Focal Kanta No2

Mar 28, 2019

Gdy w ubiegłym roku Focal pokazał swoje zupełnie nowe, nieprzynależące do żadnej wcześniejszej gamy zestawy głośnikowe Kanta, wydawało się, że to bardziej produkt dla estetów niż audiofilów. Tymczasem świetny design idzie w parze z równie atrakcyjnym dźwiękiem.

Dystrybutor: FNCE, www.salon-focal.pl 
Cena (za parę): 35 000 zł (za parę)
Dostępne wykończenia: opis w tekście

Tekst: Filip Kulpa | Zdjęcia: AV, Focal

audioklan 421x71 22072019

 

 


Focal Kanta No2 - Zestawy głośnikowe

TEST

Focal Kanta No2

Utopia, Sopra, Electra – w tej hierarchicznej kolejności układała się, jak dotąd, oferta high-endowych zestawów głośnikowych Focala. Dwa lata temu Soprę ulokowano pomiędzy Electrami i Utopiami – głównie to po, by zmniejszyć lukę cenową pomiędzy najdroższymi Electrami a najtańszymi Utopiami (szczególnie tymi podłogowymi). Najpierw pojawiły się podłogówka i monitor, potem dołączyła do nich większa podłogówka, opatrzona numerem „3”. To jednak nie wyczerpało pomysłów Vervent Audio Group (właściciela Focala, do którego należy także Naim), którego szefostwo przekazało konstruktorom nowe zadanie: stworzyć dość duże, ale wyraźnie tańsze od Sopry No2 zestawy głośnikowe, w których znajdzie się całkiem sporo nawiązań i rozwiązań rodem z droższych serii. W wytycznych dla projektanta było: że design i kolorystka nowych zestawów głośnikowych mają odpowiadać aktualnym trendom w aranżacji wnętrz, a przy okazji ta druga powinna być jeszcze bardziej urozmaicona niż z przypadku serii Sopra (słynącej z jaskrawych kolorów). Jak mniemam, w ramach takiego właśnie scenariusza powstały recenzowane Kanty No2. Kolumny – jak nietrudno odgadnąć – stanowiące zapowiedź kolejnej niedużej serii pozycjonowanej nieco powyżej Electry 1000 Be2

 

Głośniki i rozwiązania

Konstrukcja Kanty opiera się na rozwiązaniach sprawdzonych zarówno w modelach droższych (Sopra, Utopia), jak i tych tańszych (Aria). Nowym rozwiązaniem, jeśli tak można powiedzieć, jest odejście od sztandarowych dla tej marki membran W (w przetwornikach nisko- i średniotonowych) na rzecz membran z sandwiczu „F”, na bazie którego w 2013 roku wprowadzono serię Aria. Pomiędzy wewnętrznym i zewnętrznym płaszczem z włókna szklanego znajduje się warstwa z naturalnych włókien Flax. Są one znacznie lżejsze od włókna szklanego (masa właściwa 1,54 g/cm2), zapewniają sztywność porównywalną z włóknami aramidowymi (kewlarem), mają także spore tłumienie wewnętrzne, ponadto da się je wytwarzać w różnej gęstości. Przykładowo: w głośniku średniotonowym stosuje się warstwę o gęstości powierzchniowej 150 g/m2 oraz cienkie płaszcze z włókna szklanego 50 g/m2. Dużo sztywniejsze membrany wooferów są niemal dwa razy cięższe: gęstości wynoszą odpowiednio: 250 i 100 g/m2.

Rezygnację z membran „W” można rozumieć dwojako. Z jednej strony, Focal musiał czymś odróżnić Kantę od doskonale już znanych i zarazem droższych modeli. Z drugiej – nie mógł ze względów marketingowych i kosztowych przenieść całej technologii głośnikowej z Sopry do tańszej Kanty, która w dodatku jest ładniejsza. Innymi słowy, musiano zaadaptować choć trochę „gorszej” techniki głośnikowej, by nie psuć wizerunku wciąż świeżej Sopry, jak również nie pogrzebać starzejącej się już gamy Electra (której losy w moim odczuciu nie są jasne).

Focal Kanta No2 tweeter

Berylowa wklęsła kopułka znajduje się za metalową siatką – identycznie jak w Soprach.

