Sony UBP-X800 M2

Lis 05, 2019

Następca dobrze znanego odtwarzacza Sony wydaje się niemalże dokładnie tym, na co czekała rzesza fanów obrazu 4K HDR od czasu premiery pierwszego Blu-raya Ultra HD.

Dystrybutor: Sony Polska, www.sony.pl
Cena: 1469 zł
Dostępne wykończenia: czarne

Tekst i zdjęcia: Filip Kulpa

Artykuł pochodzi z Audio-Video 7-8/2019

 

 


Odtwarzacz Ultra HD Blu-ray Sony UBP-X800 M2

TEST

Sony UBP-X800 M2

Sony jest dziś jednym z zaledwie czterech producentów odtwarzaczy Ultra HD Blu-ray. Po wycofaniu się z tego segmentu Samsunga i Oppo, na „placu boju” pozostało jeszcze tylko dwóch producentów na „P”: Panasonic i rynkowo o wiele mniej znaczący Pioneer oraz LG.

Przyczyny tego stanu rzeczy są raczej oczywiste. Nowy format od początku miał mocno pod górkę. Żaden z wcześniejszych standardów płyt wizyjnych nie musiał konkurować ze streamingiem, a przynajmniej nie na taką skalę, jak to się dzieje obecnie. Tymczasem streaming jest bezwzględnym kanibalem nośników fizycznych. Ośmieliłbym się postawić tezę, że wideomaniacy kolekcjonujący niegdyś kasety VHS, a potem płyty wizyjne stanowią jeszcze mniejszą niszę niż melomani kupujący krążki CD czy SACD.

Oczywistym jest, że wydania płytowe UHD Blu-ray mają swoje niezaprzeczalne walory w porównaniu do streamingu: znacznie wyższe bitrate’y i z reguły także dużo lepszy dźwięk (choć zdarza się ostatnio, że nie jest to regułą, jako że część strumieni cyfrowych zawiera ścieżkę Dolby Atmos). Otrzymujemy też pudełko, a sam nośnik jest „fizyczny”. Warto jednak trzeźwo oceniać realia. Mamy jednak rok 2019, a pokolenie milenialsów nie jest wcale tak bardzo zżyte z nośnikami fizycznymi (jeśli w ogóle jest), jak byśmy tego chcieli. Co w tej sytuacji? Niektóre tytuły filmowe w ogóle nie ukazują się na Blu-ray’u 4K i być może nigdy się nie ukażą. Platformy typu Netlfix, Amazon czy iTunes (a już pojawiają się następne) skutecznie wydzierają klientów z grona tych, którzy jeszcze kilka lat temu zamówiliby płytę z obrazem i dźwiękiem najwyższej jakości – choćby w sklepie internetowym. Dziś prawie tę samą jakość (w skali oczekiwań typowego konsumenta: dokładnie tę samą) można mieć natychmiast, płacąc jedynie abonament w cenie niższej niż połowa cena płyty, który zapewnia nielimitowany dostęp do tysięcy produkcji filmowych. Nie wszystkich, ale i to się zmieni.

No dobrze, wróćmy do samych odtwarzaczy. Zupełnie niedawno Sony zaprezentowało dwa nowe modele: nowy „profesjonalny" flagowiec UBP-X1100ES oraz, będący przedmiotem testu, UBP-X800M2. Ten ostatni jest następcą dobrze ocenianego modelu X800, którego jednak nie mieliśmy okazji testować.

Solidny!

Obydwa nowe playery Sony powstały na tej samej platformie, mają takie same obudowy ze sztywnego gatunkowego tworzywa oraz identyczne, metalowe chassis. O ile wyceniony na ponad 3500 zł, flagowy UBP-X1100ES nie robi pod tym względem wrażenia, wyraźnie ustępując Panasonicowi DP-UB9000, jak również Pioneerowi UB-LX500, o tyle solidność wykonania X800M2 w relacji do ponad dwukrotnie niższej ceny trzeba temu odtwarzaczowi zapisać zdecydowanie na plus. Wśród playerów za 1000–1500 zł propozycja Sony mile zaskakuje sztywnością obudowy, jej ciężarem (3,8 kg) i precyzją spasowania. Wszystkie zewnętrzne elementy są, jak już wspomniałem, plastikowe, ale właściwe chassis odtwarzacza wykonano w całości ze stali. Na pochwały zasługuje także pilot. Jest mały i wygodny, a gładka faktura tworzywa sprawia korzystne wrażenie. Ciekawostkę stanowi fakt, że sterownik korzysta z dokładnie tego samego języka kodów IR, co nadajnik wiekowego modelu BD-S360, z którego okazjonalnie korzystam. Zniszczenie czy zagubienie pilota nie będzie więc kosztowne.

