Hegel H120

Wrz 28, 2020

Następca Rösta jest do niego bardzo podobny technicznie, ale zawiera kilka modyfikacji. Jak się okazuje, całkiem istotnych.

Dystrybutor: Audio Klan www.audioklan.com.pl
Cena: 8999 zł (w czasie testu: 9999 zł)
Dostępne wykończenia: czarne

Tekst: Marek Lacki | Zdjęcia: AV

Artykuł pochodzi z Audio-Video 3/2020 - KUP PEŁNE WYDANIE PDF

audioklan

 

 


Wzmacniacz zintegrowany Hegel H120

TEST

Hegel H120
 

Norweska marka szturmem wdarła się kilka lat temu na rynek wzmacniaczy zintegrowanych średniej i wyższej klasy. W krótkim czasie stworzyła kilka generacji urządzeń, dość często je wymieniając, co niewątpliwie przysłużyło się jej z marketingowego punktu widzenia. Poprzednik najnowszego modelu H120 był dla Hegla eksperymentem – raz, że jego nazwa (Röst) odcinała się od wszystkiego, co firma wcześniej proponowała, ponadto był to jedyny w ofercie wzmacniacz oferowany w kolorze białym (tylko na początku), w dodatku z wbudowanym modułem strumieniowym. Nie było to wprawdzie rozwiązanie szczególnie wyszukane – raczej podyktowane oczekiwaniami klientów – niemniej analogowa część wzmacniacza okazała się bardzo dobra – przewyższała model H80, na którym Röst dość ściśle bazował. Pojawienie się w ofercie modelu H90 (2017 r.), który pod względem funkcjonalnym oferował niemal dokładnie to samo, co Röst (brak XLR-ów można pominąć), a był sporo tańszy (różnica w mocy wyjściowej nie była podyktowana uwarunkowaniami konstrukcyjnymi) i miał zaaplikowaną nową wersję układu Sound Engine, oznaczało, że Rösta (recenzja TUTAJ) należało odświeżyć. Hegel za bardzo się z tym jednak nie spieszył. Dopiero na jesieni 2019 r. anonsowano nowy model – tym razem konsekwentnie oznaczony literą H i trzycyfrową liczbą. Warto odnotować, że jego cena jest niższa niż Rösta w chwili jego debiutu.

 

Wygląd i funkcjonalność

Cała trójka: H120, H90 i Röst wygląda dokładnie tak samo. Obudowa o wysokości 80 mm (plus dodatkowe 20 mm na gumowe stopki) ma charakterystycznie przeprofilowaną aluminiową czołówkę z bardzo wyraźnym wyświetlaczem OLED i dwie gałki – lewa służy do wyboru źródeł (steruje przekaźnikami), prawa – do regulacji głośności (zawiaduje układem scalonym). Projekt jest więc wyjątkowo minimalistyczny, a obsługa – bardzo przyjemna i nowoczesna. Jedyny zgrzyt stanowi wyjątkowo głośny klik automatycznego wyłączania wzmacniacza po dłuższej bezczynności.

Hegel H120 pilot

Pilot dobrze znany – ten sam był w Röście.

 

Pilot pochodzi z Rösta – jest metalowy i wygląda dużo lepiej niż cienki kawałek plastiku dołączany do H90. Również jedna para XLR–ów z tyłu wskazuje na powinowactwo z tym pierwszym. Wyposażenie w gniazda jest identyczne. Każde z trzech wejść liniowych (phono nie przewidziano) można je przekształcić (za pośrednictwem menu) w bezpośrednie wejście na końcówkę mocy, co docenią użytkownicy jednostek A/V.

Z prawej strony tylnego panelu znajduje się znany już komplet wejść cyfrowych z trzema „optykami”, jednym wejściem koaksjalnym, wejściem USB dla komputera lub streamera oraz gniazdo LAN. Zapewnia ono łączność z siecią domową i internetem. Połączenie to realizuje „gotowiec” firmy Libre Wireless Technology LS5B-N11S (to zmiana względem H90 i Rösta), dzięki czemu zyskujemy funkcjonalność DMR (Digital Media Renderer) z obsługą plików audio w formacie PCM 24/192, kompatybilność z serwerami UPnP/DLNA, AirPlay i Spotify Connect. Hegel nie proponuje żadnej własnej aplikacji sterującej – odsyła użytkowników do sprawdzonych i uniwersalnych aplikacji z Google Play i AppStore. Na kompatybilność z Roonem niestety nie mamy co liczyć. W tym sensie nic nie zmieniło się od czasów Rösta. Pewnym rozczarowaniem jest także to, że wejście USB typu B nadal nie pozwala na odtwarzanie materiałów hi-res w formacie DSD, jak również PCM o częstotliwości próbkowania powyżej 96 kHz (niedostępna jest także częstotliwość próbkowania 88,2 kHz, co wynika z ograniczeń samego mikrokontrolera na wejściu). To dość zaskakujące o tyle, że sekcja przetwornika c/a została zmodernizowana – użyto przetwornika AK4490EQ.

