Pioneer A-40AE

Cze 11, 2019

Pioneer A-40AE to wzmacniacz, który otrzymał nagrodę europejskiego stowarzyszenia dziennikarzy (EISA). Naszym zdaniem, całkiem zasłużenie.

Dystrybutor: DSV, www.pioneer.pl
Cena: 1599 zł
Dostępne wykończenia: czarny lub srebrny

Tekst: Marek Lacki | Zdjęcia: AV

Artykuł pochodzi z Audio-Video 10/2018

audioklan 421x71 05062019

 

 


Wzmacniacz zintegrowany Pioneer A-40AE

TEST

Pioneer A-40AE Wzmacniacz zintegrowany

 

Japoński producent jest doskonale znany nad Wisłą od wielu, wielu lat. To wszakże właśnie Pioneerowi zawdzięcza swój 
sukces Tonsil, który w latach 70. wykupił od niego licencje na produkcję aż 18 modeli głośników. W latach 80. renomę marki podtrzymywały decki kasetowe, niedługo potem – odtwarzacze CD z systemem Stable Platter. Jednocześnie w kręgach audiofilskich wielką popularność zdobył purystyczny wzmacniacz A-400, a wkrótce potem jego 
następca A-400X. W latach dwutysięcznych marka zasłynęła doskonałymi telewizorami plazmowymi (Kuro). W tamtym czasie Pioneer, tak jak i większość dużych japońskich producentów, wycofał się z produkcji wzmacniaczy stereo, skupiając się na amplitunerach wielokanałowych. Powrót stereo do łask odmienił ten stan rzeczy. Początkowo były to wzmacniacze o nowatorskiej stylistyce. Od paru lat Pioneer wszedł jednak w nurt retro, obecnie kultywowany także przez konkurentów spod znaku Yamahy i Denona.

Wzmacniacze Pioneera w obecnej stylistyce pojawiły się w serii liczącej 5 modeli, spośród których trzy tańsze (A-10, A-20 i A-30) miały końcówki mocy w klasie AB, natomiast droższe: A-50 i A-70 – w klasie D.

Aktualna linia modelowa prawdopodobnie dopiero zaczęła być odświeżana, a A-40AE wraz z A-10AE są pierwszymi jej przedstawicielami. Warto zauważyć, że A-40AE nie miał wcześniej odpowiednika bez dopisku AE – pomiędzy znakomitym A-30 a średnio udanym A-50DA istniała luka. Sądzę jednak, że Pioneer nie zamierza jej zapełniać nowym modelem. Z oferty prawdopodobnie zniknie A-30, zaś A-40AE zastąpi zarówno jego, jak i być może A-50DA. Choć to tylko domysły.

Funkcjonalność

Pioneer A-40AE to klasyczna integra, którą wzbogacono o moduł przetwornika cyfrowo-analogowego – bez tego elementu wyposażenia wzmacniacze sprzedają się dziś gorzej. Obydwa wejścia cyfrowe (optyczne i koaksjalne) mogą przyjmować sygnał PCM 192 kHz.

Pioneer A-40AE gniazda

Układ gniazd bardzo przypomina A-30. Nowością są wejścia cyfrowe.

 

Tradycyjnie dla „japończyków", A-40AE ma bogate wyposażenie. Znajdziemy tu zestaw regulatorów barwy, filtr loudness oraz regulację balansu. Można je ominąć wciskając przycisk „Direct”. Tuż nieopodal znalazł się też drugi, oznaczony „P. Amp Direct”. Tym razem chodzi o możliwość ominięcia całego przedwzmacniacza i regulacji głośności. To ukłon w stronę posiadaczy przetworników i strumieniowców z regulacją głośności oraz posiadaczy kina domowego, chcących zintegrować ten wzmacniacz z jednostką A/V. Aby funkcja zadziałała, konieczne jest świadome, długie przytrzymanie przycisku, ze względów bezpieczeństwa (dla kolumn głośnikowych). Kolejny przycisk przełącza pomiędzy dwiema parami wyjść głośnikowych (nie powtórzono go na pilocie, jak w przypadku A-30). Terminale nie akceptują jednak widełek. Po wyjęciu czarnych zaślepek da się użyć bananów lub wtyków BFA. Jak przystało na współczesną integrę, urządzenie wyposażono w wyjście słuchawkowe. Mamy do dyspozycji aż pięć wejść liniowych, a prócz nich także korekcyjne MM dla gramofonu.

