PORTAL MIESIĘCZNIKA AUDIO-VIDEO

iFi Audio ZEN Stream

Sty 18, 2022

Niepozorny i niedrogi streamer iFi Audio powstał z myślą o użytkownikach przetworników DAC — zarówno tych niedrogich, jak i tych wyższej klasy. Ten maluch potrafi z nich wydobyć zaskakująco dobry dźwięk.

Dystrybutor: Audiomagic, www.audiomagic.pl
Cena: 1790 zł (w czasie testu)
Dostępne wykończenia: tytanowe

Tekst: Marek Lacki, Filip Kulpa | Zdjęcia: AV

Artykuł pochodzi z Audio-Video 10/2021 - Kup pełne wydanie PDF

audioklan

 

 


Odtwarzacz strumieniowy iFi Audio ZEN Stream

TEST

iFi ZEN Stream

ZEN Stream jest stosunkowo nową pozycją w portfolio brytyjskiej marki. To streamer bez wbudowanego przetwornika c/a, a więc coś, co w żargonie audiofilskim określamy mianem transportu, na zasadzie analogii do niegdyś popularnych napędów czytających płyty CD. Ta nowsza kategoria urządzeń rozwija się jakby wolniej niż kompletne odtwarzacze strumieniowe, co jest niezrozumiałe o tyle, że oferta rynkowa streamerów jest zdecydowanie uboższa niż USB DAC-ów. Niemniej jednak, dostępność transportów strumieniowych znacząco się poprawiła w ostatnich latach, choć głównie na poziomie urządzeń drogich i bardzo drogich, czyli tam, gdzie ich opracowywanie i wdrażanie do produkcji jest bardziej opłacalne. Wyprodukowanie streamera z wyjściem USB Audio, który grałby lepiej od komputera, był niedrogi i miał odpowiednio dopracowane oprogramowanie, to spore wyzwanie. Kilku dalekowschodnich producentów ma na tym polu niemałe osiągnięcia. Teraz do tej grupy dołącza marka iFi Audio, odłam high-endowej firmy AMR, której inżynierowie postanowili stworzyć minimalistyczny streamer z wyjściami cyfrowymi na bazie oprogramowania opensource wykorzystanego w odtwarzaczu Volumio (patrz recenzja Volumio Primo w AV 9/2021).

ZEN Stream został wyceniony bardzo atrakcyjnie — kosztuje 1790 zł, a więc mniej niż Primo (bez licencji na software) czy SOtM sMS-200 Neo. To z grubsza poziom „malinki” uzbrojonej w nakładkę USBridge Sig (nie licząc kosztu obudowy), czyli rozwiązanie niezupełnie gotowe, a takim jest bohater naszej recenzji.

Budowa

Testowane dotąd modele z rodziny ZEN, a przypomnę, że były to dwa przedwzmacniacze gramofonowe (AV 5/2021), zaskoczyły nas poziomem wyrafinowania technicznego i wykonaniem. To samo można powiedzieć o ZEN Stream. Kształt i gabaryty w całości aluminiowej obudowy są dokładnie takie same. Ważące niewiele ponad pół kilograma urządzenie mierzy niespełna 16 cm na szerokość i wygląda więcej niż dobrze — z całą pewnością nowocześniej i lepiej niż wymienieni rywale. Główny korpus obudowy tworzy zamknięty profil aluminiowy, w który wsuwa się płytkę SMD z całym układem elektronicznym i złączami. Front tworzy gruby, także aluminiowy, pochylony pod kątem, płat aluminium z otworami na dwa przyciski i diody. Za pomocą długich, przelotowych śrub spięto go z metalową tylną ścianką.
Od frontu widoczne są dwa przyciski i dwie duże diody. Lewy to wyłącznik, prawy służy do przełączania na sieć wi-fi (zamiast połączenia LAN). Obie diody zmieniają kolor, sygnalizując w ten sposób status transmisji. Lewa informuje o aktualnej przepływności łącza, prawa — o częstotliwości, czy raczej przedziale częstotliwości, próbkowania odtwarzanego sygnału. Ta może sięgać 384 kHz dla PCM i 11,3 MHz dla DSD (256). Kod kolorystyczny należy po prostu zapamiętać, by móc „odczytywać” wskazania urządzenia.

iFi ZEN Stream gniazda

Tył miniaturowego urządzenia jest gęsto upakowany złączami. Dolny port USB 3.0 służy do podłączenia USB DAC-a, górny — pamięci masowej.