 

Jednocześnie inżynierowie postanowili wykorzystać najnowsze rozwiązania działu R&D, w szczególności masowy tłumik drgań (TMD) w systemie górnego resora głośnika średniotonowego (chodzi o poprawę jego zachowania w krytycznym rejonie 1–3 kHz – tam, gdzie zarówno membrana, jak i resor „przestają nadążać” za sygnałem) oraz pierścień Faradaya w dolnej sekcji nabiegunnika każdego z głośników (NIC – Neutral Inductance Circuit). Rozmiar i położenie tego elementu zostały oczywiście zoptymalizowane w drodze symulacji. Efektem zabiegu jest likwidacja wpływu natężenia prądu płynącego w cewce na jej indukcyjność, jak również znaczne ograniczenie wpływu wychylenia cewki na indukcyjność, a więc i siłę napędową, co skutkuje wyraźnym zmniejszeniem zniekształceń. W porównaniu z przetwornikiem średniotonowego z serii Electra uzyskano od 3- do 5-decybelową redukcję zniekształceń harmonicznych i intermodulacyjnych przy poziomie 95 dB SPL.

Minimalizacja zniekształceń była zresztą kluczowym dążeniem inżynierów Focala. Temu celowi podporządkowano także konstrukcję nowego berylowego głośnika wysokotonowego IAL3, a dokładniej – komory wytłumiającej, znajdującej się w jego tylnej części. W Kantach nie ma rozwiązania wykorzystanego w Soprze – szerokiej „tuby” IHL, stanowiącej część odpowiednio wydrążonej obudowy. Zamiast niej zastosowano zintegrowaną z głośnikiem komorę łączącą; jak twierdzi Focal, koncepcje tuby IHL i zwykłej komory tłumiącej (IAL). Widać to na grafice przekroju głośnika. Rezultat – to znacząca redukcja współczynnika THD w pasmie poniżej 3 kHz. Zaraz, zaraz, jak to – poniżej? Przecież poniżej 3 kHz tweeter praktycznie nie pracuje… Otóż to – prawie. Jeszcze oktawę poniżej podziału (tu ustalonego przy 2,7 kHz) głośnik wysokotonowy ma istotny wkład w ciśnienie akustyczne (zależnie od stromości filtrów), tak więc poziom zniekształceń przy 1,5 czy nawet 1 kHz ma znaczenie. Oczywiście nie tak duże jak przy 5 czy 10 kHz, ale jednak. Poniżej 2 kHz nowy tweeter IAL3 okazuje się znacznie lepszy od tego w Electrze (IAL2) – nawet ponad dwukrotnie.

Focal Kanta2 IAL3  Focal Kanta2 IAL3 przekroj 
Komora tweetera IAL3 (z prawej strony jej przekrój) to nowy projekt, powstały z myślą o Kantach. Łączy ona ideę komory wytłumiającej i tuby IHL (Infinite Horn Loading). Chodzi o redukcję zniekształceń w dolnym zakresie pracy głośnika, szczególnie poniżej częstotliwości podziału.

 

Kanta No2 jest układem trójdrożnym z dwoma, równolegle pracującymi głośnikami niskotonowymi o znamionowej średnicy 165 mm. Tyle podaje producent, jednak tradycyjnie mierzona średnica – tj. wielkością otworu montażowego (będącym standardem wśród wytwórców głośników) wynosi 180 mm. Dość powiedzieć, że czynna powierzchnia drgająca (membrana plus połowa fałdu zawieszenia) ma około 145 mm, czyli znacznie więcej niż w typowym głośniku 6,5-calowym. Analogicznie jest w przypadku średniotonowca.

Oba woofery obciąża zestaw dwóch portów BR, z których jeden znajduje się z przodu, w dolnej części ścianki czołowej, drugi – nieco wyżej, z tyłu. System dostrojono relatywnie wysoko – do częstotliwości nieco powyżej 39 Hz (dla porównania: w przypadku Sopry No2 jest to 30 Hz). Dolną granicę pasma producent określa na 29 Hz (-6 dB), co przy efektywności 91 dB wydaje się całkiem dobrym rezultatem.

Brawo.

