PORTAL MIESIĘCZNIKA AUDIO-VIDEO (zał. 1984)

Electrocompaniet ECM 1 MkII

Maj 14, 2026

Czy mający ponad pięcioletni staż rynkowy streamer bazujący na leciwej kości DAC-a może jeszcze czymś zaskoczyć? Przekonajmy się.

Dystrybutor: HiFi Club, www.hificlub.pl 
Cena: 18 800 zł (styczeń 2025)
Dostępne wykończenia: czarne, srebrne

Tekst: Ignacy Rogoń | Zdjęcia: AV

Artykuł pochodzi z Audio-Video 1/2025 - Kup pełne wydanie PDF

audioklan

 

 


Odtwarzacz strumieniowy Electrocompaniet ECM 1 MkII

TEST

Electrocompaniet ECM 1 MKII
 

Historia Historia naszego bohatera sięga 2001 roku, kiedy to norweski producent zaprezentował swój pierwszy przetwornik cyfrowo-analogowy — ECD 1 (recenzja TUTAJ). Bazował on na kości Cirrus Logic CS4397 i pozostawał w ofercie firmy przez 12 lat, co zupełnie mnie nie dziwi — mimo oczywistych ograniczeń tego urządzenia, takich jak brak USB czy kompatybilności z formatem DSD (oraz z PCM o częstotliwości próbkowania powyżej 96 kHz).

Pod koniec 2012 roku pojawił się następca — ECD 2. Dysponował on już nie jednym, a dwoma układami konwersji c/a (Cirrus Logic CS4398). Norwegowie przeszli na montaż powierzchniowy, a na pokładzie zawitał interfejs USB Audio (kosztem wejścia AES/EBU). Po dwóch latach pokazano ECM 2, pierwszy streamer skandynawskiej marki. Było to w gruncie to samo urządzenie, tyle że wzbogacone o miniaturowy komputer żywo przypominający Raspberry Pi. Wyposażono je w port HDMI, ponieważ prócz muzyki, ECM 2 odtwarzał również pliki wideo w jakości Full HD. Na pokładzie znalazł się nawet dekoder DTS-HD i Dolby TrueHD. Za tę przyjemność trzeba było jednak słono dopłacić — urządzenie wyceniono o niemal 10 tys zł wyżej od DAC-a.

Wreszcie, pod koniec 2017 roku Electrocompaniet pokazał pierwszy streamer audio, ECM 1. W momencie premiery kosztował 11 800 zł. Był to bardzo udany produkt, który w naszym teście (AV 2/18) zdobył rekomendację. Dwa lata później zaprezentowano nowszą wersję (MKII), która niebagatelnie podrożała — do 16 800 zł. Obie są właściwie nie do odróżnienia — zarówno z zewnątrz, jak i wewnątrz. Mimo to uznaliśmy, że 7 lat to wystarczająco długi okres, by odświeżyć pamięć o tym urządzeniu i sprawdzić, czy przypadkiem nie jest to wciąż atrakcyjna propozycja na rynku, na którym coraz bardziej rozpychają się konstrukcje z Chin. Obecna cena streamera wynosi 18 800 zł, co plasuje go w ciekawym gronie rywali.

Wygląd i unkcjonalność

Zgodnie ze zwyczajem marki, front jest akrylowy, podklejony czarną folią. Kolorystykę dopełniają złote przyciski i napisy. Całość wygląda elegancko. Niebieski wyświetlacz matrycowy jest całkiem czytelny. Domyślnie pokazuje on wybrane źródło, a w trybie DAC-a częstotliwość sygnału wejściowego. Cztery rozmieszczone na planie rombu przyciski służą do wyboru źródła oraz regulacji poziomu wyjściowego — tej nie można wyłączyć, a jest ona realizowana w domenie cyfrowej, wewnątrz przetworników c/a.

Electrocompaniet ECM 1 MKII gniazda

ECM 1 MkII, analogicznie jak poprzednik, nie posiada wejścia USB Audio. Można natomiast skorzystać z dwóch wejść współosiowych i dwóch optycznych. Wyjścia analogowe są regulowane (w domenie cyfrowej).

 

Sekcja streamera otrzymała gniazdo Ethernet (nie ma możliwości połączenia bezprzewodowego), port USB A do podłączenia pamięci masowej oraz współosiowe wyjście cyfrowe. Wyjścia analogowe są oczywiście obu typów (RCA, XLR).

