Pioneer A-20

Gru 14, 2015

Index

Brzmienie

Już od pierwszej chwili Pioneer dał się poznać jako urządzenie o bardzo ciekawej, wciągającej barwie, czym bez mała przyćmił wszystkich pozostałych uczestników testu. W brzmieniu było życie, witalność, wyrazistość, ale jednocześnie było ono zupełnie stonowane. Czasami nawet ciepłe. Było też muskularne, pełnokrwiste, czyli stojące w opozycji do dźwięku przetartego, osuszonego. Z pewnością zaś nie nudne. Poziom nasycenia barw nie tylko dalece przewyższał osiągi pozostałych konkurentów, co w ogóle nie pasował do wzmacniacza za około 1000 zł, śmiało konkurując z co najmniej dwukrotnie droższymi konstrukcjami. Od razu przypomniał mi się – uznany przez naszą redakcję za wybitny – model A-30. A-20 to ta sama szkoła brzmienia. A-30 jest jeszcze lepszy, ale proporcje pomiędzy ceną a jakością brzmienia są w obu wypadkach zupełnie nietypowe, czyli wybitnie korzystne.

Pioneer-A-20-tranzystory-1

W każdym razie, A-20 prezentuje brzmienie bardzo dojrzałe, które wykracza poza ramy przyjęte w kategorii D naszego rankingu. Jest przy tym w pełni koherentny i neutralny, dysponując w kontekście ceny wyłącznie zaletami i atutami. Mając na uwadze cenę, wzmacniacz ten nie ma żadnych cech, które wzbudzałyby jakiekolwiek wątpliwości. Jedyne, co pozostaje, to je wymienić.

Właściwości przestrzenne zostały jakby przeniesione z droższego wzmacniacza, co odczuwało się względem konkurentów jako obszerniejszą scenę i lepszą namacalność źródeł pozornych. Oczywiście o rzeczywistej namacalności nie mogło być mowy, ale ta relatywna była iście imponująca. Wokale, instrumenty były stabilne, niemal punktowe, wystarczająco dobrze odwzorowane.

Wysokie tony może „nie grzeszyły” rozdzielczością znaną mi z wyraźnie droższych wzmacniaczy, ale pośród zebranych tutaj modeli żaden nie miał lepszych. Podobnie było ze średnicą, która miała i najlepsze kontury, i najwięcej gładkości, płynności oraz wypełnienia. Niesamowite.

Bas z kolei może lekko ustępował szybkością i wykonturowaniem basowi z Denona, ale za to zdecydowanie lepiej sobie radził z barwą. Akurat w zakresie basu przewaga Pioneera nie była największa, niemniej nadal był to element niesprawiający najmniejszych problemów czy mogący wywołać jakieś zastrzeżenia. Próby znalezienia haka były czymś w rodzaju przysłowiowego poszukiwania igły w stogu siana.

Najważniejsze ze wszystkiego było jednak to, jak Pioneer spójnie łączył wszystkie cechy, dając jednorodny, ale i zróżnicowany barwowo dźwięk. To zróżnicowanie było wyraźnie słyszalne przy zmianach repertuaru, szczególnie w porównaniach nagrań studyjnych i koncertowych, gdzie słychać zupełnie inne tło i panuje inny klimat.


Zaloguj się, by skomentować

Kontakt z redakcją