|
Dystrybutor: Audio Center Poland, www.audiocenter.pl |
Tekst: Marek Lacki | Zdjęcia: AV Artykuł pochodzi z Audio-Video 1/2025 - KUP PEŁNE WYDANIE PDF |
|
|
|
Wzmacniacz zintegrowany Cambridge Audio EXA100
TEST
Na przestrzeni ostatnich czterech dekad brytyjska marka odmieniła swój image. Z małej, specjalistycznej firmy oferującej dobre, bardzo konkurencyjnie wycenione urządzenia hi-fi, stała się znaczącym graczem na scenie audio. Jej portfolio w ciekawy sposób łączy nowoczesne rozwiązania z tradycją oferowania stereofonicznych urządzeń hi-fi dla „normalnych” ludzi. To przykład firmy, która w odpowiednim momencie, tj. dobrych kilkanaście lat temu, poszła z duchem czasu i zaczęła oferować nowoczesne źródła cyfrowe. Potem pojawiły się nowe kategorie produktów, jak urządzenia all-in-one, a nawet słuchawki. O sukcesie marki może świadczyć fakt, że od 1994 roku (czyli od czasu, gdy istnieje dystrybucja w Polsce) ma ona wciąż tego samego właściciela — londyńską firmę Audio Partnership, dziś będącą własnością Jamesa-Johnsona Flinta.
Seria EX to najnowsza linia produktowa w bogatym portfolio Cambridge Audio. Plasuje się ona pomiędzy serią CX (drugiej generacji) a high-endową i już niemłodą Edge. Gamę EX można postrzegać jako następcę cenionej Azur 851 z 2012 roku. Opracowanie nowych urządzeń zajęło ponoć trzy lata. Po raz pierwszy nowe produkty mogliśmy zobaczyć na Audio Video Show 2024; sprzedaż ruszyła z końcem ubiegłego roku. Linię tworzą, jak na razie, tylko dwa produkty: odtwarzacz strumieniowy EXN100 i wzmacniacz zintegrowany EXA100. Pierwotnie zabiegaliśmy o możliwość przetestowania kompletu, jednak nadarzyła się okazja do wypożyczenia samego wzmacniacza, który akurat był dostępny i dobrze wpisuje się w zawartość niniejszego numeru AV.
Wygląd i funkcjonalność
Design urządzenia nawiązuje do innych, współczesnych komponentów Cambridge Audio, jak choćby seria CX, w której charakterystyczny element stanowi przednia płoza w formie długiego łuku, która zastępuje przednie nóżki. Tym razem została ona nieco schowana, przez co efekt unoszenia się frontu wydaje się bardziej subtelny. Wspólny z flagową serią Edge jest też charakterystyczny kolor, podobny do „gwiezdnej szarości” w urządzeniach Apple. Jedna wersja wykończeniowa rozwiązuje odwieczny dylemat kupującego.
Minimalistyczny front podzielono na trzy, mniej więcej równe części. Część środkowa, którą wypełnia płyta z ciemnego tworzywa, sugeruje, że pod spodem kryje się wyświetlacz. Nic z tego — to wyłącznie element ozdobny, w który wkomponowano dyskretne przyciski wyboru źródeł oraz podświetlane oznaczenia. Aktywne wejście sygnalizuje świecąca intensywnie na niebiesko dioda. Przycisk oznaczony jako A1 obsługuje dwa wejścia: RCA i XLR. Aby wybrać to drugie, trzeba nacisnąć powtórnie guzik i przytrzymać — operacja zmienia preferencję użytkownika, a podświetlenie zmienia kolor z niebieskiego na czerwony. Czułość wejścia XLR jest dwukrotnie mniejsza niż wejść RCA, dzięki czemu urządzenia generujące dwa razy większe napięcie wyjściowe z XLR–ów nie zagrają głośniej od pozostałych.