Urządzeniem możemy sterować za pomocą dostarczonego w zestawie pilota, bądź aplikacji. To pierwsze rozwiązanie ma pewne „osobliwości”. Kodowanie regulacji głośności jest bowiem identyczne z tym dla firmowego preampu (popularny kod RC-5). Analogiczny problem napotkają użytkownicy wzmacniaczy Naima, Arcama i wielu innych. W konsekwencji jednocześnie zmieniamy głośność w źródle i wzmacniaczu, co nie jest racjonalne. Norwegowie na szczęście przygotowali możliwość zablokowania regulacji głośności (w aplikacji) za pomocą pilota. Szkoda jednak, że do sterowania ECM 1 nie można przypisać innych przycisków z nadajnika dostarczanego w komplecie z przedwzmacniaczem. Dołączony do ECD 1 pilot jest jednak mniejszy, a wszystkie przyciski za coś odpowiedzialne. Wygląda tanio, ale grunt, że jest, co dziś nie jest już wcale takie oczywiste.

ECM 1 MKII może pełnić funkcję DAC-a — niestety bez wejścia USB Audio. Do dyspozycji są po dwa wejścia optyczne i koncentryczne RCA.

Aplikacja

Jest dostępna na urządzenia z systemami iOS i Android. Nawigacja okazuje się całkiem intuicyjna, a układ graficzny przyjemny dla oka. Sekcja ustawień została logicznie uporządkowana, a opcji jest sporo. Można odtwarzać pliki znajdujące się na wbudowanym (opcja) dysku, podłączonej z tyłu pamięci masowej oraz z serwerów SMB i UPnP. Obsługiwane są formaty PCM o częstotliwości 192 kHz oraz DSD 128.

Katalogowanie plików z mojego serwera nie działało zbyt dobrze. Szkoda, że urządzenie nie szuka samodzielnie nazw plików czy okładek. Sposób dodawania internetowych stacji radiowych okazuje się dość skomplikowany, jednak gdy to już opanujemy, z powodzeniem możemy dodać dowolne radio internetowe.

Electrocompaniet ECM 1 MKII DAC

Konwersja c/a bazuje na starych, dobrych znajomych — dwóch układach CS4398, swego czasu chętnie stosowanych przez Marantza.

 

Wśród serwisów streamingowych należy wymienić Spotify, TuneIn i Qobuz. Tidal jest dostępny wyłącznie w ramach funkcjonalności Connect, konieczne jest więc użycie odrębnej aplikacji. ECM 1 jest kompatybilny z protokołem RAAT. Nie wiedzieć czemu, pliki strumieniowane za pośrednictwem Roona czy Audirvany będą zawsze w formacie PCM — nagrania w DSD zostaną automatycznie przekonwertowane. Wsparcie DSD 128 jest więc niepełne.

Dostępne funkcjonalności obejmują ponadto Spotify Connect, AirPlay 2 oraz Bluetooth. Szkoda tylko, że nie da się zintegrować bibliotek z różnych źródeł (np. pliki i Tidal) tak jak robi to np. BluOS, Lumin czy Aurender.

Po otrzymaniu urządzenia (które nie było nowe), postanowiłem mu zafundować reset. O dziwo, w trakcie tej operacji pokładowy streamer zamilkł — przestał być nawet widoczny w sieci. Podjęcie kroków opisanych w instrukcji niestety nie przynosiło skutku. Buszując po stronie producenta, odnalazłem bootowalną wersję firmware’u. Po jej pobraniu i odpowiednim sformatowaniu pendrive’a, zdołałem ponownie uruchomić streamer. Od tego czasu system funkcjonował poprawnie i ani razu się nie zawiesił.

Wypadałoby, aby producent wspomniał o takiej ewentualności w instrukcji obsługi — dla osób z mniejszym obyciem technicznym opisane remedium może się okazać zbyt trudne.

Budowa

Solidna stalowa konstrukcja obudowy minimalizuje wibracje. ECM 1 waży 8,3 kg, przy czym spory wkład w tę masę ma gruba, górna pokrywa o profilu odwróconej litery U. Spasowanie elementów jest na odpowiednim, wysokim poziomie.

Electrocompaniet ECM 1 MKII wnetrze

Stary dobry znajomy? Owszem — i dziś mało kto tak robi streamery. Porządne zasilanie i niebanalny tor audio na bazie dość leciwej kości przetwornika c/a — to naprawdę dobrze działa.

