PORTAL MIESIĘCZNIKA AUDIO-VIDEO

Naim Nait XS2

Lip 20, 2014

Index

Czy mały, 70-watowy wzmacniacz może zapewnić tyle samo radości co trzy razy większe integry albo wzmacniacze dzielone? Tak – jeśli jest to Naim.

Dystrybutor: Audio Center, www.naim-audio.pl
Cena: 10290 zł

Tekst: Filip Kulpa | Zdjęcia: Naim, autor

audioklan

 

 


Wzmacniacz Naim Nait XS2

TEST

naim nait xs2

Firma z Salisbury dzielnie się trzyma. Kupiona niedawno przez Focala, jako jeden z nielicznych producentów z Wysp Brytyjskich nie przeniosła produkcji do Azji i wciąż wytwarza znakomite, niezawodne urządzenia o niezmiennej stylistyce, do której wszyscy się przyzwyczaili i chyba ją polubili. Tym razem testujemy środkową integrę z bieżącej oferty, odświeżonej w ubiegłym roku.

Nait XS2 jest naturalnym następcą modelu XS i plasuje się pomiędzy recenzowanym niedawno Supernaitem 2 a Naitem 5si. Od tego pierwszego jest niemal dwukrotnie tańszy (8590 vs 14 995 zł), co sprawia, że cenowo bliżej mu do modelu 5si, który ma tę samą, płaską obudowę.


Budowa

Wygląd środkowego Naita niczym nie zaskakuje. Można by rzec, że to klasyka klasyki brytyjskiej firmy. Pokrętło głośności umieszczono na skraju lewej strony, po prawej – rząd podświetlanych przycisków funkcyjnych z dodanym wyjściem słuchawkowym, którego nie znajdziemy w tańszym modelu. Ot wszystko, co znajdziemy na niskiej, lecz świetnej jakościowo czołówce wykonanej z grubego kawałka aluminium.

Informacja dla mniej wtajemniczonych: obudowa jest w całości metalowa, bardzo sztywna i – jak zawsze – składa się z dwóch części: zamkniętego profilu o przekroju prostokąta oraz płaskiego chassis, do którego przymocowano płytę główną oraz duży, toroidalny transformator, z siedmioma odczepami, wyprodukowany przez irlandzką Talemę. Jest znacznie mniejszy niż w Supernaicie (niestety), przy czym warto zauważyć, że moc Naita jest tylko o 10 W mniejsza przy 8 omach. Przy obciążeniu 4-omowym różnica zwiększa się do 30 W. Z drugiej strony, potencjał XS2 jest jednak o 10 W większy niż poprzednika (60 vs 70 W na kanał). Zatem postęp jest.

naim-naitxs2-srodek

Stopień końcowy korzysta wciąż z tych samych tranzystorów: pojedynczej pary Sankenów A1386/C3519 na kanał (identyczne pracują w Supernaicie). Tu jednak są one przymocowane do aluminiowej sztaby radiatora, a nie bezpośrednio do spodu chassis. Ogólna architektura wnętrza jest bardzo podobna: z prawej strony transformator, pośrodku bateria elektrolitów Kemet (4 x 10000 uF + 3 x 4700 uF). Łączna pojemność filtrująca jest tylko nieco mniejsza niż w Supernaicie 2. Główna różnica pomiędzy XS2 a Supernaitem 2 polega na braku układu stabilizacji napięć zasilających w sekcji napięciowej (Naim Discrete Regulator). Tu zasilacz jest niestabilizowany, co w połączeniu ze słabszym transformatorem każe przypuszczać, że różnice pomiędzy obydwoma modelami będą się pogłębiać przy coraz głośniejszym odsłuchu.

Nait XS2 ma krótką ścieżkę sygnałową zbudowaną na płytce SMD. Połączenia kablowe wykonano z największą atencją, typową dla tego producenta. Są tu i elementy dyskretne, i układy scalone. Komponenty pasywne, jak kondensatory czy rezystory, są tej samej jakości co w Supernaicie 2, czyli naprawdę bardzo dobre. Przewody biegną liniami prostymi, zakręcają pod kątem prostym, nigdzie nie opierają się o elementy układu i są tak krótkie, jak to tylko możliwe. Przykładny porządek. Dbałość o prowadzenie masy, precyzja montażu są wprawdzie typowe dla Naima, ale w dzisiejszym świecie zasługują na najwyższe uznanie – byłyby adekwatne w wielokrotnie droższych urządzeniach high-end.