Koniec z mdf-em

Dla mnie osobiście największym zaskoczeniem, i to zdecydowanie na plus, jest fakt, że konstruktorzy Focala zrezygnowali z tanich i łatwych w obróbce płyt mdf na rzecz bardziej szlachetnych rozwiązań. „Złamaną”, to jest tworzącą dwie płaszczyzny, ściankę czołową (tu kłania się idea zrównania czasowego przetworników) wykonano z gęstego polimeru o grubości aż 50 mm i gęstości większej o 70% w porównaniu z mdf-em, o sztywności większej o 15% i tłumieniu – o 25%. Front ma spore wyoblenia bocznych krawędzi w celu ograniczenia zjawiska dyfrakcji fali dźwiękowej. Zaokrąglenia znajdziemy również z tyłu obudowy – na bocznych i dolnych krawędziach. To już zabieg czysto estetyczny, będący konsekwencją zastosowania giętych płyt sklejkowych, które tworzą sztywną i dobrze tłumiącą jednolitą strukturę o poziomym przekroju litery U – boki i tył tworzą jeden monolit. Stąd właśnie wyoblenia bocznych krawędzi. Na pochwałę zasługuje również sposób wykonania cokołu – w postaci dwóch skrzyżowanych ze sobą płóz zaopatrzonych w wygodne do regulacji kolce, przeniesione wprost z podłogowych modeli Sopra. Wygląda to świetnie i dodatkowo potęguje efekt nowoczesności projektu, który podkreśla szeroki i niekonwencjonalny wybór kolorystyki. Front można zamówić w jednym z czterech wykończeń na wysoki połysk – białym, niebieskim, żółtym lub czarnym – lub w jednym z czterech matowych – kość słoniowa, beż, ciemna szarość, niebieski „Gauloise”. Te pierwsze wersje mają boki i tył w czarnym lakierze perłowym, natomiast drugie – jasnobrązowe okleiny drewniane.

Focal Kanta No2

Kanty to spore kolumny. Mierzą 1,12 m wysokości, obudowa w dolnej części ma ok. 40 cm głębokości.

 

Drobne zastrzeżenia można mieć do samego wykończenia „high gloss”, a ściślej – do precyzji, z jaką wypolerowano powierzchnię przedniej ścianki oraz pokrywającego ją lakieru. Z pewnością można by to zrobić lepiej.

Brzmienie

Nowe Focale witają słuchacza świetnie ułożonym, bardzo kulturalnym dźwiękiem, w którym zupełnie nie ma miejsca na agresję, żadne twarde „kanty” itd. Od razu zwróciłem uwagę na znakomitą jakość wysokich tonów: były bardzo czyste, zupełnie niepodkreślone, ale jednocześnie niezawoalowane. Odpowiednio metaliczne, akuratne, ale gładziusieńkie. Nie powiem, bym był tym obrotem sprawy jakkolwiek zaskoczony – podobne soprany zapamiętałem z obu testowanych modeli Sopra. Czy te są równie dobre, czy jednak nieco gorsze? Szczerze mówiąc, nie potrafię na to pytanie wiarygodnie odpowiedzieć. Wydaje mi się, że jeśli nie całe sto, to jest to przynajmniej 95% jakości Sopry. Pierwszy punkt dla Kanty. Pamiętajmy o cenie: 35 vs 60 tysięcy złotych. Różnica wystarczy na bardzo porządny wzmacniacz albo źródło. Myślę, że jeśli ktoś jest zwolennikiem wykorzystywania kopułek tekstylnych, a nie miał okazji posłuchać nowego berylowego tweetera Focala, powinien to czym prędzej zrobić – obstawiłbym spory zakład, że szybko zmieni zdanie. Wyrafinowanie wyższych rejestrów osiągnięto bez choćby niewielkiej ich ekspozycji. To bardzo wyraźne odejście od filozofii brzmieniowej, proponowanej 10 lat temu w ramach serii Electra, w której – jak zapamiętałem z dawno temu przeprowadzonego testu modelu 1028 Be – góry było zdecydowanie za dużo. Widać, a raczej słychać, że inżynierowie Focala nie zbaczają z kursu obranego przy projektowaniu serii Sopra. I bardzo dobrze.

Focal Kanta2 gniazda

Drugi otwór bas-refleksu znajduje się z tyłu. Oba obciążają wspólną komorę. Terminale jak w Soprze – pojedyncze.

 

Kanty tworzą pokaźną skalę dźwięku, dzięki czemu są bardzo dobrą propozycją do pomieszczeń o powierzchni 30 i więcej metrów kwadratowych. Spora w tym zasługa lekko podbitego midbasu, którego jest naprawdę sporo, lecz – co ważne – nie przekracza on granicy dobrego smaku. Nie jest to wprawdzie bas bardzo szybki czy konturowy, jakoś wybitnie różnicowany, ale jego dość przyjemna, zaokrąglona natura wpisuje się w całościowo ciepławą barwę reprodukcji. Obfitości średniego basu towarzyszy dobre, choć nienadzwyczajne rozciągnięcie w najniższym zakresie pasma, które efektywnie kończy się gdzieś w bliskich okolicach 30 Hz. Wyższy bas nie jest już szczególnie mocno zaznaczony, konsekwencją czego jest niekiedy pojawiający się niedosyt w zakresie wykopu, tzw. kick basu.

