Moon Neo 240i

Sie 30, 2018

Jego końcówkę mocy zbudowano z układów scalonych, zasilacz jest typowy, a reszta układu nie zaskakuje niczym szczególnym. Do tego ładna obudowa i cena 12 tysięcy złotych. Drogo? Tak tylko się wydaje – dopóki nie rozpocznie się odsłuchu…

Dystrybutor: Audio Center Poland, www.audiocenter.pl
Cena: 11 990 zł
Dostępne wykończenia: czarny, czarno-srebrny

Tekst: Marek Lacki  |  Zdjęcia: AV

audioklan 421x71 01042019

 

 


Moon Neo 240i - Wzmacniacz zintegrowany

TEST

Moon Neo240i 1 aaa

 

Simaudio, bo taka jest nazwa przedsiębiorstwa, do którego należy marka Moon, ma obszerny katalog elektroniki. Samych wzmacniaczy zintegrowanych znajdziemy w nim aż pięć. Znakomita ich większość to niedawno odświeżone konstrukcje. Najnowsza z nich jest zarazem najtańsza – to Neo 240i, wzmacniacz bazujący w dużej mierze na urządzeniu all-in-one ACE, które miałem przyjemność testować prawie rok temu i zrobiło ono na mnie duże wrażenie.

 

Budowa i funkcjonalność

Neo 240i cechuje niewątpliwie przyjemna dla oka linia wzornicza. To dopracowany projekt, powstały na bazie znanego już szablonu. W rzeczy samej, obudowę zapożyczono ze wspomnianego samograja ACE. Jest dość niska (89 mm), ale bardzo solidnie wykonana z aluminium (czołówka i boki) oraz stali (górna pokrywa, spód i tył). Widoczne po bokach wyoblenia są z tworzywa, jednak początkowo trudno się zorientować, że to nie metal.

Na środku przedniej ścianki zlokalizowano niewielki organiczny wyświetlacz monochromatyczny, który wskazuje wybrane wejście lub zadaną głośność. Ta jest regulowana w skali od 0 do 80, jednakże w menu ustawień (setup) można to zmienić, nakładając dowolne ograniczenie. Można także ustalić, od jakiej głośności ma wzmacniacz startować po wybudzeniu. Regulować można także czułość poszczególnych wejść – w szerokim zakresie (od 0,37 do 3,0 V). Można nawet tego dokonać z poziomu przedniej ścianki, mimo że skromna liczba eleganckich przycisków nie wskazuje na tak dalece posuniętą personalizację ustawień. Menu umożliwia także preselekcję paru innych drobnych ustawień, np. automatycznego wyłączania.

 

Moon Neo240i 3 tyl

Znak naszych czasów: wejść cyfrowych jest więcej niż analogowych. Tych drugich są zaledwie trzy. Nie zapomniano o opcji dla aktywnego subwoofera. Plusy i minusy termiali głośnikowych są trochę zbyt ciasno rozstawione.

 

Kiedy spojrzymy na tylną ściankę, zauważamy rzecz charakterystyczną dla współczesnych wzmacniaczy: ograniczoną do dwóch liczbę wejść liniowych, wejście gramofonowe (MM) oraz rozbudowany zestaw pięciu wejść cyfrowych, w tym asynchroniczne USB (audio) typu B. Dziś coraz trudniej spotkać wzmacniacz zintegrowany bez wbudowanego przetwornika c/a. Klienci muszą płacić za coś, co niekoniecznie potrzebują. Ale takie mamy czasy. Wyjścia głośnikowe są pojedyncze i akceptują każdy rodzaj wtyków. Rozstaw plusa i minusa mógłby być większy. Przy większych widłach zachodzi ryzyko zwarcia, na które… wzmacniacz jest dobrze przygotowany.

Neo 240i wyposażono w główny wyłącznik prądowy zlokalizowany z tyłu. Z przodu (i na pilocie) znajduje się ponadto przełącznik stand-by. Zaskakujące wyniki przyniósł pomiar mocy czynnej. Okazuje się, że włączony, ale nieobciążony, wzmacniacz pobiera niespełna 36 W mocy, przy wyjątkowo dużym przesunięciu prądu względem napięcia, cos(fi) równy 0,36), natomiast w trybie uśpienia wynik jest niemalże identyczny (35,9 W). Czemu więc służy stan gotowości? Głównie wyłączeniu wyświetlacza. Oznacza to, że gdyby wzmacniacz był nawet w ogóle nieużywany, to – włączony do sieci przez rok – zużyłby 306 kWh energii elektrycznej, czyli mniej więcej tyle, ile wynosi miesięczne zużycie prądu w przeciętnym gospodarstwie domowym. Inne wymowne porównanie: elektrycznego Nissana Leaf można by w pełni naładować aż 7,5 raza, co wystarczyłoby do pokonania co najmniej 2 tysięcy km…. Co na to unijne dyrektywy dotyczące poboru energii urządzeń elektrycznych w stanie spoczynku? Rada jest tylko jedna: wyłączać wzmacniacz głównym wyłącznikiem prądowym po każdorazowym odsłuchu, albo przynajmniej na czas dłuższego nieużywania.