 

Na miniaturowym panelu tylnym dzieje się więcej niż można by sądzić. Mamy tu dwa porty USB 3.0 typu A, z czego dolny służy do podłączenia USB DAC-a, zaś górny przeznaczono dla pamięci masowych. Roli gniazda RJ-45 (Ethernet) tłumaczyć nie trzeba, wyjścia koncentrycznego RCA również, podobnie jak portu USB C opisanego jako „upgrade”. Wyjaśnienia wymaga natomiast okrągły przełącznik obrotowy „Exclusive Modes” zlokalizowany z lewej strony, przy samym gnieździe anteny wi-fi. Ustawień jest aż pięć. Pierwsze, domyślne, jest ogólne i pozwala na uruchomienie urządzenia. Pozostałe cztery to tzw. tryby ekskluzywne, w których system operacyjny odtwarzacza wyłącza zbędne procesy, by w jak najmniejszym stopniu obciążać procesor i zasoby urządzenia, dzięki czemu maleje poziom szumów i zakłóceń, w konsekwencji zmniejsza się jitter (podobno). Dostępne ustawienia to: Roon only, TIDAL only, NAA only i DLNA only. Drugie odnosi się do korzystania z funkcjonalności Tidal Connect, trzecie to opcja dla użytkowników cenionego odtwarzacza programowego HQ Player, czwarte jest dedykowane do obsługi w ramach najpopularniejszego protokołu DLNA. Jak widać, możliwości ZEN Streama są pokaźne i już na tym etapie urządzenie zdobywa przewagę nad rywalami.

iFi ZEN Stream PCB

Główny procesor przykryto radiatorem. Z prawej strony znajduje się przedłużenie zewnętrznego zasilacza z bardzo dobrymi elementami pasywnymi.

 

Wnętrze urządzenia mogłoby zawstydzić niejeden pełnogabarytowy streamer. Oczywiście nie znajdziemy tu zasilacza – ten jest bowiem zewnętrzny (firmowy iPower) – a jedynie płytę główną, a na niej gęsto upakowane procesory, układy scalone i elementy pasywne wysokiej jakości. Sercem urządzenia jest czterordzeniowy mikroprocesor ARM Cortex. Zadbano o wysoką precyzję taktowania i niski jitter (zegar klasy femto), izolację obydwu wyjść cyfrowych od reszty układu (techniki Active Noise Cancellation II i Purifier) – m.in. poprzez użycie transformatora separującego dla wyjścia współosiowego. O czystość zasilania dba firmowa przetwornica pracująca z częstotliwością aż 1,5 MHz. Rozwiązanie to umożliwia zastosowanie znacznie mniejszych pojemności filtrujących tętnienia, które z kolei mogą być wyższej jakości (TDK COG). Ponadto zastosowano precyzyjne regulatory napięciowe LDO oraz japońskie cewki Taiyo Yuden oraz Murata. To wszystko nie są rzeczy „oczywiste” w streamerze za mniej niż 2000 zł.

Funkcjonalność

Aktywne wyjście wybieramy w menu dostępnym poprzez adres IP lub ciąg znaków wpisany w przeglądarkę. Z jej poziomu można zaordynować wiele różnych ustawień urządzenia, a także korzystać z możliwości sterowania strumieniowaniem. Do tego wygodniejsze będą jednak niezależne aplikacje obsługujące DLNA. Podczas testu używałem Linn Kazoo i MconnectLite na Androidzie oraz MconnectHD na iOS. Świetnym rozwiązaniem jest także Roon. I tu swego rodzaju ciekawostka. Niezależnie od rodzaju ustawionego za pośrednictwem przeglądarki wyjścia cyfrowego, Roon widzi dwa endpointy — jeden USB Audio, a drugi S/PDIF. Z każdego z nich można utworzyć strefę, jednak nie mogą grać jednocześnie – aktywne jest albo jedno, albo drugie wyjście.

