Audio-GD NFB-7.38 Przetwornik c/a

Paź 11, 2019

Przetwornik Audio-gd wiele obiecuje masywnym wyglądem, solidnym wykonaniem oraz bardzo „uczciwie” wykonanym układem, obfitującym w zaawansowane rozwiązania techniczne. A jak gra?

Dystrybutor: 4HiFi Sp. z. o. o., www.4hifi.pl
Cena (w czasie testu): 7400 zł
Dostępne wykończenia: czarne

Tekst: Michał Sommerfeld (MS), Marek Lacki (ML) | Zdjęcia: AV

Artykuł pochodzi z Audio-Video 8/2018

audioklan

 

 


Przetwornik c/a Audio-GD NFB-7.38

TEST

Audio gd DAC NFB 7.38 Przetwornik c/a

Audio-gd to wciąż jeszcze nowy gracz na naszym rynku, dlatego pozwolę sobie na krótkie wprowadzenie. Założyciel firmy – He Qinghua – to uznany w Stanach Zjednoczonych konstruktor elektroniki audio, czego świadectwem są przyznane mu w tej dziedzinie nagrody. Nie powinno być żadnym zaskoczeniem, że swoją firmę otworzył w Chinach. Tym, co wyróżnia Audio-gd, są nie tylko masywne obudowy, ciasno wypełnione elementami dobrej klasy, ale również otwartość na klienta. Cieszy fakt, że na rynku pojawił się gracz oferujący bardzo wysoką jakość w bardzo rozsądnej cenie, podczas gdy większość uznanych producentów ucieka w cenowy kosmos. Niech wiedzą, że ktoś im depcze po piętach, a w wielu wypadkach nawet przegania. Dla nas wszystkich większa konkurencja oznacza lepsze produkty w niższych cenach.

Co łączy He Qinghua z Nelsonem Passem i Brunem Putzeysem? Żaden z nich nie stroni od uczestniczenia w życiu internetowych społeczności i forów audio. Człowiek, który zaprojektował testowane urządzenie, jest dostępny na forum head-fi.org pod pseudonimem Kingwa.

W nawiązaniu do wstępu, NFB-7.38 plasuje się niemal na samym końcu oferty chińskiego producenta, jeżeli chodzi o przetworniki oparte na układach ESS Sabre. Wyżej jest jeszcze model 7.77 z podwójnym układem ES9038PRO (10352 zł) oraz zbalansowany DAC R2R-7 (12000 zł) oparty na układzie przetworników wielobitowych autorstwa MSB.

Prawie open source

Zachęcam każdego do wizyty na firmowej witrynie producenta (www.audio-gd.com). Nie dlatego, że jest atrakcyjna – wręcz przeciwnie. Otóż przeglądając stronę produktu, można się natknąć na schematy ideowe (bez wartości elementów) zasilaczy w przetworniku. Zadano sobie również trud przybliżenia zasady działania firmowych układów prądowych (ACSS). Jeżeli taka otwartość jest sposobem na zdobycie klienta, to ja „kupuję” takie podejście. Przemawia ono do mnie bardziej niż wiele „znanych i kochanych” firm, których strony ociekają nieraz kompletnie bezsensownymi frazami i ładnymi fotografiami. Biorąc pod uwagę liczbę urządzeń na rynku, wstępny odsiew ofert musi odbyć się przez internet na zasadzie porównania wyglądu, budowy i ceny danych urządzeń. Tutaj Audio-gd zyskuje pierwszy duży punkt. Szkoda tylko, że ich strona www przypomina początek ery internetu, w dodatku w części anglojęzycznej aż roi się od błędów językowych (tzw. „chinglish”). Na polu marketingu firma ma wciąż jeszcze wiele pracy do wykonania.

 

Budowa

Również jeśli chodzi o projekt wzorniczy, trudno popaść w zachwyt. Przednia ścianka to płaska, wyoblona na końcach tafla grubego aluminium, przyozdobiona trzema przyciskami: włącznikiem i selektorami wejść. Jest jeszcze śmiesznie małe okno wyświetlacza wskazującego liczbę odpowiadającą numerowi wejścia. A jakiego typu to wejście – musimy już sami pamiętać. Nie dowiemy się również, w jakim formacie odtwarzany jest materiał i jakie ma parametry. Cieszy co innego: solidne wykonanie, czego świadectwem jest masa urządzenia przekraczająca 12 kg, a nawet bardziej zadowoli nas zawartość aluminiowej obudowy.

