Lyngdorf Audio TDAI-2170

Sie 20, 2019

Zaawansowany wzmacniacz cyfrowy z rozbudowanym i w pełni automatycznym systemem korekcji akustycznej –  to najkrótsza charakterystyka tańszego z dwóch modeli Lyngdorf Audio.

Dystrybutor: Trimex, www.trimex.com.pl 
Cena: 12 800 zł (dodatkowe moduły: USB audio HDMI, analogowy – po 1800 zł)
Dostępne wykończenia: czarne

Tekst i zdjęcia: Filip Kulpa

Artykuł pochodzi z Audio-Video 5/2018

audioklan 421x71 03092019

 

 


Wzmacniacz Lyngdorf Audio TDAI-2170

TEST

Lyngdorf Audio TDAI-2170

 

Trudno w to uwierzyć, ale to już 21 lat, odkąd audiofilski świat usłyszał o wzmacniaczu zapowiadającym nowe millennium. Mowa oczywiście o TacT-cie Millennium – charakterystycznym wzmacniaczu z wielką gałką i wejściami cyfrowymi, który w swoim czasie wielu określiło sensacją. Osobiście nigdy nie byłem skłonny myśleć o Millennium w ten właśnie sposób, jednak nie zaprzeczę, że w 1999 roku był to solidny techniczny – i częściowo także dźwiękowy – „kopniak”.

Powszechnie uważa się – jednak niesłusznie – że autorem tego urządzenia jest Peter Lyngdorf – człowiek o przebogatym życiorysie w audio, niegdysiejszy właściciel NAD-a, Snella, właściciel Dali, firmy dystrybucyjnej Audionord International oraz grupy Lyngdorf Family Holding, zaś pierwotnie – twórca największej sieci sklepów audio w całej Skandynawii (HiFi Klubben).

W rzeczywistości, koncept wzmacniacza cyfrowego Equibit był wyłącznym opracowaniem firmy Tocatta Technology należącej do Larsa Risbo, którą w 2000 roku przejął elektroniczny gigant – Texas Instruments. Nomen omen w tym samym roku Peter Lyngdorf powołał do życia swoją nową firmę Lyngdorf Audio. Początki założonej 4 lata wcześniej (1996) firmy TacT Audio były związane nie tylko z opracowywaną amplifikacją cyfrową (co, jak już wspomniałem, nastąpiło trochę później), ale także – a może przede wszystkim – z systemem korekcji (kompensacji) akustyki pomieszczenia – RoomPerfect. Złożenie obu tych technik stało się podstawą działania wzmacniaczy Lyngdorf Audio. Oczywiście, właściciel zachował prawo własności intelektualnej do projektu wspomnianego wzmacniacza „millennijnego”. Przez dobrych kilkanaście lat duńska firma trzykrotnie ulepszała TacT-a Millennium, jednak przede wszystkim weszła w ścisłą współpracę z najsłynniejszym na świecie producentem fortepianów. W ten sposób nasz bohater stworzył w 2005 roku kolejną markę – Steinway Lyngdorf – którą rozwija do dziś (jest także współwłaścicielem firm Purifi i PuRiTi – wraz ze wspomnianym Larsem Risbo oraz Bruno Putzeysem z Hypexa).

W ramach obu przedsięwzięć Lyngdorfa przez lata dopracowywano system automatycznej korekcji akustycznej RoomPerfect. Stał się on nieodłącznym elementem nowopowstających modeli.

Funkcjonalność

Bohaterem naszego testu jest tańszy z dwóch wzmacniaczy Lyngdorf Audio, dostępny już od grudnia 2013 roku. TDAI-2170 jest urządzeniem umożliwiającym łatwą rozbudowę o dodatkowe moduły wejściowe. Dostępne są trzy: 4K HDMI, USB Audio oraz moduł wejść liniowych (3 x RCA + XLR). W wersji podstawowej, tj. bez modułów wejściowych, TDAI-2170 ma tylko dwa wejścia analogowe (RCA) i aż sześć cyfrowych: cztery optyczne i dwa koncentryczne. Z punktu widzenia możliwości odsłuchu materiału o najwyższej rozdzielczości (PCM powyżej 192 kHz i DSD) konieczne jest doposażenie wzmacniacza w moduł USB audio, który zdecydowanie przyda się także w każdym innym przypadku, jeśli chcemy strumieniować z komputera. W przeciwieństwie do droższego, dopiero wprowadzonego do oferty modelu TDAI-3400, testowana integra nie może być wzbogacona o moduł sieciowy. To jednak żaden kłopot, jeśli doinstalujemy moduł USB Audio (operacja zajmuje dosłownie chwilę).