 

Układ elektroniczny do złudzenia przypomina pierwszą wersję ECM 1 z 2017 roku. Nawet drobiazgowe porównanie ze zdjęciami z naszego archiwum nie dało przekonującej odpowiedzi na pytanie, jakie modyfikacje hardware’owe poczyniono (analogicznie było zresztą z integrą ECI 1 MKII). Zauważyliśmy jedynie zmiany oznaczeń dwóch układów scalonych na płytce streamera. Czy to źle? I tak, i nie. Z jednej strony jest to dobra informacja dla osób poszukujących używek.

Zasilanie bazuje na transformatorze toroidalnym Noratela. Ma on osobne odczepy dla sekcji cyfrowej i analogowej. Ta pierwsza stanowi mózg systemu i bazuje na procesorze ARM Cortex 9 (NXP Semiconductors MCIMX6S5DVM10AC). Proste, ale skuteczne rozwiązania cyfrowe (odbiornik wejściowy SRC4391I) współgrają z zaawansowanym, autorskim układem analogowym i zasilaniem, które zintegrowano na jednej płytce. To właśnie tutaj kryje się sekret brzmienia ECM 1. Począwszy od przetworników c/a (Cirrus Logic CS4398), sygnał audio jest przetwarzany w trybie różnicowym, co przekłada się na większy zakres dynamiki i niższy poziom szumów.

Electrocompaniet ECM 1 MKII trafo

Solidne zasilanie pozostało bez zmian w stosunku do pierwszej wersji ECM 1.

 

Budowę sekcji analogowej można określić jako „hybrydową”, ponieważ łączy ona w sobie elementy dyskretne, jak i układy scalone. Wszystkie one są montowane metodą powierzchniową. Znajdziemy tu wzmacniacze operacyjne LM833 oraz TS512 z wbudowaną kompensacją częstotliwościową i fazową na wyjściach. Sekcja zasilająca dedykowana „analogówce” znalazła się bezpośrednio przy niej. Stanowią ją bateria czterech brązowych Nichiconów Chemi-Con KMH 2200 µF / 80 V oraz sześciu niebieskich elektrolitów Vishay (BC) wspierających kilka niezależnych stabilizatorów napięcia.

Brzmienie

Kurier dotarł do mnie w Wigilię i jeszcze tego samego dnia rozpocząłem odsłuchy. Na początek wykorzystałem ECM 1 w jego domyślnej roli, czyli jako samodzielny streamer. Już od pierwszych chwil zaskoczył mnie on bardzo pozytywnie. Nie spodziewałem się, że dopiero co wyjęte z pudełka norweskie urządzenie zabrzmi tak dobrze. A jednak.

ECM 1 MKII grał u mnie przez całą przerwę świąteczną i ani przez moment nie poczułem dyskomfortu czy niedosytu. Po ponad tygodniu użytkowania zasiadłem do krytycznych odsłuchów. Zacząłem od porównania dźwięku uzyskiwanego za pomocą dedykowanej aplikacji, Tidala Connect, Roona i Audirvany. Dedykowaną apkę porzuciłem w pierwszej kolejności. Choć brzmienie było naprawdę wysokiej próby, to problematyczna okazała się stabilność oraz przypadkowy, niezrozumiały downsampling plików high-res. Z kolei Tidal Connect wprowadził niepożądane zmiękczenie i delikatne utemperowanie dynamiki. Wybór pomiędzy Audirvaną i Roonem okazał się być trudniejszy niż zazwyczaj. Pochopnie zapewne wybralibyśmy Roona, ponieważ streamer gra w tym trybie jakby nieco głośniej, dźwięczniej i co za tym idzie — pełniej. Audirvana, dla odmiany, zapewnia nieco bardziej techniczny sznyt. Fortepian Alfreda Brendela w 16 Sonacie Fortepianowej Beethovena brzmiał w sposób nieco lepiej kontrolowany, a poszczególne uderzenia w klawisze były lepiej separowane. Jednocześnie dźwięki wybrzmiewały nieco krócej, zdawały się bardziej głuche. Przy odsłuchu „Good Morning” Norah Jones wyszło na jaw, że choć średnica jest odrobina klarowniejsza, ostrzejsza (z Audirvany), to informacje w najwyższych rejestrach zostały odrobinę stłumione. Ogólnie rzecz biorąc, różnice pomiędzy obydwoma protokołami transmisji nie były duże, jednak ich wpływu na brzmienie z całą pewnością nie powinno się pominąć. Mając na względzie przede wszystkim wygodę użytkowania i stabilność, ostatecznie zdecydowałem się na Roona.