iFi ZEN Stream ustawienia

ZEN Stream może być zasilany prądem stałym o napięciu 9 lub 15 V, co pozwala na sporą elastyczność w doborze ewentualnego zasilacza lepszej jakości. To drugie napięcie jest preferowane przez producenta, ponieważ taką specyfikację miał załączony w komplecie zasilacz iPower (wart osobno 250 zł). Do testu otrzymaliśmy także opcjonalny zasilacz impulsowy iPower X (500 zł). Dodatkowo, w teście użyłem liniowego Sboostera BOTW mkII.

Brzmienie

Odsłuchy rozpocząłem od wyjścia USB Audio i konfiguracji ze standardowym zasilaniem. Od razu moją uwagę zwróciła wyjątkowo swobodnie kreowana scena dźwiękowa. Dźwięk miał oddech, wydawał się być nieograniczony — ani na głębokość, ani na szerokość. Subiektywne wrażenie przestrzenności oceniłem bardzo wysoko — i to nie tylko w relacji do ceny, ale w ogóle. Instrumenty i głosy były lokalizowane z dużą precyzją oraz zachowaniem prawidłowych proporcji. Poszczególne źródła pozorne miały stabilne, punktowe pozycje i odpowiednią „masę", z wyraźnym zaznaczeniem konturów. Dźwięk odebrałem jako wyjątkowo namacalny, szczególnie w odniesieniu do wokali, mimo że większość zdarzeń odbywała się raczej za, niż przed linią kolumn. Głosy cechowały się z kolei nadspodziewanie wiarygodną barwą, z naturalnie oddanym ciepłem i gładkością, ale też i soczystością. Dźwięk zdradzał wyraźnie analogowy charakter. Nie odczuwałem, typowego dla wielu źródeł cyfrowych, napięcia, nerwowości.

Wysoko oceniłem także poziom nasycenia harmonicznymi i różnicowanie barw. Co najistotniejsze, utrzymana została znakomita spójność zakresów, szczególnie istotna w średnich i wysokich rejestrach. Przejście pomiędzy obydwoma zakresami określiłbym jako zupełnie niewyczuwalne. Dało się odczuć nie tylko podobny ich charakter, ale też doskonałe zgranie czasowe. W rezultacie dźwięk odebrałem jako wyjątkowo angażujący, wciągający. Muzyki, niezależnie od repertuaru, po prostu chciało się słuchać. A to bynajmniej nie jest regułą w odniesieniu do wielu, współcześnie projektowanych urządzeń. Co więcej, muzykalność nie została okupiona pogorszeniem precyzji i rozdzielczości, a poziom otwartości dźwięku znacznie przewyższył moje oczekiwania.

Duża precyzja była słyszalna w całym paśmie. Niejednokrotnie można spotkać się z sytuacją, gdy pogarsza się ona wraz z malejącą częstotliwością, tzn. jest najlepsza w sopranach i najsłabsza w basie. To niekorzystna sytuacja, gdyż brzmienie odbiera się wówczas jako wyostrzone, a jednocześnie niezbyt dynamiczne. W przypadku ZEN-a mamy do czynienia z sytuacją niemalże odwrotną, a przynajmniej daleką od wspomnianego scenariusza. Marginalne zaokrąglenie w wyższych rejestrach nie pogłębia się w niskich tonach. Bas jest precyzyjnie prowadzony, szybki, głęboki, a także świetnie różnicowany.

 

iFi ZEN Stream PCB2

Firmowy iPower okazuje się całkiem wystarczający, choć można trochę lepiej.

