Parasound Halo P5/A23

Cze 14, 2016

Index

Brzmienie

Koligacje Parasounda z przemysłem filmowym wzbudziły moją naturalną ciekawość odnośnie możliwości  tego wzmacniacza w kinie domowym. Z tego też powodu test rozpoczął się nietypowo, bo od obejrzenia kilku znanych mi filmów zawierających dobrą ścieżkę dźwiękową. Dla niektórych audiofilów kino domowe to coś „nieczystego”, niestosownego. Mam na ten temat odmienne zdanie, chociaż nie neguję ograniczeń systemów wielokanałowych w relacji do kosztów. Kino domowe można jednak uprawiać na dwóch kanałach. Próba przeprowadzona w ten sposób okazała się prawdziwym strzałem w dziesiątkę. Dawno nie miałem takiej przyjemności z oglądania filmów, a podkreślę, że podczas projekcji dźwięk jest dla mnie bardzo ważnym składnikiem. Parasound okazał się mieć kinowe geny, zdawał się wręcz rozumieć intencje realizatorów dźwięku, idealnie budując napięcie i podkreślając realizm akcji. Bynajmniej nie chodzi tu jednak o kino akcji, bo akurat takich obrazów w tym teście unikałem.

Dźwięk był czysty, wręcz niezmącony, bardzo przestrzenny. Dialogi – superczytelne, bliskie, a całość przyjemnie gładka, wręcz ciepła. W odpowiednich momentach czuć było też bas, jego potęgę i kontrolę. Wzmacniacz co jakiś czas zaskakiwał bardzo dużą szybkością, gwałtownymi skokami głośności. Niesamowicie zabrzmiało np. tłuczone lustro. Nie było w tym sztucznego szelestu i brudnego hałasu, jakie słyszymy w komercyjnych kinach, lecz realny odgłos, który był zdarzeniem tak gwałtownym, że potrafił przestraszyć.

parasound p5 a23 front2

No dobrze – to tylko wrażenia ogólne. Kino domowe nie jest najlepszym materiałem do prawdziwie miarodajnej oceny, więc nie może być jedynym kryterium. Druga część testu była już czysto muzyczna. Moja ocena nie uległa jednak zmianie. Parasound to jeden z tych niewielu wzmacniaczy, które udanie łączą wiele przeciwstawnych sobie cech. Nie można o nim powiedzieć, że ma silne i słabe strony, ani wyróżnić jakiejś tylko jednej cechy przewodniej, bowiem jest kilka elementów, które od razu przykuwają uwagę. To czystość dźwięku, jego nasycona barwa, przestrzenność, spójność i dynamika.

Dźwięk jest higieniczny, ale jednocześnie będący zaprzeczeniem jakiejkolwiek kliniczności, chłodu. Ma raczej ciepłą, pełną barwę. Jest przy tym bardzo wciągający. W wielu urządzeniach ciepłe brzmienie często oznacza przybrudzenia. Tutaj tak nie jest. W Parasoundzie ciepło i dobre nasycenie nie oznacza braku życia.

Przestrzenność to kolejna i niezwykle ważna cecha tego kompletu. Amerykański wzmacniacz wyróżnia się nietypową jakością tzw. powietrza, tej swoistej lekkości i dźwięczności dźwięku – wrażenia, że wokół każdego instrumentu jest jeszcze spora aura pogłosowa, duże natężenia odbić od otoczenia. Szczerze powiedziawszy, nie pamiętam innego wzmacniacza w tej cenie, który byłby równie “uzdolniony” w tej kwestii, jeśli nie liczyć Baltlaba Endo 2. Budowa sceny dźwiękowej też jest atutem. Jest ona świetne wyprowadzona w głąb, ale zaczyna się bardzo blisko słuchacza. Wokale stoją mniej więcej na linii kolumn i są dość okazałe. Za nimi powstaje obszar, który można interpretować jako przerwę, a kolejne dźwięki dochodzą z coraz to dalszych planów, mających sporą gradację. Z kolei precyzja lokalizacji jest, w relacji do pozostałych efektów, nieco gorsza, źródła pozorne nie są superpunktowe, choć bez najmniejszego trudu wskazuje się ich pozycje.

parasound p5 a23 gniazda

Ciekawym zagadnieniem jest dynamika tego wzmacniacza. Jest wiele konstrukcji bardzo dynamicznych, które mają kiepskie barwy: albo suche, albo szare, albo suche i szare jednocześnie. Czasem zdarzają się wzmacniacze dynamiczne i barwne w sensie nasycenia, ale barwa jest dość mocno ożywiona, a kontury bywają zanadto precyzyjne. W przypadku Parasounda kontury dźwięku są… zupełnie przeciętne. Powiedziałbym, że są wręcz zaokrąglone, a jednak dynamika jest pierwszoligowa. Wynika ona z szybkości. We wstępie przytoczyłem przykład realizmu tłuczonego szkła ze ścieżki filmowej. To właśnie szybkość, transjentowość dźwięku sprawiła, że realizm takiego zdarzenia jest duży. Przekłada się to też na muzykę. Parasound jest więc bardzo szybki, a jednocześnie łagodny, delikatnie zaokrąglony w konturach. Być może dlatego Parasound słabiej radzi sobie z odtwarzaniem wyższych rejestrów fortepianu, łagodząc je i trochę woalując. To w sumie dziwne, że nie dało się tego zauważyć na innych instrumentach operujących w podobnym zakresie częstotliwości.

Niskie częstotliwości są trochę podrasowane. Jest ich więcej niż zwykle, ale w żaden sposób nie ogranicza to czytelności, pomaga zaś tworzyć dużą skalę dźwięku. Bas, podobnie jak pozostałe zakresy częstotliwości, cechuje leciutkie zaokrąglenie, ale jednocześnie jest on bardzo, bardzo szybki i jednocześnie zróżnicowany – ma fajną, zmienną barwę.


Zaloguj się, by skomentować

Aktualnie w testach

  • Audio Reveal First
  • NuPrime Evolution DAC
  • Naim Mu-so
  • Lyngdorf TDAI-3400
  • Legacy Expression
  • ATC SCM50
  • Ayon S-10 II Signature
  • Dynaudio Evoke 20
  • Monitor Audio Gold 100
  • Sonus Faber Sonetto II

Ranking urządzeń

ranking

Polecane strony

Kontakt z redakcją