Hegel H120 wejscia cyfrowe

Pakiet wejść cyfrowych ten sam, co w starszych modelach. Nic więcej nie potrzeba.

 

Przełączanie wzmacniacza pomiędzy trybem pracy i uśpienia odbywa się za pomocą ukrytego przełącznika, który znajduje się na spodzie przedniej ścianki lub też za pośrednictwem pilota. Przełącznik jest duży, więc łatwo go odnaleźć pod palcami. W recenzji modelu H90 zwróciliśmy uwagę, że tryb gotowości jest niemal tak samo prądożerny jak bieg jałowy (pracujący wzmacniacz bez obciążenia), ponieważ jego rola ograniczała się do odłączenia wyświetlacza. W nowym modelu ten problem rozwiązano – uśpiony H120 wykazuje śladowy pobór mocy (nasz watomierz dał odczyt 0,0 W mocy czynnej), podczas gdy moc pobierana z gniazdka na biegu jałowym jest taka sama, jak w H90 i wynosi ok. 25 W.

 

Budowa

We wnętrzu H120 zaszły trzy zmiany względem Rösta. Dwie z nich widać gołym okiem, co do trzeciej – musimy uwierzyć producentowi na słowo.

Pierwsza dostrzegalna modyfikacja to powiększenie głównego transformatora zasilającego i pojawienie się dodatkowego, małego toroidu zasilającego sekcję cyfrową – niewątpliwie jest zmiana na plus. Główne kondensatory filtrujące są takie same, jak w H80, H90 i w Röście – cztery sztuki Noverów (jednak tym razem z nadrukiem „Hegel”) o pojemnościach 10 tys. µF/63 V każdy. Sama płytka do złudzenia przypomina H90 i Rösta, choć różni się oznaczeniem. Miedziane ścieżki mają grubość 70 um, Regulację głośności realizuje ten sam układ scalony co w obu wspomnianych modelach – JRC NJW1159. Dobór elementów pasywnych i rozplanowanie układu są analogiczne, punkt w punkt.

Hegel H120 wejścia analogowe

Z tyłu dokładnie to samo, co wcześniej. Różnica w stosunku do H90 dotyczy pary XLR–w. Technicznie rzecz biorąc, nie mają one konkretnego uzasadnienia.

 

Druga modernizacja dotyczy sekcji cyfrowej. Pojawiła się inna płytka wejść cyfrowych oraz inny moduł sieciowy (wspomniany już Libre). Obsługę wejść cyfrowych realizują aż dwa układy AKM AK4118A oraz archaiczny mikrokontroler USB – Tenor Audio TE7022L. Na płytce znalazł się ponadto upsampler AM4127VF oraz wspomniana kość DAC-a – AK4490EQ, obok której widać zegar 27 MHz. Można również dostrzec wzmacniacz operacyjny N5532 – element filtru dolnoprzepustowego. Wszystko oczywiście w SMD.

Stopień końcowy nadal korzysta z pojedynczej komplementarnej pary tranzystorów bipolarnych na kanał – 2SA2121/2SC5949. Wzorem H90 zaaplikowano udoskonaloną technikę redukcji zniekształceń – SoundEngine 2. Nie jest to pętla sprzężenia zwrotnego, lecz układ bazujący na idei odejmowania wzmocnionego sygnału błędu od sygnału wyjściowego (ang. feed forward), co w porównaniu z pętlą ujemnnego sprzężenia zwrotnego ma mieć tę przewagę, że nie wprowadza zniekształceń TIM. Czym różni się druga wersja tego układu od oryginalnego SoundEngine – tego nie wiemy.

 

Brzmienie

W testowaniu wzmacniaczy Hegla mam niemałe doświadczenie. Wczesne modele tej marki brzmiały bardzo dynamicznie, były świetne motorycznie i jednocześnie gładkie, wręcz ciepłe. To wygładzenie miało jednak pewne, niekoniecznie pozytywne konsekwencje. Środek pasma odbierałem nieraz jako chłodny emocjonalnie. Emocje towarzyszące słuchaniu muzyki pojawiały się w warstwie makrodynamicznej, natomiast w skali mikro były stłumione. Rösta zapamiętałem jako pierwszy wzmacniacz norweskiej marki, który zerwał z tym schematem, wnosząc angażujące, żywe barwy i pozostając jednocześnie bardzo dynamicznym. Podobne cechy odziedziczył zresztą H90. Röst nie był jednak doskonały. Z nadmiernego ugrzecznienia przeskoczono do ożywienia, lekkiego rozjaśnienia, a może nawet wyostrzenia. Niewielkiego, ale jednak. Mimo to, Röst brzmiał według mnie lepiej, bardziej emocjonalnie niż poprzednicy, w tym także większe i droższe modele z rodziny H200/300/360 oraz H160. Uwaga ta nie dotyczyła jednak basu, który mocniejsze modele prowadziły w bardziej imponujący sposób. Jak na tym tle wypada H120? Najkrócej rzecz ujmując, bardzo dobrze. Zachował wszystkie atuty poprzednika, nie powielając jednak jego słabości.

