PORTAL MIESIĘCZNIKA AUDIO-VIDEO

Lavardin ISx Reference

Gru 03, 2020

Ze wzmacniaczami Lavardina mieliśmy już do czynienia kilka lat temu. Najpierw model IS, a potem także droższy IT zadziwiły nas swoimi niezwykłymi walorami. Czy mała, niepozorna integra ISx Reference znów nas oczaruje?

Dystrybutor: Moje Audio, www.mojeaudio.pl
Cena: 16 490 zł (pilot – 1190 zł)
Dostępne wykończenia: czarne, opcjonalne czerwone

Tekst i zdjęcia: Filip Kulpa

Artykuł pochodzi z Audio-Video 3/2020 - KUP PEŁNE WYDANIE PDF

audioklan

 

 


Wzmacniacz zintegrowany Lavardin ISx Reference

TEST

Lavardin ISX Reference
 

Lavardin Technologies należy do firmy CEVL posiadającej także cztery inne marki, a mianowicie: Video Pro Systems (akcesoria do kamer) założona w 2001 r., Lecontoure (zestawy głośnikowe, 2006 r.), K-Rak (meble hifi, 2011 r.) oraz Okki Nokki (myjki do płyt gramofonowych).

Zniekształcenia pamięciowe – co to takiego?

Wszystko jednak zaczęło się od Lavardina (wrzesień 1996 r.), kiedy to były (lub ówczesny) pracownik Thomsona, zatrudniony w dziale odpowiedzialnym za instalacje radarowe, postanowił założyć firmę produkującą wzmacniacze hi-fi. Miał ku temu ważki powód – odkrycie poparte kilkuletnią pracą badawczą. Gerard Perot, bo o nim mowa, kilka miesięcy wcześniej (maj 1996 r.) zaprezentował swoje odkrycie podczas 100. konwencji AES w Kopenhadze („Measurement of a Neglected Circuit Characteristics”, 4282). W pracy tej wyjaśnił mechanizm powstawania nieznanych dotąd zniekształceń pamięciowych, a przy okazji także przyczynę, dla której wyniki tradycyjnych pomiarów zniekształceń THD nie korespondują z subiektywną oceną brzmienia układów tranzystorowych. Bo to ich w głównej mierze – jak tłumaczył – dotyczą efekty pamięciowe. Układy lampowe, ze względu na przepływ elektronów w próżni, mają być tego efektu pozbawione. Perrot twierdził ponadto, że znalazł sposób na skonstruowanie wzmacniacza tranzystorowego wolnego od zniekształceń pamięciowych, które – w dużym uproszczeniu – wynikają z tego, że na pracę danego układu półprzewodnikowego wpływają przeróżne stany nieustalone, transjenty powodujące chwilowe nagrzewanie się tranzystorów, a co za tym idzie, ich dryft temperaturowy. Perrot odkrył, że efekt ten może generować ekstremalnie niskoczęstotliwościowe zaburzenia interferujące z sygnałami w paśmie akustycznym, stając się słyszalne wskutek wahań amplitudy zniekształceń harmonicznych nawet o 6 dB.

Lavardin ISX Reference gniazda

Za wiele się tutaj nie dzieje. Tylko cztery wejścia liniowe i wąsko rozstawione terminale. Warto zwrócić uwagę na prawidłową polaryzację zasilania (bolec gorący oznaczono czerwoną kropką).

 

Lavardin nigdy publicznie nie dzielił się szczegółami swojego rozwiązania, jednak dociekliwi mogą zajrzeć do patentu #5,635,874 „Stable Distortion Amplifier for Audio Signals” przyznanego w 1997 r. Tragiczna śmierć konstruktora w 2000 roku niestety przerwała jego ciekawe prace badawcze, pozostawiając „na placu boju” wspólnika, Jeana Christophe’a Crozela, który do dziś pełni funkcję CEO Lavardina. Odejście Perrota na tamten świat może częściowo tłumaczyć, dlaczego Lavardin tak rzadko wprowadza nowości. Jednakże dokładniejsze zapoznanie się z filozofią i działalnością tej marki rzuca nieco inne światło na kwestie związane z jej działalnością komercyjną.

Lavardin wytwarza swoje wzmacniacze w zakładzie produkcyjnym w małej miejscowości Fondettes obok miasta Tours nad Loarą, w środkowej Francji. Do produkcji obudów firma wykorzystuje precyzyjne maszyny do cięcia i gięcia blach stalowych (dokładność 1/100 mm), płytki drukowane powstają na południu Paryża, a do ich obsadzania elementami używa się kosztownych maszyn do lutowania falowego (wave soldering). Firma podkreśla ponadto ekstensywność procedury testowej – jest ona wieloetapowa, a na jej końcu, po dwudniowych testach „zmęczeniowych”, każdy wzmacniacz jest odsłuchiwany na dobrze znanym repertuarze muzycznym.

