Subwoofer SVS SB-2000

Lip 12, 2018

SVS to firma praktycznie nieznana w Europie. Pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, a specjalizuje się w zestawach głośnikowych do kina domowego – także subwooferach. Sprawdźmy, co potrafi.

Dystrybutor: SoundClub, www.soundclub.pl 
Cena: 3450 zł (czarne wykończenie)
Dostępne wykończenia: czarne (okleina), lakier piano black

Tekst i zdjęcia: Filip Kulpa

audioklan

 

 


SVS SB-2000 - Subwoofer aktywny

TEST

SVS SB 2000 1 aaa

Produkty SVS są dosyć przystępne cenowo. Subwoofery startują z poziomu 2400 zł, oferta kończy się przy 15500 zł za potężny subwoofer PB-16, wyposażony z 16-calowy woofer o 8-calowej (!) cewce. Co ciekawe, firma oferuje zarówno subwoofery o konstrukcji zamkniętej (SB), jak również wentylowane (PB), dając użytkownikowi wolny wybór. Przykładowo, ten sam (a przynamniej podobny) 16-calowy głośnik znajdziemy także w kompaktowym (zamkniętym) modelu SB-16 – tańszym o 4000 zł. Analogicznie bohater niniejszego testu ma swojego bas-refleksowego „brata”. PB-2000 kosztuje dokładnie tyle samo co SB-2000, ale jest większy i odznacza się jeszcze lepszym rozciągnięciem pasma (17 vs 19 Hz).


Budowa

Do testu trafiła jednak wersja zamknięta (SB-2000) – i w sumie dobrze, bo tego typu konstrukcje dominują w naszym teście. Najpierw dwa słowa o wykończeniu i wykonaniu. W droższej o 500 zł odmianie piano black, SVS prezentuje się bardzo dobrze, nie ustępując (zwykle lepiej wykończonym) rywalom z Europy. Nie jest tajemnicą, że SVS produkuje w Chinach (jak większość), ale widać, że producent się stara.

Obudowa wykonana z płyt mdf średniej grubości reprezentuje typowy w tej klasie standard wykonania, choć brak ożebrowania wewnątrz oznacza oszczędności. Kształt to niemal idealny, wyoblony na krawędziach sześcian o 36-cm boku. Gabarytowo SB-2000 plasuje się gdzieś pomiędzy Focalem i Elakiem a znacznie mniejszymi (od niego) konstrukcjami B&W i GoldenEar. To niemal idealny odpowiednik Dali, Audiovectora i Sumiko. Słowem – złoty środek. Obudowa spoczywa ma małych elastycznych stopkach (są regulowane).

 

SVS SB 2000 4 woofer

Cewka jest wentylowana (przestrzeń pod dolnym zawieszeniem). Kosz jest solidnym odlewem, magnes – niczego sobie.

 

Umieszczony na froncie głośnik ma nominalną średnicę 12” (300 mm). To już całkiem słuszna wielkość, dająca spore możliwości w zakresie najniższych oktaw. Dolny resor wykonano z Nomeksu, sama membrana jest aluminiowa (dość cienka, ale ma dwie warstwy), natomiast nakładka przeciwpyłowa – z polipropylenu. Źródło napędu stanowi podwójny magnes ferrytowy oraz 2-calowa cewka. W celu redukcji zniekształceń zastosowano pierścienie zwierające, zaś wydłużony nabiegunnik zwiększa pojemność cieplną układu, oddalając ryzyko kompresji termicznej (wzrost rezystancji cewki). Konstrukcję układu magnetycznego zoptymalizowano komputerowo (FEA).

Wzmacniacz pracuje oczywiście w klasie D i jest zintegrowany z układem DSP (Sledge STA-500D). Panel przyłączy pozytywnie zaskakuje obecnością pokrętła płynnej regulacji fazy. Podobnym rozwiązaniem może się pochwalić jedynie ELAC (w tym przypadku nie mamy jednak pokrętła, lecz aplikację). Podobnie jak większość współczesnych konstrukcji, subwoofer nie ma wejść głośnikowych, są za to wejścia L/R i filtrowane wyjścia liniowe (rzadkość). Oznacza to, że do subwoofera można podać sygnał z przedwzmacniacza, a następnie wrócić z tym sygnałem do końcówki mocy, odciążając system głośnikowy (i wzmacniacz) w zakresie niskiego basu (poniżej 80 Hz ze spadkiem 12 dB/okt.). Tej możliwości nie daje zdecydowana większość rywali. Wejście LFE (pokrywające się z wejściem lewego kanału) omija regulowany filtr dolnoprzepustowy (50-160 Hz). To, czy jest aktywny, czy nie określa położenie hebelkowego przełącznika.

