Bowers & Wilkins Formation Duo

Sie 26, 2020

Pierwsze aktywne i bezprzewodowe zestawy głośnikowe stereo firmy Bowers & Wilkins uświadamiają, że tego typu konstrukcje staną się w najbliższych latach poważnym „zagrożeniem” dla konwencjonalnych systemów hi-fi.

Dystrybutor: Audio Klan, www.audioklan.com.pl
Cena (za parę): 17998 zł, dedykowane podstawki – 3200 zł
Dostępne wykończenia: ciemnoszare, białe

Tekst: Filip Kulpa | Zdjęcia: B&W, autor

Artykuł pochodzi z Audio-Video 12/2019 - Kup pełne wydanie PDF

audioklan

 

 


Zestawy głośnikowe Bowers & Wilkins Formation Duo

TEST

B&W Formation Duo
 

Słyszeliśmy to już dziesiątki razy – także z ust redaktorów i branżowych specjalistów. Głośniki aktywne to przyszłość, która nadchodzi, która ma liczne zalety w stosunku do systemów pasywnych, ale dziwnym trafem nie może się na dobre przebić. W czym problem? Opór audiofilskiej społeczności wynika z wielu czynników, wśród których za najważniejsze uznałbym: ograniczony wybór aktywnych, rozsądnych gabarytowo zestawów głośnikowych oraz przywiązanie do oddzielnych segmentów, które da się dowolnie wymieniać lub poddawać upgrade’owi. W zestawach na bazie kolumn aktywnych można co najwyżej zmienić źródło dźwięku, choć w przypadku modeli bezprzewodowych nawet i ta opcja odpada. A przecież tuningiem i nieustanną pogonią za uciekającym króliczkiem audiofil żyje – jak więc można mu odbierać tę przyjemność?

Audiofile rzadko bywają racjonalni, toteż z trudem trafiają do nich argumenty techniczne czy funkcjonalne. Liczy się brzmienie, brzmienie i jeszcze raz brzmienie. To znaczy tak było do niedawna. Praktyka pokazuje, że ta – w skali całego rynku hi-fi – niewielka grupa klientów coraz cześciej ulega presji żon, rodzin i otoczenia. Głośniki w salonie nie mogą już tylko dobrze grać, muszą też wyglądać. Mariaże kolumn z jednostkami all-in-one nie należą już do rzadkości, co 15-20 lat temu było raczej nie do pomyślenia. Rosnąca popularność tego typu zestawień to przejaw zdroworozsądkowego podejścia do tematu. Po co dwa lub trzy klocki, skoro Moon ACE czy Naim Uniti Nova/Star grają równie dobrze, a czasem nawet lepiej? Tego typu zestawienia pozostawiają audiofanom otwartą furtkę: kolumny wymienimy na inne, można je też łatwo modyfikować (tuning zwrotnicy, wytłumienia itd.). Gdy jednak chcemy nasze „równanie” odwrócić, zamieniając kolumny pasywne na aktywne, a samograj na bliżej nieokreślony streamer, okazuje się, że wybór się komplikuje i zawęża, a nasze równanie nagle zamienia się w nierówność. Fakt, że w kolumnach aktywnych znajdują się jakieś tanie wzmacniacze w klasie D działa deprymująco na świadomość audiofili. Ci czasem jednak myślą technicznie – tyle że schematycznie.

Producenci audiofilskich zestawów głośnikowych, przynajmniej do tej pory, w większości przypadków podchodzili do rozważanego zagadnienia w sposób, który określiłbym jako bierny, jakby pozbawiony wiary w sukces przedsięwzięcia. Mam na myśli tych producentów, których sławę i renomę zbudowały konwencjonalne kolumny pasywne. W wielu wypadkach te firmy przyjęły strategię przerabiania istniejących kolumn pasywnych na aktywne, dodając do nich niekoniecznie dopracowane lub odpowiednio wyrafinowane rozwiązania. Idea przeróbek tego typu sama w sobie nie jest może zła, ale w ślad za nią idą pewne kompromisy, jak i chłodna kalkulacja ekonomiczna. Ceny takich konstrukcji są znacznie wyższe od wersji pasywnych, a przecież audiofile potrafią liczyć. Przewaga modeli aktywnych firm, których nazwy pominę milczeniem, nad wersjami pasywnymi w połączeniu z elektroniką w cenie zbliżonej do różnicy cen odpowiednich konstrukcji, nierzadko bywa dyskusyjna. A skoro tak, to jaki jest sens brnąć w system, z którym później niewiele da się zrobić?