Transport bez wyświetlacza

Testowany odtwarzacz Sony ma trzy cechy, które trudno uznać za zalety, ale które są wyznacznikiem czasów, czy może raczej świadomie poczynionych oszczędności. W odróżnieniu od wspomnianego X1100ES nie mamy wyjść analogowych, ani wyświetlacza, a kabel zasilający jest nieodłączany (sic!). We flagowcu, zasadniczo kierowanym na rynek profesjonalny, dodano także port RS-232 dla integracji z systemami automatyki domowej. Dłuższy jest również okres gwarancji. Trzeba przyznać, że dopłata za te elementy jest słona (ponad 2000 zł) zważywszy, że tor wideo i funkcjonalność obu odtwarzaczy są identyczne. Z punktu widzenia zwykłego użytkownika, wybór X800M2 wydaje się tym jedynym słusznym.

Sony UBP X800 M2 wnetrze

 Napęd (własnej produkcji), płyta główna z zasłoniętym chipsetem Mediateka oraz oddzielony małym ekranem zasilacz impulsowy. Warto docenić sztywne chassis. W tej cenie żaden inny odtwarzacz UHD nie jest równie solidny.

 

Streaming

Współczesny odtwarzacz wizyjny, szczególnie o jakości Ultra HD, nie może się obyć bez dostępu do sieci, co X800M2 oczywiście zapewnia i to w połączeniu bezprzewodowym – dzięki wystarczająco szybkiej karcie Wi-Fi (802.11ac). Wśród wbudowanych aplikacji są Netflix i YouTube. Sporym ograniczeniem jest niestety brak wsparcia HDR, jak również eksportu fonii w systemie Dolby Atmos. Kto ma telewizor z nowoczesnym Smart TV powinien skorzystać z analogicznych aplikacji weń wbudowanych oraz opcji eARC w amplitunerze A/V.

Dźwięk

Brak wyjść analogowych w zasadzie podważa sens oceny toru audio jako takiego. Bo w rzeczy samej go tutaj nie ma. W przypadku wyjść HDMI oraz koaksjalnego (które również jest dostępne) jakość dźwięku będzie bowiem co najmniej w 90% determinował amplituner lub procesor A/V, ewentualnie przetwornik c/a.

Wyjście koaksjalne zaoferowało jakość dźwięku porównywalną z wyjściem optycznym wiekowego już odtwarzacza BDP-S360, choć miałem wrażenie, że ścieżka stereo z koncertu Johna Mayera brzmi odrobinę bardziej sucho w przypadku nowego modelu. Niemniej, w stosunku do Panasonica DP-UB450, grającego nieco bardziej szaro i „smutno” można było mówić o niewielkiej poprawie. Reasumując, jest całkiem w porządku, ale nie na tyle, by X800M2 rościł sobie prawa do bycia transportem audio.

Odtwarzacz Sony potrafi czytać krążki Super Audio CD oraz DVD-Audio. To niewątpliwie spora niespodzianka. Fonię da się w tym przypadku wypuścić tylko w jeden sposób: poprzez wyjście HDMI (amplituner musi być przy tym kompatybilny z tym formatem). Choć w zasadzie jest jeszcze jedna możliwość, a mianowicie Bluetooth. Tak, dźwięk z tego odtwarzacza można przesyłać bezprzewodowo – na przykład do słuchawek. Miło, że Sony zadbało o jakość tej transmisji, dodając kodek LDAC (maksymalny bitrate 990 kb/s, rozdzielczość 24 bity, częstotliwość próbkowania 96 kHz), szkoda jednak, że firma nie poszła od razu za ciosem oferując dużo bardziej rozpowszechniony aptX HD. Alternatywą dla LDAC są kodeki AAC i SBC. Jakkolwiek można to rozwiązanie wyśmiewać, to trzeba przyznać, że może być ono przydatne – choćby po to, by podłączywszy odtwarzacz do telewizora starszej generacji (bez funkcjonalności Smart TV) móc oglądać materiały wideo ze słuchawkami na głowie. Fajna opcja, szczególnie nocną porą.