Pilot systemowy zaprojektowano także z myślą o odtwarzaczach CD (PD), jak i sieciowych (N). O dziwo, nie jest on równie estetyczny i wygodny, jak ten z modelu A-30.

Pioneer A-40AE Pilot zdalnego sterowania

Z jakichś powodów, pilot jest inny niż w A-30. Szkoda.

 

Pioneer, niestety, powtórzył drobne niedopatrzenie funkcjonalne, jakim jest brak podświetlenia wskazania na pokrętle głośności (problem dotyczy A-30, jak również wyższych modeli). Małe nacięcie jest niemalże niewidoczne z bliska, a co dopiero z dużej odległości, przy słabym świetle. W rezultacie, nie jesteśmy w stanie odgadnąć, jak bardzo „rozkręcony” jest wzmacniacz przed włączeniem muzyki. Z punktu widzenia rodziców małych dzieci to dość poważna wada.

 

 

Budowa

Wbrew prawdopodobnym domniemaniom, A-40AE nie jest wzbogaconą o przetwornik c/a „30-ką”. Swoją drogą, mogłoby tak być (cena A-40AE to w zasadzie równowartość kwoty, jaką trzeba było zapłacić za A-30 w chwili premiery, tj. 6 lat temu). W każdym razie, wnętrze obu urządzeń różni się nieco rozkładem elementów oraz zastosowaniem jednego większego radiatora (dzielącego wnętrze na dwie części) zamiast dwóch mniejszych. Transformator w A-40AE wydaje się nieco większy, ponadto zastosowano markowe kondensatory filtrujące ELNA 10 000 µF/56 V (wyższej jakości), produkowane na zamówienie Pioneera. Zbliżono je bardziej do tranzystorów stopnia końcowego celem zmniejszenia strat i poprawy szybkości układu. Towarzyszą im złote Nichicony Fine Gold 220 µF / 50 V. Pojawiły się także stabilizatory napięcia JRC 79M12A/78M12A, zamontowane na oddzielnych radiatorach. Jednym słowem, w stosunku do A-30 poprawiono jakość zasilania.

Pioneer A-40AE wnętrze

Układ elektroniczny jest lepiej uporządkowany niż w A-30, a jakość elementów pasywnych – szczególnie kondensatorów w sekcji zasilania – wyższa.

 

Końcówka mocy wykorzystuje natomiast ten sam układ dwóch tranzystorów Darlingtona (pary Sankenów 2SD2390/2SB1560). Różnice widać w budowie przedwzmacniacza i stopnia sterującego – w nowym modelu jest mniej tranzystorów, poza tym w ogóle zmieniono płytę główną. Za regulację głośności nadal odpowiada klasyczny potencjometr Alpsa. Przetwornik c/a bazuje na kości Wolfsona (WM8718S). Interfejs audio to układ Burr Brown PCM9211.

W porównaniu z A-30, obudowa sprawia lepsze wrażenie – szczególnie dotyczy to przedniej ścianki, wykonanej z dość grubej płyty aluminium oraz regulatorów. Pokrętła są większe, te od barwy lepiej udają elementy metalowe, zaś gałka głośności jest aluminiowa. Pozostałe elementy obudowy wykonano z blach stalowych. Chassis ma grubość 1,6 mm, dzięki czemu całość jest solidna i dość sztywna. W dobie coraz większych oszczędności cieszy fakt, że nowy wzmacniacz nie tylko nie schudł, ale delikatnie przybrał na wadze (o 0,3 kg względem A-30).