B&W Formation Duo

Z tej perspektywy Duo przypominają serię 800.

 

I tak oto dochodzimy do propozycji firmy, która rzadko idzie na skróty. Jest bardzo konsekwentna, jak też dość konserwatywna. Gdy jednak w końcu bierze się za nowy segment rynku (przykładami niech będą pierwszy głośnik Zeppelin, jego wersja bezprzewodowa, monitory desktopowe czy słuchawki), to mamy niemal jak w banku, że będzie to dopracowany produkt.

Seria Formation pojawiła się trochę po cichu i jakby znienacka. Nie towarzyszyła jej żadna huczna premiera czy oficjalna prezentacja, a mimo to jest to bardzo ważna nowość i znaczący element portfolio, którego nie sposób przeoczyć, gdy zaglądamy na oficjalną witrynę producenta. Gamę tworzy łącznie 5 modeli głośników bezprzewodowych oraz opcjonalny hub z wejściami sygnałowymi. Daje on możliwość łatwego stworzenia systemu wielostrefowego na bazie głośników różnego typu: poczynając od małych monofonicznych Flexów, poprzez stereofoniczny (ale zintegrowany) Wedge, soundbar (Bar), a skończywszy na subwooferze (Bass) i recenzowanym modelu Formation Duo. Ten ostatni to jedyne w tej gamie zestawy głośnikowe sprzedawane w postaci stereofonicznej pary. Mamy do czynienia z bezprzewodowymi monitorami podstawkowymi zaprojektowanymi jako kompletny system stereo.

 

Budowa

Na temat wyglądu Duo nie ma sensu się zbytnio rozwodzić – te głośniki wyglądają po prostu fantastycznie, co mam nadzieję, że chociaż częściowo oddają publikowane zdjęcia. Wrażenie potęgują znakomite firmowe podstawki wykonane ze stali i aluminium, które pełnią też funkcję radiatorów. Wysmakowanej linii wzorniczej i niebanalnym kształtom towarzyszy odpowiednia jakość wykonania. Cena 18 tys. zł już na tym etapie oceny wydaje się uzasadniona.

B&W Formation Duo tweeter

Aluminiowe siatki chroniące głośniki nie są zdejmowalne.

 

Formation Duo nie bazują w sposób bezpośredni na żadnym z pasywnych monitorów B&W. Pod względem gabarytów nieznacznie ustępują 705 S2, jednak optycznie wydają się sporo mniejsze, co jest zasługą opływowego frontu. Nawiasem mówiąc, określenie „przednia ścianka” w ogóle nie ma tu zastosowania – kosz głośnika wkomponowano w łagodnie wyprofilowany, mocno wystający kołnierz. Trudno również wyróżnić w konstrukcji Duo boczne ścianki i tył. Profil poziomy obudowy przypomina owal. Daleka od płaskości jest nawet górna „ścianka”, w której przetłoczeniu (wydrążeniu) umieszczono elastycznie zawieszoną tubę Nautilus głośnika wysokotonowego zapożyczonego z serii 700 S2. Przypomnijmy, że kopułka Carbon Dome ma dwuelementową membranę wykonaną z aluminium i karbonu. Jak twierdzi producent, jest to najlepszy głośnik przez niego opracowany, wyłączając tweetery diamentowe stosowane w serii 800 D3. Jednostka średniotonowa o średnicy 165 mm wykorzystuje membranę z plecionki Continuum, po raz pierwszy wprowadzonej w tej samej gamie. Istotną różnicą pomiędzy Duo a pasywnymi kolumnami Bowersa stanowi fakt, że w tym przypadku mamy do czynienia z obudową zamkniętą. Tymczasem rozciągnięcie pasma na dole skali jest znacznie lepsze niż w 705 S2 – według danych producenta sięga 25 Hz! Sekret tkwi w equalizacji dolnego zakresu za pomocą układu DSP. Takie posunięcie rodzi oczywiście ryzyko wprowadzenia zniekształceń przy dużo niższych poziomach głośności niż to ma miejsce w pasywnym bas-refleksie. W dalszej części opisu zobaczymy, czy te obawy są uzasadnione.

