PORTAL MIESIĘCZNIKA AUDIO-VIDEO (zał. 1984)

Accuphase E-700

Kwi 27, 2026

Firma Accuphase już od kilku dekad wyznacza kanon półprzewodnikowego high-endu z Japonii. Wzmacniacze tej marki cieszą się szczególną estymą. Czy mniejsza z dwóch obecnie oferowanych integr pracujących w klasie A podtrzyma to zaufanie?

Dystrybutor: Nautilus, www.nautilus.net.pl 
Cena: 53 900 zł (w czasie testu, 06/2025)
Dostępne wykończenia: złote

Tekst i zdjęcia: Filip Kulpa

Artykuł pochodzi z Audio-Video 5-6/2025 - Kup pełne wydanie PDF

audioklan

 

 


Wzmacniacz zintegrowany Accuphase E-700

TEST

Accuphase E 700 aaa

Historia zintegrowanych wzmacniaczy Accuphase pracujących w klasie A liczy sobie mniej niż połowę ponad półwiecza (a dokładnie 53 lat), jakie minęło od początków firmy. W 1972 roku grupka inżynierów Kenwooda, na czele z założycielami — Nakaichi Kasugą i Jiro Kasugą — postanowiła skupić się na elektronice najwyższej klasy. Tak narodził się Kensonic, czyli pierwotny właściciel marki Accuphase, który po 10 latach działalności zmienił nazwę na Accuphase Laboratory. Równo trzydzieści lat później firma była już niekwestionowanym gigantem na scenie high-end i miała dość rozmachu, by wprowadzić na rynek swoją pierwszą A-klasową integrę, model E-530. Pod koniec 2005 roku zastąpiono ją E-550, a tę z kolei wzmacniaczem E-560 (listopad 2009). Dokładnie cztery lata później producent z Jokohamy zmienił numerację z piątki na szóstkę na początku — i tak narodził się entuzjastycznie przyjęty E-600, który wyposażono w regulację głośności AAVA, znaną z najlepszych konstrukcji dzielonych. Jednocześnie utracił on charakterystyczne dla marki „wycieraczki”, które ku smutkowi wiernych fanów, zastąpiono rzędem diod (nie mam pojęcia, dlaczego i nadal tej decyzji nie rozumiem). Zmiany były więc duże.

Kolejne cztery lata później zadebiutował model E-650 wyposażony w ulepszoną, zbalansowaną wersję układu regulacji wzmocnienia (Balanced AAVA). Wzmacniacz ten przetrwał wyjątkowo długo — zapewne z uwagi na pandemię — bo aż do wiosny ubiegłego roku, czyli 6,5 roku. Zastąpił go bohater niniejszej recenzji, model E-700, który wbrew temu co może sugerować zmiana z szóstki na siódemkę, jest bardzo bliskim krewnym 650-ki.

Od 2019 roku, kiedy to pojawił się przedpandemiczny, potężny E-800, firma oferuje równolegle dwa modele integr w klasie A: mniejszą o mocy znamionowej rzędu 30 W na kanał (obecnie jest to właśnie E-700) oraz znacznie okazalszą, wspomnianą (50-watową) E-800, który kilka miesięcy temu zastąpiono ulepszoną E-800S.

Co się zmieniło?

Z zewnątrz następca 650-ki jest właściwie taki sam — ma tę samą obudowę o wysokości 191 mm (niezmienną od czasów E-530!) i diodowe wskaźniki wysterowania, które w A-klasowych integrach zastąpiły wskazówki. Zachowano układ manipulatorów i przycisków na czołówce, włączając uchylną klapkę, pod którą ukryto wszystkie regulacje i rzadziej używane funkcje.

