Dynaudio Contour 20

Lip 07, 2017

Index

Brzmienie

Trochę się ostatnio przyzwyczaiłem do brzmienia sporych kolumn z dużymi wooferami. Nieco mnie od niego próbowały odzwyczaić Audiumy testowane także do tego numeru, bo i one do dużych kolumn nie należą, ale tak do końca im się to nie udało. Gdy więc wyciągnąłem z drewnianych skrzyń Contoury 20 i ustawiłem je na firmowych podstawkach, westchnąłem lekko, konstatując, że to znowu nie będzie do końca to. Co duży woofer, to duży woofer i basta. Włączyłem pierwszy kawałek i... natychmiast zapomniałem o swoich uprzedzeniach.

Dynaudio Contour 20 4 glosniki

Nowy woofer to całkiem imponująca konstrukcja zaprojektowana z olbrzymim zapasem obciążalności termicznej. Wielka cewka (ok. 50 mm) jest niemal zupełnie otwarta pod dolnym resorem. Wentylację zapewnia także duży otwór na osi magnesu.

 

Zacząłem od odkrytej niedawno (dzięki Gerhardowi Hirtowi) płyty autorstwa Johna Kaizan Neptuna „Asian Roots” z muzyką graną głównie na instrumentach zbudowanych z bambusa. Nie było tu więc ani bardzo niskiego basu, ani najwyższej góry. Była za to ogromna scena, znacznie szersza niż rozstaw głośników, imponująca również głębią. Kolumny zniknęły z pomieszczenia całkowicie, pozostawiając mnie z dużymi, namacalnymi instrumentami, precyzyjnie porozstawianymi zarówno w szerokości, jak i w głębokości sceny. Prezentacja była nadzwyczajnie płynna, spójna i – nie da się tego inaczej określić – organiczna. To zasługa w dużej mierze Esotara2, który potrafi zagrać odpowiednio dźwięcznym, nasyconym, ale jednocześnie naturalnie słodkim i delikatnym dźwiękiem. Kolejne płyty potwierdzały jego wyjątkowość – wyrafinowanie, otwartość, dużą detaliczność i brak jakiejkolwiek agresji w brzmieniu. Z jednej strony np. sybilanty nie irytowały, choć były obecne w wielu wokalach, z drugiej – kawałki ze słabo nagraną, płaską, zupełnie niedźwięczną górą takie pozostawały, nie były sztucznie upiększane, choć... i tak brzmiało to jakoś lepiej/przyjaźniej niż w przypadku wielu innych kolumn. Gdy jednak przychodziło do dobrze zrealizowanej muzyki, to doskonale różnicowane, mocne blachy, czy wysokie rejestry instrumentów dętych i smyczkowych brzmiały zachwycająco. Różnicowanie i dźwięczność tych pierwszych, bogactwo, nasycenie, naturalność i wrażenie obecności tych pozostałych w pokoju przykuwały moją uwagę i sprawiały, że po zakończeniu jednej płyty od razu sięgałem po kolejną. “Dwudziestki” podawały ogromną ilość detali oraz najdrobniejszych subtelności, ale nie jako osobne, efektowne czy efekciarskie elementy, ale jako kawałki większej, wyjątkowo pełnej, kompletnej całości. Właściwie niezależnie od muzyki, a słuchałem bardzo różnej, to właśnie ona zawsze była najważniejsza – brzmiała naturalnie i wciągająco. To nie jest granie, które zachęca, ani nawet tylko sprzyja analizie dźwięku. Jest za to całkowicie skupione na wytworzeniu jak najbliższego, intymnego wręcz kontaktu z muzyką i jej wykonawcami.

Dynaudio Contour 20 8 impedacja

Wykresy modułów impedancji (czerwona i szara linia) jednej i drugiej kolumny niemal dokładnie pokrywają się, co wcale nie jest regułą. Minimum przypada dla częstotliwości ok. 280 Hz i wynosi średnio 4,0 Ω.  Bardzo niewielkie wahania modułu impedancji od 100 Hz w górę (4,0-9,5 Ω) to dobra wiadomość dla posiadaczy wzmacniaczy lamowych – ich duża impedancja wyjściowa nie będzie powodować zaburzeń charakterystki. Faza elektryczna osiąga jednak sporą wartość -55 stopni przy częstotliwości 73 Hz.

 

Obawiałem się, że pomimo oczekiwanych zalet tych głośników, jedna słabość pozostanie – bas. W przypadku niedużych kolumn ich konstruktorzy mają trzy wyjścia. Mogą do maksimum wykorzystać bas-refleks schodząc z mocnym, acz buczącym, słabo kontrolowanym basem dość nisko. Mogą też wykorzystać trick polegający na podbiciu średniego i wyższego basu i w ten sposób nieco „oszukać” słuchaczy. No i jest wyjście trzecie – można wykorzystać faktyczne, fizyczne możliwości woofera oraz obudowy i zaoferować nie bardzo niski, ale za to czysty, świetnie kontrolowany i definiowany bas, który na pewno nie będzie efekciarski, ale w dobrej konstrukcji, wystarczająco efektywny – tak, aby większość muzyki brzmiała absolutnie satysfakcjonująco. Twórcy Contourów 20, ku mojej satysfakcji, poszli tą ostatnią drogą. Nowy woofer, o dużym skoku membrany, potrafi wiele. Producent deklaruje pasmo przenoszenia zaczynające się od 39 Hz (nie podając przy jakim spadku) i nie jest to (na moje ucho) jakoś specjalnie naciągane. Ważniejsze jest natomiast, że bas jest kolorowy, bardzo dobrze różnicowany, szybki, energetyczny i dociążony do samego dołu odtwarzanego pasma. Dzięki temu tak naprawdę nie czułem niedostatków ani podczas słuchania fortepianu McCoya Tynera, ani kontrabasu Raya Browna. Dobrze nagranej perkusji słuchało mi się doskonale dzięki odpowiedniej szybkości ataku, świetnie pokazywanej sprężystości membran, ale i pięknie dźwięcznym i wybrzmiewającym blachom. Nawet przy kilku ciężkich ścieżkach filmowych typu „Incepcja”, „Predator” czy „Avengers”, po odkręceniu głośności powyżej poziomu, na którym normalnie słucham (co swoją drogą nie skutkowało żadnymi negatywnymi efektami), ich mroczny klimat budowany potężnie brzmiącą orkiestrą, gdzieniegdzie wspartą syntezatorami, jak dla mnie brzmiał absolutnie przekonująco. Jasne, że spore podłogówki grają to samo w większej skali, z większym rozmachem, ale w pokoju takim, jak mój, możliwości Contourów 20 nawet przy takiej muzyce były naprawdę wystarczające.


Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Kontakt z redakcją