 

Brzmienie

Czy wzmacniacz za 1600 zł może być ekscytujący? Pioneer już modelem A-30 udowodnił, że tani wzmacniacz może brzmieć naprawdę dobrze. A-40AE nawiązuje brzmieniem do tamtego, ale jest – w moim odczuciu – lepszy. Miałem okazję słuchać droższych modeli A-50 i A-70 i były to wzmacniacze, które nie zrobiły już na mnie takiego wrażenia. Co więcej, uważałem, i nadal uważam, że modele 50 i 70, z końcówkami w klasie D reprezentują regres w jakości oddania barw względem tańszego A-30, który do tej pory był najdroższym wzmacniaczem Pioneera z końcówkami mocy w klasie AB. A-40AE jest więc swego rodzaju krokiem naprzód w kierunku dalszej poprawy jakości dźwięku.

W pierwszym kontakcie integra Pioneera gra zaskakująco bezproblemowo – po pierwsze, neutralnie, bez schładzania i ocieplania przekazu, a po drugie, żywo i dynamicznie oraz bez odczuwalnych ograniczeń na skrajach pasma. Co więcej, wydają się one dalece wykraczać poza oczekiwania nie tylko w przedziale do 2000 zł, ale również daleko poza nim. Wysokie tony są tak dobre, że zupełnie nie przystają do wzmacniacza w tej cenie. Jestem bardziej niż pewien, że eksperymentując na sporej grupie osób odwiedzających sklepy hi-fi czy wystawę Audio Video Show (akurat się zbliża), można by słuchaczom wmówić, że słuchają właśnie najnowszego produktu marki X za 10 tys. zł. Raczej nikt nie odważyłby się tego zakwestionować.

Pioneer A-40AE Końcówka mocy

Końcówka mocy w klasie AB, na bazie pojedynczej pary tranzystorów bipolarnych (Darlingtona). Niewielką specyfikowaną mocą 30 W przy 8 Ω nie należy się przejmować.

 

Na przeciwległym skraju pasma mamy bas, który również zasługuje na coś więcej niż pochwałę. W tej klasie cenowej sukcesem jest, gdy niskie tony są dobrze rozciągnięte. Gdy zaś są do tego naprawdę dobrze kontrolowane i jednocześnie mogą się pochwalić dobrą barwą i zróżnicowaniem, to można już mówić o czymś nadzwyczajnym. W mojej ocenie, jakość basu z Pioneera A-40AE wykracza daleko poza oczekiwania. Owszem, jest barwowo gorszy od basu McIntosha MA8900, ma też mniejszy rozmach, gorszy tzw. oddech i brak mu tego realizmu przestrzennego, jednak porównujemy 
urządzenia z definicji nieporównywalne (ponad 20-krotna różnica cenowa!), tymczasem Pioneer daje co najmniej (umowne) 60% barw i 70% dynamiki amerykańskiego pieca. Jakby nie patrzeć, jest to osiągnięcie lub też argument wzbudzający pogardę wobec urządzeń bardzo drogich, w przypadku których nie znajduje się uzasadnienia dla ich ceny.

O ile skraje pasma są po prostu świetne, wręcz wybitne, o tyle środek jest już, w moim odczuciu, mniej doskonały. To tu słychać najbardziej, że mamy do czynienia z „przyziemną” konstrukcją hi-fi. To jednak nie oznacza, że średnica jest zła. Przeciwnie – też jest bardzo dobra, ale nie tak znakomita jak wysokie tony czy bas.

Ważne jednak, że wszystkie zakresy bardzo dobrze się zgrywają, są wzajemnie spójne w barwach i dynamice. Pioneer jest neutralny jako całość. Neutralny i ekscytujący jednocześnie.