Codzienna obsługa wzmacniacza jest bardzo przyjemna – z jednym, drobnym zastrzeżeniem: otóż precyzja cyfrowej regulacji głośności jest nieco przesadzona – pojedynczy skok wynosi 0,1 dB i jest utrzymywany w szerokim zakresie skali. W połączeniu ze z góry zadaną, niezbyt dużą prędkością owych zmian, powoduje to, że każdorazowe pogłośnienie lub ściszenie wzmacniacza o większą wartość trwa nienaturalnie długo. Ja akurat słucham głośno i zbyt małe tempo zmian głośności niekiedy nadwerężało moją cierpliwość. Ale da się 
z tym żyć.

Lyngdorf TDAI 2170 wzmacniacz

Sekcja wzmacniacza cyfrowego

 

Wyświetlacz jest dyskretny, a mimo to czytelny, wzmacniacz uruchamiamy z pilota, a liczba opcji dostępnych w menu sprawia, że każda tradycyjna integra stereo staje się przy Lyngdorfie mocno przestarzała. I nie mam tu bynajmniej na myśli „specjalności” firmy, do której dojdziemy za chwilę, lecz możliwość filtracji sygnału na wyjściach głośnikowych i liniowych, dzięki czemu możliwe jest stworzenie prawdziwej, pełnowartościowej konfiguracji 2.1. Dodanie subwoofera aktywnego może tu polegać nie tylko na rozszerzeniu pasma systemu, ale także na zwiększeniu jego dynamiki za sprawą odcięcia niskiego basu z kanałów głośnikowych, który przeciąża większość „normalnych” kolumn, a dwudrożne monitory w szczególności. Zyskujemy więc możliwość, którą normalnie dają tylko jednostki A/V, z tą różnicą, że tu mamy o wiele więcej możliwości filtracji sygnału. I tak, filtr dolnoprzepustowy (sygnał dla subwoofera) może mieć jedną z sześciu charakterystyk: Linkwitza-Rileya (2., 4. lub 8. rzędu) lub Butterwortha (2., 4. lub 8. rzędu). Analogiczne ustawienia są dostępne dla filtru górnoprzepustowego (dla kolumn), nie wspominając oczywiście o regulowanej częstotliwości odcięcia (w zakresie od 20 do 9999 Hz!). Strojenie systemu z subwooferem może być wyjątkowo precyzyjne i skuteczne.

W menu „setup” istnieje opcja, na którą moją uwagę zwrócił sam dystrybutor. Chodzi mianowicie o regulację „czułości” wejść. Pojęcie to w odniesieniu do wejść cyfrowych ma nieco inne znaczenie niż w przypadku układów analogowych. Trudno powiedzieć, jak jest realizowane w tym konkretnym przypadku, wydaje się jednak mało prawdopodobne, by wpływało na cokolwiek innego niż na algorytm DSP odpowiedzialny za cyfrową regulację poziomu. W każdym razie dystrybutor zaleca zwiększenie „czułości” do wartości +8 lub +10 dB, gdyż – jak twiedzi – zapewnia ono nieco żywsze, lepsze brzmienie. Tym, co jest bezsprzeczne, to fakt, że po podniesieniu czułości, tę samą głośność uzyskujemy przy odpowiednio niższym ustawieniu głośności. W moim przypadku (dość mocno wytłumiony pokój i zestawy głośnikowe o czułości 93 dB) „dojeżdżałem” z głośnością do -10 dB zamiast do -2 lub -3 dB. W kontrolowanych warunkach (po wyrównaniu poziomów) nie udało się potwierdzić wyższości „głośniejszego” ustawienia. Generalnie preferujemy sytuację, gdy wzmacniacz gra głośniej, a więc i „dynamiczniej” w niższym niż wyższym ustawieniu – i być może z tego wynika preferencja dla większej czułości. Zresztą, bardzo bym się zdziwił, gdyby owa regulacja zmieniała cokolwiek w sferze technicznej. Sądzę, że jej głównym celem jest wyrównanie poziomów z poszczególnych wejść.

