Serwer muzyczny Aurender A30

Lip 15, 2020

Koreański Aurender ma długą listę dokonań na polu serwerów plikowych. Najnowszy, flagowy model w pełni autonomicznego odtwarzacza tej marki jest najbardziej złożonym produktem, jaki ta firma dotąd opracowała.

Dystrybutor: Audiofast, www.audiofast.pl
Cena: 88 560 zł
Dostępne wykończenia: czarne, srebrne

Tekst: Filip Kulpa | Zdjęcia: AV

Artykuł pochodzi z Audio-Video 9/2019 - Kup pełne wydanie PDF

audioklan 421x71 02062020

 

 


Serwer muzyczny Aurender A30

TEST

Aurender A30 

Aurender od samego początku obrał ścieżkę wąskiej specjalizacji, decydując się na bycie prekursorem w segmencie transportów plikowych z wyjściem USB 2.0 dla transmisji audio. Firma przyjęła poniekąd słuszne założenie, że dla wielu użytkowników konieczność posługiwania się komputerem, dyskiem sieciowym i peryferiami z nimi związanymi tylko po to, by posłuchać muzyki jest nie do przyjęcia lub, w najlepszym razie, trudna do zaakceptowania. Pierwotny pomysł ograniczał się do integracji serwera danych i odtwarzacza plikowego, który wraz z dowolnym przetwornikiem c/a USB stworzyłby źródło cyfrowe teoretycznie dowolnej jakości (zależnej od klasy podłączonego DAC-a). Pojemne dyski HDD pozwoliły stworzyć wygodne, dwuczęściowe źródło, które do działania potrzebuje jedynie aplikację mobilną i router. Żadnych NAS-ów, zewnętrznych dysków – w prostocie często tkwi siła. Tak powstał swego rodzaju plug&play, pomijając kwestię konieczności przeniesienia danych (z zewnętrznych nośników), choć dzięki portom USB i to bardzo ułatwiono. Za drugi etap w rozwijaniu oferty Aurendera należy uznać stworzenie kompletnych odtwarzaczy, czyli dodanie do już istniejących urządzeń przetworników c/a.

Z tej idei zrodziły się stosunkowo przystępne modele A10 i A100. Kolejnym pomysłem było wzbogacenie serwera plikowego o czytnik CD-ROM i oprogramowanie do automatycznego zgrywania płyt – mowa o recenzowanym na naszych łamach niespełna rok temu, modelu ACS10 (AV 10/18 - kup wydanie PDF). Nadal jednak był to tylko „transport” plikowy, do którego należy dodać zewnętrzny DAC. Nie pozostało więc nic innego, jak stworzenie „kombajnu totalnego”, czyli zintegrowanie wszystkich, oferowanych do tej pory funkcji w jednym urządzeniu. Firma miała do wyboru stworzenie produktu na bazie wspomnianego ACS-a lub też bardziej ambitne rozwiązanie – opracowanie zupełnie nowej konstrukcji zdecydowanie wyższej klasy. Wybrano tę drugą opcję, dodając do z pozoru oczywistej receptury trzy bardzo pożądane rozwiązania: wejścia cyfrowe, regulację poziomu oraz wzmacniacz słuchawkowy. Tak oto powstał superkombajn, skromnie oznaczony jako A30, którego oficjalna premiera miała miejsce podczas wystawy High-End w maju 2019 r.

 

