Wydrukuj tę stronę

Odtwarzacz CD Primare CD 32

Kwi 30, 2015

Blisko 5-letni odtwarzacz Primare wciąż pozostaje najlepszym modelem tej marki, stanowiąc alternatywę dla tradycjonalistów, których nie interesuje o trzy lata młodszy DAC30.

Dystrybutor: Voice, www.voice.com.pl
Cena: 9999 zł
Dostępne wykończenia: tytanowy, czarny

Tekst: Marek Lacki | Zdjęcia: Filip Kulpa

audioklan

 

 


Primare CD 32

Primare-CD32-aaa

Ten szwedzki producent działa nieprzerwanie od 1985 roku, pozostając od lat w rękach prywatnego właściciela, firmy Xena Audio AB, kierowanej przez Larsa Pedersena. Początkowo Primare było firmą duńską, produkującą wzmacniacze i odtwarzacze CD. Dopiero w 1996 roku, po przejęciu przez Xena Audio, przedsiębiorstwo zostało przeniesione do Szwecji.

Obecnie oferowane serie 20 i 30 mają swój początek w 1998 roku. Testowany tu odtwarzacz ma oznaczenie CD32 i jest jednocześnie najlepszym dyskofonem tego producenta. Primare oferuje trzy źródła. Prócz wymienionego, jest jeszcze tańszy CD22 oraz droższy odtwarzacz uniwersalny BD32. Mieliśmy go już okazję testować.


Budowa

Urządzenia Primare mają solidną obudowę opartą na powtarzalnym elemencie wzorniczym, obecnym w innych urządzeniach. Jest nim charakterystyczna, mniej więcej centymetrowej szerokości dylatacja pomiędzy ścianką przednią a pozostałą częścią obudowy. Front jest aluminiowy, elegancki, dopieszczony w fakturze, która powstała w wyniku bardzo drobnego szczotkowania. Pozostałe elementy są wykonane z grubych blach stalowych, co zapewnia sztywność, ale też znacząco wpływa na masę. CD32 jest oferowany w dwóch kolorach: czarnym i tytanowym. Testowany egzemplarz jest tą drugą odmianą.

Primare-CD32-wnetrze

Przednia ścianka zawiera tylko niezbędne przyciski: otwieranie szuflady/stop, przeskakiwanie utworu i wyłącznik. Wszystkie pozostałe funkcje są dostępne z pilota. Bardzo czytelny jest wyświetlacz OLED – ma duże cyfry i doskonałą rozdzielczość. Jego białe znaki na czarnym tle są wyraźnie widoczne z daleka. Zresztą, prócz cyfr, komunikuje też działającą w danym momencie funkcję, np. znak graficzny „eject”, gdy szuflada pozostaje otwarta.

Na tylnej ściance, prócz wyjść analogowych RCA i XLR, znajdują się wyjścia cyfrowe: XLR, koaksjalne i optyczne. Jedyną możliwością skorzystania z wbudowanego przetwornika za pomocą sygnału z zewnątrz jest użycie wejścia USB typu A, które pozwala na wpięcie np. Pendrive’a. Wejście to obsługuje jednak wyłącznie pliki MP3 i WMA. Tu ujawnia się wiek tej konstrukcji. Prawie 5 lat to niemało.

Elektronikę wewnątrz umieszczono na kilku płytkach. Po lewej znajduje się zasilacz z transformatorem typu R-core. Po prawej znalazła się elektronika odpowiedzialna za obsługę napędu, który z kolei zainstalowano centralnie, lekko z lewej. Transport pochodzi z firmy Asatech i ma laser Sanyo.

W tylnej części, pośrodku i po prawej, znalazła się płyta główna zawierająca elektronikę obsługującą wyjścia cyfrowe, ale też cały układ analogowy wraz z przetwornikiem. Kości DAC są dwie – bardzo cenione Burr Browny PCM1704K. Przypomnijmy, że są to „niedzisiejsze” już kości 24-bitowe o tradycyjnej architekturze wielobitowej znak-amplituda, składające się z dwóch 23-bitowych przetworników w konfiguracji symetrycznej (dla sygnałów poniżej i powyżej zera). Były to technicznie najdoskonalsze wielobitowe przetworniki w historii (w dodatku pozbawione filtrów cyfrowych i innych układów pobocznych).

Tuż za nimi znalazły się nadbudowane dwie płytki z modułami obsługującymi wyjścia XLR, z kolei przed nimi odnajdziemy układ filtru cyfrowego – Burr Brown DF1706.


