Klipsch Heritage The Sixes

Sie 23, 2019

Moda na retro i sprzęt vintage rozkwita. Klipsch jest jedną z bardzo niewielu marek, która w swojej ofercie ma autentycznie stare modele – z tym, że od niedawna rozszerzyła ją o „staro wyglądające” głośniki bezprzewodowe i słuchawki (Heritage Wireless). „Szóstki” to w tym gronie jedyne kolumny aktywne. 

Dystrybutor: Konsbud Hi-Fi, www.konsbud-hifi.com.pl
Ceny: 3650 zł
Dostępne wykończenia: naturalne okleiny drewniane: walnut, ebony

Tekst: Marek Lacki |  Zdjęcia: AV

Artykuł pochodzi z Audio-Video 11/2018

audioklan 421x71 03092019

 

 


Aktywne zestawy głośnikowe Klipsch Heritage The Sixes

TEST

Klipsch Heritage The Sixes

Gałki głośności i selektora wejść oraz hebelkowy włącznik. Klasyka w pięknym wydaniu.

 

Firma założona w 1946 roku przez Paula Wilburna Klipscha wciąż ma się dobrze i zachowuje niezależność. Jak mało który producent o ponad 70-letniej historii, bardzo podkreśla swoje przywiązanie do tradycji, w wielu produktach serii Heritage oddając hołd legendarnemu konstruktorowi, który wywarł istotny wpływ na rozwój tubowych zestawów głośnikowych na całym świecie. Obecna siedziba firmy mieści się na północnych obrzeżach Indianapolis, w budzącym respekt wielkim wielokondygnacyjnym budynku. Dysponuje dwiema komorami bezechowymi i rozległym zapleczem projektowym. W dawnej lokalizacji w Hope (Arkansas), w zakupionym w 1948 r. budynku należącym do ówczesnej telekomunikacji, mieści się dziś muzeum. 

Odwołanie do historii i tradycji marki nasuwa się samo, gdy patrzymy na testowane zestawy głośnikowe. Zresztą ich nazwa – Heritage The Sixes – do tego niejako zobowiązuje. Swoją drogą, jest to czwarty produkt legendarnej marki, który trafia na nasze łamy w ostatnich pięciu miesiącach. Czy okaże się równie znakomity jak duże podłogówki (z których te największe – RF-7 III – zakupiliśmy do redakcji)?

 

Budowa

Seria Heritage Wireless, do której należą zestawy The Sixes, nawiązuje do ubiegłego wieku, a ściślej – do jego połowy. Stąd też design przypominający dawne konstrukcje. Na tę stylizację składa się cały szereg detali. Obudowa okleinowana naturalnym drewnem nie została w całości sklejona. Górną ściankę przykręcono do reszty czterema śrubami, które są – bo mają być – widoczne. Z kolei od spodu jest widoczny staromodny, cofnięty względem ścianek cokół, którego we współczesnych konstrukcjach podstawkowych nie uświadczymy. Odchyla się on lekko od obudowy do tyłu, co jest spójne z koncepcją realizowaną w wielu innych modelach tej marki. W celu wzmocnienia efektu, przednią ściankę zakryto grubo plecioną maskownicą, rozpiętą na grubej ramie z MDF-u – przypominającą te stosowane w minionej epoce. Maskownicę na szczęście można łatwo zdjąć – jest mocowana na magnesy, jak na obecne czasy przystało. 

W opozycji do tego staromodnego stylu stoi wygląd tylnej ścianki prawej kolumny, bogatej w wejścia analogowe i cyfrowe. W niej to, zaraz za aluminiowym panelem przyłączeniowym, który bardzo precyzyjnie spasowano z frezem w obudowie, znajduje się cała elektronika. Lewa kolumna jest natomiast pasywna i zawiera wyłącznie głośniki. W tej sytuacji połączenie obu kolumn musi być kablowe. Służy do tego dedykowany, czterożyłowy przewód w solidnym oplocie, z zakręcanymi wtykami, podobnymi do standardu mini DIN. To rozwiązanie znacznie bardziej eleganckie niż zwykły kabel, a raczej kable głośnikowe (kolumny są dwudrożne i nie mają zwrotnicy pasywnej, więc wymagałyby bi-wiringu). Długość kabla, wynosząca około 5 m, w zupełności wystarcza do dość swobodnego rozmieszczenia głośników (wedle ogólnie obowiązujących zasad).

Klipsch Heritage The Sixes elektronika

Klipsch nie podaje mocy użytych wzmacniaczy. I słusznie, bo ten parametr i tak nic nie znaczy. 