Budowa

A30 jest największym spośród dotychczas opracowanych modeli Aurendera. Obudowa o standardowej szerokości (43 cm) mierzy ponad 14 cm wysokości, jest więc wyraźnie wyższa niż w przypadku flagowego transportu W20SE. 17 kg masy z jednej strony wskazuje na klasę, a z drugiej – na złożoność całego urządzenia. By ograniczyć i tak spore gabaryty sprzętu, zdecydowano się na mechanizm ze szczelinowym ładowaniem płyty. Czytnik pochodzi od TEAC-a i jest to napęd CD-ROM (x10) o symbolu CD-SN250. Po jego prawej stronie, na solidnej aluminiowej platformie, zamontowano dysk twardy Western Digital z serii Purple o pojemności 10 TB (co ciekawe, pierwotnie zastosowano dysk 8 TB z serii Red). Jest to dysk zaprojektowany do systemów monitoringu, a więc mający sprostać ciągłej pracy nierzadko przez 24 godziny na dobę. Tu ma on jednak o wiele lżejsze zadanie, ponieważ wspiera go 480-gigabajtowy dysk SSD służący do buforowania kolejki odtwarzania. Nietrudno policzyć, że tak duża pojemność bufora pozwala na „zasysanie” setek godzin muzyki w formatach o najwyższej jakości. Nawet gdybyśmy utworzyli playlistę trwającą tydzień, złożoną wyłącznie z plików hi-res PCM, to teoretycznie przez cały ten czas (po załadowaniu kolejki odczytu) dysk twardy miałby „wolne". Tak przynajmniej wynika z prostych wyliczeń, choć należy zaznaczyć, że nie znamy algorytmów sterujących „keszowaniem” danych z HDD na SSD. Tak czy owak, ta metoda odczytu danych ma jeszcze jedną niebagatelną zaletę, a mianowicie zminimalizowany poziom szumów i wibracji (pamięć półprzewodnikowa w ogóle nie wytwarza tych drugich) generowanych w układzie. Ponadto, atutem „keszowania” do SSD jest szybkość działania systemu, co daje się wyraźnie odczuć na tle odtwarzaczy sieciowych. Przechodzenie pomiędzy dowolnymi utworami w ramach 15-godzinnej playlisty odbywało się wprost natychmiastowo. Po zdjęciu górnej pokrywy i nasłuchiwaniu pracy dysku twardego, od czasu do czasu dało się usłyszeć drobne cyknięcia, ale o ciągłej pracy dysku nie było mowy. Wydaje się, że prawdopodobieństwo jego awarii jest znikome i jeśli kiedykolwiek wystąpi, to wyłącznie wskutek wady fabrycznej, a nie wyeksploatowania.

Aurender A30 wnetrze

Wielokomorowe wnętrze ma dwa poziomy zabudowy. Tu widać tylko ten górny. Zasilacze i komputer zarządzający znajdują się poniżej.

 

Dwukomorowe wnętrze A30 cechuje się piętrową zabudową. W dolnej części, odseparowanej od górnej aluminiową „podłogą” (pod którą nie udało się nam dostać), znajduje się rozbudowany zasilacz liniowy z aż pięcioma transformatorami (oddzielnie dla sekcji: serwera, sekcji cyfrowej, obydwu torów DAC-a oraz wzmacniacza słuchawkowego). Prócz tego zastosowano cztery superkondensatory pełniące funkcję zasilania awaryjnego (UPS) na wypadek awarii zasilania, która mogłaby uszkodzić system lub któryś z elementów serwera. W tej części urządzenia znajduje się także płyta główna z 4-rdzeniowym procesorem Intel N4200 oraz wspomniany już dysk SSD Intel z superszybkim interfejsem M.2 NVMe.

Na górnym piętrze, do którego dostęp jest bardzo łatwy (wystarczy zdjęcie górnej pokrywy), oprócz wspomnianego czytnika CD-ROM i magazynu danych (HDD), znajduje się kompletny tor audio. Środkową część zajmuje zaawansowany układ taktowania danych (jitter na poziomie 100 fs) składający się z układu FPGA Xilinx XC6SLX45 (Spartan 6) w technologii 45 nm oraz – rzadko widywanego w urządzeniach audio (nawet tej klasy) – precyzyjnego, stabilizowanego temperaturowo zegara OXCO (oven-controlled crystal oscillator) Morion MV85 (12,8 MHz). Współczynnik dryftu temperaturowego tego oscylatora jest określany na 0,005 ppm. W ramach ciekawostki warto dodać, że wnętrze obudowy zegara wymaga 2 minut do osiągnięcia stabilnej temperatury pracy. W górnej części układu A30 można ponadto dojrzeć płaski aluminiowy prostopadłościan skrywający niewiadomy element układu oraz kilka radiatorów. Całe urządzenie wydziela całkiem pokaźną ilość ciepła – włączony A30 pobiera z gniazdka prawie 100 W mocy. To wyjątkowo dużo, jak na źródło – dopóki nie uświadomimy sobie, że mamy do czynienia z komputerem. W trybie uśpienia pobór mocy czynnej spada do w pełni akceptowalnych 8-9 W. Start serwera z tego stanu zajmuje około minutę.