XS2 został wyposażony w wartościowe, dedykowane wyjście słuchawkowe pracujące w klasie A. Sygnał jest pobierany ze środka płyty głównej, za sekcją przedwzmacniacza. To ważna informacja dla tych, którzy korzystają z audiofilskich nauszników wysokiej klasy. Podczas testu korzystałem z otwartych AKG K701, które z Naimem zagrały naprawdę znakomicie – szczególnie wtedy, gdy w roli źródła pracował DAC Meitnera. Chętnie porównałbym wyjście XS2 z dedykowanymi słuchawkowcami za 2000 zł. Przypuszczam, że nie jest od nich wcale gorsze. Dość powiedzieć, że dobre jakościowo wyjście Asusa Xonar Essence 3 musiało uznać wyższość Naima – i to praktycznie w każdym aspekcie. Naim sprawnie poradzi sobie ze zdecydowaną większością słuchawek dynamicznych, dostępnych na rynku.

Za regulację głośności odpowiada typowy u Naima niebieski Alps 50K obracany silniczkiem. W przeciwieństwie do Supernaita, w XS2 zrezygnowano z regulacji balansu (realizowanej drugim Alpsem), co zaowocowało skróceniem ścieżki sygnałowej. Regulację poziomu można zresztą ominąć, podłączając źródło do wejścia „av in” i wybierając opcję „Bypass” (szczegóły w dalszej części opisu).  

XS2, podobnie zresztą jak inne wzmacniacze Naima, ma duże wzmocnienie napięciowe, a w związku z tym – ponadprzeciętną czułość wejść (130 mV). Oznacza to, że już niewielkie wychylenie potencjometru (na godz. 900) skutkuje dość dużym poziomem głośności – a to mniej zorientowanym użytkownikom sugeruje, iż mają do czynienia z mocnym wzmacniaczem – silniejszym i wydajniejszym niż na to wskazują specyfikacje. Wydaje się, że to celowy zabieg konstruktorów. Warto być jednak ostrożnym, gdyż takie zestrojenie wejść powoduje, że przy współpracy ze źródłami cyfrowymi – szczególnie tymi o napięciu wyjściowym przekraczającym 2 V RMS – da się Naita przesterować już przed godziną 1200 (na potencjometrze). Owszem, nie jest to słaby wzmacniacz, ale 100 watów na kanał (przy 4 omach) da się wyczerpać bez nadzwyczajnych starań. Wystarczą duże, 86-decybelowe kolumny.


Wyposażenie

Nait XS2 jest nowoczesnym wzmacniaczem o całkiem sporych możliwościach funkcjonalnych. Wprawdzie nie ma regulacji barwy ani balansu, ale tylny panel jest bogaty. Możliwe jest rozdzielenie sekcji wzmacniacza mocy i przedwzmacniacza – w tym celu wystarczy wyjąć zintegrowaną zaślepkę/zworę gniazd DIN oznaczonąych jako „power amp in” i „pre-amp out”. Wówczas otwiera się możliwość rozbudowy wzmacniacza o zasilacz FlatCap, HiCap lub SuperCap. Ten ostatni z pewnością nie ma sensu, ale FlatCapa z pewnością warto wypróbować.

naim-naitxs2-gniazda

Dostępne jest też stereofoniczne wyjście na subwoofer aktywny – to już w praktyczniejszym standardzie RCA. Warto raz jeszcze wspomnieć o wejściu „av in”, które zasadniczo przewidziano z myślą o procesorach surround, ale ma ono ciekawsze, naszym zdaniem, zastosowanie. Ustawienie przełącznika „AV Bypass” w pozycję „On” skutkuje ominięciem regulacji głośności. Jak pokazała próba z Linnem Sneakym DS, czyli niezbyt wyrafinowanym źródłem cyfrowym, opcję tę warto wypróbować także wtedy, gdy podłączone źródło ma dobrej jakości, wbudowaną regulację poziomu. Wówczas można zyskać na otwartości i przejrzystości brzmienia. W uprzywilejowanej pozycji znajdują się więc posiadacze przetworników c/a i odtwarzaczy strumieniowych z regulacją poziomu.

Obok gniazd widać jeszcze port mini-USB przeznaczony do ewentualnych aktualizacji oprogramowania. To nie pomyłka. Mimo że Nait jest wzmacniaczem analogowym, to jednak ma trochę układów scalonych. Widocznie któryś z nich jest programowalny. Poprawy brzmienia za pomocą upgrade’u z pewnością się nie uzyska, ale być może jakieś drobne usprawnienia funkcjonalne są w zasięgu programistów.