Budowa

Tak ambitne podejście do tematu, w dzisiejszych czasach trzeba przyznać, że rzadko spotykane (a przynajmniej w gronie urządzeń nie ekstremalnie drogich), poniekąd wyjaśnia, dlaczego ważący zaledwie 6,5 kg wzmacniacz z czterema wejściami analogowymi, bez stopnia phono, bez DAC-a, nie mówiąc już o streamerze czy Bluetooth ani nawet o wyjściu słuchawkowym lub pre-out, wyceniono na 16 500 zł. W dodatku cena ta nie obejmuje pilota, za którego trzeba dopłacić 1190 zł. ISx Reference ma też dość skromne parametry (50 W na kanał przy 8 Ω), a jakość wykonania, choć bezwzględnie dobra, mimo wszystko nie rzuca na kolana. Zwykłe, ciasno rozstawione terminale głośnikowe nie wskazują na to, że mamy do czynienia z urządzeniem naprawdę wysokiej klasy. To jednak wszystko pozory, bowiem zdjęcie górnej pokrywy (której – nie wiedzieć czemu – nie wytłumiono, dzięki czemu można dosłownie na niej grać) ukazuje nietypowy, a zarazem interesujący widok.

Lavardin ISX Reference wnetrze

Tajemniczy, zaekranowany zasilacz i prosty, w całości dyskretny układ w technice bipolarnej. Uwagę zwracają nieekranowane połączenia z litych drutów.

 

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to warstwowa płytka drukowana, której powierzchnię wytrawiono drobnym wzorem w litery H tworzącym coś w rodzaju labiryntu. Pośrodku płytki umieszczono cztery aluminiowe elektrolity filtrujące Vishay BC (2 x 10000 µF/40 V + 2 x 1000 µF) o niskim współczynniku ESR (szeregowej rezystancji). Aktywne wejście jest wybierane mechanicznym selektorem (lewa gałka), który współpracuje z przekaźnikami umieszczonymi przy samych wejściach. Tor sygnałowy jest dyskretny, wykonany w technice bipolarnej (m.in. tranzystory BC558, P2N2907A, 2N2222A). Stopnie końcowe tworzą pojedyncze pary tranzystorów Darlingtona (TIP142/TIP147). Sygnał wyjściowy jest przekazywany do terminali głośnikowych dość nietypowo – za pomocą czterech emaliowanych litych drutów miedzianych zgrupowanych pod wspólnym, luźno nawiniętym pancerzem ochronnym. W podobny sposób, drutami solid core, połączono gniazda wejściowe z płytką – elegancja i minimalizm. Regulację poziomu (tłumienia) realizuje klasyczny niebieski Alps 10k.

Zasilacz odizolowano od reszty, umieszczając z lewej strony, za aluminiową grodzią. Przykryto go szczelnym aluminiowym ekranem, mocując go do spodu chassis za pośrednictwem gumowych dystansów. Wielkość transformatora zasilającego można szacować na podstawie maksymalnego poboru mocy (180 VA) i wspomnianej, niewielkiej masy wzmacniacza. Wniosek: trafo jest małe.

Brzmienie

Testowane lata temu modele Lavardina wzbijały się wysoko ponad przeciętność, dowodząc, że bardzo dobry wzmacniacz aspirujący do miana high-end nie musi rzucać na kolana makrodynamiką, mocą, szybkością czy nawet rozdzielczością. Przyjęło się, że tego typu oczekiwania formułujemy pod adresem konstrukcji tranzystorowych, jednocześnie przymykając oko na to, że lampowce tego przeważnie nie potrafią. Ale im przecież „wolno”, bo to ich wrodzone ograniczenia. Takie postawienie sprawy jest poniekąd fałszywe, ale funkcjonuje – nie tylko wśród audiofilów, ale i recenzentów.

Lavardin ISX Reference plytka

Nietypowo wytrawiony laminat płytki drukowanej.

 

Przez długi czas używałem końcówki mocy Pass Aleph 3 (niektórzy Czytelnicy być może to jeszcze pamiętają?) i zawsze uważałem, że mała moc nie jest jej wadą, lecz cechą wpisaną w ultraminimalistyczną konstrukcję tego układu. Nadal jednak był to wzmacniacz całkiem uniwersalny, przynajmniej na tle lampowców. Sądzę, że niewielka moc Lavardina też nie jest dziełem przypadku, a raczej świadomego wyboru projektanta. Skutkuje to pewnymi ograniczeniami, o czym za chwilę, ale też pozwala temu wzmacniaczowi robić rzeczy, jakich „normalne wzmacniacze”, przynajmniej te w porównywalnej cenie, nie potrafią.