Aurender A30 tor analogowy

Symetryczny tor analogowy jednego z kanałów.

 

Analogowe sekcje audio mają budowę monofoniczną. Zastosowano te same kości DAC-ów, co w modelu A10, a więc AK4497EQ – tyle że po jednym takim układzie na kanał. Tor sygnałowy jest zbalansowany i składa się ze wzmacniaczy operacyjnych dwóch typów, wykonanych w technice J-FET: MUSES z serii 03 (J-FET) w liczbie po dwa kanał oraz Analog Devices AD825 (również po dwa na kanał). Zwraca uwagę bardzo precyzyjny i czysty montaż SMD oraz gatunkowe elementy bierne, a wśród nich kondensatory sygnałowe WIMA, elektrolity Wurth Elektronik i ELNA Silmic II w części zasilającej.

Obudowa Aurendera jest w całości wykonana z grubych paneli aluminiowych, które bardzo precyzyjnie obrobiono i polakierowano (dostępne wersja czarna i srebrna). Boki urządzenia tworzą poziomo ożebrowane radiatory odprowadzające nadmiar ciepła. Czołówkę, którą wyglądem i układem przycisków (do podstawowej obsługi) przypomina inne modele Aurendera, zdominował ogromny wyświetlacz LCD IPS o przekątnej 8,8” i rozdzielczości 1920x480.

 

Funkcjonalność

Zapewnia on ostry i kontrastowy obraz. Zarówno w trybie odczytu, jak i ripowania, wyświetlana jest okładka albumu, a obok niej – wszystkie potrzebne metadane wraz z paskiem postępu odczytu/zgrywania. Potęguje to wrażenie obcowania z urządzeniem bardzo dopracowanym, wysokiej klasy. Duże pokrętło z prawej to regulacja poziomu wyjściowego – działające nie tylko w odniesieniu do wyjść słuchawkowych (po przeciwnej stronie frontu), ale także do wyjść liniowych. Funkcję tę można zablokować w aplikacji, co ma sens, jeśli urządzenie będzie współpracować z integrą lub przedwzmacniaczem analogowym. Podczas testu korzystałem z tej właśnie opcji, choć równie dobrze można ustawić poziom „0” (maksymalny) i w menu ustawień (w aplikacji) wybrać opcję zapamiętywania ostatniego ustawienia głośności. Domyślnie, A30 startuje z poziomem ustawionym na -60 dB, co w pierwszej chwili może wywołać wrażenie, że urządzenie w ogóle nie gra.

Aurender A30 gniazda

Aurender A30 to nie tylko pojemny i wszechstronny serwer muzyczny, ale także przetwornik c/a, jak również transport USB. Gniazdo LAN jest podwójnie izolowane. Rozmieszczenie analogowych gniazd wyjściowych sugeruje, że tor analogowy jest rozdzielony dla obu kanałów.

 

Ripowanie jest procesem w pełni automatycznym i zasadniczo nie wymaga żadnej ingerencji ze strony użytkownika. Wsuwamy płytę w szczelinę (może to być wyłącznie CD) i czekamy – zwykle około 10-12 minut – po czym płyta zostaje wysunięta (zgrywanie odbywa się stosunkowo powoli – średnio z prędkością ok. x5). W trakcie procedury ekran wyświetla pełną identyfikację albumu, wraz z grafiką okładki. Proces obejmuje sprawdzenie zgodności sum kontrolnych ripu z bazą AccurateRip, co gwarantuje brak błędów całego zgrania. Na wypadek niezgodności otagowania albumów ze stanem faktycznym lub też indywidualnych preferencji dotyczących sposobu opisywania płyt, do dyspozycji jest darmowa aplikacja A30 Manager, w ramach której możemy korygować okładki i inne metadane.