Terminale głośnikowe, jak zwykle u Naima, nie tolerują widełek ani gołych kabli. Są to bowiem 4-milimetrowe otwory w obudowie, przystosowane wyłącznie do wtyków bananowych lub BFA. Lewe wyjście znajduje się po prawej stronie, prawe – po lewej. Dziwactwo, z którym – nie ma co ukrywać – trudno się pogodzić. Chyba że – w zgodzie z filozofią Naima – szafki na sprzęt nie ustawiamy pomiędzy głośnikami. A jeśli już, to warto zamienić cinche (kanały) – i problem z głowy: kable głośnikowe nie będą się krzyżować.


Brzmienie

Szczegółów już, prawdę mówiąc, nie pamiętam, ale jedno utkwiło mi w głowie: że XS pierwszej generacji był bardzo fajnym wzmacniaczem. Takim, który mógłbym mieć w drugim czy trzecim systemie. Z „dwójką” jest zupełnie podobnie. To znakomity, mały wzmacniacz, którego nadrzędną cechą jest odtwarzanie muzyki w sposób angażujący, przyjemny i realistyczny. XS2 nie ustanawia rekordów w poszczególnych dyscyplinach brzmienia, choć w pewnych aspektach jest nieco lepszy niż w pozostałych, co zupełnie zrozumiałe. To jednak przede wszystkim równy wzmacniacz, w dźwięku którego próżno szukać ewidentych niedostatków czy wad. Pod żadnym względem, patrząc przez pryzmat przedziału cenowego, do jakiego XS2 przynależy, ten wzmacniacz nie jest słaby lub choćby przeciętny. Wszystko prezentuje co najmniej bardzo dobry poziom i ta kompletność cech stanowi o klasie tego urządzenia.

Przejdźmy do szczegółów. Chyba najważniejszą obserwacją wyniesioną z odsłuchów jest ta najbardziej trywialna, a zarazem najważniejsza: że na tym wzmacniaczu chce się słuchać muzyki – nawet wtedy, gdy jesteśmy na co dzień „spaczeni” przez dużo droższe urządzenia. Z Naitem XS2 jest tak, że się go włącza, chwilę odczekuje (kilka, kilkanaście minut), wrzuca płytę lub ustawia playlistę i z głośników płynie soczysty, lekko ocieplony, nietranzystorowy, nieostry, niesuchy – całkiem prawdziwy – dźwięk. Dziwne, że wiele droższych urządzeń nie ma tej, kluczowej dla satysfakcji ze słuchania muzyki cechy. Dodam jednak, że na początku Naim był nieco ostry w górnej średnicy. Po dłuższym użytkowaniu, nie było już śladu po tej cesze.

naim-naitxs2-wnetrze1

Niegdysiejsze Naimy słynęły z twardawego, nieco surowego brzmienia uwypuklonej średnicy i wyjątkowo sprężystego, skocznego basu. Teraz średnica jest znacznie bardziej wyrafinowana: płynna, barwna, gęściejsza. Z wielką przyjemnością słuchało mi się na tym wzmacniaczu klasyki i jazzu akustycznego (że o muzyce rozrywkowej nie wspomnę). Jedynymi „złymi” rzeczami, jakie nowy XS wprowadzał do mojego systemu, były: spadek rozdzielczości, ubytek detali, pogorszona przestrzeń, zaokrąglenie basu i ogólnie mniejsza namacalność wykonawów. Hm, wymieniłem niemal wszystkie istotne cechy dobrego brzmienia i twierdzę, że nie stało się nic wielkiego? Brzmi to może paradoksalnie, ale właśnie tak było. Owo pogorszenie brzmienia nie było wcale drastyczne, ponieważ wszystkiego ubyło po trochu i całość prezentacji muzycznej wciąż trzymała „fason”, wciąż była atrakcyjna, bo spójna. Brzmienie – mimo niewątpliwych uproszczeń – wciąż angażowało muzycznie, zachęcając do słuchania kolejnych kawałków.