Accuphase jest producentem szalenie konserwatywnym, który nie tylko trzyma się wypracowanego przez 50 lat języka stylistycznego, ale nawet kolorystyki. Wersja wykończeniowa jest jedyna słuszna (przez dekady jej odcień lekko się zmienił) i nikt nie pyta o inną. Gdy pojawi się czarny „Accu” będzie wiadomo, że piekło zamarło, a świat high-endu dotarł do ściany.

Accuphase E 700 wnetrze

E-700 przypomina wcześniejszy E-650, wykorzystuje jednak o jedną parę tranzystorów końcowych więcej (na kanał).

 

Zmiany w stosunku do E-650 kryją się we wnętrzu. Nowy model został nieznacznie odchudzony (24,9 vs 25,3 kg). Zastosowano ulepszoną wersję zbalansowanego obwodu regulacji głośności AAVA, w którym dodano bufor wzmocnienia napięciowego przed konwersją V/I (napięcie-prąd) oraz układ ANCC (Accuphase Noise and distortion Cancelling Circuit) z dodatkowym, wtórnym wzmacniaczem w obrębie sekcji konwersji I/V (prąd/napięcie). Wszystko w celu dalszej poprawy odstępu od szumu (o 1 dB; nie dotyczy wejść na końcówkę mocy).

Istotna modyfikacja dotyczy także stopnia końcowego w konfiguracji parallel push-pull, w którym pracują teraz cztery (zamiast trzech) par mosfetów na kanał. Nie jest przy tym jasne, czy zmieniono przy okazji tranzystory, ale raczej nie — dotąd były to pary IRFP240/IRFP9140. W celu poprawy osiągów dynamicznych, powiększono o 12% pojemność filtrującą w zasilaczu — do 112 tys. µF. Obydwie te zmiany pozwoliły na niewielkie zwiększenie mocy wyjściowej — nominalnie z 30 do 35 W na kanał. W połączeniu w nowymi przełącznikami mosfetowymi na wyjściach (zabezpieczenie nadprądowe) o zredukowanej rezystancji (0,96 vs 1,6 mΩ) umożliwiło to zwiększenie współczynnika tłumienia do 1000. Parametr ten jest zresztą konsekwentnie maksymalizowany we wszystkich wzmacniaczach Accuphase na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat.

Teoretycznie rzecz biorąc, większy współczynnik tłumienia jest pożądany, jednak po przekroczeniu wartości rzędu kilkuset, korzyści stają się coraz mniejsze ze względu na niezerową rezystancję połączeń pomiędzy wyjściem a głośnikami (kable, złącza) — w przypadku E-700 są to wartości większe niż rezystancja wyjściowa samego wzmacniacza.
 

Funkcjonalność

Wyposażenie E-700 jest takie samo jak u poprzednika, czyli... bogate. Z tyłu mamy więc dwie pary wejść XLR, sześć RCA (włączając pętlę na rejestrator), dwa wyjścia pre-out (RCA i XLR), dwa wejścia bezpośrednie na końcówkę mocy (Main In) oraz możliwość dodania dwóch modułów wejściowych: DAC-60 (przetwornik c/a na bazie pary kości ES9016K2M) i AD-60 (phonostage MM/MC). Zdublowane terminale głośnikowe (A i B) przyjmują wtyki bananowe i widełkowe o rozstawie od 7 do 16 mm — Japończycy podają nawet tak drobiazgowe informacje.

Accuphase E 700 gniazda

Nie tylko wygląd, ale również wyposażenie jest identyczne jak w modelu E-650. Niczego tu nie brakuje. Jeśli potrzebujemy wejścia gramofonowe albo cyfrowe — wystarczy dokupić moduł.