Zgrane albumy trafiają do wyodrębnionego katalogu „RippedAlbums”, do którego dostęp, tak zresztą jak i do całej zawartości dysku, mamy z poziomu dowolnej przeglądarki www. Konieczne jest wpisanie nazwy użytkownika i hasła, które to informacje znajdziemy w jednej z zakładek podstawowej aplikacji. Dzięki temu możliwa jest dwukierunkowa transmisja danych z/do komputera w domowej sieci. Dzięki dużej szybkości wbudowanego w Aurendera dysku i gigabitowemu połączeniu sieciowemu, wgrywanie muzyki na dysk Aurendera odbywa się całkiem szybko. Niemniej, zapełnienie choćby połowy całej dostępnej przestrzeni zajmie jednak, w najlepszym razie, znaczną część dnia. Komfort posiadania w jednym miejscu, w jednym urządzeniu biblioteki muzycznej liczącej kilka lub nawet kilkanaście tysięcy albumów w jakości bezstratnej (CD i hi-res) z pewnością jest jednak wart zachodu. Oczywiście, A30 nie ma „nic przeciwko” podłączeniu NAS-ów lub dysków USB. W każdym z tych przypadków jakość odtwarzania powinna być dokładnie taka sama. W celu uproszczenia procedury kopiowania muzyki na dysk wewnętrzny, urządzenie wyposażono w funkcję Smart Copy.

Do sterowania serwerem służy zaktualizowana niedawno aplikacja mobilna Aurender Conductor, która zachowała znany od dawna układ, dodając jednak możliwość zmiany kolorystyki oraz linkowanie do Wikipedii. Opcja ta działa niekiedy dość zabawnie, odsyłając po kliknięciu okładki do haseł w ogóle niezwiązanych z muzyką. W ramach aplikacji możliwe jest dodanie kont w serwisach Qobuz i Tidal. Wielka szkoda, że z tego pierwszego wciąż (legalnie) nie można korzystać w Polsce (i nie tylko). Jakość, jaką zapewnia (i to nie tylko ze względu na natywne hi-resy) jest wyraźnie lepsza. Dodatkowo, wraz z A30 otrzymujemy minimalistyczny aluminiowy pilot, którym możemy zdalnie włączyć urządzenie, zmienić źródło lub wyregulować głośność. Ta ostatnia opcja przyda się także w przypadku korzystania ze słuchawek.

Aurender A30 OXCO

Jedna z ważniejszych sekcji A30 – zaawansowany system taktowania danych z kompensowanym temperaturowo zegarem OXCO firmy Morion i procesorem FPGA Xilinx Spartan-6.

 

A30 może pracować w trybie Critical Listening Mode, w którym wszelkie procesy „poboczne”, włączając w to pracę wyświetlacza, są odłączone. Nieopatrznie wsunąłem płytę do zgrania, gdy Aurender był w tym właśnie trybie. Zgodnie z powyższym, ripowanie nie wystartowało. Gorzej jednak, że pojawił się problem z odzyskaniem płyty. W takiej sytuacji pomaga przytrzymanie przycisku Eject lub ukryty w małej dziurce pod szczeliną mikroprzycisk awaryjny. Mój przypadek był jednak szczególny – jedna z płyt XRCD utknęła w „paszczy” Aurendera na dobre. Po prostu pech.

Atutem urządzenia są aż trzy wyjścia słuchawkowe: dwa zbalansowane (4-pinowy XLR oraz jack 4,4 mm) oraz duży jack 3,5 mm. Producent nie podaje żadnych szczegółów dotyczących ich implementacji ani parametrów technicznych.

Na tylnej ściance napotykamy zestaw gniazd godny nowoczesnego źródła cyfrowego wysokiej klasy: cztery wejścia cyfrowe (RCA, BNC, 2 x Toslink) przyjmujące sygnał PCM 24/192, gigabitowe, podwójnie izolowane gniazdo LAN (tylko ono zapewnia dostęp do sieci – łączności bezprzewodowej nie przewidziano) oraz trzy porty USB. Para z lewej strony (w standardzie 3.0) służy do podłączenia dysków zewnętrznych, trzeci port to wyjście USB audio, którego jakość – jak twierdzi Aurender – odpowiada transportowi N10, jest więc wysoka i w przyszłości może stanowić prostą ścieżkę upgrade’u A30 (podłączenie zewnętrznego DAC-a).