Na koniec zostawiłem coś, co zaskoczyło mnie na samym początku odsłuchu, i co w dużej mierze wpływa na silne odczuwanie realizmu odtwarzanej przez ten wzmacniacz muzyki. To stereofonia. W krótkiej wiadomości do naczelnego, wysłanej na gorąco z odsłuchów, napisałem: „stereofonia – żyleta”. Jakość lokalizacji na pierwszym planie nie jest nawet bliska doskonałości. Ona po prostu jest doskonała. I nie ma w tym stwierdzeniu cienia przesady. Powtórzę: pod względem ostrości lokalizacji w wymiarze prawo–lewo, nie uzyska się więcej, niezależnie od ceny. Różnice w stosunku do drogich wzmacniaczy dotyczą natomiast wielowarstwowości przestrzeni, również na pierwszym planie. Pod tym względem niestety cudów nie ma i raczej nie będzie.

DAC

Dokonałem szybkiego porównania wbudowanego DAC-a pracującego na wejściu optycznym z Chordem Qutestem. Dało się odczuć różnicę w charakterze brzmienia. DAC w A-40 gra jaśniej, sprawia wrażenie szybkiego, przezroczystego i spójnego. Chord w porównaniu z Pioneerem ocieplał brzmienie. Ujmując rzecz całościowo, wbudowany DAC nie dorównywał jakością przetwornikowi referencyjnemu, jeśli jednak przyjąć praktyczne założenie, że wejścia cyfrowe posłużą do poprawy jakości dźwięku odtwarzacza Blu-ray (na przykład), to mają one tutaj niewątpliwy sens. Liczy się to, że z ich wykorzystaniem udało się zachować świetną stereofonię oraz bardzo dobrą dynamikę wzmacniacza.

Pioneer A-40AE dac

 Wbudowany DAC nie dorównywał jakością przetwornikowi referencyjnemu, choć brzmienie było poprawne.

 

Galeria

 

Naszym zdaniem

Pioneer A-40AE Wzmacniacz zintegrowanyJak widać, przejęcie przez Onkyo nie zaszkodziło Pioneerowi w trzeżwym podejściu do tematu oferowanych wzmacniaczy. Inżynierowie tej firmy sięgnęli kilka lat wstecz, do swojego najbardziej udanego wzmacniacza z ostatnich niemalże 20 lat i postanowili go poprawić, nie bawiąc się jednak w żyłowanie parametrów ani żadną klasę D. Poprawili zasilanie, obudowę, dodali DAC i, co najważniejsze, całość została bardzo rozsądnie wyceniona. Tak jak sześć lat temu pialiśmy z zachwytu nad A-30, tak teraz możemy w podobnym tonie wypowiadać się o A-40AE, który jest nie tylko lepszy, ale też bardziej funkcjonalny. Nawet biorąc pod uwagę obecną różnicę w cenie obydwu modeli, warto wybrać A-40AE – te 500 zł to rozsądna dopłata za niezły DAC i lepsze wykonanie (pomijając pilot). Powiem więcej: A-40AE jawi się jako godny następca purystycznego modelu A-400. Nowy model jest jednak od niego dużo lepszy, a przynajmniej tak mi się wydaje. Szczerze mówiąc, chętnie bym to sprawdził.

System odsłuchowy:

  • Źródła: Moon 390, Chord Qutest
  • Kolumny: Akkus Red Wine 71
  • Interkonekt: Purist Audio Design Vesta
  • Kable głośnikowe: Equlilibrium Pure SG Ultimate
  • Podstawki głośnikowe: Rogoz Audio
  • Stolik: Rogoz Audio 4SPB3/BBS
  • Zasilanie: listwy Enerr One 6s z kablami Enerr Transcenda Supreme HC; kabel do wzmacniacza: Enerr Transcenda Ultimate NS; kabel do streamera: Furutech FP-314Ag.

Zaloguj się, by skomentować

Kontakt z redakcją