Dużej skali dźwięku odpowiada także dość rozległa scena dźwiękowa o znakomitym ogniskowaniu źródeł pozornych i bardzo dobrej głębi. Nie miałem tu żadnych zastrzeżeń, poza tym, że swoboda wychodzenia obrazu stereo na boki, poza obszar basu stereo, była nieco mniejsza, niżbym oczekiwał. Ulokowana pomiędzy obydwoma zakresami średnia część pasma zasadniczo nie przykuwa uwagi – po części dlatego, że jest delikatnie i, jak sądzę, dość równomiernie wycofana. Choć gdybym miał zgadywać, obstawiałbym, że cofnięty jest jej górny środek, przełom ze średnicą. Zabieg ten przeprowadzono na tyle zręcznie (nieporównywalnie lepiej niż w Electrze 1028Be), że na pierwszy rzut ucha pozostaje właściwie niezauważony. Objawia się on wręcz doskonałą spoistością średnich tonów z detalicznymi i, jak już wspomniałem, bardzo wysublimowanymi sopranami.

Podczas testu właściwie nie opuszczało mnie wrażenie, że Kanty brzmią nieco barwniej i bardziej ekspresyjnie niż Sopry No2. Nie twierdzę, że są od tych drugich lepsze. Wydaje mi się natomiast, że są ciut swobodniejsze, bardziej naturalne, lepiej skomponowane tonalnie. To trochę jak z dwiema sportowymi wersjami Volkswagena Golfa: GTI i R. Ten drugi jest szybszy, bardziej ostry, pozornie lepszy, ale też sporo droższy, cięższy i zdaniem wielu – wcale niedający więcej frajdy z jazdy. GTI uznaje się za lepiej wyważoną i dopracowaną całość – mimo pozornie gorszego, bo tylko przedniego napędu. Trudno wyzbyć się wrażenia, że Kanta No2 to właśnie taki Golf GTI. Przekładając to na język bardziej zrozumiały dla audiofanów niebędących fanami motoryzacji, wyjaśnię, że takie odniesienie to naprawdę duży komplement pod adresem testowanych Focali. Znaczy on również tyle, że Kanty są głośnikami „do tańca i różańca”, słowem – dobrymi czy bardzo dobrymi dosłownie do każdej muzyki. Przy głośnym łojeniu ulubionych kawałków rockowych nie wywiercą Wam dziury w uszach, ale też nie pozwolą przysnąć podczas słuchania chociażby „Wish You Were Here”. Gdy z kolei zechcecie posłuchać dużej klasyki czy kameralistyki, dostarczą spójny, naturalny i wiarygodny przekaz, obfitujący w szczegóły, ale bez nadmiernego epatowania mikrodetalami. Barwowo są naprawdę naturalne i spójne, choć mnie osobiście brakowało nieco więcej „iskry”, energii i nasycenia harmonicznymi. Gdy powracałem do moich wiekowych Zollerów (z jasno „strzelającą” kopułką tioksodową i polikewlarowymi głośnikami), docierało do mnie z siłą wodospadu, jak drastycznie bardziej liniowe w górnym zakresie są Kanty, ale też to, że na samej poprawie liniowości i redukcji zniekształceń nie da się zbudować brzmienia całościowo bardziej satysfakcjonującego muzycznie, bardziej angażującego słuchacza. To zresztą, w mojej opinii, szerszy problem współczesnej inżynierii elektroakustycznej. Tak czy inaczej, jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. W rzeczy samej, Kanty znalazły się całkiem blisko mojego prywatnego wzorca pełnopasowych zestawów głośnikowych za 30–40 tysięcy zł. Trafiłyby dokładnie w dziesiątkę, gdyby miały szybszy, bardziej precyzyjny bas oraz nieco bardziej otwarty środek. Ale jak powiadam, było blisko – bliżej niż w przypadku znanych mi, w ostatnim czasie recenzowanych na naszych łamach kolumn w zbliżonej cenie. Bez wahania wystawiam kciuk do góry!