 

Ustawienia

Aurender A30 jest serwerem bardzo audiofilskim, toteż nie mogło się obyć bez zaawansowanych ustawień wpływających na dźwięk. O trybie „krytycznego odsłuchu” już wspomniałem. Dostępnych jest kilka opcji synchronicznego upsamplingu PCM do kolejnych krotności próbkowania 44,1/48 kHz – aż do 705,6/768 kHz. Upsampling można również wyłączyć i przyznam, że przez większość czasu korzystałem właśnie z tego ustawienia (krótki komentarz w dalszej części). Dostępna jest także cała plejada ustawień filtracji cyfrowej, których nazwy mogą wystraszyć średnio obytego technicznie użytkownika. Jest więc czym się pobawić, choć różnice pomiędzy poszczególnymi ustawieniami mają w sumie niewielki wpływ na podstawowe cechy brzmienia, jak barwa czy dynamika. O wiele wyraźniej słychać wpływ samego upsamplingu.

Dostępne są dwa ustawienia poziomu wyjściowego: standardowy 2/4 V RMS (RCA/XLR) oraz nieco głośniejszy tryb 2,7/5,4 V RMS (+2,6 dBV). Trochę dziwi wybór tej drugiej wartości w kontekście braku ustawienia niższego niż nominalne, które mogłoby być przydatne przy bezpośrednim podłączeniu do mocnej końcówki mocy (kilkuset watowy wzmacniacz rzadko kiedy będzie wymagać pełnego wysterowania wejść, podczas gdy dążenie do minimalizacji tłumienia za pomocą cyfrowej regulacji głośności jest zawsze dobrym posunięciem).

1

 Aplikacja Aurender Conductor została lekko odświeżona. W zakładce ustawień mamy dostęp m.in. do krotności upsamplingu PCM (i możliwości jego wyłączenia) oraz algorytmów filtrów cyfrowych.

 

Brzmienie

W pewnym sensie, ocena tego produktu była dla mnie dość trudna, ponieważ do tej pory nie miałem do czynienia z urządzeniem o podobnej funkcjonalności (i równie wysokiej cenie). Oczywistym wydaje się, że stawianie A30 naprzeciwko streamerów, a tym bardziej DAC-ów, za kwoty rzędu 80-90 tysięcy zł. byłoby nieporozumieniem. Z drugiej strony, w dzisiejszym świecie bardzo wysoka cena niczego tak naprawdę nie gwarantuje, tak więc Aurender A30 ma niejako wolne pole do popisu. Jedno jest pewne: musi zagrać bardzo dobrze, bo w przeciwnym razie cała ta bajeczna funkcjonalność opakowana w znakomitą obudowę nie będzie warta choćby połowy ceny, o jakiej tu mowa. 88 tysięcy to już naprawdę gruby portfel.

Z technicznego punktu widzenia ten produkt jest tak bardzo „przesiąknięty cyfrą”, że u sceptyków zapewne budzi wymowne i dość jednoznaczne skojarzenia. Od razu ich rozczaruję: są one niewłaściwe. W brzmieniu A30 nie ma bowiem żadnej cechy, która mogłaby świadczyć o tym, że w środku masywnej obudowy siedzi nie byle jaki komputer z wielkim dyskiem, a właściwie dwoma dyskami, napęd CD-ROM i mnóstwo innych, „bezdusznych” układów cyfrowych. Konstruktorzy naprawdę się postarali, układając przekaz w kierunku barwności i ogólnej muzykalności. Kwestia oczekiwań jest tutaj bardzo ważna, żeby nie powiedzieć: kluczowa. Jeśliby w ślepym odsłuchu zaprezentować ten serwer gronu słuchanych audiofilów, mówiąc im, że słuchają odtwarzacza CD nieznanej marki, która właśnie dokonała „przełomu” w dziedzinie odczytu srebrnych krążków, myślę, że wielu uwierzyłoby, że słucha właśnie jakiegoś niszowego cedeka. Twierdzę tak na podstawie nie tak dawnego spotkania sam na sam ze sporo droższym odtwarzaczem CD znanej audiofilskiej marki, który technicznie jest jakieś 20 lat do tyłu, co zdaniem wielu stanowi jego cnotę. Jakościowo nie grał on na wcale wyższym poziomie. Przyznaję, że nie było to uczciwe porównanie „łeb w łeb”, lecz wniosek bazujący na odniesieniach do mojej poprzedniej referencji, znakomitego Meitnera MA-1. Ryzyko błędnej oceny szacuję jednak na niewielkie.