Hegel H120 wnetrze

H120 ma większy i bardziej rozbudowany zasilacz niż Rost. Pojawił się drugi, mniejszy transformator toroidalny obsługujący sekcję przetwornika c/a i streamera.

 

Brzmienie wzmacniacza high-end zazwyczaj wyobrażamy sobie jako połączenie nieskompresowanej dynamiki, bogatych, zróżnicowanych barw z precyzją oraz przejrzystością i rozdzielczością. To cechy, które w niedrogich konstrukcjach najczęściej wzajemnie się wykluczają. Mamy wybór na zasadzie „albo–albo”, tj. dobry, szybki bas i dobra motoryka, albo kwieciste barwy i gładkość. Wzmacniacze z pierwszej grupy wykazują tendencję do utwardzania dźwięku, natomiast te barwne są zaokrąglone na basie, nierzadko całościowo zawoalowane i ospałe. Oczywiście każdy producent stara się te przeciwstawne sobie cechy łączyć w ramach jednego modelu, tworząc zazwyczaj mniej lub bardziej udane kompromisy. Nawet jeśli to się udaje, to z reguły „w pakiecie” z wysoką ceną, co niekoniecznie podoba się klientom. Hegel H120 pokazuje, że może być inaczej.

Już na początku zaskoczyła mnie gładkość, z jaką ten wzmacniacz obchodził się z odtwarzaną muzyką. Nie przejawiał żadnego rozjaśnienia, żadnej ostrości, słowem niczego, co jednoznacznie kojarzy się z nieparzystymi harmonicznymi, charakterystycznymi dla wzmacniaczy tranzystorowych. Mistrzem w tej rywalizacji jest dla mnie – i chyba jeszcze długo nim pozostanie – Lavardin IT, którego testowałem 8 lat temu. To było niezwykłe połączenie gładkości i bogactwa barw z precyzją, przejrzystością zakresu średnio-wysokotonowego obarczone jednak wadami w postaci słabowitego, mocno „niedożywionego” basu. H120 oczywiście ustępuje temu Lavardinowi pod względem ogólnego wyrafinowania (dotyczy to także konfrontacji modelu ISx Reference, recenzowanego w tym wydaniu AV przez redaktora naczelnego), jednak i tak brzmi gładko na skrzypcach i wiolonczeli, bardzo dobrze odtwarza instrumenty dęte oraz całkiem nieźle radzi sobie z fortepianem, choć akurat tu przyłapałem go na pewnej nieczystości w zakresie górnej średnicy. Generalnie jednak, wybredne Akkusy Redwine 71 nie zostały sprowokowane do ekspozycji tzw. brudów, które potrafią pokazać w bardzo dobitny sposób. Gładkie przetwarzanie środka nie zostało obarczone niepotrzebnymi zaokrągleniami. Krawędzie były rysowane czysto i dokładnie. H120 nie uchybia precyzji, zapewniając ją w zakresie od najniższego basu aż po samą górę. Wysokie tony także nie wykazywały tendencji do słodzenia czy zaokrągleń. Były raczej pokazywane, jakimi są. Jak na wzmacniacz za 10 tys. zł, H120 wyróżniał się niepospolitą rozdzielczością i czystością. Góra była spójna i idealnie zszyta ze środkiem. W zasadzie nieobecna, bez własnego charakteru.

Hegel H120 kondensatory zasilacza

Główne kondensatory filtrujące są takie same, jak w H80, H90 i w Röście – cztery sztuki Noverów (jednak tym razem z nadrukiem „Hegel”) o pojemnościach 10 tys. µF/63 V każdy.

 

Nie mniej zadowolenia przyniósł bas. Niskie tony Hegla mają motorycznie wyjątkowo dużo wspólnego z klasą D. Dynamika i rozmach basu są tu tak dobre, że powstaje pytanie, po co buduje się wzmacniacze w klasie D, skoro klasa AB z liniowym zasilaczem potrafi być aż tak dobra. Niezła głębia, tektoniczny, dobrze wykonturowany średni bas w połączeniu ze znakomitą szybkością i w miarę zróżnicowaną barwą w zgraniu ze średnicą – czego chcieć więcej? Mocniejsze wzmacniacze, jak np. końcówka mocy ATC P2 czy zapamiętany przeze mnie Hegel H160 potrafią co prawda jeszcze więcej, to znaczy głębiej i z jeszcze lepszą kontrolą najniższego dołu, jednak jak na moc i cenę testowanej integry, jest i tak aż nadto dobrze. Bas H120 okazał się nieco obfitszy niż z końcówki Chord TToby, miał też niemal porównywalną szybkość, choć ustępował jej pod względem zróżnicowania.

