Wydrukuj tę stronę

Yamaha A-S2200

Lip 16, 2021

Poprzednik wywołał spore zamieszanie, a nawet sensację. Wraz z tańszym modelem umocnił pozycję Yamahy w gronie producentów wzmacniaczy stereo klasy wyższej. Nowy model nie ma więc łatwego zadania.

Dystrybutor: Audio Klan, www.audioklan.pl
Cena: 14 500 zł
Dostępne wykończenia: srebrne, czarne

Tekst i zdjęcia: Filip Kulpa

Artykuł pochodzi z Audio-Video 5/2020 - KUP PEŁNE WYDANIE PDF

audioklan

 

 


Wzmacniacz zintegrowany Yamaha A-S2200

TEST

Yamaha A-S2200
 

12 lat temu, po okresie mocnego promowania kina domowego – kosztem systemów stereo – Yamaha z przytupem powróciła do produkcji dwukanałowego sprzętu hi-fi wysokiej klasy. Mowa o debiucie zestawu S2000, którego premierę zaplanowano na pamiętny 2008 rok. Za względnie niewygórowaną kwotę zaproponowano całkiem wyrafinowany odtwarzacz CD-S2000 oraz wzmacniacz zintegrowany A-S2000 o konstrukcji zbalansowanej. Konkurenci z Europy musieli poczuć się nieswojo – oto do gry wrócił stary, duży gracz, który wykorzystując swój znaczny potencjał był w stanie zaproponować urządzenia o niepokojąco dobrym wykonaniu i bardzo konkurencyjnej cenie. Obydwa urządzenia odniosły niemały sukces, toteż nie dziwi fakt, że dziś są oferowane na rynku wtórnym za całkiem niemałe kwoty (3-4 tys. zł). Następcy serii S2000 pojawili się 6 lat później, na jesieni 2014 r. CD-S2100 i A-S2100, bo o nich mowa, byli bardzo udanymi urządzeniami, ale to wzmacniacz okazał się lepszą połówką duetu. Otrzymał – po raz pierwszy po latach – podświetlane „wycieraczki”, w dodatku grał znacznie lepiej niż A-S2000, a cena utrzymywała się bez większych zmian przez kolejnych pięć lat. Dziś egzemplarze z drugiej ręki trafiają się sporadycznie i cieszą się znacznym zainteresowaniem.

Niestety, jak to zwykle bywa, długo niemodernizowany sprzęt dość popularnej marki zaczyna popadać w zapomnienie. Nic więc dziwnego, że po tych sześciu latach uznano, że nadszedł najwyższy czas na zmianę. Tak oto powitaliśmy nowy model A-S2200. Yamaha skrupulatnie wykorzystała tę okazję, dokonując skumulowanej „indeksacji” ceny – o około 50%.

Funkcjonalność

Jak przystało na „japończyka” tej klasy, Yamaha jest wzmacniaczem bogato wyposażonym. Nie znajdziemy tu wejść cyfrowych, ani tym bardziej modułu Bluetooth, ale jeśli chodzi o przyłącza analogowe i regulacje, to mamy pełen „wypas”. Wejść liniowych jest więcej niż potrzeba (6), a moduł gramofonowy (o konstrukcji dyskretnej, co warte uwagi) może obsługiwać zarówno wkładki MM, jak i MC. W przypadku tych drugich rezystancja obciążenia jest ustalona na niskim poziomie (50 Ω), co w przypadku sporej części przetworników z ruchomą cewką, może nie być optymalne (przykład: Hana ML). Sekcje przedwzmacniacza i końcówki mocy są rozłączalne, przy czym jeśli decydujemy się na ominięcie wbudowanego preampu, nie ma możliwości wejścia kablami zbalansowanymi, co akurat w przypadku tego modelu zdecydowanie ma sens (więcej na ten temat w dalszej części).

Yamaha A S2200 detal

Wyjście słuchawkowe ma regulowane wzmocnienie.

 

Analogicznie jak Luxman, Yamaha ma wyjście słuchawkowe w standardzie dużego jacka oraz dwie pary przełączanych z poziomu czołówki terminali głośnikowych. Można powiedzieć, że wyposażenie obu tych wzmacniaczy jest analogiczne – nie znajdziemy tu żadnych istotnych różnic. Jeden i drugi wzmacniacz ma regulatory barwy, które u Yamahy odłączają się samoczynnie, gdy ustawimy je w położeniach neutralnych (stawiają wyczuwalny opór).