 

Pod uchylną klapką znajdziemy regulacje barwy dźwięku dla basu i niskiej średnicy (300 Hz) oraz niskich sopranów/wyższej średnicy (3 kHz) — trzeba przyznać, że to dosyć nietypowy dobór pasm (tak naprawdę korygowane są zakresy poniżej i powyżej 1 kHz). Jest też regulacja balansu, selektor trybu końcówki mocy, filtr korekcji fizjologicznej (podbicie basu), odwracanie polaryzacji sygnału, funkcja mono (bardzo przydatna do ustawiania kolumn), wyłącznik wyświetlacza i rząd czterech przycisków dedykowanych opcjonalnym modułom wejściowym. Zaciski głośnikowe A i B możemy przełączać lub całkowicie dezaktywować, co jest bardzo wygodnym rozwiązaniem przy zmianie kabli (nie trzeba wyłączać wzmacniacza). Z prawej strony, obok klapki, znajduje się przycisk wyciszania (Attenuator), który redukuje poziom głośności o 20 dB — i to również jest przydatna opcja, dostępna także z aluminiowego pilota, którego ergonomia nie pozostawia nic do życzenia.

Regulacja głośności AAVA (polegająca na regulacji wzmocnienia, nie zaś na  wprowadzaniu tłumienia) zasługuje na szersze omówienie. Co do zasady, jest to regulacja dyskretna (elektroniczna), jednak jej działanie jest tak płynne i tak precyzyjne, że mamy wrażenie posługiwania się klasycznym potencjometrem, ale bez jego wad. Na samym początku skali skoki regulacji są co prawda aż 5-decybelowe, ale to wystarcza, by dostatecznie dokładnie ściszyć wzmacniacz późnym wieczorem — nawet z głośnych źródeł (typu radio internetowe czy TV). Dalej skala stopniowo się zagęszcza: w zakresie od -74 do -60 dB skok maleje do 2 dB, później (od -60 do -50 dB) — do 1 dB, od -40 do -30 dB jest to już tylko 0,5 dB, by ostatecznie osiągnąć 0,2 dB. Nie byłoby w tym niczego nadzwyczajnego — bo takie rzeczy potrafią układy scalone — gdyby nie to, że całą regulację powiązano z ruchem gałki, która porusza się od minimum do maksimum (poziom 0 dB) i jest sterowana silnikiem. Wewnątrz w całości aluminiowego bloku regulatora znajduje się dobrze wytłumiony silnik (którego praktycznie nie słychać), mechanizm napędowy trzpienia gałki oraz czujnik obrotów, który przekazuje informacje do mikroprocesora zawiadującego układem AAVA. Niezależnie od tego, czy kręcimy jedwabiście gładko obracającą się, idealnie wycentrowaną gałką głośności, czy też używamy przycisków na pilocie, precyzja regulacji jest idealna. Na komendy z pilota napęd gałki reaguje bezwłocznie i z chirurgiczną precyzją. Przytrzymanie przycisku volume przyspiesza działanie regulacji w taki sposób, że w jednej chwili możemy znacznie ściszyć wzmacniacz. Działa to bajecznie. W połowie skali (na godzinie 12) wskazanie wynosi -17 dB, a wzmocnienie sekcji przedwzmacniacza jest bliskie jedności (uniti gain).

Accuphase E 700 klapka

Pod miękko opadającą klapką (aż miło się nią pobawić) znajdują się przydatne przełączniki i funkcje, w tym także te zarezerowane dla opcjonalnych modułów wejściowych. Szkoda tylko analogowych wskaźników wysterowania — dlaczego oni to zrobili?

 

Ergonomia obsługi E-700 wyznacza standardy dla wzmacniaczy w ogóle. Każdy przełącznik i każda regulacja działają dokładnie tak jak powinny.