Audio gd DAC NFB 7.38 wnetrze

Poszczególne komory skrywają transformatory R-Core, sekcję cyfrową (pośrodku) i sekcje analogowe lewą i prawą. Niespotykanie rozbudowana – jak za tę cenę – konstrukcja.

 

Wnętrze jest ciasno wypełnione elektroniką. Metalowe przegrody dzielą urządzenie na sekcje zasilania i sterowania, cyfrową i monofoniczne tory analogowe po obu stronach. Idąc śladem prądu z gniazdka, napotykamy trzy transformatory R-core. Indywidualne zasilacze znajdują się blisko konkretnych układów (tory audio, sekcja cyfrowa). Zasilacze są takie same dla sekcji cyfrowych i analogowych, różnią się jedynie napięciami. Zbudowano je w topologii shunt, gdzie tranzystor mocy reguluje napięcie wyjściowe poprzez „podbieranie” prądu z linii zasilania. Każda z nich ma dwa takie zasilacze w szeregu. Zabieg ten pozwala na uzyskanie dużego tłumienia zakłóceń z sieci.
Sercem przetwornika jest pojedynczy układ ES9038PRO (w droższym modelu NFB-7.77 pracuje para) przykryty radiatorem, z własnym generatorem sygnału zegarowego. Pracuje więc w trybie asynchronicznym, co oznacza, iż jest praktycznie nieczuły na wejściowy jitter. Warto pamiętać, że przetworniki Sabre nie odtwarzają natywnie DSD, co może być powodem ciekawych wniosków odsłuchowych, o których przeczytacie w dalszej części.

Tor analogowy stanowi clou całej konstrukcji. Pan Qinghua stworzył niezwykle ciekawy układ pracujący w domenie prądowej, co oznacza, że pobiera sygnał prądowy audio z wyjścia przetwornika, a następnie wzmacnia go do określonego poziomu. Dopiero ten wzmocniony prąd jest zamieniany na napięcie przez pasywną konwersję na rezystorze. O ile taki sposób konwersji jest szeroko znany, chociażby z produktów Audio Note, czy projektów społeczności DIY, to dyskretny wzmacniacz prądowy jest już wyższym stopniem wtajemniczenia. Napięcie po konwersji jest następnie buforowane przez zrównoleglone tranzystory FET i wysyłane do wzmacniacza. Nieco inną drogą musi podążać sygnał prądowy dla wyjścia mini-XLR, nazwanego ACSS. To połączenie dedykowane do wzmacniaczy Audio-gd pozwala na przesyłanie sygnału w domenie prądowej; metoda ta niweluje czy wręcz eliminuje wpływ parametrów kabli na jakość transmisji (wiele lat temu podobne opracowanie stworzył Krell – CAST).

Zgodnie ze schematem blokowym na stronie producenta, w układzie nie ma sekcji typowo filtrującej. Wskazuje to na rozbudowane filtrowanie w domenie cyfrowej i rzeczywiście możliwości wyboru filtru cyfrowego są bardzo rozbudowane. Szkoda tylko, że opcja wyboru została schowana pod plombą gwarancyjną.

Audio gd DAC NFB 7.38 analog jeden kanal

Analogowy tor sygnałowy jest niemal w całości dyskretny, a montaż przewlekany. Jedyne scalaki to OPA2134PA.

 

Przetwornik Audio-gd ma dość nietypowy zestaw złącz. Wyjścia analogowe są trzech typów: RCA, XLR i wspomniane mini-XLR do obsługi sygnału prądowego. Jest pięć wejść: dwa to koncentryki S/PDIF na gniazdach RCA (co ciekawe, różnie obsadzonych), jedno to BNC (które zdecydowanie lepiej niż RCA trzyma się specyfikacji 75-omowej impedancji charakterystycznej łącza S/PDIF). Pozostałe dwa wejścia to USB wykorzystujące asynchroniczne rozwiązanie Amanero oraz RJ-45 pracujące w standardzie I2S, charakteryzującym się rozdzieleniem danych audio i zegarowych, co pozwala wyeliminować jitter.