 

Dość często zdarza się, że dobrej motoryce basu towarzyszy raczej ostry charakter pozostałych zakresów i na odwrót – gładkiej i muzykalnie brzmiącej górze i środkowi wtóruje zmiękczony i niezbyt wartki bas. Streamer iFi należy do grona nielicznych, niedrogich urządzeń, w przypadku których nie trzeba wybierać pomiędzy sportem a komfortem — mamy i jedno, i drugie. Co więcej, otrzymujemy dobrą potęgę brzmienia, ale bez przeciągania i ujednolicania najniższych rejestrów. ZEN oferuje autentycznie świetny bas, bez względu na cenę.

Muszę także pochwalić walory dynamiczne recenzowanego streamera. Sposób narastania głośności, rozpiętość skali są całkiem imponujące. Bardziej jednak oczarowała mnie mikrodynamika. To właśnie ona, wraz z barwami i spójnością brzmienia, sprawiają, że dźwięk jest tak wciągający.

***

Gdy nie tak dawno testowałem przetwornik Neo iDSD (AV 5/2021), zastąpienie zasilacza standardowego wtyczkowym iPower X przyniosło bardzo pożądane rezultaty. Upgrade za pomocą tego zasilacza uznałem wręcz za konieczność. W przypadku ZEN Streama efekt zaaplikowania droższego zasilacza impulsowego nie był już tak jednoznaczny. Poprawie uległa rozdzielczość wysokich tonów, a co za tym idzie, czytelność dźwięków w tym zakresie pasma. Uderzenia w talerze perkusji były lepiej rozseparowane, ale też bardziej donośne. Góra wydawała się przez to głośniejsza, co spowodowało pewne rozjaśnienie. W odniesieniu do niższych rejestrów trudno mi było stwierdzić jakieś istotniejsze zmiany. Wyższa średnica wydawała się nieco precyzyjniejsza, ale zasadniczo czym niżej, tym zmiany były mniej czytelne. Obiektywnie rzecz biorąc, udało się uzyskać pewną poprawę brzmienia z uwagi na lepszą górę, jednak zostało to okupione niewielkim, ale jednak pogorszeniem fenomenalnej spójności, a co za tym idzie, także muzykalności przekazu, czyli osłabieniem kluczowych zalet urządzenia. Możliwe, że w ciemniej i mniej precyzyjnie grających zestawieniach omawiany upgrade zasilacza byłby słusznym posunięciem. Zalecałbym jednak ostrożność i dokładne sprawdzenie efektów powodowanych przez taką modyfikację, najlepiej przez dłuższy czas.

S/PDIF kontra USB

W powszechnej świadomości audiofilów utarł się pogląd, swego czasu propagowany także przez naszą redakcję, że najlepsze efekty zapewnia łącze USB i to nie ze względu na parametry transmisji (szerokość pasma), lecz także z uwagi na brak konieczności wyizolowania sygnału zegarowego ze strumienia danych, jak to się dzieje w przypadku S/PDIF. Postęp, jaki dokonał się w ostatnich latach w dziedzinie interfejsów tego typu każe jednak zweryfikować ten pogląd. Postanowiłem więc wypróbować drugie wyjście cyfrowe ZEN-a, tym bardziej, że zdaniem producenta jego aplikacja jest niebanalna, a obecność izolacji transformatorowej pozwala sądzić, że może faktycznie coś jest na rzeczy.

iFi ZEN Stream gniazda

Tryby ekskluzywne, przełączane pokrętłem wymagającym śrubokręta to niespotykane, ale wartościowe rozwiązanie.

 

W teście użyłem niedrogiego kabla koncentrycznego Alphard Da Vinci, który charakteryzuje się minimalnym złagodzeniem przekazu, ale nie odbiega zbyt daleko od neutralności. Brzmienie okazało się nadspodziewanie dobre. Z opcjonalnym zasilaczem iPowerX, który w przypadku połączenia USB rozjaśniał dźwięk, uzyskałem przekaz o bardzo wysokim poziomie muzykalności przy zachowaniu wysokiej rozdzielczości wysokich tonów. Dźwięk wydawał się jeszcze atrakcyjniejszy niż poprzez USB, i to niezależnie od podłączonego zasilacza. Odnotowałem także postęp w dziedzinie stereofonii — scena nabrała swobody. Z drugiej jednak strony, szybkość i zwartość basu były marginalnie gorsze niż z wyjścia USB, niezależnie od zastosowanego zasilacza. Łącze koaksjalne jest więc bardzo ciekawą alternatywą dla USB Audio — szczególnie, gdy słuchamy dla przyjemności materiału o jakości płyty CD.