Układ elektroniczny

Zmiany w budowie wzmacniacza mają charakter dyskretny i ewolucyjny. Wnętrze ukazuje znajomy widok. Mamy więc do czynienia z blokową architekturą i zabudową płytek w płaszczyźnie pionowej. W przedniej części, za wyświetlaczem, mieści się odseparowana od reszty układu sekcja regulacji wzmocnienia AAVA będąca ewolucją rozwiązania z poprzednika oraz z przedwzmacniacza C-3850. Zastosowano symetryczną, a więc zdublowaną wersję zwykłego układu, działającą na sygnale polaryzacji dodatniej i ujemnej. Każdy z układów bazuje na konwersji napięciowo-prądowej (V/I) i 16 przełącznikach, które sumują sygnały z 16 ważonych ciągiem potęgowym 1/2n źródeł prądowych, by na wyjściu dokonać odwrotnej konwersji prądowo-napięciowej (I/V) i wygenerować symetryczny sygnał o zmiennej amplitudzie napięcia, podawany dalej do przedwzmacniacza i końcówki mocy (gdzie jest już desymetryzowany).

Accuphase E 700 kondycjonery

E-700 wykorzystuje kondensatory filtrujące o zwiększonej pojemności.

 

W środkowej komorze mieści się znacznych rozmiarów zasilacz z dużym, ekranowanym transformatorem toroidalnym i dwoma potężnymi elektrolitami o pojemnościach 56 tysięcy µF (każdy) oraz płytki końcówek mocy wykonane w technice montażu mieszanego (SMD i THT). Układy wejściowe znajdują się w bezpośrednim sąsiedztwie gniazd i są oddzielone od środkowej komory kolejnym, stalowym ekranem w celu redukcji zakłóceń i interferencji. Wejścia i wyjścia asymetryczne (RCA) oraz symetryczne (XLR) mają oddzielne płytki drukowane. Korzystanie z połączeń zbalansowanych jest jak najbardziej wskazane, przynajmniej w odniesieniu do wejść i wyjść liniowych — z uwagi na symetryczny tor wejściowy i takową regulację głośności. Nie jest to wcale regułą w odniesieniu do wzmacniaczy w podobnej cenie.

Budowa

Deklarowane przez Accuphase wartości mocy wyjściowej podwajają się wraz ze spadkiem impedancji o połowę — do 70 W przy 4 omach i 140 W przy 2 omach. Można by więc uznać, że mamy do czynienia z dużą wydajnością prądową. Należy tu jednak zwrócić uwagę na to, że producent podaje wartości mocy chwilowej (muzycznej). Co więcej — o czym już nie mówi — faktyczne wartości mocy znamionowej są w przypadku A-klasowych Accuphase’ów o wiele większe (nawet dwukrotnie). Dlaczego?

Accuphase E 700 terminale

Zdublowane terminale głośnikowe (A i B) przyjmują wtyki bananowe i widełkowe o rozstawie od 7 do 16 mm — Japończycy podają nawet tak drobiazgowe informacje.

 

W gruncie rzeczy są to wzmacniacze oddające tylko część swojej maksymalnej mocy w klasie A. Przejście w klasy A do AB następuje płynnie i niezauważalnie. Użytkownik cieszy się, że jego wzmacniacz jest o wiele mocniejszy niż na papierze, jednakże maksymalne wykorzystanie potencjału urządzenia oznacza pogorszenie liniowości. Dzięki polaryzacji tranzystorów dużym prądem spoczynkowym, pracują one w optymalnym, najbardziej liniowym zakresie swoich charakterystyk, generując przy tym najmniej zniekształceń nieliniowych, nie mówiąc już o zniekształceniach przejścia przez zero (ang. crossover distortion). Korzyści są więc znaczne. Ale ma to swoją cenę.

Wzmacniacz pracujący w „czystej” klasie A (tj. taki, który w niej nie „wychodzi”) pobiera w przybliżeniu stałą moc, niezależną od ustawionej głośności i obciążenia. Teoretyczna sprawność energetyczna stopnia końcowego w klasie A wynosi maksymalnie 25%. Przy wykorzystaniu obciążenia transformatorowego wartość tę można co prawda zwiększyć dwukrotnie, czyli do 50%, jednak nie jest to przypadek, który nas tym razem interesuje.