Inaczej niż u droższego rywala, analogowe wskaźniki mocy mogą pracować w dwóch trybach: uśredniającym (VU) lub szczytowym (Peak). Jak we wszystkich tego typu rozwiązaniach, wskazania odnoszą się do napięcia wyjściowego na zaciskach, a nie mocy – ta jest po prostu przeliczana z prawa Ohma dla obciążenia 8-omowego. W tym miejscu drobna uwaga, która może pomóc w wyborze koloru obudowy. Okazuje się, że wzmacniacz w wersji srebrnej świeci znacznie intensywniej niż czarnej, którą testowaliśmy (mowa o A-S2100, ale pod tym względem, i nie tylko, nie ma pomiędzy nimi żadnych różnic). Może to powodować pewien dyskomfort w zaciemnionym pomieszczeniu. Na szczęście przewidziano możliwość przyciemnienia podświetlenia wskaźników, ale nie wiedzieć czemu działa ono pulsacyjnie. W wersji czarnej w ogóle nie ma potrzeby przygaszania wskaźników, ponieważ czarne tło bardzo słabo odbija światło, przez co i tak świecą one znacznie mniej intensywnie.

Yamaha A S2200 gniazda

Również z tyłu Yamaha prezentuje się wyśmienicie. Wprawdzie znamy ten obrazek już od prawie 6 lat, ale wciąż – także na tym pułapie cenowym – jest to rzadkość. Uwaga! XLR-y nie są tu od parady

 

Na tylnej ściance, obok wejść i wyjść, znajdują się trzy mikroprzełączniki, z czego dwa sąsiadują z gniazdami XLR. „Attenuator” służy do obniżenia czułości wejściowej o 6 dB a zarazem do zwiększenia marginesu przesterowania (w ustawieniu „0 dB” wynosi on tylko 2,8 V, co grozi ryzykiem przesterowania wejść, jeśli korzystamy ze źródła cyfrowego o typowym dla wyjść zbalansowanym napięciu 4 V lub wyższym). Ustawienie „-6 dB” przesuwa ten próg do poziomu 5,6 V, co oznacza, że większość źródeł zbalansowanych podłączymy bez obaw o pojawienie się zniekształceń. Drugi przełącznik (Phase) umożliwia odwrócenie polaryzacji sygnału wejściowego – to na wypadek, gdyby źródło miało drugi pin ujemny (zimny) zamiast dodatniego (gorącego). Trzeci, zlokalizowany nad zaciskami głośnikowymi, służy do wyłączenia domyślnie aktywnej opcji Auto Power Off, która nie tylko wyłącza wzmacniacz przy braku nieobecności sygnału na wejściu, ale także przy braku aktywności użytkownika przez kilka godzin. Sprawdziłem to aż trzykrotnie, pozostawiając wzmacniacz na noc w celu jego wygrzewania się (pod obciążeniem, z grającym w pętli odtwarzaczem CD). Zanim dostrzegłem ten przełącznik, minęło kilka dób... Wyłączenie funkcji skutecznie rozwiązało problem niechcianych przerw w wygrzewaniu się urządzenia. Pobór mocy na biegu jałowym wynosi ponad 60 W, więc stosowanie automatycznego wyłącznika na codzień jest jednak zasadne.

Dołączony do wzmacniacza pilot jest starym dobrym znajomym. Symbol się co prawda zmienił, ale układ przycisków, sam kształt sterownika, jak również kody IR są identyczne, jak poprzednio. Podobieństw do A-S2100 jest zresztą o wiele więcej.

Budowa

A-S2200 to obiektywnie świetnie wykonany wzmacniacz, w którym nie szczędzono środków ani na obudowę, ani na komponenty. Drewniane boczki pokryte czarnym lakierem na wysoki połysk dodają tej integrze szyku i ponadczasowości, podkreślając staromodną stylistykę. Przełączniki i pokrętła są metalowe – całość przekonuje solidnością i dużą wartością materiałową. W obecnych realiach, nawet przy cenie 14 500 zł nie są to rzeczy oczywiste.

Yamaha A S2200 wnetrze

Rozplanowanie układu jest typowe dla japońskich integr, jak również dla wzmacniaczy high-end.