Wnętrze jest wypełnione wspólną dla całego układu płytką drukowaną (w przeważającej mierze SMD). Zasilacz jest liniowy – wykorzystuje pokaźny w relacji do mocy wyjściowej transformator toroidalny. Towarzyszą mu dwa niewielkie kondensatory filtrujące 10 000 µF/63V oraz trzy mniejsze 2200 µF/35 V. Słowem, nic szczególnego, zwłaszcza za tę cenę. Jeszcze większe zaskoczenie wywołuje widok stopnia końcowego, zbudowanego z dwóch par (na kanał) układów scalonych Texas Instruments Overture LM3886T, zdolnych oddawać moc 50 W (sinus). Zaraz, zaraz – przecież identyczne rozwiązanie widzieliśmy w modelu ACE! Żeby było ciekawiej, okazuje się, że takie same są nie tylko końcówki mocy, ale również sekcja przedwzmocnienia. Wykonano ją z układów scalonych (m.in. N5532 na wejściach) oraz bardzo dobrych jakościowo komponentów pasywnych (m.in. czerwone kondensatory WIMA). Za regulację poziomu odpowiada układ Muses 72320 współpracujący z niskoszumnym wzmacniaczem operacyjnym OP1642 (Burr-Brown) w technice J-FET. Montaż jest bardzo czysty, całość przekonuje dopracowaniem. I nic dziwnego: wzmacniacz jest produkowany w Kanadzie. Zapamiętałem wymowny komentarz kuriera, który dostarczał przesyłkę: „to są jeszcze rzeczy nieprodukowane w Chinach?”

Trudno się nam wypowiedzieć na temat ewentualnych podobieństw konstrukcyjnych sekcji przetwornika c/a, gdyż tę w samograju ACE maskował zamontowany powyżej płyty głównej moduł strumieniowy (tu oczywiście nieobecny). W każdym razie, do obsługi wejścia USB audio służy mikrokontroler Atmel ATSAM3U1C oraz programowany układ (CPLD) Xilinx z serii XC2. Jest to bardzo podobne rozwiązanie do gotowych modułów USB Amenero. Jako przetwornika c/a użyto nieskutecznie zamaskowanej kości ES9010K2M. W roli filtrów aktywnych występują op-ampy N5532. Blisko tej części układu uwagę zwracają dwa stabilizatory napięciowe.

 

Brzmienie

W całej mojej praktyce recenzenckiej, a więc przez całe 10 lat mojej pracy dla AV, zdarzyło się zaledwie kilka razy, że po wnikliwym i przestronnym przesłuchaniu danego sprzętu, a następnie skonfrontowaniu obserwacji z ceną, nie miałem żadnych uwag krytycznych. To jest właśnie jeden z tych nielicznych przypadków. Co więcej, niektóre aspekty brzmienia testowanego wzmacniacza zasługują na coś znacznie więcej niż tylko pustą pochwałę.

Z niedowierzaniem odnotowałem fakt, że testowany wzmacniacz ma moc tylko 50 W. Bynajmniej nie mam tu na myśli korelacji pomiędzy potęgą brzmienia, czy jego skalą, a mocą znamionową. Bardziej chodzi mi o kontrolę podłączonych głośników – ta jest wyśmienita. Oczywiście należy mieć świadomość tego, że wzmacniacz ten, podłączony do trudnych do napędzenia kolumn, prędzej czy później okaże pewną słabość. Efekt ten dostrzegł redaktor naczelny w swoim systemie, gdzie impedancja kolumn spada do 2,7 Ω. Jednak dopóki poruszamy się w zakresie dostępnej mocy (i prądu), efekty są niewiarygodnie dobre. W dziedzinie kontroli, szybkości, rytmiczności można spokojnie postawić znak równości pomiędzy Moonem a mającymi z reguły w tym względzie przewagę wzmacniaczami w klasie D. Neo ma jednak nad nimi pewną przewagę – chodzi mianowicie o barwy i szczegółowość w zakresie niskotonowym. Tak świetnie zróżnicowanego i szczegółowego basu nie słyszałem już dawno. Jeśli chodzi o reprodukcję basu, Moon bierze to, co najlepsze w klasy D, dodając do tego wyjątkową barwę. Z tego względu jakość niskich tonów oceniam jako znakomitą, bez względu na cenę.

 

Moon Neo240i 5d koncowka mocy

W koncówce mocy pracują te same 50-watowe scalaki Texas Instruments LM3886, których wcześniej użyto w samograju ACE.

 

Barwy w środkowym zakresie pasma również oceniam bardzo wysoko – tu poziom jakości jest zbliżony jak na basie (co bynajmniej nie jest regułą). Występuje tu świetne zróżnicowanie odtwarzanego materiału. Charakter samego wzmacniacza doprawdy trudno wyłowić. Barwy środka są więc neutralne; nie czuć żadnego ocieplania, dogrzewania, prób upiększania przekazu. Bardzo dobre nagrania brzmią dzięki temu świetnie. Z użytymi w teście kolumnami i z zewnętrznym przetwornikiem Chorda udało mi się osiągnąć wprost idealną równowagę tonalną. Temperatura była dokładnie „na zero”. Jako doskonałe oceniam proporcje między wypełnieniem a krawędziami dźwięków.