Zgodnie z oczekiwaniami, pobór mocy przez E-700 nie zmienia się wraz ze wzrostem oddawanej mocy (do pewnego momentu) — jest taki sam jak bez obciążenia. W naszym teście było to około 190 W. Uwzględniając straty mocy w zasilaczu (prostownik) oraz działanie układu przedwzmacniacza, E-700 nie może więc realnie oddawać więcej niż dwadzieścia watów (na kanał) mocy w klasie A. Każda „nadwyżka” będzie oddawana już w klasie AB. W żadnym razie nie przynosi to ujmy tej konstrukcji, która jest dość zwarta, kompaktowa i nie ma wielkich radiatorów na wierzchu — w przeciwieństwie do pokracznych i niespecjalnie urodziwych końcówek mocy z lat 80. i 90. (stare Levinsony, Krelle, Gryphony itp), których twórcy w ogóle nie przejmowali się czymś takim jak straty mocy czy wydajność energetyczna. Dziś mamy nieco inne czasy.

Accuphase E 700 koncowki mocy

W środkowej komorze znajdziemy płytki końcówek mocy wykonane w technice montażu mieszanego (SMD i THT).

 

Ogromne straty mocy we wzmacniaczach pracujących w klasie A da się efektywnie redukować jedynie poprzez dynamiczną regulację prądu spoczynkowego, co jednak ma swoje ograniczenia (szybkość zadziałania) i znacząco komplikuje całą konstrukcję. Alternatywą jest godzenie się na ogromny pobór mocy wydzielanej w postaci ciepła (rzędu kilowatów!), powiększanie obudów i radiatorów, albo też rozsądne podejście do kwestii mocy i wypracowanie sensownego kompromisu pomiędzy akceptowalnym zużyciem energii elektrycznej a mocą, jaką użytkownik realnie wykorzystuje podczas odsłuchu. Rzadko kiedy jest to więcej niż 10–20 watów. I właśnie w tym kontekście wzmacniacze takie jak E-700 mają niezaprzeczalny sens. Realizują bowiem ideę pracy w bardziej „audiofilskiej” klasie A, ale bez drastycznego wzrostu poboru mocy względem wzmacniaczy w klasie AB (integra typu E-480/E-5000 ciągnie z gniazdka tylko o połowę mniej mocy — i to tylko wtedy, gdy gra po cichu!).

Brzmienie

Do E-700 warto podawać sygnał zbalansowany — z XLR-ów wzmacniacz gra w sposób wyraźnie bardziej zwarty i dynamiczny, z głębszym, lepiej definiowanym basem. Odniosłem wprawdzie wrażenie, że scena minimalnie się zwęża, ale obstawiam, że to bardziej kwestia (słabszego) kabla zbalansowanego, który akurat był w mojej dyspozycji. Korzyści z symetrycznej transmisji sygnału są jednak trudne do podważenia.

Testowana integra ma łatwo wyczuwalny charakter, słyszalną sygnaturę. Nie jest to bezduszny amplifikator sygnału, który w nic nie ingeruje. „Siedemsetka” w całkiem wyraźny sposób „poleruje” i ociepla brzmienie. Było to dla mnie jasne od pierwszych chwil, gdy zastąpiłem nią swój wzmacniacz odniesienia. Dźwięk stracił na precyzji, klarowności, jednak subiektywnie zyskał na tak zwanej muzykalności, a więc tym, czego szuka większość audiofilów. Sposób, w jaki ten wzmacniacz (delikatnie) zaokrągla kontury dźwięków jest na swój sposób atrakcyjny, a poniekąd nawet czarujący. Niewiele jest wzmacniaczy tranzystorowych, które potrafią zrobić coś podobnego, nie popadając przy tym w pułapkę zawoalowania, ograniczenia przejrzystości. To sztuka.