Sony UBP X800 M2 gniazda

Typowo dla odtwarzaczy UHD Blu-ray, Sony ma dwa wyjścia HDMI. To z numerem dwa przeznaczono dla starszych amplitunerów A/V (eksportuje wyłącznie fonię). Wyjście koaksjalne potrafi wysyłać dźwięk PCM 192 kHz. Nieodłączalny kabel zasilający – niewygodne rozwiązanie.

 

Wśród ustawień w menu znajdziemy opcję preferencji Bluetooth – można wybrać lepszą jakość dźwięku lub wyższą stabilność połączenia. Warto zdecydować się na to pierwsze. SBC to bardzo elastyczny kodek (teoretycznie najgorszy z dostępnych, choć nie tak zły jak powszechnie się uważa).

Sony UBP-X800M2 potrafi także odtwarzać pliki audio – zarówno z nośnika typu pendrive podłączonego do zaślepionego klapką i niezbyt fortunnie umieszczonego portu USB na przedniej ściance tuż powyżej przycisku otwierania szuflady, jak również po sieci (UPnP). Niestety, nie ma co liczyć na odczyt bez przerw (gapless). Wyboru muzyki dokonuje się wyłącznie za pośrednictwem menu ekranowego i nie jest to opcja wygodna w codziennej obsłudze. Zaleta pod postacią możliwości odtwarzania plików hi-res jest więc z gatunku tych „na papierze". Nie wyobrażam sobie wykorzystywania tego odtwarzacza w roli streamera – tym bardziej, że brakuje mu dostępu do serwisów muzycznych.

Ustawienia obrazu

Wśród oczywistych regulacji obrazu znalazły się: ustawienie rozdzielczości wyjściowej wideo, układ redukcji szumów i zakłóceń (dla treści internetowych), trybu upsamplingu sygnału koloru (4:4:2, 4:4:4). Jest też opcja Dolby Vision (poprzednik nie oferował wsparcia dla tego standardu), którą można włączyć lub wyłączyć. Wsparcia dla HDR10+ natomiast nie przewidziano. Podczas odtwarzania płyty, przyciskiem „Options” na pilocie, wywołujemy zakładkę dość ważnych ustawień, wśród których na uwagę zasługują dwie pozycje: „HDR Conversion” – istotna dla użytkowników telewizorów nie-HDR – oraz bardziej ogólna „Video Settings”.

plik1

W pierwszej z nich do dyspozycji mamy opcję konwersji HDR do SDR:

plik1 2

Mniejsze wartości regulacji zapewniają obraz o większej jasności średniej (APL), większe – zapewniają efekt teoretycznie zbliżony do HDR-u z naciskiem na słowo „teoretycznie”. W praktyce ustawienia powyżej „3”, w przypadku OLED-a Sony KD-55AG5 wyglądały dość sztucznie. W jasnych partiach nie było widać więcej szczegółów, a obraz całościowo wydawał się zgaszony. Z kolei ustawienie „1” okazało się zbyt agresywne w kwestii rozjaśniania średnich i jasnych motywów.

W zakładce „Video Settings” i dalej w „Picture Quality Mode->Custom” kryją się trzy rodzaje redukcji szumów i zakłóceń oraz cztery korekcje obrazu.