Electrocompaniet ECM 1 MKII kondensatory

Porządne elektrolity w sekcji zasilania dedykowanej dla sekcji analogowej i przetwornika c/a.

 

W brzmieniu Electrocompanieta szybko zwracają trzy aspekty: detaliczna, przejrzysta górna średnica, świetne konturowanie oraz doskonała dynamika, zwłaszcza w skali mikro. Urządzenie z łatwością przekazuje nawet bardziej subtelne zmiany głośności. Doskonale zobrazował to utwór „Paint it Black” grupy The Rolling Stones. Pod tym względem ECM 1 okazał się nawet ciut lepszy od mojej referencji. Dźwięk perkusji z lewej strony był bardziej przejrzysty, o bardziej złożonym ataku i ściślejszym rygorze czasowym. Te obserwacje potwierdził kawałek „My God Is The Sun” Queens of the Stone Age — uderzenia w blachy perkusyjne wybrzmiewały wyraźniej, cechowały się większym wyrafinowaniem i swobodą. Norweski streamer nieznacznie gorzej wypadł pod względem zamaszystości reprodukcji dźwięków. Dobrze ukazało to nagranie „Ravel Orchestrations: Pictures at an Exhibitions” w wykonaniu Orkiestry z Minnesoty pod batutą Eiji Oue. Tutti w wykonaniu ECM 1 nie było tak mocarne jak zwykle. Moje źródło odniesienia okazało się również nieco lepsze w kwestii kreślenia obrazu przestrzennego — zarówno pod względem głębii, jak i obfitości sceny. W przypadku testowanego streamera odnotowałem jednak nieco lepsze uporządkowanie przekazu. Przestrzeń w centralnej części panoramy sprawiała wrażenie mniej zamglonej i tym samym bardziej namacalnej. Odsłuch płyty „Blagutten” w wykonaniu Geira Bøhren & Benta Åserud sprawił, że wygodnie rozsiadłem się w fotelu.

Balans tonalny ECM 1 ma tendencję do „uciekania" w stronę wyższych częstotliwości. Znajdowało to odzwierciedlenie w odrobinę gorszym wypełnieniu dolnej średnicy i wrażeniu „pocienienia” przekazu. Obiektywnie rzecz biorąc, to jednak testowany streamer miał „rację” — dzięki wyczyszczeniu niższych rejestrów bas odbierałem jako bardziej punktowy, rozdzielczy i wyraźniejszy. Moje trio odpłacało się z kolei ciut bardziej kwiecistymi barwami w tym zakresie oraz wrażeniem pełniejszego, dosadniejszego i głębszego dźwięku. Doskonale sportretował to kawałek „Paranoid Android” Radiohead.

Electrocompaniet ECM 1 MKII streamer

Płytka streamera działa w oparciu o oprogramowanie rozwijane przez Electrocompanieta.

 

Estetyka proponowana przez ECM 1 ma wpływ na subiektywne wrażenie „lepkości" barw, co w przypadku systemów o wyraziście analitycznej manierze może mieć znaczenie. Należy tu jednak wyraźnie podkreślić, że recenzowany odtwarzacz gwarantuje nieprzeciętnie muzykalną i barwną reprodukcję muzyki. Jest po prostu trochę mniej wybaczający dla gorszej jakości nagrań. Większość bazujących na nowoczesnych „superkościach” przetworników c/a może jedynie pozazdrościć naturalności, z jaką Electrocompaniet odtwarza fortepian czy organy. Również pozostałe instrumenty akustyczne, takie jak skrzypce czy kontrabas brzmią wyśmienicie, co doskonale zilustrował odsłuch albumu „Bridges” Adama Bałdycha i Helge Lien Trio.

Z czystej ciekawości zdecydowałem się na skorzystanie z wyjścia S/PDIF, by sprawdzić, jak wbudowany moduł strumieniowy sprawuje się w roli transportu. W porównaniu z tandemem SOtM/Gustard, ECM 1 zaprezentował w tej roli dźwięk nieco mniej angażujący, bledszy, bardziej stonowany i spokojniejszy. Nie powiedziałbym, że było to granie dużo gorsze, jednak brakowało mu magii i blasku, do których przywykłem. A skoro tak, to naturalnym wydało mi się wypróbowanie sekcji DAC-a....