 

Dobra zasada projektowania podpowiada, że jeśli nie musisz czegoś zmieniać, to nie rób tego. Inżynierowie Yamahy bardzo mocno wzięli sobie ją do serca, ponieważ w wyglądzie i wykonaniu nowego modelu nie zmienili absolutnie nic. Zmodyfikowano natomiast opakowanie – teraz wygląda ono na droższe, a wzmacniacz został lepiej zabezpieczony przed brutalnym traktowaniem w trakcie spedycji (karton jest większy i podwójny). Sama obudowa, czołówka, jej kształt, wymiary, wskaźniki wysterowania, przełączniki rodem z lat 70. – to wszystko, toczka w toczkę, przeniesiono ze wspaniałego poprzednika. Doszukałem się jednej różnicy, ale to tylko dlatego, że pod ręką miałem stary model, wypożyczony na tę okoliczność od mojego kolegi. W A-S2100 stopki były żeliwne, czarne i miały magnetyczne talerzyki ochronne stykające się z ostrymi zakończeniami stopek. W nowym modelu nóżki są bardziej standardowe – aluminiowe walce podbito od spodu pianką.

Z tyłu także wszystko zostało po staremu, włączając w to podwójne terminale głośnikowe ustawione skośnie (plus przesunięty względem minusa, obydwa na różnych poziomach), z płaskim plastikowym zabezpieczeniem antyzwarciowym, które utrudnia posługiwanie się widełkami.

Analiza specyfikacji technicznej nie wnosi niczego nowego. Zgadzają się wszystkie parametry za wyjątkiem czułości wejścia gramofonowego. Z ciekawości ściągnąłem instrukcję starego modelu, w której na str. 26 przedstawiono wykres zniekształceń THD w funkcji mocy dla trzech różnych częstotliwości. Z danych tych wynika, że obydwa wzmacniacze generują niemal identyczny (łączny) poziom zniekształceń harmonicznych, przy czym A-S2100 bardziej gwałtownie wchodził w clipping, ale dopiero przy przekroczeniu mocy 100 W (a nie przy 90 W, jak to ma miejsce w przypadku obecnego modelu). Realne moce obu wzmacniaczy (mierzone w odniesieniu do 1% zawartości THD) są jednak podobne i przekraczają 100 W na kanał przy 8 omach.

Yamaha A S2200 zasilacz

Główna zmiana względem poprzednika dotyczy transformatora – teraz jest toroidalny.

 

Pierwszą zmianę konstrukcyjną we wnętrzu dostrzec nietrudno – chodzi o transformator toroidalny Bando, który zastąpił wyrób tej samej marki, ale z rdzeniem typu EI. Druga, znacznie mniejsza modyfikacja znajduje się z lewej strony górnej płytki wejściowej, gdzie pojawiły się dwa dodatkowe stabilizatory i dwa kondensatory poliestrowe (PET). W torze sygnałowym, uwzględniając to co widać, a więc z pominięciem dwóch mniejszych płytek zabudowanych poniżej, nie dopatrzyłem się żadnych różnic w rozmieszczeniu czy doborze elementów. Pomijając liczną grupę kondensatorów – niebieskich „kleszczy” i złocistych poliestrowych, uwagę zwraca zastosowanie sześciu scalonych drabinek rezystorowych NJU 72321 (JRC) i tylu samo wzmacniaczy operacyjnych OP275. Układowi temu towarzyszą trzy komplementarne pary tranzystorów 2SA1659A / 2SC4370A, które występują także w stopniu końcowym (4 szt. na kanał). Duża liczba wspomnianych układów ma swoją przyczynę, a mianowicie w pełni zbalansowany tor sygnałowy.

Płytki końcówek mocy, umieszczone po bokach dużego zasilacza, wyglądają dokładnie tak samo, jak w A-S2200. Nie ma pewności, czy tranzystory stopnia końcowego są te same, co wcześniej (mosfety MLE20). Identyczna jest natomiast konstrukcja zasilacza, pomijając wspomnianą zmianę transformatora. Zastosowano 6 mostków prostowniczych, cztery potężne elektrolity Nichicona 22 tys. µF/63 V, którym towarzyszą dwa mniejsze elektrolity (po 6800 µF) i dwa kondensatory PET 3300 µF.

Yamaha A S2200 koncowka mocy

Płytki końcówek mocy, umieszczone po bokach dużego zasilacza.

 

Generalnie rzecz biorąc, mamy do czynienia ze wzmacniaczem skomplikowanym konstrukcyjnie, co w szczególności widać po końcówkach mocy, ale nie tylko. To konsekwencja przyjętej idei projektowej – na tym pułapie cenowym zupełnie niespotykanej. Jak już wspomniałem, A-S2200 jest wzmacniaczem zbalansowanym z tzw. pływającą masą. Zaciski ujemne są więc „gorące” – tak samo jak te dodatnie, na co warto zwrócić baczną uwagę przy manipulowaniu kablami głośnikowymi, gdy wzmacniacz pozostaje włączony. Tu bardzo przydaje się przełącznik zacisków głośnikowych, który w połączeniu „off” odcina oba wyjścia. Zbalansowany wzmacniacz jest teoretycznie niewrażliwy na zakłócenia przedostające się po masie oraz na fluktuacje napięcia zasilającego – to niewątpliwa zaleta. Wadą jest koszt takiego rozwiązania – układ zawiera dwa razy więcej elementów w torze sygnałowym niż zwykle – oraz techniczna trudność z zapewnieniem pełnej symetrii obu „połówek” urządzenia.