 

RoomPerfect

Najważniejszą cechą i jednocześnie zaletą TDAI-2170 pozostaje system korekcji RoomPerfect – autorskie rozwiązanie TacT-a, na przestrzeni lat stopniowo udoskonalane. Procedura jest stosunkowo czasochłonna (zajmuje około 20-25 minut) i składa się z kilku serii pomiarowych dla każdego kanału, liczącej po dwie sekwencje szumów/sygnałów testowych. Sygnał jest zbierany przez dostarczony w komplecie mikrofon klasy profesjonalnej (wyposażony w złącze XLR), umieszczony w metalowym tubusie. Mikrofon ten w żadnym razie nie przypomina plastikowych „zabawek” dostarczanych przez producentów amplitunerów A/V. Kolejnym zaskoczeniem in plus jest solidny metalowy statyw do montażu tegoż mikrofonu. Orientacyjny koszt obu tych elementów wynosi dobrych kilkaset, a może nawet około tysiąca złotych. Dodam, że mówimy o wzmacniaczu za ledwie 12 (nie 120) tysięcy. Jak widać, Lyngdorf traktuje sprawę kalibracji akustycznej bardzo poważnie.

Lyngdorf TDAI 2170 mikrofon statyw

Dołączony w zestawie profesjonalny mikrofon elektretowy to coś zupełnie innego niż zwykle spotykane plastikowe zabawki. W komplecie jest też metalowy statyw.

 

Algorytm RoomPerfect działa w dziedzinie czasu i dzięki temu jest w stanie korygować nie tylko charakterystykę częstotliwościową, ale i fazową. Zalecane jest powtarzanie pomiarów w „dziwnych”, tj. zupełnie niezwiązanych z odsłuchem, miejscach pokoju – blisko sufitu, ścian bocznych, podłogi itd. W oparciu o kolejne sekwencje testowe algorytm określa niepewność pomiaru, przekazując na wyświetlaczu komunikat, że pokój jest znany np. w 95%. Pomiar należy powtarzać tak długo, aż zostanie przekroczony wynik 90%, a optymalnie, gdy wynosi on co najmniej 96%. Po zakończeniu procedury użytkownik może w bardzo łatwy sposób porównać wyniki korekcji (dostępne są dwa jej tryby: Focus i Global) z trybem Bypass (korekcja wyłączona). W tym celu wystarczy wcisnąć dolny lub górny kursor na pilocie. Jednocześnie mamy do dyspozycji siedem różnych presetów korekcji EQ, która – wbrew temu, co można początkowo sądzić – nie jest związana z korekcją RoomPerfect. Można jej użyć zarówno w trybie Bypass, jak i nałożyć na dowolną w dwóch korekcji RoomPerfect. Dokonuje się tego kursorami bocznymi (lewo-prawo) na pilocie. Zabawy jest więc sporo, a najważniejsze jest to, że poszczególne ustawienia można przywoływać bardzo szybko i wedle uznania.

TDAI-2170 ma jeszcze coś – system korekcji ICC (Inter-sample Clipping Correction), polegającej na zmniejszeniu poziomu sygnału cyfrowego w celu zapobieżenia cyfrowym zniekształceniom, jakie pojawiają się w sytuacji, gdy nagranie zostało źle (zbyt głośno) zmasterowane. Korekcję tę można aktywować (lub deaktywoać) w menu.

 

 

Budowa

Lyngdorf określa swoje wzmacniacze mianem w pełni cyfrowych, co jest zgodne z faktycznym stanem rzeczy – mimo że wzmacniacze pracujące w klasie D nie są z natury cyfrowe, lecz, sensu stricte, analogowe. Różnica pomiędzy Lyngdorfem a innymi rozwiązaniami klasy D polega przede wszystkim na tym, że sygnał z wejść cyfrowych – a te tutaj dominują – nie jest przetwarzany do postaci analogowej na żadnym etapie poprzedzającym wzmocnienie prądowe. Rekonstrukcja sygnału analogowego następuje dopiero za stopniem końcowym, za filtrem dolnoprzepustowym, czyli przed samymi wyjściami głośnikowymi. Można więc powiedzieć, że TDAI-2170 jest przetwornikiem bitstream c/a dużej mocy. Istotną cechą konstrukcji tego wzmacniacza, która również odróżnia go od propozycji rywali, jest brak globalnego sprzężenia zwrotnego.

Lyngdorf Audio TDAI-2170 wnetrze

Wnętrze tej „integry" nie przypomina zbytnio wzmacniacza, chyba że impulsowy. Czyli wszystko się z pozoru zgadza.