Brzmienie

Nie miałem możliwości sprawdzić interfejsu I2S, ponieważ nie dysponuję stosownym źródłem (teoretycznie może nim być recenzowany niedawno napęd NuPrime CDT-8 Pro, nie wiadomo jednak, czy obie realizacje łącza na gnieździe RJ-45 są ze sobą kompatybilne). Spośród pozostałych wejść najlepiej brzmiało USB, do którego sygnał podawałem z komputera z zainstalowaną Audirvaną. Na drugim miejscu uplasowało się wejście współosiowe.
Już od pierwszych dźwięków NFB-7.38 okazał się bardzo muzykalnym urządzeniem dysponującym bardzo dobrą przestrzenią. Brzmieniowymi priorytetami są tutaj gładkość i spójność. Nawet gorsze nagrania nie kłują w uszy nieprzyjemnymi dźwiękami, urządzenie niejako zapobiega takim przykrym niespodziankom. W transporcie Oppo wylądowała „La Folia De La Spagna” Gregorio Paniagua, która oprócz wielu akustycznych instrumentów ma również mniej przyjemne dla ucha fragmenty. Tu właśnie słychać ochronną rękę, która dba o komfort słuchacza, jak również głębię i precyzję rysowanej sceny. Złagodzenie brzmienia nie odbija się jednak negatywnie na rozdzielczości i nasyceniu detalami. Pod tym względem urządzenie nie tyle dzielnie się broni, co wręcz rozdaje ciosy konkurencji. Takie połączenie delikatności z przekazem informacji to domena najlepszych sprzętów. Zwróciłem uwagę na bardzo dobre zrównoważenie pasma i homogeniczność. Prezentacja sprawia wrażenie bardzo naturalnej, bez podbarwień.

Ciekawego wniosku dostarczyło porównanie plików DSD i PCM. Opierając się na odsłuchach nagrań Pink Floyd, Dire Straits czy wspomnianej „La Folia De La Spagna”, stwierdziłem, że dużo bardziej wolę muzykę odtwarzaną w formacie PCM. Wiązało się to z lepszymi, ostrzejszymi krawędziami, agresywniejszym, ale bardziej prawdziwym brzmieniem. Czy może wręcz przeciwnie – to muzyka z plików DSD została zagłaskana na śmierć? Podejrzewam to drugie. Przypomina mi to moje pierwsze spotkanie z „The Dark Side Of The Moon” w wydaniu Mobile Fidelity. Powiedziałem znajomemu, że „brzmi fantastycznie, ale nie ma w tym pazura, nie ma w tym Floydów”. On tylko pokiwał głową z politowaniem, bo byłem wtedy młody i cóż ja mogłem wiedzieć o muzyce. Cóż, historia kołem się toczy, a ja do dziś nie przepadam za zbytnio zmiękczonym dźwiękiem.

Audio gd DAC NFB 7.38 gniazda

Pod numerem „5" znajduje się wejście cyfrowe w mało popularnym, lecz bardzo słusznym standardzie I2S. Wyjścia prądowe miniXLR to specjalność firmy.

 

Skupmy się jednak na testowanym przetworniku. Mówiąc kolokwialnie, przerzuciłem przez niego mnóstwo albumów z różnych gatunków muzycznych i formatów, ale pierwotne wrażenia tylko się pogłębiały. Spokojniejsza muzyka odtwarzana jest z klasą i powabem, które potrafią zauroczyć. Lekkie ocieplenie nie wyklucza szczegółowości serwowanej przez „chińczyka”. Największe zagęszczenie informacji panuje w zakresie średnicy – tam, gdzie wokale, gitary i najpopularniejsze instrumenty wiodą prym. Bardziej złożona, szybsza muzyka zostaje wygładzona. Jestem w stanie sobie łatwo wyobrazić, że wielu osobom się to spodoba, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę jakość nagrań rockowych i metalowych z lat 80. czy 90. ubiegłego wieku.

Tak czy inaczej, dynamika prezentowana przez NFB-7.77 jest doskonała w skali mikro, drobne detale są prezentowane bez zawahania czy ociągania. W makroskali czasem braknie zakresu lub szybkości. Zamiast gwałtownie się urwać, dźwięk zostaje zaokrąglony. Tyczy się to nie tylko niskich tonów, ale również szybkich przejść w górnych rejestrach. (MS)

II opinia

Chiński przetwornik jest aż nieporównywalnie większy od używanego przeze mnie Chorda Qutest, jak również o ponad 20% droższy. To automatycznie rodzi ciekawość i chęć sprawdzenia, na ile te produkty różnią się brzmieniowo i czy reprezentują zbliżoną klasę.