 

Funkcjonalność

Formation Duo to nie tylko głośniki, to także cały system stereo – przy założeniu, że ograniczamy się do streamingu internetowego lub odtwarzania plików w ramach domowej sieci. Jeśli chcemy posłuchać płyty CD, podłączyć telewizor, dekoder TV, gramofon czy inne fizyczne źródło dźwięku, niezbędne będzie dokupienie wspomnianego huba Formation Audio, który ma jedno wejście optyczne, jedno analogowe, po jednym wyjściu cyfrowym i analogowym, moduł Bluetooth oraz wejście sieciowe (tutaj dubluje możliwości samych głośników). To rozsądne rozwiązanie – z góry zakłada ono bowiem, że część użytkowników poprzestanie na strumieniowaniu sygnału, a wówczas Duo są całkowicie samowystarczalne. Doposażenie ich w (wewnętrzny) moduł wejściowy nie tylko skomplikowałoby samo podłączenie (głośniki wymagają jedynie cienkich kabli zasilających), ale również wymusiłoby wzrost ceny i gabarytów. Poza tym, sam hub z pewnością za jakiś czas się zestarzeje, a wówczas można go będzie wymienić, nie pozbywając się głośników. Rozwiązanie przyjęte przez inżynierów B&W jest – w mojej ocenie – najrozsądniejszym z możliwych.

B&W Formation Duo gniazda

Gniazda zasilania i sieciowe (LAN) są głęboko wpuszczone w obudowę. Gdy korzystamy z firmowych podstawek, oba kable (lub tylko zasilający) zostają ukryte i wychodzą przy samej podłodze.

 

Komunikacja głośników z routerem odbywa się za pośrednictwem kabla LAN (najpewniejsze połączenie) lub poprzez sieć wi-fi (wygoda, mniej kabli). Pomiędzy sobą tworzą one autorską sieć typu mesh, która według zapewnień producenta zapewnia imponującą dokładność synchronizacji rzędu 1 µs. Przeliczając to na odległość, otrzymujemy jedną trzecią milimetra – z taką dokładnością nikt nie jest w stanie ustawić głośników, a już tym bardziej zasiąść w równej odległości od każdego z nich. Sieć Mesh to jednak przede wszystkim sposób na sprawną komunikację pomiędzy hubem i kolejnymi strefami/głośnikami. W odróżnieniu od tradycyjnej sieci wi-fi, nie jest ona hierarchiczna. Jej główną cechą jest samozorganizowanie i dynamiczny przydział połączeń pomiędzy węzłami sieci. Inaczej mówiąc, zamiast scentralizowanej struktury router-klienci mamy samoorganizującą się siatkę węzłów. Transfer sygnału audio odbywa się w jakości PCM 24/96 – sygnał o tych parametrach może być strumieniowany w trybie bit-perfect z komputera lub internetu do kolumn. W tej jakości odbywa się też konwersja analogowo-cyfrowa w opcjonalnym hubie. Sięganie po wyższe próbkowanie czy format DSD przysparzałoby tylko problemów, a korzyści byłyby iluzoryczne.

Do instalacji Duo niezbędna jest aplikacja B&W Home. Postanowiłem uprościć sobie zadanie i jedną z kolumn podłączyłem kablem Ethernet do lokalnego switcha. Aplikacja szybko wykryła jeden głośnik, a następnie zapytała mnie, czy chcę dodać drugi. Operacja przebiegła bez zakłóceń. To, czy dany głośnik jest lewy, czy prawy nie ma znaczenia, ponieważ w dowolnym momencie możemy je wirtualnie zamienić miejscami. W aplikacji jest ponadto dostępny prosty korektor niskich i wysokich tonów. Każdy z zakresów można podbić lub stłumić o 6 podziałek umownej skali (możliwe, że jest ona decybelowa). Test wykazał, że to potrzebna i wielce użyteczna korekcja.