 

Gdy zajrzymy do wnętrza, naszym oczom ukazuje się dość rozbudowany, jednopoziomowy układ, zmontowany na dużej płytce SMD z nieostrym podziałem na sekcję wejściową i DSP (prawy tył), zasilanie (przednia prawa część), sterowanie oraz stopień końcowy z układem filtrów wyjściowych (lewa strona). Bazuje on na szybko przełączanych (400 kHz) tranzystorach Infineon OptiMOS2 122N10N. Procesem tym, jak również całą obróbką sygnału, włączając w to RoomPerfect, zarządza wyspecjalizowany do audio procesor DSP „SHARC” (Analog Devices ADSP-21489). Obok układów wykonawczych znajduje się bateria 11 elektrolitów o pojemności 1800 µF każdy, dwa dodatkowe kondensatory 1200 µF/80 V oraz 4 cewki toroidalne. Przed samymi terminalami znajdują się dwie kolejne.

Lyngdorf AUdio TDAI-2170 uklad DSP

Mózg operacyjny systemu RoomPerfect i nie tylko – procesor DSP „SHARC" firmy Analog Devices.

 

Brzmienie

Ze względu na obecność korekcji RoomPerfect, której działanie jest dalekie od subtelności (o czym za chwilę), należy rozgraniczyć ocenę brzmienia samego wzmacniacza oraz tego, co dzieje się z całym systemem po kalibracji RoomPerfect. Zacznę od tego, co uzyskujemy przed korekcją, tj. w sytuacji, gdy wzmacniacz zachowuje się jak amplifikator liniowy, nieingerujący w charakterystykę częstotliwościową i fazową systemu.

Najogólniej rzecz ujmując, Lyngdorf gra dźwiękiem tonalnie równym, można by powiedzieć: grzecznym, a nawet wygładzonym. Jest to całkiem wyraźna cecha tego wzmacniacza, którą co niektórzy zapewne uznają za objaw wzorcowej neutralności. W moim odczuciu taka interpretacja jest cokolwiek naciągana, bowiem owo uspokojenie tonalne, odczuwalne głównie w obrębie średnicy, jest cechą charakterystyczną TDAI-2170.

Lyngdorf TDAI 2170 gniazda

W standardzie (za 12 800 zł) otrzymujemy sześć wejść cyfrowych i dwa analogowe. Możliwe jest jednak dodanie aż trzech modułów wejściowych, w tym zawierającego wejście USB audio (dolna zaślepka), modułu HDMI (4K HDR) oraz analogowego z wejściami RCA i XLR.

 

Niewątpliwie, pozytywem tego stanu rzeczy jest to, że wzmacniacz w bardzo kulturalny i bezproblemowy sposób obchodzi się nawet ze średnio czy zgoła kiepsko zrealizowanym repertuarem. Z drugiej strony, nagrania audiofilskie, czy w ogóle te, które zrealizowano z dbałością o stronę techniczną, wypadają niezbyt spektakularnie. Reprodukcja barw i rekonstrukcja przestrzeni są tymi elementami prezentacji, które mogą wywoływać u bardzo wymagającego słuchacza niedosyt. Pojawia się bowiem efekt swoistej desaturacji przekazu, a przestrzeń nie obfituje w efekty tworzone daleko za linią bazy czy mocno na prawo i lewo poza bazę stereo. Jeśli chodzi o barwy i tonalność wzmacniacza, ocena subiektywna będzie oczywiście uzależniona od osobistych preferencji i konfiguracji toru. Z pewnością kolumny o jasnym, wyostrzonym brzmieniu mogą zyskać na omawianej łagodności i wygładzeniu transjentów. Z kolei Ci, którzy preferują mocno doświetlone granie, obfitujące w powietrze i długie wybrzmienia, mogą poczuć zawód.

Wzmacniacze pracujące w klasie D słyną z bardzo dużej sprawności – nie tylko w wymiarze technicznym, ale także subiektywnym, jako urządzenia o wielkim potencjale dynamiczno-motorycznym. Rzeczywiście, TDAI-2170 nie wykazuje żadnych słabości w tej materii, aczkolwiek nie jest to wzmacniacz o jakichś szczególnych walorach rytmiczno-motorycznych. Bardziej już imponuje ogólną swobodą przy głośnym odtwarzaniu orkiestrowych tutti, niż wciąganiem w wir jazzowej czy rockowej akcji muzycznej.
Bas trochę mnie zaskoczył, bowiem nie jest z gatunku ultraszybkich i krótkich czy bardzo precyzyjnych. Moje trójdrożne Zollery grały z odczuwalną – większą niż zwykle – emfazą w niskich rejestrach, których charakter dość jednoznacznie kojarzył mi się z miękkością, a nawet odrobiną ciepła. Bas jest całościowo bardzo dobry, ale nie tak zwarty i żywy jak w przypadku Primare I35, naszego – dość podobnie wycenionego – wzmacniacza odniesienia. Ogólnie, jest to dobry, acz nie wzorcowy bas.