plik2

plik2 1

Jakość obrazu

Zakup odtwarzacza UHD Blu-ray jest oczywistą koniecznością dla wideofilów, którym zależy na wyciśnięciu wszystkiego, co najlepsze z wyświetlaczy domowych wysokiej klasy. W tym miejscu pragnę podkreślić jedną, istotną kwestię, w czym zresztą nie będę oryginalny. Różnice w jakości obrazu 4K HDR pomiędzy poszczególnymi odtwarzaczami są obiektywnie niemiernie małe – należy je rozpatrywać na poziomie „dzielenia włosa na czworo” lub oglądania obrazu 4K niemalże przez lupę. Jeśli ktoś rozważa zakup odtwarzacza wyłącznie z myślą o tym, że będzie oglądał filmy z odległości 3 metrów na 55-calowym ekranie Ultra HD, to moja rada jest taka, by kupić dowolny odtwarzacz w założonym budżecie, kierując się przede wszystkim funkcjonalnością, jakością wykonania, tudzież marką. To, o czym będzie mowa poniżej może być jednak wskazówką dla tych, którzy przywiązują wagę do najmniejszych detali i którzy z określonych powodów dążą do perfekcyjnej reprodukcji obrazu wideo.

Zacznę niejako od końca, czyli od testów syntetycznych odtwarzanych z płyt Blu-ray, także w jakości SD. Trzeba przyznać, że UBP-X800M2 nie zaliczył żadnej wpadki przy usuwaniu przeplotu i detekcji poszczególnych konwersji telekina. Plansze, które 10–15 lat temu sprawiały ogromne trudności odtwarzaczom DVD (nawet tym wysokiej klasy), a potem także – choć już w mniejszym stopniu – playerom Blu-ray, dziś nawet dla odtwarzacza tej klasy co Sony X800M2 są błahostką. To samo dotyczy skalowania – jest na tyle dobre, na ile może być. Niczego więcej realnie nie oczekujemy – w szczególności tego, że obraz z DVD zbliży się do HD, nie mówiąc już o 4K.

Sony UBP X800 M2 SMPS

Zasilacz impulsowy wygląda o wiele lepiej niż zwykle.

 

W testach syntetycznych obrazu 4K moją uwagę zwróciła tylko jedna niedoskonałość: błąd sygnału chrominancji ujawniający się jako nieduże, choć z bliska zauważalne przesunięcie prążków niebieskiego i czerwonego (względem czarno-białych) w kierunku poziomym (+1,0) i pionowym (+0,5). Dla porównania, odtwarzacz Panasonic DP-UB450 wykazał identyczny błąd, ale tylko w pionie (możliwe, że to wina wyświetlacza), natomiast w poziomie błąd nie występował w ogóle.
Obraz 4K HDR z regularnych produkcji filmowych jest znakomity, tak samo zresztą jak w przypadku innych odtwarzaczy UHD Blu-ray. Wyłowienie powtarzalnych różnic względem budżetowego Panasonica UB450 to zajęcie dla bardzo dociekliwych. Plansze testowe, poza tą jedną wspomnianą, nie przyniosły jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, który odtwarzacz jest lepszy, bądź gorszy.

Mocno się zdziwiłem, oglądając materiały ze zwykłych płyt Blu-ray, gdy okazało się, że do telewizora jest podawany sygnał HDR Dolby Vision. Co u licha? Okazuje się, że włączona w menu opcja Dolby Vision powoduje, że obraz z płyt Blu-ray (czy nawet DVD!) będzie konwertowany do Dolby Vision. Sens takiej operacji jest oczywiście wątpliwy, choć muszę przyznać, że oglądając film „To nie jest kraj dla starych ludzi” braci Cohenów doceniłem nie tylko efektowność, ale i jakość tejże konwersji. Obraz zyskiwał na dynamice, a nawet szczegółowości jasnych partii obrazu. Niestety, w przypadku filmów z nośnika Ultra HD nie jest już tak dobrze. Im wyższa jest luminacja szczytowa masteringu (co wykazały testy z płyty „UHD HDR Benchmark"), tym większe przepalenie bieli serwuje nam odtwarzacz. Reasumując, przy oglądaniu płyt UHD 4K w HDR10/HDR10+, opcję Dolby Vision należy bezwzględnie wyłączyć. Z kolei dla płyt wydanych w formacie Dolby Vision, należy ją włączyć. Nie muszę chyba dodawać, że jest to dość irytująca konieczność – tym bardziej, że płyty UHD Blu-ray są słabo oznakowane w kwestii standardu HDR. Użytkownik musi być świadomy tego, co ogląda, by dla danego tytułu włączyć lub wyłączyć Dolby Vision. Jeśli z jakichś powodów w grę nie wchodziła automatyczna detekcja obrazu DV, to należało zastosować dedykowany, fizyczny przycisk na pilocie, opisany jako „Dolby Vision On/Off”, czego niestety nie zrobiono. Na „pocieszenie” dodam, że na identyczną przypadłość cierpi wspomniany odtwarzacz Panasonica (UB450).