Aurender A30 przetwornik c/a

Konwersję c/a realizuje DAC AKM AK4490EQ w trybie różnicowym. Dbałość o zasilanie i komponenty adekwatna do klasy urządzenia.

 

Z drugiej strony, gdy Aurender A30 zastąpił w moim systemie, rezydującego z nim już na stałe Bartoka (ku mojej nieskrywanej ekscytacji) nie mogłem nie usłyszeć, że to jednak trochę inna półka jakościowa w takich dziedzinach, jak: dynamika, definicja basu, namacalność, przestrzeń czy ogólna ilość informacji wyciąganej z plików (a jeszcze chwilę wcześniej – krążków). W żadnym razie nie odbierało mi to jednak szeroko pojętej przyjemności ze słuchania muzyki. Zacząłem bez zbędnej „spiny”, tworząc sporą playlistę i siadając do innego niż słuchanie zajęcia, nasłuchując „kątem ucha” przede wszystkim tego, na ile prawdziwy i barwny obraz muzyczny ma do zaoferowania koreański superserwer. Okazało się, że wszystkie niezbędne składniki znakomitego grania są w tym przekazie obecne – i to pod dostatkiem. Przede wszystkim, należy zauważyć, że A30 świetnie rekonstruuje skalę i „gęstość” nagrań. Mam na myśli konsystencję dźwięku, czyli to, że nie powstaje wrażenie, iż poszczególne dźwięki składają się głównie z konturów, czego szczerze nie znoszę. W tym wydaniu spaja je miękka tkanka łączna stanowiąca muzyczną treść, ale przede wszystkim zapewniająca wrażenie naturalności przekazu, do pewnego stopnia stojąca w opozycji do takich cech, jak rozdzielczość czy precyzja (najwyższej klasy źródła udowadniają jednak, że taki konflikt nie musi występować). W tych aspektach A30 nie osiąga szczytów, z pewnością nie jest tu urządzeniem wybitnym, ale w zamian oferuje absolutny dostatek esencji grania i barwowej rzetelności, bez silenia się na daleko posunięte słodzenie czy ocieplenie. Niemniej, dość łatwo dało się wyczuć, że Aurender gra właśnie dość ciepło, z niewielkim, ale słyszalnym woalem rozciągającym się właściwie na całe pasmo akustyczne. Balans tonalny jest dość wyraźnie lżejszy niż w przypadku mojego źródła odniesienia, bardziej już przypominając Meitnera MA-1. Chodzi tu przede wszystkim o reprodukcję niskiego zakresu, który odebrałem jako mniej obecny w najniższych rejestrach. Przyznaję, że trochę brakowało mi potęgi i precyzji w tym właśnie zakresie, ale może to kwestia wypaczonych oczekiwań po kilkunastu godzinach spędzonych w towarzystwie Bartoka? W porównaniu z przetwornikiem Brinkmanna takiej różnicy na basie już nie było.

Aurender A30 napęd CD i HDD

Napęd do zgrywania płyt to CD-ROM od TEAC'a. W głębi widoczny dysk WD Purple 10 TB. Pomieści od kilku do około 30 tys. albumów w jakości CD lub wyższej.

 

Bardzo wysoko oceniam zdolności do rekonstrukcji sceny dźwiękowej, poczucie wieloplanowości i swobody dźwięku. Zwiewność i eteryczność przekazu, jak również jego namacalność nie sięgają jeszcze absolutnych szczytów, ale jak na urządzenie integrujące sobie tyle elementów i funkcjonalności, poczucie realizmu brzmienia trzeba ocenić nie inaczej, jak znakomite. W średnich i wysokich tonach słyszalne jest wygładzenie. Sprzyja to poprawie komfortu słuchania kosztem ekstrakcji najdrobniejszych detali czy wybrzmień. Homogeniczność dźwięku prezentuje za to bardzo wysoki poziom. Słuchając nowego albumu grupy Tool „Fear Inoculum” zwróciłem uwagę na mniejszą przejrzystość miksu niż przy odsłuchu za pośrednictwem dCS-a, co z jednej strony skutkowało niższym poziomem emocji, ale z drugiej tuszowało pewną surowość i rozwarstwienie miksu w tej skądinąd dobrej produkcji.