Lyngdorf TDAI 2170 stopien koncowy

Impulsowy stopień końcowy na bazie tranzystorów Infineon OptiMos 122N10N i modulatora PWM TAS5508.

 

Dopóki ograniczamy się do odsłuchu bez korekcji, dopóty ma się wrażenie obcowania z nieco skrytym, niepozornie brzmiącym wzmacniaczem o brzmieniu bardzo poprawnym, ale bez oczekiwanej „iskry” i energii do grania. Wzmacniaczem o dużym potencjale mocowym i dynamicznym, który jednak przez większość czasu jest dość nieśmiały, nie chcąc zdradzać tego, co skrywa w zanadrzu. A tym czymś jest oczywiście RoomPerfect. Nie ulega wątpliwości, że w każdym zestawie, w każdym pomieszczeniu efekty działania tego systemu będą różne, w szczególności zaś różna będzie ich intensywność, tj. natężenie. Konfiguracja testowa z jednej strony powinna Lyngdorfowi umożliwić ukazanie swoich zalet (możliwość stłumienia 2–3 najbardziej drażniących modów pomieszczenia), z drugiej zaś – za sprawą dość dopracowanej akustyki i sposobu ustawienia kolumn nie powinna pozwolić na wielkie korekty. Takie przynajmniej było moje oczekiwanie. Wynikało ono nie tylko z „pewności siebie” (co do jakości systemu i akustyki), ale też z dostępnych opisów, które eksponują fakt, że RoomPerfect koryguje wady pokoju, a nie zestawów głośnikowych. Tezy tej nie mogę jednak potwierdzić, bowiem efekty uzyskane w wyniku korekcji wskazują na linearyzację charakterystyki systemu w całym pasmie w sposób, który wykracza poza korekcję samego pomieszczenia. Z jednej strony, wyliczona przez system korekcja wygładziła bowiem reprodukcję niskich tonów, usuwając nadmiar energii w zakresie 65–80 Hz, z drugiej zaś – dość silnie pohamowała zapędy tweetera w Zollerach, który rezonuje w okolicach 16–17 kHz, dodając blask, rozjaśnienie, ale też niechcianą metaliczność. Innym efektem, który odnotowałem (subiektywnie), była redukcja energii w niskiej średnicy, co również jest cechą wykorzystanych kolumn, nie zaś pomieszczenia. Z kolei w samej średnicy nie odnotowałem istotnych zmian charakteru. No dobrze, a jak to wszystko przekłada się na odsłuch? Sam byłem tym zdziwiony, a nawet zaskoczony, bowiem pomijając niski bas (o czym za chwilę), efekt był ze wszech miar pozytywny. Tak dobry, że nie mogłem się nadziwić, jak źle brzmi system z wyłączoną korekcją. Wspomniane rezonansowe podkreślenie wyższej góry (które ze wzmacniaczem odniesienia mi nie przeszkadza, ale z Lyngdorfem przed korekcją dawało się we znaki – jakby poziom zniekształceń był wyższy niż zwykle) znikło jak za dotknięciem magicznej różdżki. Średni bas w oczekiwany przeze mnie sposób „zrzucił dobrych parę kilogramów”, co było drugą ewidentną poprawą. Złożenie obu tych zmian spowodowało bardzo wyraźną, przewyższającą wszystko co można uzyskać innymi metodami, poprawę spójności i neutralności brzmienia sytemu. Gdy gasła kontrolka RoomPerfect, brzmienie stawało się szeleszczące i zmiękczone na basie. Zupełnie nie chciało się go słuchać. A zatem… pełen sukces? Jednak nie do końca. W moim systemie, co nie jest zresztą czymś bardzo nietypowym, występuje głęboka dziura w reprodukcji basu od około 35 do 45–50 Hz. To konsekwencja silnego rezonansu osiowego przy 28,5 Hz, który „pożera” sporą część energii niskotonowej. Na wykresie charakterystyki wygląda to bardzo źle, jednak w odsłuchu przeszkadza znacznie mniej, niż można by sądzić – przynajmniej dopóki kolumny są stosunkowo duże. RoomPerfect zdecydował się załatać tę dziurę, zdecydowanie poprawiając czytelność niskiego basu, co przy małych i średnich poziomach SPL było generalnie bardzo dobrą zmianą. Druga strona medalu była jednak taka, że w wyniku podbicia określonego subpasma basu zwiększyło się ryzyko przeciążania głośników niskotonowych na tych nagraniach, który ów zakres zawierają w obfitości. Przykładem dobrze obrazującym ten efekt był utwór otwierający album „Beekeeper” Tori Amos. Dźwięk bębna odtwarzany z tym samym poziomem głośności – przed i po korekcji – w tym drugim przypadku powodował w przybliżeniu dwukrotnie większe wychylenia 8-calowych wooferów. W wyniku tego słyszalnie rósł poziom zniekształceń i zmniejszał się dostępny zakres dynamiczny systemu (ang. headroom). W pułapkę tę wpadają wszystkie, bez wyjątku, znane mi systemy korekcji akustycznej. Przydałaby się opcja wyłączenia opcji „łatania dziur” przy pozostawieniu opcji „ścinania” wbudzeń basu. Tu jesteśmy zdani na automatykę. Nie mam jednak wątpliwości, że w znakomitej większości przypadków zadziała ona pozytywnie. Sam producent zachęca zresztą do ustawiania kolumn przy samej ścianie tylnej. Dlaczego? Ponieważ wówczas rośnie efektywność odtwarzania basu (wzmocnienie od +3 do +6 dB) i przy okazji maleje ryzyko wystąpienia efektu dużych dziur na charakterystyce w średnim i wyższym basie. A właśnie tych rzeczy „potrzebuje” RoomPerfect, by móc działać maksymalnie skutecznie i efektywnie. Co z kolei doskonale pasuje do domowych realiów ustawiania kolumn. Która pani domu się nie ucieszy, gdy zdecydujemy się je dosunąć, zamiast przysuwać do ściany? W porządku, stereofonia może na tej operacji nie zyska, ale tak czy inaczej, RoomPerfect robi robotę – naprawdę!