Problemy z HDR10. Dolby Vision wkracza do akcji

O wyższości jakości obrazu 4K HDR nad SDR Full HD, choćby w ramach najbardziej miarodajnego porównania, jakim jest włączenie tych samych filmów z płyt UHD Blu-ray i Blu-ray, nie ma chyba sensu specjalnie się rozwodzić. Istnieją jednak pewne kwestie związane z obrazem HDR, które mogą prowadzić do jego wyświetlania w sposób niepoprawny lub niezamierzony przez twórców.

W początkowej fazie istnienia technologii HDR i jej implementacji w telewizorach (LCD) nie byłem do niej w pełni przekonany, dostrzegając pewne „wady” przekazu o rozszerzonej dynamice tonalnej spowodowane ograniczeniami samych, mocno niedoskonałych, wyświetlaczy. Odkąd w redakcji zagościł na stałe OLED Sony serii AF9, muszę jednak przyznać, że trudno jest mi już wrócić do zwykłych wydań Blu-ray. Obraz o zwykłym zakresie dynamiki wydaje się sprany, płaski i bez życia. Te same, mimo że w większości mroczne, sceny z „Prometeusza”, w wersji Blu-ray wyglądały blado i mętnie. W jakości Ultra HD obraz nabierał nieznanego wcześniej realizmu. Coś wspaniałego.

Wbrew temu, o czym się mówi i na czym skupia się uwaga sporej części testerów, w obrazie HDR nie chodzi wyłącznie o jasność efektów, lecz o gradację jasności wewnątrz kontrastowych scen, o to, jak wyglądają najjaśniejsze partie obrazu i jak wiele informacji zawierają. Niebo w znakomitej większości scen w materiałach SDR wygląda jak mniej lub bardziej jasnoniebieska plama, a chmury w najlepszym razie przypominają dwuwymiarowe placki. Z kolei fragmenty dziennych krajobrazów wyłaniające się w oknach od strony wnętrz pomieszczeń, w których rozgrywają się sceny, są z reguły prześwietlone i nie zawierają żadnej użytecznej informacji dla widza. HDR w dużej mierze znosi te ograniczenia, dostarczając obraz zawierający nie tylko więcej informacji o jasności, ale pokazując go bardziej takim, jakim go postrzegamy w rzeczywistym świecie. Wideo HDR można porównać do dobrze „wywołanego” 12-bitowego pliku zdjęciowego RAW. Ta sama fotografia wygląda zupełnie inaczej niż 8-bitowy JPEG z karty pamięci aparatu. Pasjonaci fotografii zapewne doskonale rozumieją, co mam na myśli.

Z obrazem wideo HDR jest jednak pewien ważki problem, a mianowicie taki, że nie istnieje jedna zunifikowana dla postprodukcji, a tym bardziej dla wyświetlaczy konsumenckich, wartość parametru docelowej jasności obrazu. Tak było również w dawnych czasach, ale dopóki poruszaliśmy się w ramach 8-bitowego kodowania wideo opartego na gammie, maksymalna jasność ekranu nie miała znaczenia z punktu widzenia dokładności jego wyświetlania. W technice HDR jest zupełnie inaczej.