 

Impedancja i faza elektryczna

Focal Kanta No2 impedancja

Kanty No2 są nieznacznie mniej wymagającym obciążeniem od testowanej na naszych łamach podłogowej Sopry. Kształt wykresu oraz ekstrema tak modułu impedancji, jak i fazy elektrycznej wyglądają jednak bardzo podobnie. Przy 103 i 110 Hz obie sztuki z testowej pary osiągały zgodne co do wartości minima impedancji, wynoszące niespełna 3 Ω (dokładnie: 2,96 i 2,98 Ω ). Sama ta wartość nie jest w żaden sposób niepokojąca; bardziej niekorzystne są znaczne kąty fazowe, które w niskim i średnim basie przyjmują duże wartości ujemne – nawet powyżej -70°. Przy 80 Hz mamy do czynienia z kombinacją 4-omowej impedancji i kątem -56°, zaś przy 87 Hz – z impedancją 3,4 Ω i kątem -45°, co w praktyce oznacza, że wzmacniacz przy tej częstotliwości oddawałby dwukrotnie więcej ciepła niż przy obciążeniu rezystorem o analogicznej wartości (czyli tyle, co przy obciążeniu rezystorem 1,7 Ω ). Ta niekorzystna sytuacja utrzymuje się do mniej więcej 100 Hz, kiedy to 3-omowemu minimum towarzyszy 26-stopniowe przesunięcie prądu względem napięcia. Oczywiście, wydajne wzmacniacze mocy podołają zadaniu napędzenia tych kolumn, jednak kombinacje ze wzmacniaczami lampowymi należy generalnie wykluczyć – mimo ewidentnie dużej czułości Focali. Wartość 91 dB / 2,83 V / 1 m wydaje się bardzo bliska rzeczywistej; kolumny faktycznie grają głośno już przy niedużej mocy dostarczanej ze wzmacniacza.

 

Galeria

 

Naszym zdaniem

Focal Kanta2 zzzMariaż „flaksowych” membran z berylowym tweeterem zaopatrzonym w nową komorę wytłumiającą oraz niebanalnymi drewniano-polimerowymi obudowami wyszedł Focalowi na tyle udanie, że można mieć uzasadnione „obawy” o dalsze losy serii Electra. Kanty okazują się także bardzo mocną konkurencją dla niemal dwukrotnie droższej Sopry No2, która w gruncie rzeczy ma podobne cechy i z tego, co pamiętam, brzmi bardziej higienicznie, ale zarazem mniej „na luzie”. Swobody i chęci do grania dynamicznym, lecz wybornie wyważonym Kantom bynajmniej nie brakuje. To kolumny o rzadkim, lecz bardzo atrakcyjnym połączeniu pozornie sprzecznych cech: wybornej gładkości i muzykalności, z dużą dynamiką i niemałą ekspresją. Są równie ułożone i grzeczne jak Dynaudio Contour 30, ale jednocześnie znacznie od nich żywsze, niezaciemnione i bardziej dynamiczne. Bas jest, owszem, nieco „napompowany”, ale ma mnóstwo energii i schodzi dość nisko, a takie zestrojenie odpowiada większości użytkowników, szczególnie w dużych salonach. Z zaufanego źródła wiem, że tego typu instalacje nie należą do rzadkości i właśnie w takich mało audiofilskich warunkach Kanty radzą sobie więcej niż dobrze.

Dla mnie jest to jeden z najbardziej udanych modeli Focala, jaki miałem okazję słuchać w ostatnich 10 latach. Także dlatego, że cena jest więcej niż rozsądna, przynajmniej w obecnych realiach rynkowych, na tle renomowanej konkurencji. Warto przekonać się samemu.

System odsłuchowy:

  • Pomieszczenie: 30 m2 zaadaptowane akustycznie, dość silnie wytłumione
  • Źródło: Auralic Aries/Meitner MA-1 (v1)
  • Przedwzmacniacz: Conrad-Johnson ET2
  • Wzmacniacze mocy: Audionet AMP1 V2
  • Wzmacniacze zintegrowane: Atoll IN200 Signaure, McIntosh MA252
  • Interkonekty: Stereovox HDSE, Albedo Metamorphosis
  • Kable głośnikowe: KBL Sound Red Eye Ultimate
  • Akcesoria: stoliki Rogoz Audio 4SPB/BBS, StandART STO, platformy antywibracyjne PAB (pod przedwzmacniaczem i przetwornikiem c/a)
  • Zasilanie: dedykowana linia zasilająca, listwy Furutech f-TP615, GigaWatt PF-2, dedykowana linia zasilająca, listwy Furutech f-TP615, GigaWatt PF-2, kable zasilające KBL Sound Himalaya PRO, Spectrum, Zodiac
Zaloguj się, by skomentować

Kontakt z redakcją