W tym celu wróciłem do wspomnianego combo SOtM/Gustard. Efekty były bardzo pozytywne. Otrzymałem żywy, bardzo organiczny i świetnie wyważony tonalnie przekaz. Wyraźnej poprawie uległy głębia i obfitość sceny. Nawet w przypadku dużej orkiestry symfonicznej bezproblemowo mogłem zlokalizować poszczególne instrumenty. Obraz dźwiękowy zyskał na klarowności, a jednocześnie trochę się dociążył. Co ważne, nie ucierpiała na tym przejrzystość średniego zakresu, co można przypisać rozciągnięciu zakresu tonalnego. Uderzenia w kotły perkusyjne brzmiały obficiej i głębiej. Zauważalnej poprawie uległa dynamika w skali makro i choć do ideału nieco brakowało, to w ogólnym rozrachunku nie sposób było narzekać. Górę pasma odebrałem jako odrobinę dokładniejszą, bardziej wyrazistą i bardziej wyrafinowaną. Jednocześnie nie wystąpił efekt niepożądanej ostrości.

Electrocompaniet ECM 1 MKII toranalogowy

Prawdę powiedziawszy, znalezienie jakichkolwiek oczywistych wad w oferowanym przez norweski DAC brzmieniu okazało się naprawdę trudne. By lepiej „przyjrzeć” się charakterystyce urządzenia, podłączyłem je bezpośrednio do końcówek mocy. Eksperymentując z regulacją głośności odniosłem wrażenie spłaszczenia dynamiki — nagłe skoki głośności zdawały się być delikatnie przytłumione, mniej obfite niż z preampem EC 4.8. Na pierwszy plan wyszedł wyraźny, muskularny, choć delikatnie kapryśny bas. W kawałku „Ramblin’ on My Mind” Bjørna Brege współczynnik przytupywania osiągnął rekordowo wysokie wartości. W „Till Tomorrow” duetu Yello bas wydawał się być już nieco zbyt „rozhuśtany”.

Wraz ze zwiększaniem głośności, procentowy udział najniższych rejestrów zdawał się... zmniejszać. Dobra informacja jest taka, że przy ustawieniu głośności na „75”, różnice tonalne w znacznym stopniu się zacierają. Można na tej podstawie wnioskować, że osoby posiadające końcówki mocy o niedużej czułości nie odczują negatywnych skutków stosowania pokładowej regulacji głośności, a tym samym być może będą mogły zrezygnować z analogowego przedwzmacniacza...

Niejako na deser zdecydowałem się podłączyć swój leciwy odtwarzacz CD, Pioneer PD-9300. W szufladzie wylądowała V Symfonia Czajkowskiego w wykonaniu Berlińskich Filharmoników pod batutą Tutaka Sado. Następnie sięgnąłem po krążek „Screens” fantastycznego trójmiejskiego projektu Michała Jana & Immortal Onion. W obu przypadkach moją uwagę zwrócił genialny timing oraz troska o detale. I to był jakże przyjemny koniec mojej przygody z tym niemłodym, ale jakże muzykalnym urządzeniem.

Bluetooth i AirPlay

Tak już zupełnie na koniec ponieważ postanowiłem sprawdzić wpływ dwóch najgorszych metod transmisji. Zauważalny spadek jakości brzmienia w przypadku transmisji Bluetooth (w stosunku do streamingu) nikogo nie powinien dziwić. Mamy tu do czynienia z klasycznymi problemami — słyszalną kompresją dynamiczną, odchudzeniem i wyszarzeniem dźwięku.

Użytkownicy urządzeń iOS zapewne chętniej sięgną po AirPlay 2. W tym połączeniu przekaz dźwiękowy się nasycił, otworzył i ożywił. Prawdę mówiąc, do niekrytycznego słuchania muzyki na co dzień jest to optymalne rozwiązanie. Pod względem jakości dźwięku sprawdzi się lepiej niż wbudowane w ECM 1 radio internetowe.