Sony UBP X800 M2 PCB

Monitor studyjny Dolby Pulsar legitymujący się się jasnością 4000 cd/m2 (nitów) wyświetli treść zmasterowaną do tej (bardzo wysokiej) wartości luminancji zupełnie inaczej niż zrobi to telewizor osiągający 800 czy 1000 nitów. Istnieją dwa możliwe scenariusze. W pierwszym „odpuszczamy” sobie (w naszym przykładzie) informacje z zakresu 1000–4000 nitów, co oznacza, że najjaśniejsze partie obrazu zostaną prześwietlone wskutek „załamania" krzywej PEQ. Zasadniczo jest to sytuacja, którą producenci zakładają (dopuszczają) – słowem, „tak być powinno”. Alternatywnym rozwiązaniem jest wyświetlenie całej skali dynamicznej dla naszego obrazu HDR 4000 cd/m2 na wyświetlaczu o dużo mniejszej luminacji. Efekt tego będzie dwojaki. Po pierwsze, średnia jasność obrazu (APL) znacząco się obniży – stanie się on po prostu bardzo ciemny. Po drugie, nie ma gwarancji, że tak zmodyfikowany obraz HDR będzie wyglądać prawidłowo (abstrahując od stłumionej średniej jasności). Wydaje się więc, że jednym sensownym rozwiązaniem jest to pierwsze. Ale...

Korzystając z płyty testowej „UHD HDR Benchmark" sprawdziłem, jak to wygląda w praktyce, mając do dyspozycji dwa flagowe telewizory Sony: właśnie OLED-a AF9, czyli ekran o niezbyt dużej, szczytowej luminancji w trybie HDR oraz 85-calowy telewizor 8K ZG9, którego większy wariant, według niezależnych pomiarów, osiąga jasność nawet 4000 cd/m2. W obu przypadkach potwierdziło się domniemanie, że regulacja „kontrast” w wyraźny sposób wpływa na rekonstrukcję zakresu dynamicznego HDR. W przypadku AF9, obrazy HDR zmasterowane powyżej 600 nitów były wyświetlane z pełnym zakresem informacji w bielach nawet przy maksymalnym ustawieniu wspomnianej regulacji. Gdy jednak ten sam klip wyświetlałem w wersji 1000 cd/m2, niewielka część informacji w najjaśniejszych fragmentach była już tracona. Im wyższy master wybierałem, tym efekt ten był bardziej zauważalny, a w przypadku materiałów zmasterowanych do 4000 lub 10 000 nitów, obraz HDR wyglądał już po prostu bardzo źle – stawał się zbyt jasny i nie zawierał żadnych informacji w bielach. By skompensować omawiany efekt, konieczne było zmniejszenie „kontrastu” do wartości nawet poniżej 80 (na 100).

Wydawać by się mogło, że znacznie jaśniejszy telewizor ZG9 nie będzie wymagał tego typu korekt. W rzeczywistości jednak, materiały testowe w wersjach powyżej 1000 nitów także wymagały ujemnej korekcji „kontrastu”, by ukazać całą skalę dynamiczną. Koniec końców, okazuje się, że różne materiały HDR10 wymagają innego ustawienia regulacji „kontrast”, by uniknąć przepaleń w bielach lub – przeciwnie – zanadto przygaszonego obrazu. I o dziwo nie ma dobrej korelacji pomiędzy szczytową jasnością obrazu a masteringiem HDR. Za dużo „kontrastu" – i na materiale HDR o dużej jasności pojawiają się białe placki. Z kolei zbyt mało „kontrastu" sprawia, że przy materiale o małej jasności szczytowej obraz HDR staje się zbyt ciemny.

Z odsieczą przychodzi Dolby Vision (DV) – system, w odniesieniu do którego zwykle podnosi się zupełnie inny argument mający świadczyć o jego wyższości nad HDR10 – tzw. dynamiczne metadane. Zamiast ustalać jeden wspólny zestaw parametrów jasności dla całej produkcji, zdecydowanie lepiej jest móc je definiować dla różnych scen czy ujęć niezależnie. Rozwiązanie to pozwala zoptymalizować wygląd poszczególnych fragmentów filmu w taki sposób, by uzyskać najlepszy możliwy efekt. Oczywiście dynamiczna zmiana metadanych klatka po klatce nie jest racjonalnym posunięciem – to argument stricte marketingowy. A niestety często bezrefleksyjnie powielany w Internecie.

Sony UBP X800 M2 chip

W konstrukcji odtwarzacza autorski jest nie tylko mechanizm odczytu, ale również jeden z układów scalonych (ARM).