Prawdę powiedziawszy, mimo imponujących rozmiarów, nie spodziewałem się po „chińczyku” tyle dobrego, by mógł konkurować, a już na pewno nie wygrać z Chordem. Rzeczywistość okazała się nieco inna, ale też nie taka znowu oczywista.

Oba modele różnią się już na pierwszy rzut ucha charakterem prezentacji. Chord brzmi neutralnie, a jednocześnie bardzo precyzyjnie. Ukazuje mnóstwo detali, dokładnie rysuje przestrzeń, jest namacalny. Audio-gd wydaje się być jakby nieco stonowany. Słowa „jakby” i „nieco” są tu dość istotne. Nie chodzi bowiem tylko o efekt przygaszenia czy wycofania wysokich tonów. Owszem, występuje niewielka różnica w natężeniu wysokich tonów – Chord rzeczywiście produkuje ich więcej. Jednocześnie ma on przewagę w rozdzielczości. Jakość wysokich tonów jest z grubsza porównywalna, jednak z minimalną przewagą po stronie produktu z Wielkiej Brytanii. Nie jest to jednak różnica klasy, ani nawet jej umownej połowy.

Więcej odmiennych cech spotykamy w obrębie średnicy – to tutaj skupione jest clou różnic w charakterze. Audio-gd brzmi w sposób bardziej wypełniony i mięsisty, gęściejszy. Być może jest to nieco mniej prawdziwe, mniej neutralne granie, niemniej jednak na tle Chorda, niezależnie od tego, jakiej muzyki byśmy nie słuchali, środek pasma brzmi bardziej autentycznie. „Brytyjczyk” słuchany zaraz po „chińczyku” wydawał się być bardziej bezpośredni, dokładniej cyzelować dźwięk, dawał lepsze wrażenie wysokiej jakości i czystości dźwięku. NFB ustępował mu pod tym względem minimalnie – być może jedynie subiektywnie, ale w rezultacie brzmiał po prostu lepiej. Chord potrafił lepiej pokazać precyzję, ale muzyka była po stronie „chińczyka”.

Audio gd DAC NFB 7.38 trafa

Każdy z torów analogowych ma własny transformator i resztę zasilania. Sekcja cyfrowa jest zasilana z czterech uzwojeń wtórnych.

 

Qutest świetnie pokazuje różnice w barwie poszczególnych nagrań, potrafi zachwycić niuansami. Problem w tym, że Audio-gd potrafi to równie dobrze, a barwy środka podaje w sposób trochę lepiej nasycony. W zależności od konfiguracji pozostałych elementów toru oraz od konkretnego nagrania, gdy Chord będzie grał na granicy szklistości, Audio-gd zachowa idealne proporcje. Jeśli zaś Chord zagra w danym torze lub z danym nagraniem optymalnie, to z tym drugim będzie można odczuć lekkie ocieplenie średnicy.

W mojej ocenie, dalekowschodni DAC ustala jakby lepsze proporcje pomiędzy poszczególnymi składnikami dobrego brzmienia. Wydaje się, że relacja pomiędzy precyzją brzmienia a nasyceniem barwą jest tu korzystniejsza niż w Chordzie. Ten ma co prawda regulowane filtry i za ich pomocą można brzmienie złagodzić lub ocieplić, ale taka operacja, o czym pisałem już w jego recenzji, negatywnie odbija się na precyzji oraz szybkości i dynamice.