 

Jakość dżwięku

W pierwszym, tak zwanym zgrubnym podejściu, mającym przede wszystkim na celu wstępną kalibrację subwoofera i zapoznanie się ze średnim pułapem oferowanej przez niego jakości (określenie oczekiwań) uzyskałem nad wyraz zachęcające rezultaty, zapisując w notatkach: „to może być czarny koń tego testu”. Dodam, że SB-2000 zagrał po tak udanych konstrukcjach, jak Dali, Sumiko, B&W.

Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że SB-2000 to, jak na konstrukcję z 12-calowym głośnikiem, wyjątkowo „schludnie” brzmiący subwoofer. Mam na myśli dwie, a właściwie nawet trzy cechy: zupełny brak tendencji do dudnienia (bumienia), czyli eksponowania tego zakresu pasma, którego zasadniczo nie chcemy (zakres powyżej ustalonego podziału), subiektywnie wysoce liniową charakterystykę w niskim i średnim zakresie pracy oraz niski poziom zniekształceń. Dwie pierwsze rzeczy są ze sobą powiązane, ale celowo punktuję je oddzielnie – dla zaznaczenia tego, jak bezproblemowy dźwięk otrzymujemy. W tych kategoriach amerykański subwoofer dość mocno przypomina znacznie droższego (i większego) Focala. To spory komplement. Ale jest jeszcze jedna dobra wiadomość: znakomite rozciągnięcie pasma! Poniżej 25 Hz, czyli w rejonie, w którym większość subwooferów o podobnych rozmiarach „wymięka”, SVS idzie jak burza, notując minimalne spadki aż po granicę pasma akustycznego. 20 Hz zmierzyłem bez spadku względem 60 Hz, zaś 16 Hz było odtwarzane (acz niezbyt czysto – poziom „oszukiwały" harmoniczne) przy spadku -3 dB. Aż do 21-22 Hz skalibrowany SVS szedł łeb łeb z dużo większym i prawie dwa razy droższym Focalem.

 

SVS SB 2000 3 regulacje

Płynna regulacja fazy to rzadkość w subwooferach w ogóle. Jeśli dodać do tego wejścia i wyjścia liniowe, okaże się, że możliwości strojenia w systemie stereo są naprawdę duże.

 

To nie koniec dobrych wieści. Testowe sinusy z poziomem 95 (i lekko powyżej) dB (w miejscu odsłuchu) generowały niemalże czysty ton podstawowy. Jedynie poniżej 22 Hz słychać było obce dźwięki (druga harmoniczna). Zawartość trzeciej harmonicznej na poziomie 3-7% poniżej 25 Hz i znacznie poniżej 1% w zakresie 25-30 Hz to bardzo dobre wyniki.

Ważnym atutem amerykańskiego subwoofera jest także to, jak łagodnie i bezproblemowo reaguje na zmianę podziału pasma. Podczas gdy w przypadku Elaca czy GoldenEara podwyższenie cięcia z 60 na 80 Hz powodowało konieczność rekalibracji poziomu oraz częstotliwości filtru dolnoprzepustowego, tu następowała jedynie zmiana charakteru basu wynikająca z faktu, że przy niższym podziale kolumny główne brały na siebie ciężar oddawania konturów, co koniec końców było lepszym rozwiązaniem. To dlatego, że SVS nie jest subwooferem szczególnie szybkim, z gatunku tych grających mocnym kickbasem.

Podobnie jak Focal, koncentruje się na niezniekształconym, czystym, niskim basie. Powstaje nawet wrażenie, że z tym subwooferem w torze brzmienie robi się trochę nazbyt łagodne, grzeczne. W rzeczy samej: szczegółowość pasma niskotonowego była słabsza niż w przypadku Dali. Reasumując, odrobinę zabrakło mi w tym brzmieniu emocji i szczegółów w wyższych partiach basu. Z tego względu warto SVS-a „ciąć” raczej nisko (przy 60 lub nawet 50 Hz). Wówczas odwdzięczy się on skutecznym rozszerzeniem pasma do 20 Hz, a nawet nieco poniżej – w dodatku bez często spotykanych efektów ubocznych.