Wiele uwagi twórcy tego wzmacniacza poświęcili problemowi tłumienia wibracji i ograniczenia podatności na rezonanse mechaniczne. Nad środkową częścią wnętrza, pod górną pokrywą, zamontowano stalową ramę usztywniającą, ale nawet bez niej obudowa jest bardzo sztywna. Ponadto zastosowano podwójne blachy chassis, dodatkowe warstwy stali pod kondensatorami, prostownikami i transformatorem. Górna pokrywa szczelnie przylega do boczków – użyto substancji klejącej. Nie ma mowy o dzwonieniu górnego panelu.

Brzmienie

W trakcie przeprowadzania testu miałem okazję raz jeszcze posłuchać poprzednika (recenzja ukazała się w AV 3/2015 i jest dostępna TUTAJ). Wydało mi się to interesującym doświadczeniem – raz ze względu na obecność następcy, dwa – z uwagi na możliwość konfrontacji bieżących wrażeń z tym, co napisałem 5 lat temu.

Yamaha A S2200 plytka gorna

Tutaj nic się nie zmieniło. Montaż SMD, mieszanka scalaków i tranzystorów bipolarnych.

 

Okazuje się, że nowy model brzmi inaczej niż (kilkuletni) A-S2100. Ten pierwszy jest łagodniejszy, pozbawiony pewnej emfazy w wyższych rejestrach. Jego charakter bardziej przypomina wzmacniacz lampowy niż typowy tranzystor, choć to znaczące uproszczenie, którego nie należy traktować zbyt dosłownie. Jednocześnie uzyskano niedużą, ale jednak słyszalną poprawę definicji basu (mniej zmiękczenia, więcej konturów), a scenę dźwiękową określiłbym jako bardziej trójwymiarową, mniej przyklejoną do zestawów głośnikowych. Z całą pewnością nie są to różnice drastyczne, ale składają się one na wrażenie bardziej ułożonej, spójnej i przemyślanej koncepcji brzmieniowej nowego modelu. Bez wątpienia, jest on bardziej łaskawy dla gorszych realizacji rockowych, ale jednocześnie trzeba odnotować, że złagodzenie brzmienia odciska swoje piętno na szybkości i wrażeniu dynamiki. Wydaje się, że A-S2200 dobrze wpisuje się w koncepcję brzmieniową od lat realizowaną przez japońskiego producenta.

Yamaha nie jest wzmacniaczem równie rozdzielczym i szczegółowym, co testowany równolegle – droższy o 4500 zł – Luxman. Nie potrafi równie przekonująco odwzorowywać sceny dźwiękowej, przekazywać tyle informacji o położeniu, kształtach i wzajemnych relacjach poszczególnych instrumentów. S2200 gra w sposób bardziej stonowany, mniej klarowny. W pierwszej chwili pojawiło się wrażenie woalu pokrywającego środkowy i wyższy zakres pasma. Dźwięk był pastelowy, mniej namacalny, zdecydowanie łagodniejszy, choć przecież Luxman nie brzmi ostro czy twardo. Yamaha gra zatem w sposób niezwykle łatwo przyjazny i wysoce „przyswajalny”. Niczym nie przykuwa uwagi, jest pozbawiona wszelkiej agresji czy choćby najmniejszych zakusów do eksponowania czegokolwiek. To taka „siła spokoju”, można by powiedzieć. Z upływem czasu okazywało się jednak, że dźwięk zaczyna się otwierać – sądzę, że istotne znaczenie mógł mieć fakt wygrzania urządzenia (egzemplarz otrzymany do testu wyglądał na świeży). Niezależnie od tego trzeba przyznać, że przekaz jest pozbawiony elementów „uatrakcyjniających” – nie jest efektowny w tradycyjnym rozumieniu tego sformułowania.

Yamaha A S2200 nowy element

Górna płytka wejściowa trochę różni się od tej zastosowanej w A-S2100 - właśnie tutaj.