B&W Formation Duo aplikacja

Firmowa aplikacja Home ma opcję korekcji niskich i wysokich tonów. Dobrze jest z niej skorzystać.

 

Ze zdumieniem stwierdziłem, że aplikacja Home nie zawiera żadnego panelu do wyszukiwania serwerów UPnP/DLNA, nie ma także zaszytych serwisów streamingowych, za wyjątkiem Spotify. Ograniczenie to ma zniknąć już niebawem – aktualizację zapowiedziano na pierwszy kwartał 2020 r. Wówczas otrzymamy dostęp do serwisów streamingowych (Deezer, Tidal, Qobuz), a także do lokalnych zasobów muzycznych, jak również radio internetowe. Póki co, strumieniowanie w sieci lokalnej oraz z serwisów strumieniowych jest możliwe w ramach funkcjonalności AirPlay 2, Bluetooth z aptX HD oraz protokołu RAAT, czyli dla użytkowników Roona. To ostatnie rozwiązanie wymaga jednak opłaty minimum 119 dolarów na roczny abonament, ponadto podczas odsłuchu musi być włączony komputer (Roon Core lub Roon Server). Niemniej, jeśli ktoś już korzysta z Roona, to nie będzie go trzeba przekonywać, by właśnie tą metodą zarządzać Formation Duo. Szczególnie, że Roon bezproblemowo steruje głośnością, korzystając z wbudowanej w głośniki regulacji poziomu. Niewiele mniej funkcjonalnym rozwiązaniem będzie Audirvana 3.5 oraz dodatkowa aplikacja mobilna Audirvana Remote (działająca jako pilot). Program ten z powodzeniem wykryje Formation Duo jako głośnik AirPlay 2. Zatem obejścia firmowej aplikacji są dostępne już teraz. Niemniej trochę dziwi fakt, że producent wypuścił na rynek serię Formation, nie udostępniając od razu w pełni funkcjonalnej aplikacji.

 

Brzmienie

Premiera tych głośników miała miejsce podczas wystawy Audio Video Show 2019. Wówczas nie tylko na nas zrobiły one spore wrażenie. Wielu zwiedzających pytało obsługę, czy w systemie gra ukryty subwoofer...

Gdy te wielce obiecujące Bowersy ustawiłem w swoim pomieszczeniu odsłuchowym, szybko odnotowałem podkreślenie skrajów pasma (szczególnie basu) – może nienachalne, ale zdecydowanie słyszalne. Producent najwyraźniej postawił na efektowny, przykuwający uwagę dźwięk. Nie jest to jednak setup sprzyjający precyzji i długim sesjom odsłuchowym – chyba że ograniczymy się do niezbyt wymagającego repertuaru rozrywkowego. Strojenie systemu jest nie tylko efektowne, ale też nieco ryzykowne – mam na myśli możliwości dynamiczne. Te, generalnie rzecz biorąc, są znaczne, jednak z pewnym zastrzeżeniem. W moim dużym i dość mocno wytłumionym pomieszczeniu, stosunkowo łatwo było mi doprowadzić bezprzewodowe Bowersy do poziomu, przy którym zaczynała się kompresja i rosły zniekształcenia. Im niższy bas mruczał w nagraniu, tym efekt objawiał się przy niższym poziomie SPL. Sęk w tym, że Duo zapuszczają się w zadziwiająco niskie rejony basu. 25 Hz to może lekka przesada, ale 30 Hz i trochę poniżej znajduje się w ich realnym zasięgu! Nie trzeba mieć doktoratu z elektroakustyki, by przewidzieć, iż coś takiego zwiastuje problemy, jeśli relatywnie mały głośnik nisko-średniotonowy pracuje w obudowie zamkniętej. Brak bas-refleksu narzuca na konstrukcję napędu i zawieszenia głośnika znacznie większe wymagania niż ma to miejsce w przypadku obudowy wentylowanej. Szybko doszedłem do wniosku, że bas trzeba ściszyć, górę zresztą także, korzystając z regulacji dostępnej w aplikacji Home. Ostatecznie poprzestałem na ustawieniu -2/-2 (basy/soprany), które poskutkowało nie tylko znacznie poprawioną równowagę rejestrów, ale także odciążyło midwoofer od pracy z bardzo dużymi wychyleniami membrany, co zredukowało poziom zniekształceń i zdecydowanie poprawiło jakość niskiego zakresu.