Accuphase E 700 plytka rca

Brzmienie określiłbym jako wysmukłe, ciepłe i jedwabiste. Przez znakomitą większość czasu nic nie drażni słuchu, nie ma tutaj typowych cech tranzystorowego grania, tj. twardości i przenikliwości. Wygładzenie przekazu ma swoje źródło nie tyle w ocieplonej tonalności, co przede wszystkim w transjentach, które nie rozwijają „prędkości światła”. Było to łatwo uchwytne w nagraniach duetu Chick Corea / Gary Barton. Piękne, lotne brzmienie wibrafonu zostało wyraźnie utemperowane (barwowo, mikrodynamicznie) i trochę przymknięte na górze, co sprawiało, że nasycenie wyższymi alikwotami było mniejsze niż zwykle. Obserwacje te potwierdziły się też w innych nagraniach, jednak na „Native Sense” — albumie niezwykle wymagającym od aparatury hi-fi, a przez to łatwo ujawniającym ograniczenia w barwie i dynamice — były chyba najbardziej czytelne.

Całościowo ocieplona barwa dźwięku ma dwa źródła. Pierwszym jest delikatnie uwypuklony, lekko zmiękczony wyższy podzakres niskich tonów, który dodaje masywności i potęgi — ale bez popadania w przesadę — drugim wspomniane wygładzenie, które najwyraźniej objawia się w niższych sopranach. Podzakres ten jest subiektywnie słabiej akcentowany od reszty pasma, co uwypukla średnicę. Ma to swoje przełożenie na sposób reprodukcji barw — lekko przydymionych, ale jedwabistych, w pewnym sensie „analogowych”.

W kwestii dynamiki Accuphase wydaje się dystyngowany, co jednak nie oznacza, że brakuje mu przysłowiowej „pary”, ani tym bardziej, że „zamula”. Energia dźwięku jest spora, a wzmacniacz w ogóle nie sprawia wrażenia, jakoby wprowadzał restrykcje prądowe. Prezentuje duży, obszerny i całkiem swobodny dźwięk, bardzo dobrze oderwany od głośników. Dzięki temu odsłuchy można prowadzić długimi godzinami i to wcale niekoniecznie po cichu. Głośne granie — w granicach wyznaczonych przez poziom 0 dB na wyświetlaczu — nie zmienia kulturalnych manier E-700, wydobywa za to ukryte pokłady energii i dynamiki.

Accuphase E 700 wyjscia glosnikowe

Zbalansowana regulacja głośności (płytka za wyświetlaczem) została ulepszona, a przełączniki wyjściowe mają mniejszą rezystancję.

 

Powyższy opis może sugerować, że korzystniejszym wyborem będą kolumny o otwartym, przejrzystym dźwięku. Jestem skłonny podpisać się pod taką rekomendacją, jednak mimo to podobało mi się to, jak ten wzmacniacz napędzał moje wiekowe Infinity Renaissance 80. O takiej gładkości, wysmukłości przy zachowaniu prężnego basu wielu audiofilów zapewne marzy. Przypomnę, że jest to trudne obciążenie, którego minimum impedancji wynosi 2,3 Ω.

Spodobał mi się bas tego wzmacniacza — i to pomimo faktu, że ma on pewne braki w szybkości i precyzji. Słychać tu więcej niż odrobinę miękkości, jednak bardziej jest to cecha, kwestia założonej estetyki, a nie wada jako taka. Kontrola i dynamika są bardzo w porządku, natomiast oddanie barw, płynność omawianego zakresu, sposób oddawania barw (efekt „naturalnej miękkości”) prezentują jednoznacznie wysoki poziom.