Boczne obszary czołówki to płaty dość grubego aluminium. Z lewej strony umieszczono gniazdo słuchawkowe 6,3 mm oraz przycisk stand by. Wzmacniacz nie posiada mechanicznego wyłącznika. Po podłączeniu do zasilania od razu przechodzi w stan czuwania. Przed wyjazdem na urlop warto wyjąć wtyczkę.
Lita aluminiowa gałka głośności daje przyjemne odczucia, ale byłoby jeszcze lepiej, gdyby poziom głośności narastał spokojniej w dolnym położeniu pokrętła.
Przykuwające uwagę pokrętło regulacji głośności wytoczono z bloku aluminium; ma ono karbowaną obwiednię poprawiającą chwyt. Uwagę zwraca także dobre łożyskowanie i solidne osadzenie tego elementu na osi — nie ma żadnego kiwania na boki, ani bicia. Pokrętło pracuje z przyjemnym oporem, co potęguje wrażenie solidności wykonania i koresponduje z ceną urządzenia (10 tys. zł). Szkoda tylko, że nie zabrakło diody wskazującej aktualne wychylenie gałki. Estetycznie wkomponowany, srebrny znacznik jest niezbyt wyraźny po ciemku, by można się było zorientować w ustawieniu głośności (co czasem bywa istotne). W poprzedniku nie było tego problemu, ponieważ wskazanie było wyświetlane na ekranie LCD w skali decybelowej. Nie odnotowaliśmy problemu nierównego startu obu kanałów (dobra zbieżność regulacji na dole skali), zwróciliśmy natomiast uwagę na gwałtowne narastanie głośności w dolnym położeniu regulatora. O ile przy ręcznym sterowaniu jest to do opanowania, o tyle przy obsłudze zdalnej, kiedy do akcji wkracza silnik i pilot, okazuje się, że precyzyjne ustawienie głośności przy najcichszym odsłuchu nie jest wcale łatwe. Efekt ten odczują szczególnie te osoby, które późną wieczorową porą oglądają telewizję (bloki reklamowe!) lub słuchają radia internetowego, którego średni poziom głośności jest nienormalnie wysoki. Problem ten będzie tym większy, im bardziej efektywne kolumny zostaną podłączone. W ostatnim czasie kwestia złej kalibracji regulacji głośności jest zdumiewająco częstą przypadłością nowych wzmacniaczy (Denon PMA-1700NE, Ayre EX-8 2.0 i inne).
EXA100 jest bogato wyposażonym wzmacniaczem. Ma niemal wszystko, czego moglibyśmy sobie zażyczyć — pomijając streamer i wejście gramofonowe.
EXA100 jest bardzo bogato wyposażonym urządzeniem z dość rozbudowaną sekcją pięciu wejść cyfrowych (USB Audio typu B, dwa optyczne, jedno koncentryczne oraz HDMI eARC) i tyleż samo analogowych. Wbrew aktualnym trendom, nie znajdziemy tu wejścia gramofonowego, jest za to wejście zbalansowane. Do dyspozycji jest też wejście wirtualne, czyli Bluetooth kompatybilne z kodekiem aptX HD. Antenka jest bardzo krótka i nie szpeci wyglądu urządzenia, gdy stoi ono wyeksponowane na blacie stolika. Wejście USB wspiera formaty PCM 384 kHz i DSD 11,3 MHz. Tuż obok znajduje się mikroprzełącznik „USB Ground”, który pozwala na odłączenie uziemienia, na wypadek gdyby pojawił się problem z zakłóceniami. Drugi, podobny przełącznik („Signal Ground”) umożliwia przerwanie ewentualnej pętli masy wskutek połączenia przewodu ochronnego z obudową. Pod pokrywką z pleksi umieszczono jeszcze jeden przełącznik umożliwiający ominięcie wbudowanej sekcji przedwzmacniacza — wówczas EXA100 staje się końcówką mocy. Podwójne gniazda głośnikowe można załączać niezależnie (A/B) przyciskiem na czołówce. Wzmacniacz wyposażono w dwa rodzaje wyjść regulowanych: niefiltrowane pre-out i filtrowane (powyżej 2,3 kHz) sub out. Ponadto możliwa jest integracja EXA100 w systemach inteligentnego sterowania — do tego celu służą złącze RS-232C, gniazda Control Bus RCA i dwa triggery.