B&W Formation Duo roon spod

Szara podstawa jest jedynym metalowym (aluminiowym) elementem głównej obudowy (nie licząc tuby Nautilus). Pełni funkcję radiatora – w niej mieści się cała elektronika.

 

Na tym etapie testu wiedziałem już, że Formation Duo mają wielki potencjał i że są głośnikami audiofilskimi w pełnym znaczeniu tego określenia. Niemniej, czułem, że bas można jeszcze poprawić, gdyż mimo wszystko przy głośniejszym słuchaniu soundtracków – choćby „Marsjanina” czy „American Beauty” – pewne nieczystości w dolnym zakresie pasma dawały o sobie znać. Zaznaczam jednak, że dotyczy to stosunkowo wysokich poziomów głośności, z których przeciętny użytkownik na codzień raczej nie będzie korzystał. Zachodzi tu swoisty paradoks. Od małych głośników podstawkowych zasadniczo nie wymaga się dużej dynamiki i niskiego basu. A jeśli już te się pojawiają – w takiej czy innej proporcji – sypią się pochwały. Duo okazały się na tyle wyrafinowane i tak znakomicie reagowały na opisywane korekcje, że stwierdziłem, że warto dalej drążyć temat, by przekonać się, ile jeszcze dobrego dźwięku można z nich wyciągnąć. Moja ciekawość została nagrodzona, gdy wpadłem na w sumie dość oczywisty pomysł skorzystania z korekcji EQ w Roonie. No bo skoro jest to najlepsza metoda sterowania tymi głośnikami, a ich koncepcja użytkowa i tak została podporządkowana strumieniowaniu, to dlaczego nie skorzystać z wielce użytecznego narzędzia, jakim jest silnik DSP w rzeczonym oprogramowaniu? Korekcja, którą zastosowałem należy do najprostszych z możliwych – to filtr dolnoprzepustowy 6 dB/okt. o częstotliwości środkowej 45 Hz. W systemie pasywnym z 4-omowym wooferem jego odpowiednikiem byłaby wielka szeregowa cewka o indukcyjności prawie 14 mH. To mało praktyczne i niezbyt ekonomiczne rozwiązanie – wprowadziłoby sporą rezystancję szeregową, co pogorszyłoby tłumienie takiego woofera i zmianę jego charakterystyki – chyba że użyta cewka byłaby wielkości sporego słoika. W tym miejscu dochodzimy do ogromnej zalety aktywnych głośników strumieniowych wysokiej klasy. Zadanie im prostej korekcji DSP nie kosztuje dosłownie nic (także w sferze dźwiękowej), a korzyści są o rzędy wielkości większe niż zabawa w audiofilskie kable za cenę recenzowanych głośników. Nie jest to żaden złośliwy przytyk z mojej strony, lecz obiektywne stwierdzenie faktów.

No dobrze, ale co tym sposobem zyskałem – jak ostatecznie zagrały Formation Duo? Wielokrotnie włączałem i wyłączałem opcję DSP w Roonie, by sprawdzić jej wpływ na różnym repertuarze muzycznym.Wnioski są dwa. Po pierwsze, jakość reprodukcji basu, jego czystość, różnicowanie, dynamika znacznie się poprawiły. Był to kolejny skok jakościowy, nie mniejszy, jak po odjęciu dwóch działek w firmowej aplikacji. Jednocześnie zmniejszył się poziom zniekształceń. Nawet tak trudne (basowo) utwory, jak „Reap&Sow” z „Marsjanina” grały dość czysto i to przy sporym wolumenie głośności. Po drugie, najniższego basu oczywiście ubyło, jednak dzięki łagodnej filtracji, zakres sub-40-hercowy był wciąż obecny, wciąż czytelny, na co w przypadku głośników pasywnych w rodzaju 705 S2 nie mamy za bardzo co liczyć. Zapuściłem na Duo wiele utworów, których od lat używam w testach i muszę przyznać, że to, co udało się uzyskać z tych niewielkich głośników aktywnych budzi mój szczery podziw i uznanie. Mówiąc wprost, bas z Formation Duo, po dokonanych korekcjach okazał się bardziej równy, bardziej liniowy, mniej podkolorowany i lepiej różnicowany niż w przypadku wspomnianego modelu pasywnego, jak również w przypadku wielu innych, nietanich monitorów. Nie twierdzę, że w pasywnych kolumnach za 5000, a tym bardziej za 8000 zł nie da się uzyskać czegoś więcej, sęk jednak w tym, że tu otrzymujemy i zaskakująco dobre rozciągnięcie, i dobrą precyzję. Wszystko to w proporcjach, które sami możemy określać, nie ruszając się z fotela odsłuchowego. Takich możliwości nie dają żadne pasywne monitory – nawet jeśli źródło w systemie będzie sterowane z Roona.