Właściwie to już od pierwszej chwili, gdy „francuz” zaczyna grać, staje się jasne, że to trochę inna para kaloszy niż Hegel, Arcam, Bladelius i wiele innych wzmacniaczy z przedziału 10-20 tys. zł, które różnią się między sobą, ale które mają też pewne cechy wspólne. Pomijając znakomitego Bladeliusa, w tym gronie nie kojarzę obecnie żadnego innego wzmacniacza, który dawałby tak pełny, tak niezmącony wgląd w nagranie, a w szczególności tak wspaniale rekonstruował scenę dźwiękową. Jej trójwymiarowość, głębia, gradacja planów, jak też same rozmiary są dalece nieprzeciętne – na tyle, że w tej materii Lavardin rzuca wyzwanie wzmacniaczom o wiele droższym od siebie. I sądzę, że wiele takich potyczek na stereofonię by po prostu wygrał. Kolejną, kluczową kwestią jest poczucie płynności i subtelności przekazu. Twardość, podziały zakresów, szklistość, zszarzenie barw? Nic z tych rzeczy, a już na pewno nie w zakresie, w którym można by prowadzić dyskusję z audiofilami niebędącymi bezgranicznymi „wyznawcami" lamp.

Lavardin ISX Reference tor sygnalowy

Tor sygnałowy jest dyskretny, wykonany w technice bipolarnej (m.in. tranzystory BC558, P2N2907A, 2N2222A). Stopnie końcowe tworzą pojedyncze pary tranzystorów Darlingtona (TIP142/TIP147).

 

Lavardin jest z natury delikatny, chwilami wydaje się, że poniekąd nawet rachityczny – ale to głównie wtedy, gdy każemy mu głośno zagrać rocka. Paradoksalnie jednak, ta „niemoc” wydaje się działać na jego korzyść. Słychać to nie tylko w klasyce i jazzie akustycznym, ale także w rockowych balladach. Wystarczy posłuchać takiego „Waiting for the Night” Depeche Mode (z albumu „Violator”) i porównać to brzmienie z tym, co mają do zaproponowania obie pozostałe testowane w tym wydaniu AV integry, by zrozumieć, w czym i jak objawia się klasa Lavardina. Tu muzyka po prostu płynie, pieszcząc zmysły niuansami i dźwiękowym planktonem, które nawet w przypadku Hegla H120 czy Arcama SA30 są gdzieś jakby schowane. Francuski wzmacniacz w sposób zupełnie wyjątkowy, na swoim pułapie cenowym, podchodzi do zagadnienia muzykalności i wyrafinowania. To, z jakim autentyzmem potrafi odtwarzać brzmienie skrzypiec, fortepianu, jak również instrumentów o typowo impulsowej naturze gry, takich jak wibrafon czy marimba (Gary Burton & Chick Corea – „Native Sense”) bardzo wiele mówi na temat jakości średnich i wysokich tonów. Swoją niebanalną fakturą i strukturą harmoniczną mogą one śmiało rywalizować z dokonaniami naprawdę dobrych wzmacniaczy lampowych, mając jednak nad nimi przewagę w dziedzinie precyzji i mikrodynamiki. W świecie dźwięków wzmacnianych przez niepozornego „francuza” nie ma miejsca na banał i uproszczenia. Są za to tony finezji, subtelności, cieniowania faktur, nie lada przejrzystość i kapitalny wgląd w różne obszary sceny dźwiękowej.

Wszystko to składa się na wrażenie dalece nieprzeciętnej naturalności brzmienia, nawet jeśli równowaga tonalna jako taka nosi znamiona pewnego odelżenia, a niekiedy także rozjaśnienia spowodowanego niezbyt dobrym dociążeniem dołu. Bo bas w rzeczy samej jest najbardziej niejednoznacznym zakresem do obiektywnej oceny. Z jednej strony występują tu zjawiska w rodzaju słyszalnego zmiękczenia i ograniczenia ataku (najbardziej odczuwalne w średnim i wyższym podzakresie), z drugiej – Lavardin oferuje niezbyt spektakularne rozciągnięcie omawianego zakresu. Ale jest też trzecia strona całego zagadnienia: ten nieszczególnie dynamiczny i stosunkowo lekki bas ma w sobie nieprzeciętnie dużą dozę plastyczności, interesującej konsystencji, która odkrywa różnego typu modulacje, zmiany barw, które w przypadku typowych wzmacniaczy za 10, 15 czy 20 tys. zwyczajnie umykają uwadze słuchacza. Słychać to, o dziwo, nie tylko w przypadku instrumentów akustycznych, ale także elektrycznych. Odsłuch ścieżki dźwiękowej do „Marsjanina” mimo że wykazał ubytki w najniższych oktawach (Klipsche RF7 III pokazały to dość wyraźnie), to jednak był absolutnie wciągający. Ta przestrzeń, te nastrojowe przejścia tworzące niezwykłą atmosferę dźwiękową, były oddane po prostu świetnie. Ciekawe jest także to, że mimo wspomnianych ograniczeń, Lavardin pochłonął mnie na długie kwadranse przy odsłuchu koncertu „The World of Hans Zimmer”, który pokazał, że muzyczna dynamika tego wzmacniacza jest w rzeczywistości znakomita. Przejścia od najcichszych pasaży do najbardziej dynamicznych tutti były przejmujące emocjonalnie i po prostu prawdziwe. A to, że kotły „przyłożyły” słabiej niż mogłyby – no, cóż, nie można mieć wszystkiego. To jednak i tak schodziło na dalszy plan, bo emocje skupiały się na grze muzyków, na zachwycie nad całą aranżacją, spektaklem i samą, zgoła przepiękną, muzyką.