Z drugiej strony, charakterystyka tego suba bardzo dobrze rokuje dla instalacji stereo opartych na niedużych monitorach. Podłączenie SB-2000 do wyjść pre-out, bez filtracji sygnału dla kolumn – także dzięki płynnej regulacji fazy – daje nadzieję na bardzo dobre efekty w systemach stereo pozbawionych jednostek AV. O dudnieniu nie będzie mowy, a bas może się bardzo ładnie „wyciągnąć”. A kino domowe? Sprawa jest jasna: mocny, niski bas „robi robotę".
 

Galeria

 

Naszym zdaniem

SVS SB-2000 realizuje obietnicę prawdziwego subwoofera, tj. głośnika odtwarzającego niski i bardzo niski bas. Schodząc realnie poniżej 20 Hz zapewnia dobrą dynamikę w całym niskim pasmie, gra czysto, nie podbarwia brzmienia typowymi zdudnieniami, generuje małe zniekształcenia. Dodajmy do tego duże możliwości regulacji i potencjalny sens konfiguracji w systemem stereo bez jednostki A/V, a otrzymujemy subwoofer bliski doskonałości – oczywiście w swojej klasie. Mógłby być szybszy, mieć lepszy kontur i detal – to fakt, ale za mniej niż 3500 zł nie można przecież mieć wszystkiego…

 

SVS SB 2000 5 zzz


 

Podsumowanie testu - Subwoofery aktywne (2400-7700 zł)

Subwoofery wciąż mają nienajlepszą reputację u audiofilów. Przeważnie nie bierze się ich pod uwagę jako realny upgrade systemów stereo. Nasz test pokazuje, że na przestrzeni ostatnich 10 lat sporo sie w tej materii zmieniło, i to na korzyść. Potwierdziła się pewna prawidłowość: duże i bardzo duże subwoofery są generalnie lepsze do kina domowego niż do muzyki. Jeśli za główne kryterium uznać jakość odtwarzania muzyki, najwyższe noty zebrał czarny (dosłownie i w przenośni) koń naszego testu – Sumiko S.9. Jego zwartość, timing, ekspresja dynamiczna przekonają każdego niedowiarka – dobry subwoofer naprawdę potrafi poprawić system stereo. W dodatku S.9 jest niedrogi. Dosłownie po piętach depcze mu Audiovector QR Sub – nomen omen konstrukcja pod wieloma względami całkiem podobna… Ma bardzo zbliżony charakter brzmienia, ale bez tej szczypty precyzji, konturu i rytmiki, które tak wyróżniaja Sumiko. Wielkie wrażenie zrobił na mnie ultrakompaktowy GoldenEar SuperSub X. Z punktu widzenia audiofanów poszukujących subwoofera możliwie małego, a doskonale sprawującego się w kinie domowym (nie gorzej niż w muzyce) prawdopodobnie nie ma na rynku lepszej konstrukcji w tej klasie. Uzyskanie bardzo niskich zniekształceń i świetnego rozciągnięcia basu, przy tak małych rozmiarach, to nie lada wyczyn. Dużym pozytywnym zaskoczeniem okazał sie najtańszy B&W ASW610. Pod względem precyzji i szybkości zajął drugie miejsce w teście, a mając na uwadze rozciągnięcie pasma, wyposażenie, a nade wszystko ceę, jest to propozycja nie do przeoczenia przez wszystkich tych, którzy szukają niedrogiego, a bardzo dobrego subwoofera. Para B&W będzie z całą pewnością lepszym rozwiązaniem –szczególnie w stereo –niż niejeden znacznie większy (i dwukrotnie droższy) model. Honor należy oddać także konstrukcjom 12-calowym, których żywiołem jest kino domowe, choć nie tylko. Focal Sub 1000F, ELAC SUB 2070 i SVS SB-2000 to „subwoofery w krwi i kości” –schodzące dobrze poniżej 20 Hz, w dodatku oferujące naprawdę dobrą jakość. SVS jest zdecydowanie najtańszy i z tego względu zasłużył na rekomendację. ELAC to konstrukcja bezkompromisowa, niezrównana pod względem potęgi niskiego basu i możliwosci precyzyjnego strojenia.

 

Pozostałe subwoofery w teście grupowym

 

 

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Kontakt z redakcją