Słyszalne złagodzenie przekazu dotyczy także dynamiki. Pod tym względem twórcy A30 obrali ścieżkę niezaskakiwania słuchacza nagłymi erupcjami dynamiki. Przekaz jest z gatunku mniej atakujących, nieco ugrzecznionych, co jednak nie oznacza, że słuchając muzyki odczuwamy znużenie. Zamiast maksimum ekspresji otrzymujemy pięknie wymodelowany dźwięk z akcentem na wypełnienie, spoistość i więcej niż odrobinę słodyczy.

Koniec końców, wypada mi dodać, że muzyki za pośrednictwem tego samograja słuchało mi się wyśmienicie – szczególnie gdy był to akustyczny jazz i klasyka. W tych gatunkach Aurender realizuje się najpełniej.

 

Galeria

 

Naszym zdaniem

Jako zwolennik rozdzielania poszczególnych elementów systemu high-end, w szczególności DAC-a i streamera (nie tylko ze względów stricte dźwiękowych) muszę przyznać, że w propozycji Aurendera jest coś wielce pociągającego, a mianowicie daleko posunięta integracja na prawdziwie high-endowym poziomie jakościowym. Nietrudno jest mi sobie wyobrazić kogoś, kto zamiast szukać, dopasowywać i łączyć ze sobą dwa lub więcej urządzenia, angażować się w ręczne zgrywanie płyt CD, tworzenie serwerów NAS, dobieranie kabli i szukanie optymalnych połączeń, woli kupić ten oto, znakomicie brzmiący serwer i zapomnieć o całym bólu związanym z szeroko pojmowanym komputerowym audio. Automatyczne zgrywanie płyt (proces ten można dodatkowo zautomatyzować za pomocą narzędzia Acronova Autoloader), przepastne archiwum o pojemności tysięcy albumów w jakości hi-res, bardzo wysokiej klasy DAC z regulacją poziomu, wbudowany odtwarzacz strumieniowy, wysokiej klasy wzmacniacz słuchawkowy czy wreszcie high-endowy transport plikowy USB audio – to wszystko otrzymujemy w koreańskim „superpacku”, który w mojej ocenie jest wart swojej – fakt, że niemałej – ceny.

Aurender A30 zzzArtykuł pochodzi z Audio-Video 9/2019 - KUP WYDANIE PDF

System odsłuchowy:

  • Pomieszczenie: 30 m2 zaadaptowane akustycznie (dość silnie wytłumione), panele Vicoustic, Mega Acoustic oraz własnego projektu
  • Źródła odniesienia: dCS Bartok / SOtM SMS-200 Ultra Neo + Mac Mini z SSD (late 2014) jako Roon Core, Brinkmann Nyquist II DAC
  • Wzmacniacze: Conrad-Johnson ET2 / Audionet AMP1 V2
  • Interkonekty: Stereovox HDSE, Albedo Metamorphosis (pre-power)
  • Kable głośnikowe: KBL Sound Red Corona, Tellurium Q Ultra Black
  • Akcesoria: stoliki Rogoz Audio 4SPB/BBS, StandART STO, platformy antywibracyjne PAB
  • Zasilanie: dedykowana linia zasilająca, listwy Furutech f-TP615, PowerBASE kable zasilające KBL Sound Himalaya PRO, Master Mirror Reference, Solaris, Zodiac

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Aktualnie w testach

  • Gato Audio FM-15
  • Polk Audio Legend 100
  • Martin Logan Motion 35 XTi
  • Arcam CD73T
  • Primare PRE35 PRISMA & A32.2
  • T+A SD3100HV / PDT 3100HV
  • Gryphon Antileon EVO
  • Gauder Akustik Arcona 60 mkII
  • Podkładki i platformy antywibracyjne

Ranking urządzeń

ranking

Polecane strony

Kontakt z redakcją