Jedna kwestia wymaga zdecydowanego podkreślenia. E-700 jest jednym z tych (drogich) wzmacniaczy wysokiej klasy, wobec których analityczny opis charakterystyki brzmieniowej nie w pełni oddaje istotę tego urządzenia i może sugerować, że pewnych elementów ono — jak to się dziś mawia — „nie dowozi”. Owszem, nie jest to wzmacniacz idealny w tym sensie, że ma swój wyraźny charakter, co wiąże się z obłościami na skrajach pasma i nieeksponowaniem analityczności, precyzji jako takiej. Nie jest to jednak jedyny high-endowy wzmacniacz o takich cechach. Clou polega na tym, że całość prezentacji jest tu bardzo spójna, gładka i przekonująca — również dlatego, że sposób oddania sceny dźwiękowej wskazuje na (wysoką) klasę tego urządzenia. Oddanie głębi jest bardzo dobre, rozmach i szerokość sceny po bokach nie budzą żadnego niedosytu, a ogniskowanie jest spójne z charakterem urządzenia — okazuje się wystarczająco dobre, by odsłuch budził skojarzenia z koncertem na żywo.

To wzmacniacz, z którym można mieć nareszcie „święty spokój” i przestać gonić za przysłowiowym króliczkiem...

Galeria



Naszym zdaniem

E-700 jest najlepszym wzmacniaczem zintegrowanym tej marki, z jakim miałem do czynienia. Wyróżnia się kulturą, ciepłem i gładkością brzmienia. Nie potrafię go porównać z poprzednikiem, którego nie testowałem. Pragnę natomiast zwrócić uwagę na drażliwą w obecnych czasach kwestię ceny. Siedem lat temu za poprzednika trzeba było zapłacić 48 tys. zł. „Siedemsetka” oferuje wszystko to, co tamten model, ma odrobinę więcej mocy, kilka ulepszeń, a kosztuje raptem o 12% więcej.

Accuphase E 700 dane techniczneW kontekście skumulowanej w tym okresie inflacji i praktyk u konkurencji wzmacniacz ten więc realnie potaniał. I to jest jeszcze jeden powód, dla którego bez wahania przyznaję rekomendację.

Artykuł pochodzi z Audio-Video 5-6/2025 - Kup pełne wydanie PDF

System odsłuchowy I:

  • Pomieszczenie: 29,5 m2, zaadaptowane akustycznie, krótki czas pogłosu, kolumny w polu swobodnym
  • Transport: SOtM sMS-200 Ultra Neo z zasilaczem Farad Super3
  • DAC/pre: dCS Bartok
  • Wzmacniacz mocy: Audionet AMP1 v2
  • Kolumny głośnikowe: Klipsch RF7 III (modyfikacja)
  • Interkonekty: van den Hul The Second (XLR), Albedo Metamorphosis (RCA)
  • Kable głośnikowe: KBL Sound Red Eye Ultimate, Siltech Classic
  • Sieć (LAN): Switch Neatgear GS105GR z zasilaniem liniowym (Sbooster), iFi Audio LAN iPurifier Pro + iFi iSilencer
  • Akcesoria: stoliki Rogoz Audio 4SPB/BBS, StandART STO (DAC), izolatory IsoAcoustics OREA Indigo pod przetwornikiem c/a, AQ Sorbotane Feet pod odtwarzaczem CD
  • Zasilanie: dedykowana linia zasilająca, kondycjonery Accuphse PS-550, Keces BP-1200, listwa PowerBASE, kable KBL Sound Himalaya PRO, 2 x Master Mirror Reference, Siltech (różne modele)

System odsłuchowy II:

  • Pomieszczenie: otwarty salon >30 m2
  • Odtwarzacz CD/DAC: Accuphase DP-65V
  • Wzmacniacz odniesienia: Sony TA-FA7ES
  • Kolumny głośnikowe: Infinity Renaissance 80
  • Interkonekt: van den Hul The Second (XLR)
  • Kabel głośnikowy: Siltech
  • Zasilanie: listwy GigaWatt PF-2 i Enerr Powerpoint, kable zasilające Furutech FP-314 Ag, PS Audio AC-5, Oyaide i inne
  • Stolik: Rogoz Audio z dębowymi blatami 120 cm

 

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Kontakt z redakcją