 

Soprany wybrzmiewają gładko, co słychać w brzmieniu hi-hatów, jak również instrumentów dętych i strunowych. Przyznam, że trochę brakowało mi otwartości tego zakresu, lepiej zdefiniowanych krawędzi, powietrza i „błysku” w górze pasma, jednak z drugiej strony Yamaha potrafiła skutecznie zademonstrować także pozytywy tego stanu rzeczy. Złagodzenie wyższych rejestrów uzupełnione dobrze wypełnionym i nieźle kontrolowanym basem sprawiało, że „dwójki” Zeppelinów słuchało się zadziwiająco przyjemnie, zważywszy że w torze nie było ani gramofonu, ani wzmacniacza lampowego. Jeśli ktoś twierdzi, że z tranzystora i płyty CD nie da się uzyskać przyjemnego, dobrze wypełnionego brzmienia, ten powinien posłuchać tej integry sparowanej z klasowym źródłem cyfrowym. Wokal Agi Zaryan w utworze „Lilac Wine” był lekko oddalony, mniej ekspresyjny i nie tak namacalny jak w przypadku Luxmana. Środek pasma nie ma też tego wypełnienia i bogactwa alikwotów, co razem składa się na wrażenie swoistej powściągliwości, wspomnianej pastelowości. Trzeba jednak przyznać, że całościowo rzez biorąc, brzmienie A-S2200 jest wysoce spójne i naturalne. Faktura dźwięków nie wykazuje osuszenia ani twardości. Wrażenie dobrego dociążenia i spore ogólne wysublimowanie poszczególnych zakresów sprawia, że komfort odsłuchu jest z całą pewnością adekwatny do ceny urządzenia. Yamaha nie jest natomiast mistrzem pod względem stopnia zaangażowania słuchacza w wir muzycznej akcji i timing. Tu bardziej docenia się ogólne opanowanie niż walory związane z mikrodynamiką czy żywymi barwami.

W recenzji poprzedniego modelu napisałem, że duże znaczenie ma rodzaj połączeń – RCA lub XLR. Te drugie uznałem za zdecydowanie preferowaną opcję. Nie inaczej jest tym razem, co nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę podobieństwo konstrukcyjne obu wzmacniaczy. Osobiście zaliczam się do bardzo umiarkowanych zwolenników połączeń zbalansowanych, jednak w tym przypadku nie może być wątpliwości, że z XLR-ów zdecydowanie warto korzystać. Wzmacniacz zyskuje na dynamice, staje się bardziej energiczny w średnicy i basie, poprawia się też przestrzenność. Warto zatem pokusić się o źródło z wyjściami XLR – dotyczy to także zewnętrzych przedwzmacniaczy gramofonowych, jeśli uznamy, że ten wbudowany jest zbyt słaby.

Yamaha A S2200 wskazniki

„Wycieraczki" to specjalność Japończyków. Są niezwykle gustowne. Jeśli dużo słuchasz po ciemku, sprawdź, czy nie lepsza będzie wersja czarna.

 

Bezpośrednie wejście na końcówkę mocy z regulowanego wyjścia dCS-a Bartoka nie przyniosło zupełnie jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, która konfiguracja jest lepsza. Z jednej strony, pominięcie preampu przyniosło zysk w postaci lepszego otwarcia i szczegółowości dźwięku, z drugiej jednak miałem poczucie, że traci się na harmonii przekazu. Kombinować zatem raczej nie ma sensu. Choć, jak zawsze, warto spróbować.

Zobacz również test porównawczy - Luxman L-505uX MarkII

Luxman L 505uX MarkII

 

Galeria



Naszym zdaniem

Yamaha A S2200 ocena i daneCieszy to, że Yamaha miała odwagę wypuścić kolejny, zdecydowanie już nietani wzmacniacz zintegrowany stereo. Jest równie znakomicie wykonany jak poprzednik, a brzmi całościowo bardziej spójnie i łagodnie. To w dalszym ciągu dobra propozycja w swojej klasie – szczególnie z punktu widzenia tych, którzy poszukują klasycznego, miękko brzmiącego wzmacniacza tranzystorowego o dużej mocy, którego wygląd przywołuje wspomnienia minionej epoki. Połączenie z żywo, ekspresyjnie brzmiącymi kolumnami wysokiej klasy będzie optymalne, a dobrej klasy wbudowany stopień phono MM/MC stanowi niewątpliwy atut dla użytkowników gramofonów średniej klasy.

 

Artykuł pochodzi z Audio-Video 5/2020 - KUP PEŁNE WYDANIE PDF

Oceń ten artykuł
(0 głosów)