 

Galeria

 

Naszym zdaniem

Lyngdorf TDAI 2170 ocenaGdyby nie RoomPerfect, byłym skłonny uznać integrę Lyngdorfa za kolejny dobry wzmacniacz (nieważne w jakiej klasie pracujący), o świetnej jakości wykonania, znakomitej funkcjonalności (podział basu!), bardzo wyważonym charakterze, a jednocześnie znacznej mocy i dużej dynamice. To urządzenie może niekoniecznie adresowane do poszukiwaczy żywych barw i długich wybrzmień, ale takie, które pozwala okiełznać ostrzej brzmiące kolumny i w dodatku nie potrzebuje odtwarzacza CD, lecz zadowoli się dowolnym źródłem cyfrowym, którym – przy skorzystaniu z opcjonalnego modułu USB audio – może być nawet komputer lub streamer klasy Auralica Ariesa czy SoTM-a STM-200.

Włączenie RoomPerfectu całkowicie zmienia „optykę” i perspektywę oceny tego produktu, windując ją mocno w górę. Niezaprzeczalną prawdą jest bowiem to, że zastosowanie korekcji RoomPerfect przynosi efekty, które w najgorszym razie można określić mianem bardzo wyraźnych, a w najlepszym – jako zgoła spektakularne. Owszem, nie jest to system idealny, ale potrafi zdziałać bardzo wiele dobrego, szczególnie w warunkach dalekich do idealnych. Dlatego uważam, że TDAI-2170 to wzmacniacz wyprzedzający konkurencję w realnych warunkach odsłuchowych. Zachęcam do odsłuchu i testów RoomPerfectu. Głowa i uszy otwarte – można się mocno zdziwić!

System odsłuchowy:

  • Pomieszczenie: 30 m2 zaadaptowane akustycznie, dość silnie wytłumione
  • Źródło: Auralic Aries
  • Wzmacniacz odniesienia: Primare I35 DAC
  • Interkonekty: cyfrowy Alphard S/PDIF, Stereovox HDSE (analogowy do wzmacniacza odniesienia)
  • Kable głośnikowe: KBL Sound Red Eye Ultimate
  • Akcesoria: stoliki Rogoz Audio 4SPB/BBS, StandART STO, platformy antywibracyjne PAB (pod przedwzmacniaczem i przetwornikiem c/a)
  • Zasilanie: dedykowana linia zasilająca, listwy Furutech f-TP615, GigaWatt PF-2, kable zasilające KBL Sound Himalaya PRO, Spectrum, Zodiac

Zaloguj się, by skomentować

Kontakt z redakcją