Budowa
Obudowę wykonano całkiem solidnie. Co prawda górna pokrywa, która zachodzi na boki została zrobiona z dość cienkiej blachy stalowej, ale nawet po jej zdjęciu chassis zachowuje pożądaną sztywność. W newralgicznych miejscach, jak np. pod transformatorem toroidalnym, zastosowano specjalne wzmocnienia. Śruba mocująca trafo przechodzi na wylot przez spód i solidną podkładkę. Zadbano także o stabilność przedniej, aluminiowej ścianki, połączonej z radiatorami za pomocą kształtowników.
Wnętrze szczelnie wypełniono elektroniką, co jest konsekwencją bogatego wyposażenia wzmacniacza przy jego stosunkowo małych gabarytach. Centralne miejsce zajmuje okazały transformator toroidalny, który w efektowny sposób otaczają dopasowane do jego kształtu radiatory. Rozwiązanie to przywodzi na myśl poprzedników z serii Azur (851A, 840A). Architektura układu (quasi dual mono) przypomina tamte konstrukcje, jednak nastąpiły widoczne gołym okiem zmiany. Główne kondensatory filtrujące (produkcji Epcosa) przeniesiono na przód (dalej od stopni końcowych) — ich pojemność jest ponad dwa razy mniejsza niż w 851A (4700 µF/80 V).
Wygląd wnętrza budzi skojarzenia z cenioną integrą Azur 851A, która debiutowała 12 lat temu. Szczególne podobieństwo dotyczy kształtu radiatorów. Poza tym, obydwa urządzenia nie mają ze sobą wiele wspólnego.
Radiatory mają teraz dłuższe żebra, co spowodowało przeniesienie płytek końcówek mocy skrajnie na boki urządzenia. Użyto dwóch par tranzystorów na kanał, pracujących w klasie AB (firma zrezygnowała z wcześniej stosowanego rozwiązania nazywanego klasą XD). Ze względu na sposób montażu, nie było możliwości odczytania ich oznaczeń.
Producent zadbał o efektywne chłodzenie ciasnego wnętrza, co w przypadku wzmacniacza o mocy sięgającej 155 W na kanał (przy 4 Ω) należy potraktować z powagą. Kratki wentylacyjne w górnej pokrywie są całkiem duże, dolna płyta również ma rozbudowaną perforację, co umożliwia konwekcyjny przepływ powietrza z dołu do góry. Prześwit pomiędzy spodem chassis a blatem stolika wydaje się wystarczający. Nie ma jednak róży bez kolców. Przewiewna obudowa urządzenia oznacza łatwość wnikania kurzu do wnętrza. Na dłuższą metę odradzalibyśmy ustawianie wzmacniacza na dolnej półce, w trudno dostępnym miejscu, szczególnie jeśli mamy zwierzęta domowe. Po 2–3 latach warto będzie prewencyjnie przeczyścić wnętrze. Dobrą praktyką może być też nakrywanie górnej pokrywy na czas nieużywania urządzenia.
Płytka końcówki mocy zawiera dobrej jakości elementy bierne. Zastosowano dwie pary tranzystorów na kanał.
Regulacja głośności z pozoru wydaje się mechaniczna, jednak w rzeczywistości jest realizowana elektronicznie, najprawdopodobniej przez układ scalony. Tym bardziej szkoda, że zrezygnowano z wyświetlacza i decybelowej skali głośności. Nie zapominajmy jednak, że Azur 851A kosztował 7000 zł, a było to 12 lat temu. Dziś z pewnością byłby droższy od swego nieformalnego następcy.