A jeśli już doszliśmy do tego zagadnienia, to trzeba przyznać, że pod tym względem – zupełnie niespodziewanie – Audio-gd ujawnia wyraźną przewagę. Można by domniemywać, że ogólnie łagodniejsze brzmienie okaże się mniej drapieżne na rocku i na nim sprawdzi się gorzej. Tymczasem w moim odczuciu jest inaczej – rock brzmi lepiej. I wcale nie dlatego, że to Chord przedstawia go np. za ostro. Różnica bierze się z lepszej dynamiki i szybkości rywala przy mniej więcej porównywalnej precyzji. Ten DAC potrafi lepiej wytworzyć kontrasty dynamiczne, wierniej też odwzorowuje nagły atak. Mam takie jedno nagranie, którym lubię straszyć zaproszonych gości. Zaczyna się nagłym, ostrym atakiem perkusji i gitar jednocześnie – to kilka następujących po sobie uderzeń, w tym z dużym udziałem dołu pasma. Audio-gd „straszy” bardziej. Na tyle, że podczas przeprowadzonego na sobie samym teście, sam się wystraszyłem. A to chyba nie wymaga komentarza. Audio-gd potrafi w bardzo umiejętny sposób łączyć przeciwieństwa, rzeczy bardzo trudne do połączenia w jednym, niezbyt drogim urządzeniu. Ma świetną dynamikę, dużą precyzję, a jednak brzmi stosunkowo łagodnie. W rezultacie można go słuchać zaskakująco głośno. Włączyłem utwór Seala „Killer”, czyli nieco nowszą wersję utworu pierwotnie skomponowanego przez George’a Michaela. Udało mi się osiągnąć poziom głośności zdecydowanie wyższy niż zdołałbym znieść z Chordem. Ten utwór ma to do siebie, że jest mocno „prądożerny”. Wskaźniki w moim wzmacniaczu McIntosha docierały do wartości 200 (W), momentami ją przekraczając. Z Chordem ten sam utwór powodował protest uszu już wcześniej. Bas jest przy tym nawet nieco bardziej precyzyjny i szczegółowy niż z Chorda (mimo że nieco mocniejszy), a to kolejna rzecz, która zdarza się rzadko, gdy góra pasma czy środek charakteryzuje się szeroko pojętą kulturą.

W zakresie stereofonii nie odnotowałem natomiast istotnych różnic – oba przetworniki potrafią zagrać na bardzo wysokim, high-endowym poziomie, pokazując bogatą gradację odległości na pierwszym planie, jednocześnie ostro ogniskując zdarzenia, jak i sięgając w głęboką perspektywę czy na szerokość. Oba też świetnie radzą sobie z odwzorowaniem akustyki pomieszczeń. Minusy? To chyba zależy wyłącznie od preferencji, bo obiektywnie nie da się ich wskazać. Nawet gdy próbuje się czepiać na siłę, nie bardzo jest czego! (ML)

Galeria

 

Naszym zdaniem 

Audio gd DAC NFB 7.38 zzzCiekawe rozwiązania techniczne, bardzo solidne wykonanie oraz nader rozsądna wycena tego przetwornika to poważne argumenty przemawiające za dopisaniem go do listy potencjalnych kandydatów do kupna. Ale, jak zawsze, decydujący głos powinno mieć brzmienie: to, jak dany sprzęt odtwarza muzykę, jak dużą wierność oferuje. Nie ma wątpliwości co do tego, że NFB-7.38 jest urządzeniem o dość czytelnym charakterze, “kładącym” nacisk na harmonię, ciepło i wypełnienie. Nie jest ono jednak z gatunku tych definitywnie łagodzących przekaz, ograbiających go z ekspresji dynamicznej, detali, przestrzeni czy kontroli basu. Wszystkie te elementy są tu na wysokim poziomie i właśnie ten pozorny dualizm chińskiego DAC-a, ta jego muzyczna wszechstronność są bodaj najmocniejszym argumentem „za a nawet przeciw”.

Sprzęt towarzyszący MS:

  • Źródła: komputer, Oppo BDP-105D
  • Wzmacniacze: Marantz PM-14S1, Brubo Putzeys BPBP + Pascal M-PRO2
  • Zestawy głośnikowe: Harpia Amstaff (zmodyfikowane)
  • Okablowanie: SMK Audio, interkonekty Neotech, ViaBlue i Mogami

Sprzęt towarzyszący ML:

  • Źródło: Asus A555L, Intel Core i3-5005U (2GHz, 4GB RAM, Windows 10) + Chord Qutest DAC
  • DAC: Chord Qutest
  • Wzmacniacz: McIntosh MA8900
  • Zestawy głośnikowe: Akkus Red Wine 71
  • Kable głośnikowe: Equilibrium Pure SG Ultimate
  • Interkonekt: Purist Audio Design Vesta
  • Kabel USB: iFi Audio Gemini
  • Podstawki głośnikowe: Rogoz Audio
  • Stolik: Rogoz Audio
  • Kable zasilające: Enerr Transcenta Ultimate
  • Listwy zasilające: Enerr One

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Kontakt z redakcją