 

W swym najważniejszym założeniu, Dolby Vision zapewnia pełną zgodność w reprodukcji obrazu począwszy od masteringu, a skończywszy na jego wyświetlaniu za pośrednictwem urządzeń konsumenckich – bez konieczności (czy wręcz możliwości) wprowadzania jakichkowiek korekt zakresu dynamicznego. Próby z materiałem testowym DV zmasterowanym do 10 tys. nitów, odtwarzanym za pomocą odtwarzacza X800M2 i telewizora Sony KD-55AF9 dowiodły, że faktycznie tak jest! Problemy, które opisałem wyżej nie występowały. Świadczy to o istotnej wyższości standardu Dolby Vision nad HDR10. W tym miejscu należałoby zadać pytanie: czy HDR10+ będzie równie dobry co DV? Szczerze wątpię. Wydaje się więcej niż prawdopodobne, że nowy standard będzie generował dokładnie te same problemy, co HDR10, a może nawet większe, ponieważ użytkownik nie będzie w stanie w żaden sposób dostosowywać skali dynamicznej telewizora do odtwarzanego materiału (ponieważ jego zakres nie będzie już stały, lecz zmienny). Obym się mylił.

Galeria

Naszym zdaniem 

Sony UBP-X800M2 nie jest wprawdzie odtwarzaczem idealnym (liczymy na to, że błąd w oprogramowaniu aktywujący Dolby Vision w odniesieniu do treści nie-DV zostanie naprawiony), ale ma też solidne atuty, które mogą być poważnym argumentem „na tak” i które pozytywnie wyróżniają go na tle tańszych lub zbliżonych cenowo modeli innych marek. Zaliczyłbym do nich wysoką jakość wykonania (jak na ten segment urządzeń), cichą i szybką pracę (to drugie jest dziś standardem, pierwsze – już niekoniecznie), moduł nadawczy Bluetooth z LDAC i AAC (przydatna funkcjonalność) oraz kompatybilność z Dolby Vision. Dziś nie jest to może już żaden wyróżnik (bo odtwarzaczy wspierających ten standard jest całkiem sporo), jednak nasze testy wykazały, że DV ma istotną przewagę nad HDR10 – i to niekonicznie tam, gdzie zwykle się jej szuka. Ciekawostkę stanowi konwersja materiałów SDR do Dolby Vision, czym – i to jest zadziwiające – Sony w ogóle się chwali. Ale jest i druga strona medalu związanego z tą właśnie kwestią. Ukrycie włącznika Dolby Vision w menu Home to stanowczo niewygodne rozwiązanie – tym bardziej, że użytkownik musi wiedzieć, w jakim formacie wydano właśnie odtwarzaną płytę. Jeśli tej wiedzy nie posiada, powinien pozostawić opcję DV wyłączoną – chyba że ogląda zwykłe Blu-raye (bo efekty są ciekawe). Ale gdy już włoży płytę UHD Blu-ray, powinien pamiętać, by DV wyłączyć – chyba że płytę wydano w tym właśnie standardzie HDR. Skomplikowane? Tak jakby.

Drugą wpadką (choć nieistotną dla posiadaczy niedawno kupionych telewizorów Ultra HD) są wbudowane aplikacje do streamingu wideo, które – nie wiedzieć czemu – nie obsługują HDR. Aha, byłbym zapomniał – przy nich również trzeba pamiętać o opcji Dolby Vision ukrytej w menu.

Jak zatem ostatecznie podsumować propozycję Sony? W moim odczuciu, na pewno jest to odtwarzacz godny polecenia i wart swojej ceny. Na tę chwilę (koniec 2019 roku) bardziej rozsądnej opcji w segmencie odtwarzaczy UHD Blu-ray o prostu nie widzę.

System odsłuchowy:

  • Ekran: Sony OLED KD-55AF9 (4K), Sony KD-85ZG9 (8K)
  • Amplituner A/V: Denon AVR-X2600H
  • Wzmacniacz stereo: Primare I35 DAC
  • Odtwarzacze odniesienia: Sony BDP-S360 (Blu-ray), Panasonic DP-UB450
  • Zestawy głośnikowe: Dynaudio Evoke 30

 

Sony UBP-X800 M2 ocena i dane techniczne

Zaloguj się, by skomentować

Kontakt z redakcją