 

Nazwanie „szóstek” bezprzewodowymi, jak zresztą w przypadku większości produktów tego typu, jest pewnym nadużyciem, a wynika z tego, że w prawej kolumnie znajduje się moduł odbiorczy Bluetooth. The Sixes nie mają karty sieciowej, co z jednej strony daje sporą oszczędność producentowi, z drugiej – trochę ogranicza funkcjonalność w stosunku np. do głośników Yamahy (NX-N500). Niemniej, ów brak wcale nie zamyka drogi do łatwego streamingu bez kompresji, ponieważ na tylnej ściance znajduje się asynchroniczny port USB typu B, kompatybilny z sygnałami PCM 192 kHz. Za jego pośrednictwem można podłączyć komputer lub – wygodniej – dobry streamer USB klasy SOtM-a SMS-200 albo Auralica Ariesa Mini – i mamy kompletny system audio, który w razie potrzeby można rozbudować… nawet o gramofon. Zgadza się: wejście RCA (jedyne, jakie jest dostępne) można przełączyć w tryb korekcji MM. Komputer lub streamer USB nie jest jedyną ani najtańszą metodą usieciowienia Klipshów. Za taką można uznać podłączenie odtwarzacza Apple TV łączem optycznym. Trzecia generacja tego urządzenia jest ostatnią wyposażoną w wyjście Toslink, a można je kupić za około 300 zł. 

Z poziomu przedniej ścianki da się sterować głośnością oraz wybierać źródła. Służą temu dwie miedziane (prawdziwy metal!) gałki. Podobnych operacji można dokonywać z dołączonego, małego pilota. Ten zawiera jeszcze jedną możliwość. Otóż pozwala na zdalne sterowanie głośnością subwoofera aktywnego, który da się podłączyć do prawej kolumny za pomocą monofonicznego wyjścia LFE. Zatem nie ruszając się z fotela czy kanapy, możemy dokonywać niezależnie regulacji głośności, jak i poziomu niskich tonów w dołączonym subwooferze. Aż dziw bierze, że żaden z konkurentów nie wpadł na taki pomysł. 

Klipsch Heritage The Sixes woofer

Woofer niczego sobie. Solidny układ magnetyczny z ekranowaniem – no w końcu to jest vintage... 

 

Użyte głośniki są zupełnie nietypowe dla większości zestawów aktywnych, o bezprzewodowych nie wspominając. Wysokotonowy to tytanowy calowy tweeter zamontowany w głębokiej tubie Tractrix – specjalność amerykańskiej marki. Głośnik ten cechuje bardzo duża skuteczność (wynikająca z zasady działania przetwornika kompresyjnego); 6,5-calowy głośnik nisko-średniotonowy wykorzystuje anodowaną na czarno aluminiową membranę z płaską nakładką przeciwpyłową. Producent nie podaje częstotliwości podziału. 

Obudowy zestawów wykonano z solidnych (18-mm) płyt mdf. Port bas-refleksu (częściowo plastikowy, a częściowo tekturowy) jest wyprofilowany i znajduje się mniej więcej pośrodku tylnej ścianki. W połowie jej wysokości znajduje się wieniec spinający wszystkie ścianki, dodatkowo zintegrowany z belką łączącą ściankę przednią i tylną. Ponadto w okolicach frezów zastosowano dodatkowe zgrubienia. Całość wygląda naprawdę solidnie (o czym świadczy spory ciężar kolumn – 7 kg w przypadku lewej sztuki i 7,8 kg w przypadku prawej). Na pochwałę zasługuje bardzo dobrej jakości naturalna okleina orzechowa. W tym segmencie głośników, w tej cenie, jest to rzadkość, żeby nie powiedzieć – ewenement. 

Brzmienie

Gdybym miał oceniać brzmienie tych zestawów li tylko jako pasywnych, przy założeniu, że kosztują tyle, ile kosztują, i tak byłbym pełen entuzjazmu, uważając, że nie da się kupić całościowo lepszych monitorów. Rzecz jednak w tym, że są to zestawy aktywne, co sprawia, że relację jakości dźwięku do ceny wręcz trudno ocenić w standardowych ramach. Wydaje się, że zaszła jakaś pomyłka na korzyść konsumenta. 

Gdyby próbować ustalić, czy rzeczone Klipsche są zestawami neutralnymi, odpowiedź byłaby niejednoznaczna. Zależy bowiem od tego, w jaki sposób je wykorzystamy. Podczas testu zastosowałem dwie metody połączenia, a jest ich przecież więcej (cztery). Charakter dźwięku, uzyskany z wejścia USB typu B, różnił się od dźwięku dostarczanego przez połączenie Bluetooth, gdy dźwięk był wysyłany z telefonu Samsung (Galaxy A5 16). W obu przypadkach muzykę strumieniowałem z TiDAL-a. Różnica dotyczyła jakości dźwięku. Bluetooth, nawet najlepszy, ma swoje ograniczenia i względem transmisji asynchronicznej przez USB jest obiektywnie gorszy. Dźwięk był bardziej miękki, zaokrąglony i cieplejszy, ale co ciekawe – z mocniejszą podstawą basową. Z kolei połączenie bezstratne (USB) oferowało dźwięk o neutralnych proporcjach pomiędzy basem a resztą pasma, ale z dużą dawką precyzji, która w zakresie wysokotonowym, na gorszych nagraniach – zwłaszcza tych z lat 80. – przechodziła nawet w ostrość. Bluetooth okazuje się łaskawszy dla gorszych nagrań i generalnie je upiększa, ale też i ujednolica nagrania. Co jednak ciekawe, nawet w tej (naj)słabszej metodzie połączenia Klipsche oferują dźwięk o dużym zróżnicowaniu barw – w moim odczuciu unikatowy, jak na ten przedział cenowy, nawet dla kolumn pasywnych. 