B&W Formation Duo roon

Dodatkowo, w celu poprawy dynamiki i czystości basu – jeśli korzystamy z Roona lub Audirvany – warto włączyć filtr górnoprzepustowy 6 dB/okt (45-50 Hz).

 

Tymczasem bas to dopiero początek zalet testowanej pary. Prawdziwym odkryciem, które każe nieco inaczej patrzeć na możliwości konwencjonalnych zestawów pasywnych, była wierność reprodukcji średniego i średnio-wyższego zakresu. To, jakie maniery prezentują Duo począwszy od średniego basu, a skończywszy na niezbyt wysokiej górze pasma, sprawiło mi niemałą satysfakcję. Wypchnięcie środka poprzez ściszenie obu krańców pasma spowodowało, że barwy stały się niemalże organiczne: soczyste, ale łagodne, czyste, ale nie kliniczne. Po prostu naturalne. Cały przekaz emanował wyrafinowaniem, nadspodziewaną rozdzielczością i bogatą paletą barw, a nawet pewnym ociepleniem. Odsłuch muzyki dawnej, małych klasycznych składów, także jazzowych, ujawnił, że bezkablowe Bowersy grają w rzeczy samej równiej, bardziej liniowo i naturalnie niż pasywni bracia z serii 700. Jedynie najwyższe rejestry były trochę mniej przezroczyste, nacechowane pewnym charakterem.

Słuchałem Duo na przestrzeni grubo ponad tygodnia, także podczas redakcyjnej pracy przy komputerze (siedząc trochę z boku, dość daleko poza sweet spotem) i muszę szczerze wyznać, że gdybym nie wiedział, czego słucham, strzelałbym, że gra całkiem niezły system stereo wart zdecydowanie więcej niż 20 tysięcy złotych. Mało tego: posunę się do stwierdzenia, że pod względem całościowej równowagi, poziomu podkolorowań i wiarygodności barw, Duo zabijają ćwieka wielu znacznie od siebie droższym kolumnom pasywnym, powszechnie uznawanym za high-endowe. Tak, wiem: zapewne sądzicie, że mi odbiło. Otóż nie – to raczej wyraz mojego rozczarowania tym, co reprezentuje sobą wiele współczesnych kolumn w cenach powyżej 20, 40, a nawet 100 tys. zł. Niedawnym objawieniem, które demaskuje handikapy drogich konstrukcji były Revele Concerta2 F35. Bowersy Formation Duo są kolejnym.

Jakże przedziwne było to odczucie, gdy siadałem w moim wygodnym, elektrycznie rozkładanym fotelu i patrząc przed siebie, nie widziałem żadnego włączonego urządzenia – mam na myśli wzmacniacza, ani źródła. Wszystko było powyłączane, a w pomieszczeniu grała muzyka – z jakością, którą teraz, już zupełnie na chłodno, jestem skłonny zakwalifikować nie do kategorii D, ani nawet do C. Uważam, że dolna strefa kategorii B jest w pełni adekwatnym i uczciwym przyporządkowaniem dla klasy brzmienia reprezentowanej przez Formation Duo (po okresie wygrzania i wprowadzonych korekcjach).