Idąc za ciosem, postanowiłem zasilić ZEN-a niższym napięciem (9 V) pochodzącym z liniowego Sboostera BOTW mkII, którym na co dzień zasilam SOtM-a sMS-200 Ultra. W tej konfiguracji dźwięk nabrał szlachetności, jeszcze większej gładkości i analogowości przy zachowaniu, a nawet poprawie dużej rozdzielczości w obrębie wysokich tonów i lepszej swobodzie przestrzennej. W moim odczuciu był to dźwięk o najbardziej audiofilskim sznycie spośród wszystkich, dotąd wypróbowanych konfiguracji.

ZEN Stream vs SOtM sMS-200 Ultra

Porównanie z ponad czterokrotnie droższym SOtM-em sMS-200 Ultra, mojego roboczego transportu plikowego, przyniosło ciekawe wnioski. Jakkolwiek ZEN Stream oferuje znakomitą jakość dźwięku w relacji do ceny, to jednak ma pewne ograniczenia w rozdzielczości wysokich i średnich tonów. Brzmienie SOtM-a finalnie okazało się czyściejsze, dokładniejsze, bardziej realistyczne. Instrumenty dęte i szarpane odbierałem jako bardziej namacalne. Mniejsza różnica dotyczyła natomiast basu — tutaj ZEN właściwie dotrzymywał kroku referencji. Ponieważ pamiętam, że w tej dziedzinie (i nie tylko) model Ultra ma przewagę nad podstawowym sMS-200 Neo, to bez większego ryzyka mogę pokusić się o stwierdzenie, że ZEN Stream, przynajmniej na basie, jest lepszy niż podstawowy model SOtM-a. Trudno jest mi natomiast jednoznacznie odnieść się do różnic w jakości pozostałych zakresów, ponieważ do tego potrzebne by było bezpośrednie porównanie obydwu urządzeń. Wydaje mi się jednak, że w kwestii muzykalności prym wiedzie produkt iFi.

Galeria

 

Naszym zdaniem

W miniaturowej, świetnie wykonanej obudowie mieści się zadziwiająco dobry transport strumieniowy, który swoimi możliwościami i walorami brzmieniowymi deklasuje znakomitą większość modułów strumieniowych OEM wbudowanych w przetworniki c/a, wzmacniacze czy urządzenia all-in-one. To wręcz idealny dodatek to aktywnych monitorów wyposażonych w wejścia USB lub koncentryczne, jak również coraz liczniejszych wzmacniaczy stereo z dakiem na pokładzie. Jest to także znakomite rozwiązanie sieciowe dla przetworników c/a klasy ekonomicznej, średniej, a nawet wyższej. Paleta możliwych zastosowań tego produktu jest więc niezwykle szeroka. To taki szwajcarski scyzoryk streamingu audio, a zarazem esencja „zdrowego” hi-fi. Zdecydowanie zasłużony „Wybór Redakcji”!

iFi ZEN Stream ocenaArtykuł pochodzi z Audio-Video 10/2021 - KUP WYDANIE PDF

System odsłuchowy:

  • Pomieszczenie: 19 m2
  • DAC/pre: Audio Analogue AAdac
  • Streamer odniesienia: SOtM SMS-200 Ultra
  • Końcówka mocy: Chord TToby
  • Kolumny: Akkus Fidelia One
  • Kable głośnikowe: Equilibrium SOLAR WIND
  • Kable sygnałowe: Equilibrium Pure Ultimate XLR
  • Kabel USB: iFi Audio Gemini
  • Kable zasilające: DAC: Furutech Alpha 3, końcówka mocy: własnej konstrukcji, i inne
  • Listwy: 2 x Enerr One + kable Enerr Transcenta Supreme

 

 

Oceń ten artykuł
(7 głosów)

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Kontakt z redakcją