Cały tor sygnałowy zmontowano w technice SMD. Oczywiście nie ma tu mowy o symetrycznym (zbalansowanym) prowadzeniu sygnału. Para wejść XLR odzwierciedla fakt, że w takowe złącza został wyposażony dedykowany streamer. Nawiasem mówiąc, znacznie łatwiej jest znaleźć techniczne uzasadnienie dla wyjść XLR w przypadku źródeł cyfrowych niż wzmacniaczy — i jest to ogólna uwaga odnosząca się do wszystkich urządzeń hi-fi.
Śruba mocująca trafo przechodzi na wylot przez spód i solidną podkładkę.
Sekcja DAC-a ma postać sporej płytki SMD umieszczonej przy gniazdach wejść cyfrowych. Układ bazuje na znanym nienowym układzie ESS Sabre ES9018K2M zaaplikowanym w otoczeniu wysokiej klasy wzmacniaczy operacyjnych OPA1612A i OPA1602A. Za akwizycję sygnałów cyfrowych odpowiadają klasyczny odbiornik wejściowy CS8416 oraz mikrokontroler XMOS GT2216C. Moduł Bluetooth zamontowano na oddzielnej płytce połączonej z sekcją DAC-a.
Brzmienie
Mając do czynienia z urządzeniem o nieprzeciętnych walorach brzmieniowych, można łatwo wpaść w pułapkę nadmiernego entuzjazmu, przez co opis brzmienia stanie się mniej wiarygodny. Parokrotnie zdarzyło mi się w taką pułapkę wpaść, ale na szczęście, czuwający nad całością redaktor naczelny w odpowiednim momencie potrafi ostudzić mój nadmierny entuzjazm. Jednym ze sposobów na ograniczenie ryzyka takiej wpadki jest ochłonięcie i odczekanie co najmniej kilku dni przed napisaniem tekstu. Tym razem na poukładanie całości dałem sobie dwa tygodnie. Nie zmieniło to mojego głównego wniosku — że mamy do czynienia z urządzeniem o zdecydowanie nieprzeciętnych możliwościach w relacji do ceny.
W charakterystyce EXA100 wyróżniłbym kilka aspektów, w których ten wzmacniacz dalece wykracza poza oczekiwania dla rozważanego przedziału cenowego. Można je nawet przenieść na grunt wzmacniaczy dwu- lub nawet trzykrotnie droższych. Chodzi o dynamikę, precyzję i rozdzielczość oraz ogólną czystość brzmienia, a także motorykę basu. Prześledźmy to po kolei.
Sześć elektrolitów ma stosunkowo niewielkie pojemności (4700 μF/80 V).
Cambridge naprawdę wysoko ustawia poprzeczkę w zakresie reprodukcji transjentów. W pewnym momencie zupełnie przypadkowo puściłem z Tidala utwór rozpoczynający się od uderzenia pioruna. Gałka głośności była ustawiona gdzieś pomiędzy godziną 9 a 10. Poczułem, że dosłownie podskoczyłem na kanapie. Skądinąd wiem, że jakieś 95% wzmacniaczy w mniejszym lub większym stopniu kompresuje dźwięk i znacząco rozmywa impulsy, co w połączeniu z mało dynamicznymi głośnikami daje efekt odległy od tego znanego z odsłuchu na żywo. Podobnie jest z odtwarzaniem perkusji, co doskonale wie każdy muzyk oraz ci, którzy mieli okazję nie raz słuchać perkusji na żywo, najlepiej w niedużym klubie. Pod względem szybkości i gwałtowności oddawania uderzeń, EXA100 naprawdę robi wrażenie.
Niezmiernie szybki i konturowy jest bas. Do tych atutów dołącza także szczegółowość. W rezultacie otrzymujemy bardzo przyjemne wrażenie obcowania z basem o złożonej strukturze, dalekim od ujednolicenia, a jednocześnie czystym i dynamicznym. Jeśli można mu coś zarzucić, to jedynie ograniczenia w wolumenie, także w najniższej oktawie. Niskie tony nie schodzą subiektywnie bardzo nisko, ale nie odczuwa się tego dopóki nie próbujemy nagrań ze skrajnie niskim basem, jak chociażby z płyt Massive Attack. W tym przypadku wrażenia są nieco stonowane. Także na „Deutschland” Rammsteina potężne i niskie zejścia basu przemknęły jakby niepostrzeżenie.