B&W Formation Duo roon bok

Szara podstawa jest jedynym metalowym (aluminiowym) elementem głównej obudowy (nie licząc tuby Nautilus). Pełni funkcję radiatora – w niej mieści się cała elektronika. Podstawki Formation nie są elementem zestawu, ale zdecydowanie warto je dokupić.

 

Systemy bezprzewodowe niekiedy miewają kłopoty ze stereofonią. Problem ten nie dotyczy Duo. Ogniskują one obrazy przestrzenne z precyzją teleskopu astronomicznego, a scena dźwiękowa odznacza się niebanalną plastyką w kreowaniu obrazów. Jej środek jest wyjątkowo dystynktywny – może nawet bardziej niż zwykle – a lekkość i swoboda, z jaką rozmieszczane są obrazy pozorne budzi uznanie. Dobrych realizacji koncertowych słucha się dzięki temu z zaciekawieniem, a studyjne produkcje z obfitym udziałem efektów i przesunięć fazowych robią wrażenie (przykładem niech będzie album „East West” gitarzysty Billa Frisella). Przestrzenność to kolejny, naprawdę mocny atut pary Formation.

Nie sposób zakończyć ten opis, pomijając aspekt dynamiki i ekspresji. W tej pierwszej dziedzinie nie oczekiwałem niczego przeciętnego i Duo stanęły na wysokości zadania, dostarczając, żywy, dość szybki dźwięk, który jednak w żadnej mierze nie powinien się kojarzyć z suchością, ostrymi transjentami czy „technicznością” prezentacji. Zupełnie nieoczekiwanie, Formation Duo nie mają w sobie nic z przekombinowanego dźwięku kolumn high-tech: obiektywie doskonałego, ale jałowego barwowo i wyzbytego z emocji. Są świetne mikrodynamicznie, nie brak im całkiem porządnego „umff” (co przy tych gabarytach budzi niedowierzanie), ale przede wszystkim imponują spójnością zakresów, dużą rozdzielczością i zupełnie niewysiloną projekcją detali. Gdybym teraz szukał małego, zgrabnego systemu do niezbyt dużego salonu, biura czy pracowni, nie szukałbym już chyba niczego innego. Za 18 tysięcy niezwykle trudno będzie złożyć klasyczny zestaw, który całościowo okazałby się równie dopracowany. A jeśli chodzi o możliwości korekcji brzmienia i dopasowywania go do własnych preferencji oraz wyjątkowy minimalizm tego rozwiązania, to już w ogóle nie ma o czym mówić. Szach-mat!

 

Galeria

 

Naszym zdaniem

Twórcom Formation Duo należą się gromkie brawa. W porządku – aplikacja nie jest jeszcze w pełni gotowa, a fabryczne zestrojenie mogłoby być bardziej liniowe. Niemniej, żadna z tych niedoskonałości nie rzutuje negatywnie na ostateczną ocenę brzmieniową tych najbardziej przekonujących i najbardziej imponujących bezprzewodowych głośników stereo, z jakimi mieliśmy dotychczas do czynienia.

bw formation duo zzzFormation Duo to nie lada gratka dla tych, którym budowa systemu stereo kojarzy się ze żmudnym dobieraniem poszczególnych elementów i koniecznością wygospodarowania na nie cennego miejsca. To także znakomita propozycja dla audiofilów z otwartym umysłem, którzy nie zasklepiają się w dogmatach, wierząc, że tylko mozolnie dobierane „klocki” i kable (sic!) są w stanie dać pełną satysfakcję z wydanych pieniędzy. Owszem, niektóre z tysięcy kombinacji w cenie zbliżonej do pary Formation Duo być może zagrają nieco lepiej – pod takim, czy innym względem. Ale czy okażą się całościowo lepsze, bardziej uniwersalne? Wyjątki – być może. W żadnym razie nie będą one jednak równie proste w obsłudze, równie eleganckie i minimalistyczne. Wszystko to obrazuje, z jak fantastycznym produktem mamy do czynienia. Kłaniamy się w pas i prosimy o nową wersję aplikacji. Formation Duo to istna petarda.

Artykuł został pierwotnie opublikowany w Audio-Video 12/2019, które można w całości kupić TUTAJ.

 

 

 

 

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Kontakt z redakcją