 

Moon Neo240i 5c wnetrze detale

Tor sygnałowy, także zapożyczony z ACE, bazuje na układach scalonych. Za regulację głośności odpowiadają układ Muses 72320 i wzmacniacz operacyjny Burr-Brown OP1642.

 

To jeszcze nie koniec niespodzianek. Perfekcyjnie zespolona ze średnicą jest góra pasma, zarówno pod względem zgrania fazowego, jak i charakteru. Są – z reguły znacznie droższe – wzmacniacze, które pod względem rozdzielczości w tym zakresie pasma oferują więcej. To oczywiste. Jak twierdzi redaktor naczelny, który miał okazję słuchać zarówno Moona, jak i potężną integrę Audio-gd. Chiński wzmacniacz oferuje większą rozdzielczość i czytelność – szczególnie w wyższej średnicy – jednak gładkość i jednorodność brzmienia są po stronie „kanadyjczyka”. Jego zdaniem, góra jest minimalnie utemperowana, dodam jednak, że ja słuchałem wzmacniacza później i miałem okazję dłużej go wygrzać. Tak czy inaczej, wysokie tony oceniam bardzo dobrze.

 

Moon Neo240i 5e USB DAC

Zastosowany USB DAC to nowoczesne opracowanie. Użyto kości ES9010K2M, programowalnego układu CPLD (Xilinx) i mikrokontrolera Atmel.

 

Stereofonia to kolejny pokaz możliwości Moona. Na pierwszym planie dzieje się tak dużo, że odciąga to uwagę od tych dalszych i prawdę powiedziawszy nie skupiłem się na rozbieraniu na czynniki pierwsze tego, co słychać z tyłu. Na pewno perspektywa jest szeroka i głęboka, ale najważniejszy jest pierwszy plan – bardzo gęsty od zdarzeń, ale jednocześnie doskonale rozseparowany. Wszystko jest poukładane w trójwymiarze, słychać każdy dźwięk, każde źródło pozorne osobno, a jednocześnie czuć w tym spójność. Nie ma ani krztyny wrażenia ekspozycji w kierunku słuchacza, a jednocześnie łatwo jest ten dźwięk złapać, dotknąć. Słowem – jest namacalny, swobodny. A propos swobody. Dynamika w skali mikro jest doskonała, jednak to ta w makroskali robi ogromne wrażenie. To dynamika z definicji. Wzmacniacz potrafi wytworzyć skalę, swobodę, duży dźwięk. Rozpiętość między czymś cichym i małym a dużym i głośnym jest zadziwiająca. Powtórzę to, o czym wspomniałem we wstępie: naprawdę trudno uwierzyć, że to tylko 50 W!

***

Aby test był kompletny, konieczne było przeprowadzenie odsłuchów z użyciem wejść cyfrowych. Toslink został odsłuchany pobieżnie, natomiast wejście USB typu B posłużyło do bardziej skrupulatnej oceny. Otóż wbudowany DAC ogranicza nieco możliwości wzmacniacza i jest wąskim gardłem. W porównaniu z wejściami analogowymi (karmionymi sygnałem z zewnętrznego DAC-a Chord 2Qute), było nieco bardziej płasko, mniej barwnie i jakby nieco ofensywniej. Zakres dynamiki był mniejszy i wszystkiego było jakby mniej. Niemniej, jak na wbudowany DAC, który w pewnym sensie dostajemy gratis, jest to i tak bardzo dobre brzmienie.

 

Galeria

 

Naszym zdaniem

Oto piękny przykład tego, jak współczesna inżynieria audio potrafi wydobyć niezwykłe rezultaty z układu, który okiem audiofila czy nawet osoby o zacięciu elektronicznym „nie ma prawa” tak dobrze grać. Wychodzi na to, że jednak może. Najtańszy wzmacniacz Moona może spokojnie stawać do rywalizacji, jak równy z równym, z rasowymi maszynami high-end. Żeby nieco ostudzić emocje, czuję się w obowiązku dodać, że niedawno testowana integra Primare I35 (której nie było mi jeszcze dane słuchać) – jak twierdzi redaktor naczelny – w żaden sposób nie została zdetronizowana. Dodajmy jednak, że w wersji z przetwornikiem c/a jest to urządzenie o prawie połowę droższe.

Niewątpliwie segment wzmacniaczy zintegrowanych w przedziale 10–15 tys. złotych zrobił się arcyciekawy. Moon 240i dumnie dołącza do grupy niezwykle wartościowych integr pokroju wspomnianego Primare I35 (DAC), Audio Analogue AACento, Monrio MC206 czy Audio-gd Master-1. Cenowo plasuje się poniżej większości rywali, oferując świetną funkcjonalność i bardzo dobre wykonanie. To wzmacniacz o cechach wręcz wybitnych. Zdumiewa jego bas i dynamika (choć na „papierze” jest najsłabszy wśród wymienionych rywali).

 

Moon Neo240i 7 zzz

 

 

Zaloguj się, by skomentować

Kontakt z redakcją