Na nieszczęście dla Naima, równolegle testowałem Devialeta 110. Różnica cen pomiędzy tymi urządzeniami pozwala na zakup źródła dźwięku i interkonektu analogowego za 12,5 tysiąca złotych. To za mało, by wycisnąć z Naita równie otwartą scenę dźwiękową, równie dużo informacji z nagrań, i wreszcie, by uzyskać porównywalnie precyzyjny bas. W rzeczy samej, tak dobrego basu z Naima uzyskać się nie da – w połączeniu z żadnym źródłem. I tak oto okazuje się, że niegdyś sztandarowa cecha Naimów schodzi na dalszy plan: bas już nie jest orężem Naita w konfrontacji z rywalami. Cóż, ci są dzisiaj zupełnie inni niż 10 czy 20 lat temu. Otóż niskie tony nowego „iksesa” są potężne, ładnie rozciągnięte, dynamiczne i dobrze różnicowane. Do pewnego, niezbyt niskiego zakresu pasma są też sprężyste i dobrze kontrolowane. W połączeniu z Sonusami Toy Tower, ustawionymi w 30-metrowym salonie o czystej charakterystyce niskich tonów, bas wydał mi się wielkim atutem Naima, dając znacznie więcej „funu” niż lampowy Octave V70SE. Uznałem wówczas, że bas Naita jest taki, do jakiego ta marka nas przyzwyczaiła. Zapewniał mocny drive, fajny atak, świetne wypełnienie dobrze uchwyconych konturów. Jednakże w połączeniu z Zollerami, w regularnym pokoju testowym, bas Naita ujawnił swoje niedoskonałości. Jest słyszalnie zaokrąglony w niższym podzakresie pasma i przez to nieco spowolniony. Wydaje się, że wzmacniacz usiłuje zagrać zbyt żywiołowo, zbyt ofensywnie w stosunku do swoich możliwości w dziedzinie kontroli głośników. Również w połączeniu z monitorami ATC, które produkują wyjątkowo równy i dość nisko schodzący bas, utrata precyzji – szczególnie w porównaniu z Devialetem – była ewidentna. Mimo to, wymagającej basowo płyty Daft Punk „Random Access Memories” słuchało się czadowo. Bas wypełniał pomieszczenie, ładnie trzymał rytm – był miękkawy, ale żwawy, motoryczny. Poza tym Naim lubi zagrać głośno: słychać, że forsowna praca go nie męczy. Jednak tym, co najbardziej trzymało w fotelu odsłuchowym, była spójność i soczystość brzmienia: cechy rzadko spotykane wśród wzmacniaczy tranzystorowych za mniej niż 10 tysięcy złotych. Całość spinała góra pasma: wystarczająco dobrze nasycona, ale niewycofana, czysta i w dużej mierze uzależniona od jakości źródła. Zadziwiła mnie klasa, z jaką Nait XS2 odtwarzał wokale. Były obszerne i z łatwością wchodziły do pomieszczenia odsłuchowego, nie dając jednak wrażenia, że scena jest nienaturalnie wypchnięta do przodu. XS2 zapewnia jakże pożądany efekt namacalności dźwięku. Stereofonia jest mocnym punktem Naima: szeroka, swobodnie rozwieszona nie tylko pomiędzy głośnikami, ale także poza nimi, na boki. Do głębi sceny, zważywszy na cenę wzmacniacza, nie mam absolutnie żadnych uwag.

Nait z powodzeniem ukazał różnice pomiędzy przetwornikami Auralica i Meitnera, nie dając cienia wątpliwości co do tego, który DAC jest lepszy. Prawdę powiedziawszy, w połączeniu z Meitnerem mały Naim dawał mi naprawdę dużo frajdy ze słuchania muzyki. Zapewniał swoistą swobodę i lekkość grania przy jednoczesnej potędze – coś typowego z reguły dla znacznie droższych urządzeń.


Galeria


Naszym zdaniem

naim-naitxs2-zzzEgzemparz, który testowałem, nie wrócił już do dystrybutora. I to nie tylko ze względu na to, co napisałem wyżej. Otóż prytwanie szukałem wzmacniacza do 30-metrowego salonu, który to wzmacniacz – prócz dynamicznego, muzykalnego i pełnego brzmienia: a) nie będzie zwracał na siebie uwagi; b) będzie nie droższy niż 8–10 tys. złotych; c) sprawdzi się przy testach różnych, średniobudżetowych kolumn; d) będzie odpowiednio mocnym piecykiem, za pomocą którego okazjonalnie nagłośnię domową imprezę; e) będzie łatwy w obsłudze; f) będzie można go łatwo odsprzedać; g) będzie potencjalnie niezawodny i oszczędny energetycznie. Wszystkie te punkty mały Naim „odhacza” celująco, dodając coś jeszcze w tak zwanym gratisie (o czym początkowo nie myślałem) – bardzo dobre wyjście słuchawkowe, które sprawiło, że swoje AKG K701 polubiłem znacznie bardziej, niż do tej pory. Ile innych wzmacniaczy potraficie wymienić, które spełniają wszystkie te warunki jednocześnie? Ile z nich – przy tym – nie jest produkowanych w Chinach?

 

Oceń ten artykuł
(5 głosów)
Więcej w tej kategorii: « Krell S-550i Octave V110SE »

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Kontakt z redakcją