Galeria



Naszym zdaniem

Electrocompaniet to urządzenie dla ludzi słuchających muzyki, a nie plików. Oparto je na sprawdzonym od ponad 12 lat projekcie układowym z solidnym zasilaniem i wyrafinowaną sekcją analogową — i to zdecydowanie słychać!

ECM 1 MKII najlepiej zagra w roli przetwornika c/a (o ile dysponujemy dobrej klasy transportem sygnału S/PDIF), co może zainteresować posiadaczy leciwych, ale bardzo dobrych odtwarzaczy/napędów CD. Brak wejścia USB Audio będzie pewnym ograniczeniem, ale to jeszcze nie koniec świata, jako że wbudowany transport jest bardzo dobry. W roli samodzielnego streamera Electrocompaniet najlepiej sprawdzi się w połączeniu z Roonem i Audirvaną, co warto mieć na uwadze (licencje).

Electrocompaniet ECM 1 MKII zzzDedykowana aplikacja jest rozwijana przez producenta, a to niestety rzadkość. Ma ona pewne niedociągnięcia, jednak można je wybaczyć. Potencjalnym atutem ECM-1 jest regulacja poziomu sygnału wyjściowego. Wspominam o tym dlatego, że urządzenia all-in-one za 50 tysięcy złotych nikogo już nie dziwią. Niestety rzadko oferują one spodziewaną po rozwiązaniu za taką kwotę jakość dźwięku. W tym kontekście połączenie ECM 1 z końcówką mocy pokroju AW 250 będzie sonicznie lepszym, choć oczywiście mniej poręcznym rozwiązaniem.

Złośliwi wytkną Electrocompanietowi brak realnych modyfikacji względem pierwszej wersji. To fakt, jednak z drugiej strony należy wziąć pod uwagę, że na przestrzeni 7 lat cena podskoczyła o niecałe 60%, co nie jest żadnym ewenementem na tle tego, co przez ten czas się wydarzyło. Od czasu premiery wersji MKII (ponad pięć lat temu) wzrost ceny jest wręcz symboliczny (12%).

Niezależne od wszystkiego, ECM 1 MKII okazał się jednym z najtańszych źródeł cyfrowych, które możemy zakwalifikować do kategorii A. Konkurenci tacy jak Sforzato DSP-07, Ayon S-10 II XS, Aurender A200 czy Lumin T3x są znacznie drożsi. Czy nowe rozdanie DAC-ów i streamerów z Chin coś w tej kwestii zmieni? O tym przekonamy się w najbliższych miesiącach. Tymczasem, uwzględniając wysoką jakość wykonania, znakomite brzmienie i naprawdę atrakcyjną cenę, nie pozostaje mi nic innego, jak przyznać jedyne słuszne wyróżnienie.

Artykuł pochodzi z Audio-Video 1/2025 - KUP WYDANIE PDF

Sprzęt towarzyszący

  • Serwer: Intel NUC11 (Intel i3, 8 GB RAM, SSD 256 GB) z zainstalowanym oprogramowaniem Roon ROCK
  • Transport strumieniowy: SOtM SMS-200 Ultra Neo, zasilacz Farad Super 3
  • Konwerter USB–>SPDIF: Gustard U16 (upgrade zasilania)
  • DAC: Electrocompaniet ECD 1
  • Przedwzmacniacz: Electrocompaniet EC 4.8
  • Końcówki mocy: 2 x Electrocompaniet AW220 (pracujące w układzie mono)
  • Kolumny głośnikowe: KEF R7 Meta
  • Kable głośnikowe: MIT CVT Terminator 1S
  • Interkonekty: van den Hul The Rock (XLR), Klotz MC5000 z wtykami Neutrik NC3, Klotz AC110 z wtykami Neutrik NF2CB/2
  • Kable cyfrowe: Grimm Audio TPR (AES/EBU), QED Reference (USB), Klotz VD125LPS (RCA)
  • Listwa zasilająca: Tomanek TAP8+ z DC Blocker
  • Kable zasilające: Acrolink 7N-PC4030 Leggenda (DAC, Preamp, Farad), van den Hul Mainserver (DDC, ECM 1), van den Hul Mainserver (Listwa), Furutech FP-314Ag II (końcówki)
  • Switch: MikroTik CSS106-5G-1S izolowany od routera optycznie za pomocą konwertera TP-Link MC220L, zasilacz Keces P6
 
 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Więcej w tej kategorii: Sforzato DSP-09EX »

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Kontakt z redakcją