Wspomniałem o czystości dźwięku. Dotyczy ona całego pasma, jednak w konfrontacji z oczekiwaniami dla wzmacniacza za 10 tys. zł, zaskakuje szczególnie w odniesieniu do wysokich tonów i wyższej średnicy. Czystość łączy się tu z wzorową precyzją, dzięki czemu dźwięk jest nie tylko efektowny, ale i zdyscyplinowany, koherentny. Warto posłuchać „Time” Pink Floydów — odgłosy zegarów brzmią wyjątkowo realistycznie. Słychać odpowiednio metaliczny charakter barwy dzwonków. Nie mniej ciekawie było na „Live in Time” grupy Deep Purple, gdzie dobrze wyeksponowane talerze, uderzane nieśpiesznie na początku utworu, brzmią nieprawdopodobnie dźwięcznie, bez zawoalowania, bezpośrednio i twardo. Barwa wysokich tonów jest przy tym dość „bezkompromisowa”. Nie ma tu miejsca na zmiękczenie czy ocieplanie. Barwy są przeciwieństwem aksamitnych, ale nie można o nich powiedzieć, że są „ostre”.
Przewiewna obudowa powinna zapewnić wydajne chłodzenie, ale kurz będzie szybko wnikał do wnętrza.
EXA100 jest więc czysty, precyzyjny i wyjątkowo szybki. Imponuje swymi osiągami na tle wzmacniaczy w podobnej klasie cenowej i przewyższa pod tym względem także konstrukcje sporo droższe. Oczywiście nie ma nic za darmo. Analityczny charakter wzmacniacza wymusza pewne kompromisy w innych obszarach. Barwy instrumentów z jednej strony imponują precyzją i złożonością tekstur, z drugiej jednak słychać efekt pewnego odchudzenia przekazu. Wspomniałem o basie, ale także niższa średnica cierpi na uszczuplenie, w efekcie czego wypełnienie jest słabsze niż oddanie konturów. W barwach wokali trudno jest się doszukać przyjemnego ciepełka. Brzmią one jednak lekko i gładko, nie rażąc sybilantami. Z jasno brzmiącymi głośnikami i sucho brzmiącym źródłem, efekt końcowy może nie być satysfakcjonujący. Dobre dopasowanie pozostałych elementów systemu będzie istotne.
W wielu wzmacniaczach mamy do czynienia z sytuacją, gdzie wysokie tony brzmią „szybko”, a im niżej na skali częstotliwości, tym dźwięk wydaje się spowalniać, co prowadzi do rozmycia impulsów basowych. Czyni to przekaz muzyczny niespójnym i natarczywym — czasem nawet mimo zaokrąglenia i ciepłego, pogrubionego balansu tonalnego. Równie źle może brzmieć wzmacniacz z deficytem czystości. W przypadku Cambridge’a nie mamy do czynienia ani z pierwszym, ani z drugim scenariuszem. Mimo precyzji, nie występuje efekt wyostrzenia, chociaż takie wrażenie może się pojawić przy mało fortunnym zestawieniu z innymi elementami toru odsłuchowego, o czym już wspominałem. Przez chwilę zastanawiałem się, czy gdyby wypełnienie było lepsze, to czy otrzymalibyśmy wzmacniacz idealny (w relacji do ceny). Otóż chyba wcale niekoniecznie. O ostatecznym odbiorze dźwięku decyduje jeszcze nasycenie. Barwy brytyjskiej integry są zróżnicowane i dość swobodnie kreślone, dzięki czemu brzmi ona lekko i gładko. Brakuje jednak efektu większego wciągania słuchacza w odsłuch.