Klipsch Heritage The Sixes gniazda

Są dwa wejścia analogowe, z których parę RCA można przekształcić w gramofonowe MM. Dwa wejścia cyfrowe umożliwiają łatwe „usieciowienie" kolumn, zaś wyjście na subwoofer ma (zdalną!) regulację. 

 

Długo zastanawiałem się nad tym, jak to możliwe, że nieco zmiękczony i obiektywnie trochę przecież zawoalowany dźwięk uzyskiwany poprzez Bluetooth dawał taki bas. Taki, czyli obfity, mocny, a jednocześnie zupełnie pozbawiony jakichkolwiek problemów. Bez cech rezonansowych, bez spowolnienia czy wygładzenia (potrzebnych) konturów, bez zmiękczenia. Wydaje się to paradoksem w kontekście słów o zmiękczeniu dźwięku przez Bluetooth, ale to fakt. Bas nie był zmiękczony, lecz bardzo czytelny i świetnie zróżnicowany. Przez USB stawał się krótszy, jeszcze czytelniejszy i jeszcze lepiej zróżnicowany, a w dodatku piekielnie szybki. To, co udało się osiągnąć w tych konstrukcjach w zakresie niskotonowym, musi budzić podziw każdego konesera basu. Nawet tego, który zazwyczaj rozgląda się wyłącznie po najwyższych półkach. Klipsche The Sixes pod względem jakości niskich tonów mogą spokojnie stawać w szranki z konstrukcjami stricte high-endowymi, a i tak wiele spośród nich w tym starciu po prostu przegra…

Nie mniejsze rewelacje odnotowałem w dziedzinie przestrzenności. Powiedzieć, że stereofonia Klipschów to ich atut, to tak, jak nic nie powiedzieć. Mimo swojej wspaniałej dynamiki i żywych, bezpośrednich barw, amerykańskie monitory w ogóle nie są ofensywne (to samo miesiąc temu napisaliśmy o dużych RF-7 III – jak oni to robią?). Sekret tkwi, być może, w bardzo szerokiej i głębokiej scenie dźwiękowej. Projekcja generalnie odbywa się za linią zestawów, z drugiej strony ogniskowanie wokali jest jednak tak silne, a ich barwa tak przekonująca, że powstaje iluzja obecności muzyków w pomieszczeniu. Dźwięk odbierałem jako namacalny. Pod tym względem Klipsche wybiegają daleko poza oczekiwania stawiane aktywnym zestawom głośnikowym za 3–4 tys. zł. 

Klipsch The Sixes kopulka

Kopułka jest tytanowa i ma zmyślny rozpraszacz. Tuba Tractix odgrywa kluczową rolę – zwiększa efektywność i kontroluje dyspersję. 

 

Kolejną istotną cechą, która bez wątpienia jest poważnym atutem i chyba w największym stopniu decyduje o przyjemności z odsłuchu, jest spójność. Podczas słuchania „szóstek” wydaje się, że podział pasma tych zestawów w ogóle nie dotyczy. Jest to po prostu jeden dźwięk – od basu aż po wysokie tony. To dźwięk jednakowo szybki, jednakowo szczegółowy i jednakowo konturowy w całym pasmie.  A propos szybkości – te zestawy cechuje wręcz doskonała szybkość narastania sygnału, skutkiem czego reprodukcja transjentów stanowi klasę samą dla siebie (w tym segmencie). To jedne z najszybszych kolumn, jakie testowałem w ostatnich latach! 

 

Galeria

 

Naszym zdaniem

Klipsch The Sixes ocena i dane techniczneWygląda na to, że idea kompresyjnego tweetera z tubą Tractrix została przez inżynierów Klipscha doprowadzona do perfekcji. Sprawdza się nie tylko w wielkich podłogówkach, ale także w niedużych aktywnych monitorach. The Sixes to wyśmienity przykład tego, co potrafi współczesna inżynieria audio na poziomie głośników całkiem przystępnych, które zupełnie odmieniają sposób, w jaki można zbudować domowy system hi-fi wysokiej klasy. Stwierdzenie, że głośniki aktywne pozwalają radykalnie uprościć system i uczynić go tańszym, już nieraz pojawiało się na tych łamach. Jednakże z taką jakością dźwięku z systemu za niespełna 4 tys. złotych mamy do czynienia po raz pierwszy. Kto nie słuchał, niech posłucha. Te głośniki naprawdę robią wrażenie. Wielkie wrażenie. 

 

System odsłuchowy:

  • Pomieszczenie: 20 m2 zaadaptowane akustycznie, o średnim czasie pogłosu, kolumny ustawione w polu swobodnym na krótszej ścianie, w 1/5 głębokości pokoju.
  • Źródło: laptop Asus A555L, Intel Core i3-5005U, 2GHz, 4GB RAM, Windows 10, smartfon Samsung Galaxy A5
  • Podstawy głośnikowe: Rogoz Audio
Zaloguj się, by skomentować

Kontakt z redakcją