przy konstruowaniu tego urządzenia. Pierwsze skojarzenie, jakie miałem, było:  „jest piękna”; drugie – „w tym MF chyba wiedzą o co chodzi w dźwięku”. Te dwie luźne myśli dość dobrze obrazują charakter tej konstrukcji. Zagłębiając się bardziej, zauważyłem, że mimo pierwszoplanowego nacisku na barwę, dobrego wypełniania i lekkiego ciepła, udało się wykrzesać zarówno przyzwoitą precyzję, jak i całkiem niezłą dynamikę. Uznałem to za dobry kompromis, zmierzający w kierunku maksymalizacji przyjemności z odsłuchu. Musical jest więc przyjemny w odbiorze, muzykalny, przyjazny dla ucha.

Fidelity-MX-DAC-front

Są jednak pewne minusy, które zaobserwowałem w obrębie średnicy. Gdy korzystałem z kabla koaksjalnego, przez który był doprowadzony sygnał od odtwarzacza Blu-ray Sony (80% odsłuchów odbyło się w trybie przetwornika USB – kino domowe to tylko pomocniczy dodatek), a na ekranie gościł obraz Patryka Vegi – „Służby Specjalne”, w którym dykcja aktorów pozostawia sporo do życzenia, niejednokrotnie miałem problem ze zrozumieniem mowy. Po tym doświadczeniu „przyjrzałem się” uważniej temu zjawisku i potwierdziło się ono również, gdy przetwornik grał podłączony przez USB do komputera. Precyzja i wyrazistość w środku pasma są nieco ograniczone, co poniekąd wpisuje się w koncepcję brzmienia barwnego i przyjemnego, a dopiero w dalszych perspektywach skupionego na precyzji. Paradoksalnie, i tu właśnie jest ten element brzmienia, który nawiązuje do wzmacniacza A3.2, o którym wspomniałem: góra pasma wcale nie jest przygaszona. Przeciwnie – jest jej całkiem sporo i na mniej udanych nagraniach o kiepskiej jakości potrafi nawet ukłuć. Ta nieco podrasowana góra nie poprawia jednak czytelności samego środka. Owszem, wykańcza efektownie spółgłoski typu „s”, „c”, ale jednocześnie maskuje sam środek środka.

Relatywnie, biorąc pod uwagę plusy płynące z przyjemnej barwy, precyzja jest jednak całkiem niezła. Można więc uznać, że przyjemna barwa nie została uzyskana całkowicie kosztem precyzji, a jedynie częściowo.
Bas ma dobrą barwę i potęgę, ale też nie można powiedzieć, że jest rozwlekły czy nadmiernie rozmiękczony. Nie ma co prawda idealnych konturów, ale jego krawędzie są w 80% przypadków satysfakcjonujące. Relacja między barwą a konturem jest dobra. Gra energiczniej w wyższym i ewentualnie w średnim podzakresie, natomiast najniższe składowe są odtwarzane, ale się nie wybijają. Dynamikę oceniam jako wystarczającą, podobnie jak szybkość.

Przestrzeń to jedna z mocniejszych stron tego urządzenia. Obrazy nie są rozmazane, lecz rysowane dość konkretnie i stabilnie. Całkowicie satysfakcjonuje ogniskowanie wokalu nagranego pośrodku bazy stereo. Rozmach i wielkość sceny nie osiągają wartości spektakularnych, ale obiektywnie są dobre. Dźwięki pochodzące z dalszych planów są prawidłowo lokalizowane – jako dalekie. Nie ma otchłani, ale też bynajmniej nie można mówić o spłaszczaniu sceny. Pierwszy plan jest momentami nieco wysuwany do przodu – to z powodu ożywionej góry pasma. Namacalność wokalistów jest z kolei różna – mocno zależy od tembru głosu. Bywały momenty, że pojawiało się złudzenie obecności, częściej jednak efekt był ograniczony. Niemniej, stereofonię należy jednak uznać za zaletę MX-DAC-a.


Galeria


Naszym zdaniem

musical-fidelity-dac-zzzMX-DAC łączy cechy firmowych brzmień z różnych okresów istnienia londyńskiej marki. To bezsprzecznie jedno z najbardziej przekonujących urządzeń cyfrowych MF z ostatnich lat. Zżera nas ciekawość, co by było, gdyby zamiast prostego zasilacza zastosować „właściwy” zasilacz liniowy. Niebawem może jeszcze to sprawdzimy. Ale i bez takiego upgrade’u MX-DAC prezentuje bardzo pożądaną mieszankę cech audiofilskiego brzmienia. Jest dobre wypełnienie niższego środka, lekko podrasowany wyższy bas, ciepła barwa środka, ale jednocześnie dość żywa góra, która trochę maskuje czytelność samego środka pasma. Dobra jest stereofonia. Na tle niezłej barwy dobrze prezentują się dynamika i bas, które – co istotne – nie zostały spowolnione.

System odsłuchowy:

Pokój: 37 m2 średnio wytłumiony
Komputer: Dell Studio 1555 (Dual Core 2,2 GHz, 4 GB RAM, Windows 8.1 PRO, JPLAY 6.1)
Przedwzmacniacz: Atoll PR400
Końcówka mocy: Atoll AM400
Kolumny: Equilibrium Atmosphere 2012
Kable cyfrowe: USB Wireworld Ultraviolet 7; zasilanie USB: iFI Audio iUSB Power + kabel Gemini
Kable głośnikowe: Equilibrium Tune 55 Ultimate
Interkonekt: Equilibrium Aria XLR, Equilibrium Turbine XLR
Kable zasilające: Enerr Transcenda Supreme, Transcenda Ultimate
Listwa: Enerr One + kabel Enerr Transcenta HC
Stolik: Rogoz Audio 4SPB3/BBS

 

 

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Kontakt z redakcją