Używając pilota do regulacji głośności, okazuje się, że jej precyzyjne ustawienie przy najcichszym odsłuchu nie jest wcale łatwe.
By lepiej zdiagnozować ten efekt, dokonałem bezpośrednich porównań z leciwym Baltlabem Epocą 2. Polski wzmacniacz w „Czterech Porach Roku” zapewniał dużo naturalniejsze brzmienie zarówno wiolonczel, jak i skrzypiec, górując nad brytyjską konstrukcją nie tylko wypełnieniem, ale właśnie poziomem nasycenia. Baltab brzmiał też w sposób bardziej namacalny, zapewniając lepszy kontakt z instrumentami — mimo że barwy jawiły się jako zdecydowanie bardziej delikatne i stonowane. Wzmacniacz ten okazał się też arcytrudną referencją w dziedzinie stereofonii. Nic w tym dziwnego, biorąc pod uwagę, że w tej materii bez kompleksów stawia czoła współczesnym modelom za 25 tysięcy. Mimo to uważam, że angielska integra wypadła całkiem nieźle. Scena stała się mniejsza, a informacje z najdalszych rzędów orkiestry nie były tak czytelne, jednak w pierwszym i pośrednich planach wzmacniacz potrafił precyzyjnie ogniskować instrumenty i muzyków, ponadto czytelnie oddawał pogłos z sali koncertowej czy studia. Sposób reprodukcji sceny określiłbym jako bliższy Naima Nait 50, który oferuje jednak lepszą namacalność.
DAC
Pokładowy przetwornik c/a nie pozwoli na pełne wydobycie potencjału z analogowej części wzmacniacza — taki wniosek jest dość częsty w odniesieniu do wzmacniaczy z dodaną sekcją cyfrową. W porównaniu z dźwiękiem odtwarzanym z Meitnera MA3 nastąpiła znaczna degradacja nasycenia barw i pogorszenie wypełnienia, czyli tam gdzie EXA100 i tak nie imponuje. Tor analogowy tego wzmacniacza, dzięki swej przejrzystości, pozwala natomiast docenić wysoką jakość sygnału wejściowego i bardzo dobrze pokazuje, jak istotna jest rola źródła. W docelowej konfiguracji warto więc trzymać się wejść analogowych. Nie znaczy to jednak, że te cyfrowe są bezużyteczne. Do mniej krytycznych zastosowań, jak oglądanie filmów czy telewizji z pewnością się przydadzą.
Płytka przetwornika c/a i wejść cyfrowych oraz moduł łączności Bluetooth.
Oceniając całość zdroworozsądkowo, należy uznać, że sekcja przetwornika to darmowy dodatek do tak czy owak bardzo dobrego wzmacniacza analogowego.
Galeria
-
Wzmacniacz zintegrowany Cambridge Audio EXA100
Wzmacniacz zintegrowany Cambridge Audio EXA100
-
Płytka przetwornika c/a i wejść cyfrowych oraz moduł łączności Bluetooth.
Płytka przetwornika c/a i wejść cyfrowych oraz moduł łączności Bluetooth.
-
Minimalistyczny front podzielono na trzy, mniej więcej równe części. Część środkowa, którą wypełnia płyta z ciemnego tworzywa, sugeruje, że pod spodem kryje się wyświetlacz (niestety go nie ma).
Minimalistyczny front podzielono na trzy, mniej więcej równe części. Część środkowa, którą wypełnia płyta z ciemnego tworzywa, sugeruje, że pod spodem kryje się wyświetlacz (niestety go nie ma).
-
EXA100 jest bogato wyposażonym wzmacniaczem. Ma niemal wszystko, czego moglibyśmy sobie zażyczyć — pomijając streamer i wejście gramofonowe.
EXA100 jest bogato wyposażonym wzmacniaczem. Ma niemal wszystko, czego moglibyśmy sobie zażyczyć — pomijając streamer i wejście gramofonowe.