Generalnie szybkość i dynamika w całym paśmie są kolejnymi atutami Hegla. Jego zrywność i spontaniczność odczuwa się także w wyższych zakresach. Zawsze jednak w granicach dużej kultury i ogłady.
H120 całkiem sprawnie buduje głębię sceny, która zaczyna się za zestawami głośnikowymi. To wzmacniacz daleki od tego, by wypychać dźwięk przed głośniki. Oferuje dźwięk nieofensywny, całkiem łatwy w odbiorze.

 

Streaming i DAC

Moduł strumieniowy, porównany bezpośrednio z tym w odtwarzaczu Cambridge Audio Edge NQ, okazał się bezsprzecznie lepszy. Nie tylko dobrej jakości pliki przesyłane protokołem DLNA, ale także zwykłe radio internetowe, bezpośrednio z Hegla brzmiały po prostu lepiej. Porównanie modułu strumieniowego z wejściem USB, do którego podawany był sygnał z SOtMa sMS-200 Neo, nie przyniosło szybkiego rozstrzygnięcia, jednak po paru próbach uznałem, że ta kombinacja sprzętowa osiąga jednak pewną przewagę. Oczywiście dopóki nie zechcemy posłuchać plików o próbkowaniu 88,2, 176,4 lub 192 kHz.

Hegel H120 DAC

W tej części układu zaszły największe zmiany, czego nie kryje sam producent. Tylko dlaczego wejście USB wciąż nie potrafi więcej?

 

Jakość DAC-a w H120 dzielą milowe kroki od przetwornika w Röście. W tej materii czuć zdecydowany i największy progres – tak mi się przynajmniej wydaje z perspektywy czasu. DAC H120 ma swoją sygnaturę, którą odebrałem jako lekkie skupianie sceny bliżej jej środka.

Oczywiście z wejść analogowych można wycisnąć jeszcze więcej niż z wejść cyfrowych, co w sumie nie powinno dziwić. Pokazało to podłączenie Cambridge’a Audio Edge NQ w preferowanej roli USB-DAC-a, które zaowocowało dźwiękiem czystszym, o subiektywnie niższym poziomie zniekształceń, większym rozmachu, a także lepiej nasyconych barwach, mikrodynamice i bardziej rozbudowanej przestrzeni. Nie zmienia to faktu, że DAC w Heglu jest wysokiej klasy. Co cieszy tym bardziej, że nie wymaga dopłaty. Także z wejścia koaksjalnego, przy odtwarzaniu ścieżek filmowych, uzyskiwałem dźwięk o zupełnie zadowalającej jakości, która nie prowokowała do sięgania po zewnętrzny przetwornik c/a.

Galeria

 

Naszym zdaniem

Bez wątpienia udany następca Rösta, od którego brzmi bardziej muzykalnie – już jako wzmacniacz analogowy, a tym bardziej jako „samograj”, za pośrednictwem wbudowanego modułu strumieniowego. Z pozoru nieduże zmiany układowe pozwoliły dopracować dźwięk, dając neutralny, ale jednocześnie żywy i gładki przekaz o dobrej motoryce. Bardzo przyzwoity DAC i streamer otrzymujemy gratis, albowiem już jako „goły” wzmacniacz, H120 jest wart swojej ceny.

Hegel H120 ocenaArtykuł pochodzi z Audio-Video 3/2020 - KUP PEŁNE WYDANIE PDF

System odsłuchowy:

  • Pomieszczenie: pokój o powierzchni ok. 19 m2, zaadoptowany akustycznie poprzez zastosowanie ustrojów tłumiących i rozpraszających. Mały czas pogłosu.
  • Kolumny: Akkus Redwine 71 na podstawkach Rogoz Audio
  • Transport strumieniowy: SOtM sMS-200 Neo sterowany z Roona
  • DAC/pre: Cambridge Audio Edge NQ
  • Interkonekty: Purist Audio Design Vesta, Tara Labs Apollo Extreme, iFi Audio Gemini (USB)
  • Kable głośnikowe: Equlilibrium Equilight II (2019)
  • Stolik pod elektronikę: Rogoz Audio
  • Zasilanie: listwy sieciowe Enerr One 6s z kablami Enerr Transcenda Supreme HC; kable do urządzeń własnej konstrukcji

 

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Kontakt z redakcją