Lavardin ISX Reference potencjometr

Klasyka, czyli niebieski potencjometr Alpsa do regulacji głośności.

 

Nie wiem, jaką w tym wszystkim rolę odgrywają zniekształcenia pamięciowe, czy raczej ich brak, ale wiem jedno: słuchając kolejnych utworów i albumów za pośrednictwem tego wzmacniacza, i to w obu systemach testowych, nie chciało mi się odrywać od tej czynności nawet na moment. A to – jak wiadomo – cecha naprawdę dobrych sprzętów. Niekoniecznie bardzo drogich, ale koniecznie tych, które podstawy opanowały do perfekcji i w dodatku potrafią grać muzykę. Lavardin to potrafi. I robi to znakomicie.

 

Galeria

 

Naszym zdaniem

Wydawać by się mogło, że brak jest jakichkowiek rozsądnych argumentów, by ten wzmacniacz miał przekonać do siebie potencjalnych klientów. Wygląda skromnie, ma bardzo podstawowe wyposażenie – i to nie tylko na tle bezpośrednich rywali, ale także wzmacniaczy wielokrotnie tańszych. Dlaczego więc kosztuje ponad 17 tysięcy (z pilotem!) i dlaczego uważam, że jest wart tej ceny? Ponieważ kreuje wyjątkowo wiarygodny i naturalny obraz przestrzenny, w którym wprost roi się od subtelności, płynności i swoistej lekkości gry. To wzmacniacz bardzo przezroczysty na muzykę i nagrania, choć nie stuprocentowo neutralny. Od indywidualnych preferencji, wrażliwości i konfiguracji toru zależy, czy jego deficyty mocowe i dynamiczne zostaną uznane za istotne, czy raczej drugoplanowe. Mnie osobiście, mimo że preferuję urządzenia uniwersalne, Lavardin schwytał za serce na tyle mocno, że nie wiem, czy sam bym nie przymknął oczu na jego – nie tak w sumie istotne – ograniczenia. Krótko mówiąc, jest to wyśmienita integra.

Lavardin ISX Reference dane techniczneArtykuł pochodzi z Audio-Video 3/2020 - KUP PEŁNE WYDANIE PDF

System odsłuchowy:

  • Pomieszczenia: 30 m2 zaadaptowane akustycznie (dość silnie wytłumione), panele Vicoustic, Mega Acoustic oraz własnego projektu, otwarty salon 32 m2 o żywej akustyce (system 2)
  • Źródło cyfrowe: dCS Bartok + SOtM SMS-200 Ultra Neo / Sbooster P&P ECO MkII, Sony CDP-557 ESD, Arcam CD73T (system 2)
  • Wzmacniacze odniesienia: Conrad-Johnson ET2 / Audionet AMP1 V2, Hegel H120, Arcam SA30, Primare I35
  • Zestawy głośnikowe: Klipsch RF7III (zmodyfikowana zwrotnica zewnętrzna), Elac Vela FS409 (system 1+2)
  • Interkonekty: Stereovox HDSE, Albedo Metamorphosis, van den Hul The Orchid
  • Kable głośnikowe: KBL Sound Red Eye Ultimate, Melodika Brown Sugar (system 2)
  • Akcesoria: stoliki Rogoz Audio 4SPB/BBS, StandART STO, platformy antywibracyjne PAB, Thixar Silence i Silence Plus, podkładki IsoAcoustics Gaia Indigo
  • Zasilanie: dedykowana linia zasilająca, listwy Furutech f-TP615, PowerBASE kable zasilające KBL Sound Himalaya PRO, Master Mirror Reference, Solaris, Zodiac, Furutech 314Ag

 

 

Oceń ten artykuł
(6 głosów)

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Kontakt z redakcją