Brzmienie

Początkowo byłem rozczarowany brzmieniem droższego odtwarzacza Primare. Wydał mi się zbyt podobny do swojego tańszego krewnego. Miał co prawda lepszą dynamikę, był mniej wyostrzony, a także dysponował lepszym, bo bardziej zróżnicowanym, mocnym, rozdzielczym i twardym basem. Jednakże cały czas w brzmieniu przeszkadzała mi jego surowość, nerwowość albo nawet metaliczność, która w zderzeniu z najwyższą ceną w tym teście wydawała się trudna do przełknięcia.

Tak było dopóki nie odkryłem, że w ustawieniach da się zmienić upsampling (nie jest to łatwe, gdyż do pudełka jest wkładany nowy model pilota C24, a instrukcja dotyczy jeszcze C23; funkcja ukryta jest pod czerwonym przyciskiem – bez opisu!). Co ciekawe, domyślnie ustawioną wartością jest 96 kHz, możliwe są jeszcze opcje 48 kHz i 44,1. Ta ostatnia oznacza de facto brak upsamplingu.

Primare-CD32-gniazda

Z doświadczenia wiem, że upsampling ma to do siebie, że czasem poprawia rytmiczność, twardość basu, ale najczęściej wyostrza też brzmienie. Dotychczas spotykałem się z możliwością jego włączenia, gdyż ustawieniem fabrycznym był brak upsamplingu. Primare postąpiło odwrotnie. Zupełnie nie rozumiem – dlaczego.

Przesadą byłoby powiedzenie, że po wyłączeniu upsamplingu CD32 zmienił się nie do poznania. Zachował bowiem swoje wszystkie atuty, czyli dynamikę, szybkość i bardzo konturowy bas, za to zyskała muzykalność. Dopiero teraz chciało mi się słuchać tego odtwarzacza i dopiero teraz można było stwierdzić jego przewagę nad wszystkimi pozostałymi modelami z tej grupy testowej. Brzmienie wskoczyło na poziom pozwalający zakwalifikować go nawet do kategorii A naszego rankingu, a przynajmniej do jej pogranicza z B. Przy całej swojej precyzji, doskonale rysując krawędzie, realistycznie odwzorowując barwę, CD32 nie popadał już w sterylność. Szczególnie dotyczyło to średnich tonów i wyjątkowo mocno wpływało na wokale.

Primare CD32 bez upsamplingu pozostał odtwarzaczem brzmiącym bardzo precyzyjnie, ale tym razem w pełni w pozytywnym sensie. Precyzja nie dotyczyła tylko krawędzi dźwięków, ale też odnosiła się do sposobu odtwarzania przestrzeni, gdzie dokładnie były rysowane pozycje źródeł pozornych. Ich lokalizacja była bardzo stabilna, punktowa, scena miała adekwatne wymiary. 


Galeria


Naszym zdaniem

Primare-CD32-zzzPrimare CD32 jest jednym z ostatnich klasycznych odtwarzaczy CD wykorzystujących kultowe 24-bitowe przetworniki PCM1704K. To zapewnia mu walor sentymentalny – takie odtwarzacze raczej nie będą już powstawać.

Urządzenie brzmi bardzo dobrze – pod warunkiem, że wyłączymy upsampling, który z niezrozumiałych powodów jest fabrycznie włączony. Poprawia on precyzję dźwięku kosztem jego naturalności. Dopiero wyłączenie układu pozwala cieszyć się walorami tego odtwarzacza, a są nimi: bardzo rytmiczny i precyzyjny bas, wyrazista średnica, pokazana bez zawoalowania i dokładnie rysowana przestrzeń.

Sprzęt towarzyszący:

  • Pomieszczenie: 37 m2 zaadaptowane akustycznie, kolumny ustawione na dłuższej ścianie w jednej trzeciej długości pokoju; niezależna linia zasilająca z zabezp. 25 A.
  • Komputer: Dell Studio 1555, Windows 8.1 PRO, 2 x 2,2 GHz, 4 GB RAM
  • Program: JPLAY 5.2 + J.River Media Center 18
  • Kolumny: Magico S3
  • Kable cyfrowe: USB Wireworld Ultraviolet 7
  • Zasilacz USB: IFI USBPower + kabel IFI Gemini
  • Kable głośnikowe: Equilibrium Equilight
  • Interkonekt: Equilibrium Turbine XLR i RCA
  • Kable zasilające: Enerr Symbol, Enerr Holograph i Furutech FP-314Ag
  • Kondycjoner: Enerr AC Point One z kablem Symbol
  • Stolik: Rogoz Audio 4SPB3/BBS

Pozostałe odtwarzacze w teście grupowym:

Creek-Evo50-main Atoll-CD50SE-main
Creek Evolution 50 CD Atoll CD50SE-2
Roksan-K3-main Yamaha-CD-S2100-main
Roksan Kandy K3 Yamaha CD-S210
Primare-CD22-main   
Primare CD 22  

Pożegnanie kompaktów?

