PORTAL MIESIĘCZNIKA AUDIO-VIDEO

Sonus faber Omnia

Cze 14, 2023

Włoska propozycja kusi atrakcyjnym designem i bogatą funkcjonalnością. Pod względem brzmieniowym prezentuje świeże spojrzenie na sprawę.

Dystrybutor: Horn, www.horn.eu
Cena: 8999 zł (lipiec 2022)

Tekst: Ignacy Rogoń | Zdjęcia: AV

Artykuł pochodzi z archiwalnego wydania Audio-Video 7-8/2022 - KUP WYDANIE PDF

audioklan

 

 


Głośnik all-in-one Sonus faber Omnia

TEST

Sonus Faber Omnia

Raczej mało kto zdaje sobie z tego sprawę, ale w kwestii systemów all-in-one Sonus faber, a dokładniej nieżyjący już założyciel tej marki, był pionierem na skalę światową. Eksperymenty z tego typu rozwiązaniami Franco Serblin rozpoczął ponad 42 lata temu. Na trzy lata przed powstaniem jego firmy, tj. w 1980 roku, świat usłyszał o modelu Snail, pierwszym na świecie zintegrowanym systemie w całości wykonanym z drewna. Firma nie kontynuowała jednak tego pomysłu, skupiając się od samego początku na pięknie wyglądających, klasycznych kolumnach głośnikowych. Taki stan rzeczy utrzymał się aż do 2016 roku, gdy Włosi zaprezentowali SF16 — powstały w oparciu o obserwacje poczynione podczas tworzenia modelu Snail, high-endowy (a przynajmniej tak wyceniony) system all-in-one. Po sześciu latach od jego premiery, włoska marka zaprezentowała lifestylowy głośnik skierowany do szerszego grona odbiorców — model Omnia.

Budowa i funkcjonalność

Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że w kwestii stylu Włosi potrafią więcej. Omnia nie jest w tej kwestii wyjątkiem. Świadczyć o tym mogą chociażby aż dwie (!) nagrody Red Dot Design Award — jedna za całokształt, druga w kategorii „innowacyjny produkt”. Spłaszczona obudowa z „drewnianą” górą przypomina modny stolik lub innym luksusowy mebel.

Sonus Faber Omnia gramofon

Pod względem rozmiarów, Sonus faber zdecydował się na sprawdzone rozwiązanie — Omnia pod tym względem niemal nie różni się od Naima. W praktyce wydaje się mniejsza niż sugeruje szerokość (65 cm). Masa niecałych 7 kg pozwala bezproblemowo przenosić głośnik z miejsca na miejsce. W żadnym wypadku nie można tego powiedzieć o konkurencie zza oceanu.

Na pierwszy rzut oka, materiały użyte do produkcji są wysokiej próby. Drewniana sklejka, orzechowy fornir (jest też dostępna wersja czarna), tkania i… plastik w podstawie. Ten ostatni do złudzenia imituje metalowe wykończenie — dopóki go nie dotkniemy. Na górnym panelu producent wkomponował w drewnianą powierzchnię cztery świetlne paski LED informujące o wybranym wejściu i poziomie głośności. Są też trzy dotykowe przyciski (włącznik i regulacja poziomu głośności). Sonus faber nazwał to rozwiązanie Senso. W mojej opinii dotykowy panel sterujący w Naimie Mu-so jest znacznie bardziej intuicyjny, użyteczny i elegancki. Poza tym, zimne światło ledowych pasków średnio pasuje do ciepłej kolorystyki urządzenia.

Sonus Faber Omnia podstawa

Wprawne oko spostrzeże, że podstawa urządzenia została wyprofilowana w taki sposób, by ułatwić „oddychanie” znajdującemu się pod urządzeniem, 165-mm wooferowi z aluminiową membraną. Pod maskownicą ukryto dwa 19-mm jedwabne tweetery i dwa 75-mm głośniki średniotonowe z membranami papierowymi. Tworzą one stereofoniczny układ dwudrożny. Ponadto zastosowano dwa 44-mm przetworniki szerokopasmowe, umieszczone po bokach urządzenia. Cały ten zestaw napędza pracujący w klasie D, 7-kanałowy wzmacniacz o łącznej mocy 490 W.

Sonus Faber Omnia gniazda

Z tyłu urządzenia producent ukrył gniazdo zasilania (IEC C8) oraz złącza HDMI ARC, LAN i miniDIN-6. Do tego ostatniego podłączamy przejściówkę 2xRCA z uziemieniem. Wejście może funkcjonować jako korekcyjne (phono) lub liniowe (tryb pracy wybieramy za pomocą przełącznika obok). Na pokładzie znajdziemy również dwuzakresową kartę Wi-Fi (2,4/5 GHz) oraz odbiornik Bluetooth obsługujący kodek aptX HD. Wśród obsługiwanych technologii strumieniowania znalazł się AirPlay 2, Chromecast, Tidal Connect oraz Spotify Connect. Zabrakło UPnP, ale jest certyfikacja Roon Ready. Pokładowy przetwornik c/a radzi sobie z sygnałami PCM o częstotliwości próbkowania maksymalnie 192 kHz. Więcej i tak nie potrzeba.

Sonus Faber Omnia przekroj

 

 

Nietypowe jest pochylenie głośników nisko-średniotonowych i kopułek lewego i prawego kanału w kierunku blatu/podłogi. Głośniki boczne odpowiadają za efekt poszerzenia panoramy. Zwraca także uwagę standard gniazda liniowego (DIN). 