-
Płytka końcówki mocy zawiera dobrej jakości elementy bierne. Zastosowano dwie pary tranzystorów na kanał.
Płytka końcówki mocy zawiera dobrej jakości elementy bierne. Zastosowano dwie pary tranzystorów na kanał.
-
Sześć elektrolitów ma stosunkowo niewielkie pojemności (4700 μF/80 V).
Sześć elektrolitów ma stosunkowo niewielkie pojemności (4700 μF/80 V).
-
Używając pilota do regulacji głośności, okazuje się, że jej precyzyjne ustawienie przy najcichszym odsłuchu nie jest wcale łatwe.
Używając pilota do regulacji głośności, okazuje się, że jej precyzyjne ustawienie przy najcichszym odsłuchu nie jest wcale łatwe.
-
Lita aluminiowa gałka głośności daje przyjemne odczucia, ale byłoby jeszcze lepiej, gdyby poziom głośności narastał spokojniej w dolnym położeniu pokrętła.
Lita aluminiowa gałka głośności daje przyjemne odczucia, ale byłoby jeszcze lepiej, gdyby poziom głośności narastał spokojniej w dolnym położeniu pokrętła.
-
Przewiewna obudowa powinna zapewnić wydajne chłodzenie, ale kurz będzie szybko wnikał do wnętrza.
Przewiewna obudowa powinna zapewnić wydajne chłodzenie, ale kurz będzie szybko wnikał do wnętrza.
-
Śruba mocująca trafo przechodzi na wylot przez spód i solidną podkładkę.
Śruba mocująca trafo przechodzi na wylot przez spód i solidną podkładkę.
-
Wygląd wnętrza budzi skojarzenia z cenioną integrą Azur 851A, która debiutowała 12 lat temu. Szczególne podobieństwo dotyczy kształtu radiatorów. Poza tym, obydwa urządzenia nie mają ze sobą wiele wspólnego.
Wygląd wnętrza budzi skojarzenia z cenioną integrą Azur 851A, która debiutowała 12 lat temu. Szczególne podobieństwo dotyczy kształtu radiatorów. Poza tym, obydwa urządzenia nie mają ze sobą wiele wspólnego.
-
Ocena i dane techniczne
Ocena i dane techniczne
https://www.avtest.pl/wzmacniacze/item/1518-cambridge-audio-exa100#sigProGalleria429b94e1b1
Naszym zdaniem
Nowy Cambridge to modelowy przykład nowoczesnej integry o rozbudowanej funkcjonalności, w przypadku której na szczęście nie zapomniano o wysokiej jakości sekcji analogowej. Jest to bardzo wydajny, szybki i precyzyjny wzmacniacz, który tchnie życie w niejeden ospały system. Ze względu na charakter barwy, ogólną szczupłość przekazu, zapewne nie będzie to optymalny wybór dla miłośników muzyki barokowej, ale w szeroko pojętej rozrywce i jazzie ma szanse sprawdzić się znakomicie — pod warunkiem rozsądnego doboru głośników i źródła dźwięku. W dziedzinie dynamiki i motoryki basu bardzo trudno będzie znaleźć mu godnego rywala — nie mam do tego żadnych wątpliwości.
Artykuł pochodzi z Audio-Video 1/2025 - KUP PEŁNE WYDANIE PDF
Sprzęt towarzyszący:
-
Pokój: 18,5 m2, zaadoptowany akustycznie
-
Transport USB Audio: SOtM sMS-200 Ultra z zasilaczem liniowym Sbooster BOTW Mk2
-
DAC: Meitner MA3
-
Wzmacniacz odniesienia: Baltlab Epoca 2
-
Okablowanie: kabel głośnikowy własnej konstrukcji; interkonekt Equilibrium Pure Ultimate RCA, USB: Tellurium Q Black
-
Zasilanie: listwa Enerr One z kablami Enerr Transcenda Supreme HC. Kable zasilające własnej konstrukcji
-
Stolik: BASE 6 z platformami kwarcowymi