Odtwarzacze CD, choć ustępują pola nowocześniejszym i doskonalszym technicznie rozwiązaniom w postaci przetworników USB i streamerów, są wciąż kupowane, a optymiści twierdzą nawet, że mają się dobrze. Nie jesteśmy tego tacy pewni, ale skoro zapotrzebowanie istnieje, to trzeba było przeprowadzić test grupowy. I tak, w teście sześciu modeli, z przedziału cenowego 3–10 tysięcy złotych, próbowaliśmy sprawdzić ich „atrakcyjność”. Co z tego wyszło?

odtwarzacze-grupowo 

Podsumowanie

Dźwięk uzyskiwany z odtwarzaczy CD jest mniej satysfakcjonujący niż jeszcze kilka lat temu. Bynajmniej nie dlatego, że jest gorszy. Problem w tym, że odtwarzaczom wyrosła silna konkurencja w postaci przetworników cyfrowo-analogowych, które sprzężone z komputerem potrafią tyle samo – za połowę ceny. A czasem potrafią nawet więcej.

Nie da się zaprzeczyć, że odtwarzacz płyt CD ma obiektywne wady. Psuje się w nim mechanika (szczególnie ta produkowana dziś), ma laser o krótkiej żywotności, a, co najważniejsze, jakość odczytu płyty jest obarczona pewnym marginesem błędu, gdyż odbywa się to w czasie rzeczywistym. Poza tym sama aplikacja napędu rodzi problemy: konieczność dodatkowego zasilania, nieuniknione zakłócenia RFI i wibracje. O tym, że napędy CD są złym rozwiązaniem z punktu widzenia wierności brzmienia świadczy to, że wszystkie odtwarzacze w tym teście wyposażone w asynchroniczne wejście USB grały lepiej, gdy korzystały właśnie z niego, niż gdy odtwarzały oryginalny (zripowany) krążek.

Mamy jednak świadomość tego, że odtwarzacze CD właściwie nie konkurują z przetwornikami czy strumieniowcami. Ich odbiorcami jest inna grupa docelowa – audiofile, ludzie, którzy kochają płyty, uwielbiają je wyjmować z okładek, wkładać do szuflady i cieszyć się z samego ceremoniału fizycznego odtwarzania muzyki. W związku z tym odtwarzacze trzeba porównywać pomiędzy sobą, w swoje kategorii, nie próbując ich konfrontować z nowocześniejszymi rozwiązaniami.
Oczywiście, nie mamy nic przeciwko kompaktom. Zwracamy jedynie uwagę, że dzisiejsze odtwarzacze CD nie są rozwiązaniem efektywnym w senie budowania jak najlepszych systemów hi-fi za jak najmniejsze kwoty.

Żaden odtwarzacz nie okazał się ewidentnie słaby. Poszczególne modele zaskoczyły różnymi cechami. Yamaha – niezwykle starannym, wręcz luksusowym wykonaniem, godnym drogich lub bardzo drogich urządzeń high-end, Atoll – niecodzienną dynamiką i basem, a także świetną budową i niską ceną (bardzo jesteśmy ciekawi, jak CD50SE-2 zabrzmiałby, gdyby zamiast przetwornika PCM1792 zaaplikować mu PCM1704K), natomiast Roksan – muzykalnością. Z kolei Creek i oba odtwarzacze Primare dały to, czego można się było po nich spodziewać: Primare – precyzję, Creek – ogólną poprawność.

Przygotowując test zbiorczy odtwarzaczy, niejako w podtekście albo podświadomie robiliśmy go jako pożegnalny. Nie chodzi o to, że chcemy płytę CD skazać na niebyt, ale po prostu przewidujemy, iż kolejnego grupowego testu może nie udać się już przeprowadzić z uwagi na fakt, że nowe modele w zasadzie już nie powstają. Już teraz był z tym mały problem, a rozmowy z niektórymi dystrybutorami potwierdziły, że powoli wycofują oni dyskofony z oferty z uwagi na znacznie mniejsze zainteresowanie tą grupą produktów. Rzecz jasna, nie wszyscy, gdyż przetestowane modele były w większości nowościami lub przynajmniej modelami z niewielkim stażem rynkowym. Jeden z modeli, na które czekaliśmy, nie zdążył dojechać. To Arcam CDS27. Zapewne już niebawem ukaże się jego recenzja. Zostańcie z nami :-)

Oceń ten artykuł
(0 głosów)