 

Bogata funkcjonalność sieciowa zaważyła na decyzji o rezygnacji z dedykowanej aplikacji — w celu pełnego skonfigurowania urządzenia należy skorzystać z przeglądarki, wpisując adres IP urządzenia. Znajdziemy tam dwie regulacje wpływające na brzmienie — loudness oraz procesor Crescendo, który uprzestrzennia dźwięk. Dołączony do kompletu funkcjonalny pilot jest dobrze wykonany, choć naszym zdaniem nazbyt plastikowy.

Brzmienie

Już pierwsze chwile spędzone w towarzystwie Sonusa ujawniły, że jest to urządzenie na swój sposób wyjątkowe. „Włoch” gra w sposób wyrachowany — schludnie, z nieznacznie ochłodzoną manierą. Brzmienie jest przy tym niezwykle przystępne i kwieciste zarazem. Instrumenty brzmią naturalnie. Doskonałym tego przykładem może być utwór „Do What You Like” grupy Blind Faith. Gitara basowa w rękach Rica Grecha zabrzmiała w sposób nieznacznie zmiękczony, ale sprężysty i niezwykle organiczny. Zaskoczyła mnie również głębia najniższych tonów. Po krótkim basowym solo przyszła pora na Gingera Bakera i jego „zwierzęcy” popis na bębnach. Tu ponownie od pierwszych chwil uwagę zwróciły na siebie niczym niewymuszony i wierny sposób reprodukcji instrumentu, a także dobra czytelność w całym paśmie. Przy okazji wyszło na jaw, że jak na Sonus legitymuje się dobrą dynamiką w skali mikro i całkiem niezłą makrodynamiką — przynajmniej w relacji do gabarytów. Nie zauważyłem kompresji przy skrajnych poziomach głośności. Również timing nie budzi większych zastrzeżeń, choć nie jest to jeszcze poziom Naima.

Sonus Faber Omnia

Jak wspominałem, balans tonalny został nieznacznie przesunięty w górę pasma. Nie oznacza to jednak, że przesadnie odchudzono dolną średnicę — jej natężenie jest w pełni satysfakcjonujące, nawet w ciężkim gitarowym graniu. W utworze „Liberty” Anette Askvik dało się odczuć znaczne podbicie wyższej średnicy, co przy głośniejszych odsłuchach stawało się męczące. Należy podkreślić, że w większości utworów intensywność tego podzakresu mieściła się w górnej granicy „normy”. Najwyższe składowe pasma dostarczają słuchaczowi uczciwej porcji detali, które nie są jednak podawane na „srebrnej tacy”. Trzeba się odrobinę skupić, by je odszukać. Sonusa należy pochwalić za całkiem wierną reprodukcję fortepianu — w tej klasie to duży komplement.

Nie możemy tu mówić o prawdziwej stereofonii — wszak mamy tylko jeden kanał odpowiadający za niskie częstotliwości. Należy jednak podkreślić, że dopracowana dookólna projekcja dźwięku powoduje wrażenie odsłuchu znacznie większego systemu. Zazwyczaj rozwiązania z grającymi w bok głośnikami efektowymi wprowadzają spore zamieszanie, a nawet chaos. Nie w tym przypadku! Tu Omnia bije na głowę wszystkich swoich konkurentów. Wbudowany przedwzmacniacz gramofonowy należy potraktować raczej w kategoriach ciekawostki. Nie szumi nadmiernie, a brzmienie uzyskane z wykorzystaniem budżetowego gramofonu było poprawne, lecz zauważalnie wyszczuplone i mniej angażujące względem tego uzyskanego z modułu strumieniowego. Funkcjonalność analogową należy więc potraktować jako bonus.

 

Galeria

 

Naszym zdaniem

Sonus Faber OmniaJeśli oczekujemy, że Omnia zastąpi konwencjonalny system stereo, to nie ma co się oszukiwać — w tej cenie, bez większych problemów, skompletujemy znacznie lepszy zestaw. No tak, ale co jeśli nie dysponujemy wystarczająco dużą ilością miejsca lub chcemy uciec od plątaniny kabli? Wtedy wysokiej klasy system all-in-one staje się racjonalnym rozwiązaniem, a propozycja od Sonusa okazuje się jedną z najlepszych na rynku! Funkcjonalnie ma praktycznie wszystko, czego do szczęścia potrzeba. Zabrakło jedynie wejścia optycznego, niektórym może się też nie spodobać brak dedykowanej aplikacji do sterowania. Brzmieniowo liderem segmentu do niedawna pozostawał Naim Mu-so 2. Teraz ma on godnego siebie, podobnie wycenionego konkurenta. W dziedzinach przestrzenności i naturalności brzmienia Omnia bije Naima na głowę. Za to pod względem precyzji i dynamiki Sonus musi uznać wyższość dotychczasowego czempiona.

Spotkałem się z opiniami, że to jeden z najładniejszych mebli audio, jakie są obecnie dostępne na rynku. Od siebie mogę dodać, że również pod względem wykonania Omnia generalnie nie zawodzi (o ile zapomnimy o plastikach udających metal). Po ostatnich podwyżkach cen (Naim obecnie kosztuje 8499 zł), nieco droższa Omnia jest więc w pełni konkurencyjnym produktem. Otrzymuje od nas w pełni zasłużone pięć gwiazdek i rekomendację.

 

Artykuł pochodzi z archiwalnego wydania Audio-Video 7-8/2022 - KUP WYDANIE PDF




 

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Więcej w tej kategorii: « JBL L75ms

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Kontakt z redakcją