NAD Masters M32

Sie 09, 2017

Index

Brzmienie

Wzmacniacz był odsłuchiwany w kilku konfiguracjach: w połączeniu sieciowym, z wejścia USB audio (B), modułu Bluetooth oraz poprzez podłączenie zewnętrznego źródła do wejścia analogowego. Zacznę niejako od tyłu, bo jest to swego rodzaju ciekawostka: zaskakująco wysokiej jakości dźwięk uzyskałem w połączeniu Bluetooth, a więc najgorszym z możliwych. Pamiętam jak jeszcze pięć czy nieco więcej lat temu technologia ta była na tyle słaba, że myślenie o dźwięku audiofilskim poprzez Bluetooth można było włożyć między bajki. Teraz jest już naprawdę nieźle (a będzie jeszcze lepiej, bo nowy standard 5.0 zwiększa przepustowość łącza dwukrotnie). W praktyce można to łącze traktować niemal równoprawnie ze streamingiem sieciowym, jeśli w grę nie wchodzą gęste pliki lub gdy nie słucha się bardzo krytycznie.

Niezależnie od wybranej opcji połączenia, M32 ujawnił wspólne cechy, których się spodziewałem. Zaskoczeniem była natomiast ich skala – poziom wyśrubowania. Mam tu na myśli bas i dynamikę; szczególnie tę makro, ale mikro także. Zacznijmy od basu. Jest „totalny” w swojej szybkości i konturowości. W podobnej czy nawet dwa razy wyższej cenie nie znam wzmacniacza, który może się równać z NAD-em w kwestiach motorycznych. Szybkość basu może służyć za wzór – nawet dla wzmacniaczy w klasie D. W porównaniu z Devialetem Expert PRO130, który operuje równie wartkim basem, NAD dysponuje znacznie większą siłą uderzenia w momentach kulminacyjnych. Z kolei na tle końcówek mocy Atoll AM400 czy Pass Labs 150.8, bas NAD-a jest jednak marginalnie szczuplejszy. Precyzja i czytelność są zupełne, podobnie jak liniowe zejście w dół z zachowaniem tej samej szybkości i precyzji. Tu zresztą wyłania się druga istotna i pożądana cecha tego wzmacniacza, którą jest spójność czasowa. M32 wprost perfekcyjnie oddaje transjenty. Atak następuje równocześnie w całym pasmie – na basie, średnich i wysokich tonach. To jest po prostu jeden dźwięk, nierozdzielony na żadne składowe. Jeśli chcemy zaskoczyć znajomego, który przyszedł nas odwiedzić i chce posłuchać muzyki, ten wzmacniacz jest idealnym narzędziem, by gościa… przestraszyć. W skali mikro szybkość i precyzja również okazują się dużym walorem urządzenia.

NAD Master M32 wnętrze

Układ elektroniczny znacznie odbiega architekturą od wzmaniaczy analogowych – także tych pracujących w klasie D.


W kwestii walorów przestrzennych trzeba obiektywnie stwierdzić, że jest dobrze. Na pewno należy docenić precyzję lokalizacji na pierwszym planie. Trudno narzekać na ogólne poczucie przestrzenności. Niemniej, dalsze plany są jednak rysowane cienką kreską. W porównaniu z testowanym niedawno Devialetem sprawy mają się pod tym względem odczuwalnie gorzej.

Omawiany efekt jest ściśle związany z reprodukcją barw. Są realistyczne, nawet bardzo, jeśli ich istotą jest nasycenie dynamiką. Jeśli jednak mówimy o płynnej grze na skrzypcach, wiolonczeli czy innych instrumentach akustycznych, okazuje się, że barwy są w pewnym sensie przerysowane. Nie można jeszcze mówić o ostrości, ale jest to z pewnością zwrot właśnie w tym kierunku, nie zaś ocieplenia. To trochę jakby odwrotnie, niż było w przypadku NAD-a C368, który przy świetnej szybkości dysponował ciepłymi barwami. W M32 ciepła nie zaznamy, jest za to przejrzystość, której nie mają tańsze wzmacniacze, jak choćby wspomniany C368. Nawet kosztujący co najmniej dwa razy tyle mój prywatny Atoll nie ma tak przejrzystego brzmienia, acz z drugiej strony oferuje bardziej finezyjne barwy. NAD jest za to czystszy. Jeszcze bardziej klarowny okazuje się wspomniany Devialet, który lepiej oddaje barwy, ale – jak wspomniałem – nie ma on potęgi basu, którą dysponuje NAD. No cóż, ideałów nie ma – zawsze trzeba dokonać jakiegoś wyboru. W przypadku M32 jest on jednak dość łatwy, bo wszystko, co rytmiczne i szybkie, jest przez ten wzmacniacz odtwarzane wręcz perfekcyjnie. Jeśli ktoś tego właśnie potrzebuje – ma to jak znalazł.

 


Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Więcej w tej kategorii: « HEGEL Röst Monrio MC207 »

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Kontakt z redakcją